niedziela, 3 lipca 2016

III. VIXX (Maska) cz.2 +18

Witajcie! Powrót do pisania zajął mi więcej niż myślałam. Na początku nie mogłam się przełamać, a potem przyszło piekło zwane sesją, ale dziś poczułam, że jestem w stanie napisać dalszy ciąg i gdy skończyłam czułam się tak wspaniale jak nigdy! 
Kochani mam nadzieje, że teraz będę miała lepsze tempo, więc proszę trzymajcie za mnie kciuki! :D
Mam nadzieje, że druga część Wam się spodoba. Życzę Wam miłego czytania i czekam na Wasze komentarze :*
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~







Nie spał. Nie mógł zasnąć. Leżał, patrzył się w sufit i rozmyślał o tym co powinien teraz zrobić. Mógłby powiedzieć mu o wszystkim wprost, mógłby też spróbować go sprowokować, mógłby też poprosić o pomoc Hakyeona… A propos Hakyeona… miał ochotę urwać mu łeb. Przecież on doskonale o wszystkim wiedział! No może nie o wszystkim…
Poznał go na jednej z imprez studenckich i od razy złapali wspólny język. Później kilka razy wyszli we dwóch na piwo. Tak właściwie Cha był pierwszą osobą, do której zbliżył się od kiedy przeprowadził się do Seulu. Dobrze im się rozmawiało, co najważniejsze niemal od pierwszego ich spotkania wiedział, że jest on pozbawiony wszelkich uprzedzeń, więc bez większych problemów powiedział mu o wszystkim.
Kim Wonsik skrywał wiele tajemnic, mimo że w swoim rodzinnym mieście miał wielu przyjaciół, jednak żadnemu z nich nigdy nie powiedział prawdy o sobie. Czuł, że żadnemu z nich nie jest w stanie zaufać tak do końca, a Cha Hakyeon zdobył jego zaufanie niemal od razu. Pamiętał z jakim spokojem przyjął tę informację, po czym skwitował to zdawkowym I co z tego?
Cieszył się, gdy starszy zaproponował mu przeprowadzkę do siebie, a jeszcze bardziej, gdy dowiedział się, że zamieszka z nimi Jung Taekwoon.
Ze wstydem musiał przyznać, że z początku myślał o nim tak jak te jego szurnięte fanki. Jednak już po ich pierwszej rozmowie zdał sobie sprawę, że ta postawa, którą tak uwielbiały wszystkie dziewczyny to zwykła maska. To, że wydawał się zimnym draniem było po prostu próbą ukrycia wręcz niespodziewanie wielkiej nieśmiałości, a to było niewyobrażalnie urocze. Z każdym dniem dostrzegał coraz więcej, jego ukrytych przed światem, cech i dopiero po pewnym czasie zrozumiał, że zakochał się w nim do szaleństwa.
I mógłby przysiądź, że Hakyeon o wszystkim wiedział! Przecież z jakiego innego powodu miałby zaproponować im wspólne zamieszkanie? To właśnie dzięki niemu mógł go codziennie widywać, poznawać go coraz lepiej, zbliżyć się do niego, a co najważniejsze odkryć, że on też nie jest mu obojętny.
Wracając do meritum sprawy… z tego co słyszał od tego dupka Cha to Leo przekładał uczucia swoich wybraków ponad siebie, zawsze gdy widział, że coś jest nie tak, wycofywał się, pozwalał im odchodzić, byle by byli szczęśliwy, a swoje uczucia ignorował po całej linii.
To zdecydowanie utrudniało mu sprawę. Widział, że Taekwoon bardzo ceni sobie ich przyjaźń i za nic w świecie nie pozwoli jej zniszczyć, przez swoje uczucia… Ile by dał, żeby wyprowadzić go z błędu, obawiał się tylko, że gdy dowie się o jego prawdziwych uczuciach zamknie się w sobie i będzie próbował uciekać…
Miał ciężki orzech do zgryzienia… musiał to wszystko poukładać sobie w głowie, ale na pewno wiedział od czego zacznie… od skopania tyłka Cha Hakyeona.



- Jestem w domu! – Wydarł się od progu, ale o dziwo odpowiedziała mu cisza.
Zwykle gdy wracał to Leo przychodził i witał się z nim, bo wiedział że to uwielbia,  natomiast Ravi darł się jak opętany nie ważne w jakim zakamarku domu się znajdował.
- Jest tu kto? – Zawołał wchodząc w głąb domu, ale ponownie nikt mu nie odpowiedział.
Wszedł zawiedziony do kuchni i ku swojemu zaskoczeniu spotkał tam Wonsika siedzącego nad rozmiękłym ramenem.
- Czego się nie odzywasz? – Szturchnął go w ramię na powitanie.
- Bo mam na ciebie focha. – Odpowiedział i zamieszał pałeczkami w kubku.
- A to dlaczego? Na tak zajebistą osobę jak ja nie można mieć focha!
- Chcesz się założyć?
- Oj widzę, że coś poważnie zmalowałem. Tylko nie bardzo wiem co?
- To dziwne hyung, bo wydawało mi się, że kto jak kto, ale ty wiesz wszystko, widzisz wszystko i w ogóle jesteś pieprzoną wróżką. – Po raz pierwszy spojrzał na niego i niemal od razu zrozumiał do czego piję.
- Domyśliłeś się?
- Ciężko było się nie domyślić, przecież ślepy by zauważył jak na mnie czasami patrzy.
- Wiesz, on po prostu się boi że to co może poczuć, albo już czuję może zniszczyć waszą przyjaźń.
- Naprawdę? A co byś zrobił gdybym ci powiedział, że właśnie tego chcę?
Przez chwilę patrzył na niego nie bardzo rozumiejąc o czym w ogóle ten człowiek do niego mówi. Im dłużej mu się przyglądał, tym na czole Raviego pojawiała się wyraźniejsza żyła.
- Dobra! Inaczej, bo widzę, że przez ten gruby czerep nic do mózgu nie dotarło. Wyobraź sobie, że myślę o Taekwoonie hyungu tak samo jak on o mnie?
Cha Hakyeon otworzył szeroko oczy, po czym zaczął drzeć się na całe gardło jak nienormalny.
- Ale czekaj?! Że co?! Nie mów mi, że ty też jego… ale… jak? Co? Od kiedy?!
- Serio jak tak na ciebie patrzę hyung to dziwię się jakim cudem przyjęli cię na studia.
- Ty zostaw moją wspaniałą osobę w spokoju, lepiej odpowiedz na moje pytanie! Od kiedy?
- Niemal od naszego pierwszego spotkania, Leo hyung jest tak przystojny, że ciężko było nie zwrócić na niego uwagę.
- Wybacz, ale ja tego nie dostrzegam. Gustuję w typach z trochę większym biustem.
Ravi posłał mu ciężkie spojrzenie. W takich chwilach jak ta żałował, że nie miał żadnej patelni pod ręką…
- A jeśli mam być dokładny, to uświadomiłem sobie, że to nie tylko fascynacja tuż przed przeprowadzką tutaj, właśnie wtedy zacząłem dostrzegać coś więcej niż tylko jego codzienną maskę.
- No, no. – Mruknął do siebie Cha. Nie spodziewał się, że ktoś tak łatwo rozgryzie jego przyjaciela, jemu samemu zajęło to o wiele więcej czasu i wysiłku, a tu proszę ktoś połapał się w rekordowym tempie.
- Mówiłeś coś? – Burknął na niego.
- Niee, ale trzeba coś z tym z robić, to znaczy z wami.
- Odkrywczy jesteś hyung.
- Dobra, dobra, wybacz swojemu wspaniałemu hyungowi i weźmy się za układanie…
- Wróciłem! - Od drzwi dobiegł ich cichy głos ich przyjaciela.
- Dokończymy też rozmowę później. – Poklepał go po ramieniu i wybiegł przywitać swojego przyjaciela.
Wonsik patrzył tempo w drzwi kuchni. Właśnie sobie coś uświadomił – wciąganie w tę sprawę Cha Hakyeona mogło być poważnym błędem…



Minęły dwa tygodnie. Dwa tygodnie ciągłego studzenia entuzjazmu typka zwanego Cha i dwa tygodnie budowania coraz to lepszych relacji z Leo.
Mimo tego, że niemal doskonale radził sobie ze wszystkimi przedmiotami, udawał, że nic z tego nie kuma i prosił o pomoc Taekwoona, gdy starszy wykonywał jakieś prace domowe zawsze pojawiał się i oferował pomoc, wspólnie oglądali filmy, raz nawet udało mu się namówić go na wspólne wyjście na piwo… To wszystko po to, by móc spędzać z nim jak najwięcej czasu, by móc go lepiej poznać, a co za tym idzie by w końcu udało mu się znaleźć sposób na odpowiednie przedstawienie swoich uczuć. A to nie było wcale takie proste. I to z dwóch powodów:
Po pierwsze pan upierdliwy Cha Hakyeon wyłaził ze skóry by sprowokować jakoś Leo, przez co ten zamykał się w sobie jeszcze bardziej…
Po drugie, gdy w końcu udawało mu się spławić pana upierdliwego i w końcu spędzali jakąś chwilę sam na sam, starszy niemal na każdym kroku pilnował się by w jakiś sposób w jego mniemaniu go nie urazić. Gdy tylko go dotknął, nawet przez przypadek odsuwał się i udawał, że nic się nie stało. Starał się ukrywać wszystkie swoje uczucia pod maską, ale mimo to Ravi doskonale wiedział co się działo w jego wnętrzu. Dostrzegał jego ukradkowe spojrzenia, to jak stara się ukryć delikatny rumieniec malujący się na twarzy, to jak odwraca wzrok kiedy zbyt długo patrzy mu w oczy.
Wszystko to i o wiele więcej sprawiało, że serce Wonsika biło szybciej, ale zdecydowanie było też powodem jego zmartwienia. Kilkukrotnie próbował go zapytać go czy jest ktoś kto mu się podoba, ale starszy zawsze się wtedy płoszył i udzielał mu wymijających odpowiedzi. Za to on sam bał się mu powiedzieć, że jest ktoś kogo darzy głębszym uczuciem, bo aż za dobrze wiedział jak by zareagował – uciekłby, a na to nie zamierzał mu pozwolić, zakochał się w nim bez pamięci, chciałby, żeby jego uczucie było tak silne, że nie będzie w stanie z niego zrezygnować…



- Co mamy następne? – Ravi niemal siłą zaciągnął Leo do stołówki, bo doskonale wiedział, że starszy nic nie jadł od śniadania.
- Historię. – Odpowiedział zerkając na niego dyskretnie.
Taekwoon myślał, że to uczucie, które zaczęło w nim kiełkować to tylko zauroczenie, ale im więcej spędzał z nim czasu, tym bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że to coś więcej. Z niepokojem zauważył, że zaczyna łaknąć jego obecności, a każda chwila spędzona samotnie była katorgą. Przerażało go to, nie tak to sobie zaplanował, chciał jak najszybciej wyleczyć się z tego uczucia, a nim zauważył co się dzieje wpadł po uszy. Chciał trzymać jego dłoń, czuć ciepło bijące od niego, móc przytulić się do niego… jednak wiedział, że nie może sobie na to pozwolić i to tak strasznie bolało. Chciał już się nawet wyprowadzić, ale po tym jak Hakyeon urządził mu potworną awanturę odpuścił sobie. Na razie wystarczało mu to, że może z nim po prostu przebywać, ale nie wiedział jak długo tak wytrzyma…
- Hyung słuchasz mnie w ogóle? – Ravi postawił przed nim tacę z jedzeniem.
- Przepraszam, zamyśliłem się. – Spuścił wzrok. Nawet nie zauważył, że cały czas wodził za nim wzrokiem.
- Kto tak zajmuje twoje myśli? – Dostrzegł nikły uśmiech na jego pełnych ustach.
- Nie kto a co, nadchodzące egzaminy mnie trochę martwią. – Skłamał na poczekaniu.
- Daj spokój hyung! Zdasz śpiewająco mówię ci!
Pokiwał tylko głową i zabrał się za jedzenie. Wonsik był dopiero drugą osobą, która mogła po prostu z nim posiedzieć w ciszy, a właściwie pierwszą, bo Cha zawsze nawijał jak najęty.
Mimo, że uwielbiał chwile takie jak to, to jednocześnie się ich obawiał. Bał się, że jakoś się zdradzi, że młodszy w jakiś sposób się domyśli i to będzie koniec… Na samą myśl robiło mu się niedobrze, więc odgonił od siebie te ponure myśli.
- Przepraszam. – Jakaś dziewczyna nieśmiało podeszła do ich stolika.
- Tak? – Ravi ledwo obdarzył ją spojrzenie.
Leo spojrzał na nią dyskretnie i poczuł jakby ktoś dał mu pięścią w brzuch. Ta dziewczyna niewątpliwie była piękna – idealna figura, wyważone rysy twarzy, odpowiednio dobrana fryzura i podkreślające sylwetkę ubrania. Czasem myślał, że gdyby urodził się dziewczyną byłoby mu łatwiej zdobyć się na wyznanie uczuć młodszemu… kolejne niepotrzebne myśli, przecież i tak nie mógł nic z tym zrobić.
- Kim Wonsik-shi mam do ciebie pytanie. – Odpowiedziała nieśmiało. Starszy z rosnącym przerażeniem dostrzegł rumieniec na jej idealnej twarzy.
- Nie pożyczam notatek. – Odparł wciąż na nią nie patrząc.
- Ach… nie o to chodzi.
- W takim razie o co? – Starał się nie zabrzmieć zbyt srogo, ale słabo mu to wychodziło.
- Zastanawiam się czy nie poszedłbyś ze mną na kawę? – Wydusiła z siebie w końcu.
Tego było dla niego za wiele. Poderwał się raptownie od stołu.
- Zostawię was samych. – Porwał swoją torbę i nawet na nich nie patrząc ruszył do wyjścia.
- Taekwoon hyung! – Krzyknął za nim młodszy, ale nawet się nie odwrócił.
Nie chciał tu dłużej być. Miał wrażenie, że zaraz zwymiotuje albo się rozpłacze… albo jedno i drugie. Czyli tak to wszystko miało się skończyć? Widział, że kiedyś ten dzień nadejdzie. Nie. On nie dopuszczał do siebie tej myśli. Gdzieś w głębi tliła się w nim nadzieja, dopiero teraz to zrozumiał.
Niemal wybiegł z budynku i ruszył prosto do głównej bramy. Pierwszy raz w swoim życiu opuści zajęcia, nawet nie miał wyrzutów sumienia. Bał się spojrzeć mu teraz w oczy. Miał tylko nadzieje, że zanim Wonsik wróci do domu uda mu się wszystkie swoje uczucia skryć pod maską… a jeśli nie to już go tam nie będzie.



Biegł ile sił w nogach, powoli brakowało mu tchu, ale wiedział, że nie może się zatrzymać. Miał złe przeczucia. Gdy zobaczył jego minę wiedział, że nie wróży nic dobrego. Po jego wyjściu niemal od razu spławił tę dziewczynę i ruszył go szukać. Obszedł cały kampus, ale nigdzie go nie znalazł, więc ignorując profesora, który właśnie wchodził do sali wykładowej pognał do domu. Miał tylko nadzieje, że się nie spóźnił.
Dzwonił do Hakyeona, ale on pojechał do swoich rodziców, więc nie mógł mu pomóc, chociaż podejrzewał, że nawet on by go nie powstrzymał.
Wpadł jak strzała na podwórko i z ulgą poczuł, że drzwi nie są zamknięte na klucz. Nie patrzył nawet czy na coś wpada czy nie, biegł potrącając meble wprost do jego pokoju. Dopadł drzwi i niemal w tym samym momencie poczuł jak krew się w nim gotuje – zamknął się.
- Taekwoon hyung? Jesteś tam?
Cisza. Mógł się założyć, że starszy nawet teraz nie oddycha.
- Hyung? Otwórz drzwi! Czemu nie poszedłeś na zajęcia? Martwiłem się.
Ciągle nic. Jak tak dalej pójdzie to się udusi.
- Dobra koniec tego dobrego! Otwieraj w tej chwili!
Odczekał kilka sekund, ale wciąż nic się nie wydarzyło. Wziął głęboki oddech, żeby trochę ochłonąć, ale na nic się to zdało.
- Sam tego chciałeś hyung! – Krzyknął.
Cofnąć się pod drugą ścianę, wziął rozpęd i z całej siły kopnął w drzwi. Niestety nie stało się tak jak w filmach, drzwi nie otworzyły jak za sprawą czarodziejskiej różdżki, pozostały niewzruszone na jego rosnącą złość.
Ponownie wziął rozbieg, ale nic zdążył kopnąć w drzwi usłyszał szczęk zamka i powoli otworzyły się.
- Hakyeon nie będzie zadowolony jak zdemolujesz mu dom.
- Więc porozmawiaj ze mną.
- O czym chcesz rozmawiać?
Zdążył nałożyć swoją maskę. Ravi zazgrzytał zębami, pójdzie ciężej niż myślał.
- O tobie. – Opowiedział wprost i nie zważając na jego protesty wtargnął do jego pokoju.
- Czemu nie poczekałeś na mnie?
- Źle się poczułem. – Leo nie parzył na niego.
- Tak nagle. Jeszcze chwile wcześniej wszystko było w porządku.
Wonsik rozejrzał się po jego pokoju i zauważył, że z pod łóżka coś wystaje.
- Nie! – Krzyknął starszy, ale było już za późno.
Czując jak krew odpływa mu z twarzy, wyciągnął do połowy spakowaną torbę. Tę samą, którą pomógł mu wynieść z pokoju w akademiku.
- Co to ma być? – Patrzył na niego wstrząśnięty.
- Ja… - Pokręcił tylko głową. Nie był w stanie wydobyć głosu.
Młodszy czuł jak gniew sięga zenitu. Cisnął torbą w szafę, podszedł do niego i chwycił go mocno za ramiona.
- Chyba nie miałeś zamiaru się wyprowadzić? – Próbował zmusić go, żeby spojrzał mu w oczy. – Hyung!
Nic nie odpowiedział, chciał żeby go zostawił, żeby tak na niego nie patrzył… Nim zdążył choćby mrugnąć leżał na swoim łóżku, a młodszy pochylał się nad nim.
- Nie pozwolę ci na to! Czemu to robisz? Czemu nie chcesz dać się uszczęśliwić?
Oparł swoją głowę o jego klatkę piersiową. Starał się trochę uspokoić, nie chciał go wystraszyć, ale nie myślał nad tym co robił. Teraz chciał mu wszystko wyjaśnić.
- O czym ty mówisz? – Wydusił w końcu z siebie.
- Naprawdę nie wiesz? Nie zauważyłeś? Bo ja wiedziałem, o wszystkim.
- C-co? – Serce podjechało mu do gardła.
- Ślepy by zauważył jak na mnie patrzysz. Starałem się do ciebie zbliżyć, dać ci jakoś do zrozumienia, że też nie jesteś mi obojętny, ale zamknąłeś się w sobie, nic do ciebie nie docierało.
Podniósł głowę i spojrzał w jego zaskoczone oczy. Prosił Boga, żeby mu uwierzył, żeby teraz nie uciekł.
- Nie… to niemożliwe.
- Czemu wciąż nie chcesz tego zauważyć? Czemu nie widzisz, że patrzę na ciebie tak samo jak ty na mnie.
- Wonsik co ty…?
- Co mam jeszcze zrobić, żeby dotarło do ciebie, że też się w tobie zakochałem?!
Patrzył jak jego oczy powiększają się jeszcze bardziej. Czyli nadal nie dotarło.
- Ale… przecież dzisiaj ta dziewczyna…
- Czy ty mnie w ogóle słuchasz?!
Zamknął na chwilę oczy by znów nie wybuchnąć.
- Jeśli moje słowa do ciebie nie docierają, może czyny przekonają cię o moje uczuciach.
Ułożył rękę obok jego głowy i nachylił się nad nim bardzo powoli. Dał mu czas, by zrozumiał co ma zamiar zrobić, jednak nie miał zamiaru dać mu się odrzucić. Ich usta dzieliło kilka centymetrów. Ravi poczuł jak wzdłuż kręgosłupa przebiegł mu dreszcz. Teraz nie będzie się wahał. Wciąż patrząc mu w oczy złożył czuły pocałunek na jego pełnych ustach… ledwo powstrzymał się od westchnięcia. Ta miękkość, to ciepło odbierały mu jasność myślenia. Poczuł jak starszy delikatnie odpowiada na tę delikatną pieszczotę. Miał wrażenie, że serce wykonało mu salto w klatce piersiowej.
- Zrozumiałeś w końcu jakimi uczuciami cię darzę hyung? – Powiedział gdy w końcu się od niego oderwał.
Leo wziął głęboki oddech, ledwo powstrzymywał się od łez. Nie mógł uwierzyć w to co się działo, miał wrażenie, że to sen, ale jeśli tak było miał nadzieję, że już nigdy się nie obudzi.
- T-tak. – Wyszeptał w końcu.
Twarz młodszego rozjaśnił uśmiech jakiego jeszcze nie widział, był pełen ulgi i ciepła.
- W końcu. – Położył się na nim i przytulił go mocno do siebie. – Nie waż się więcej przede mną uciekać. Masz mi mówić o wszystkim co cię martwi i pamiętaj, dla mnie twoje szczęście jest najważniejsze, rozumiesz?
- Tak. Dziękuję. – Leo chciał się do niego przytulić, ale Wonsik miał inne plany. Znów podniósł się na łokciach i ponownie złączył ich usta, tym razem dłuższym, namiętniejszym, pełnym miłości.
- Kocham cię. – Wyszeptał mu do ucha.
- Ja… ja ciebie też.
Tym razem to Taekwoon zarzucił ręce na szyję i przyciągnął go do pocałunku. Dopóki nie spróbował jak smakują jego usta nie wiedział, że tak bardzo ich pragnął, starał się nie wyobrażać sobie, że w ogóle go dotyka, ale teraz gdy to się działo wiedział, że żadne wyobrażenie nie oddałyby rzeczywistości. Przechodziły go delikatne dreszcze gdy młodszy gładził kciukiem jego policzek, a gdy przejechał językiem po jego dolnej wardze poddał mu się z jękiem.
Ravi wtargnął do wnętrza jego ust i z zapamiętaniem zaczął pieścić ich wnętrze, starał się być delikatny, w każdy swój gest wkładać jak najwięcej uczuć, chciał go upewnić, sprawić, żeby zaufał mu w stu procentach. Nagle poczuł jak drżąca dłoń starszego wkrada mu się pod koszulkę i kładzie mu ją na wysokości serca.
- Ach więc to prawda. – Powiedział przerywając pocałunek. Czuł jak serce wali mu jak oszalałe.
- Wciąż mi nie wierzysz? – Mruknął niezadowolony.
- Raczej wydaje mi się, że to sen.
Przez dwadzieścia parę lat swojego życia Wonsik miał się za osobę cierpliwą, ale w tym momencie miarka się przebrała. Wyprostował się gwałtownie i jednym sprawnym ruchem ściągnął z siebie koszulkę.
- Sprawię, że wreszcie uwierzysz, że to się dzieje naprawdę.
Chwycił dwoma placami jego podbródek i wpił się w jego usta. Do jego uszu dobiegł przytłumiony jęk starszego. Na tym jednym nie miał zamiaru poprzestawać.
Zjechał swoimi ustami na jego podbródek, by następnie dotrzeć po linii szczęki do zagłębienia pod jego uchem, a potem przygryźć je delikatnie.
- Masz coś przeciwko hyung? – Wymruczał mu do ucha.
- Mam nadzieje, że uda ci się mnie przekonać. – Powiedział rumieniąc się po uszy.
W odpowiedzi Ravi uśmiechnął się delikatnie po czym wznowił swoją wędrówkę. Zdobił pocałunkami całą jego szyję, by w końcu dotrzeć do obojczyka i to właśnie na nim zostawić ślad po sobie, krwawy punkt świadczący o tym, że teraz, że na reszcie jest jego.
Mimo, że był pewny siebie to gdy jego duże dłonie wsunęły się pod koszulkę Taekwoona drżały delikatnie. Przez ten cały czas tak skupiał się na tym, żeby dotrzeć do niego, że nawet nie zdawał sobie sprawy z tego jak bardzo go pragnął.
Pozbawiwszy go górnej części garderoby kontynuował swoją wędrówkę, obdarowywał jego klatkę piersiową tysiącem drobnych pocałunków, a gdy dotarł do sutków zawahał się przez chwilę, ale widząc, że starszy z leży z przymkniętymi powiekami i oddycha ciężko, wszelkie wątpliwości zniknęły. Teraz wiedział, że nie tylko on tego pragnął. Na początku delikatnie zaczął trącać palcami oba sutki, by po chwili nachylić się nad jednym z nich i wciąż obserwując jego twarz przejechać po nim językiem.
- Ach! – Wyrwało się z ust Leo nim zdążył się powstrzymać.
- Czyli ci się podoba hyung.
- Dlatego, że to ty.
- Naprawdę? – I znów uśmiechając się delikatnie powrócił do przerwanej czynności.
Zassał się mocniej na jego sutku, drugi zaś zaczął mocniej pocierać napawając się jękami wydobywającymi się z ust starszego. Teraz to on miał wrażenie, że śni, nie wyobrażał sobie, że w końcu do czegoś między nimi dojdzie, a teraz był tu, czuł jego ciepło, rozkoszował się każdą jego reakcją, to było niesamowite…
Taekwoon nie mógł nad sobą zapanować, skrywane od dłuższego czasu pragnienia w końcu zawładnęły jego ciałem, nie był w stanie racjonalnie myśleć, nie mógł kontrolować swojego głosu, ciała, myślał tylko o tym, że dłonie, usta młodszego błądzą po jego ciało odbierając mu jasność myślenia. Gdy ten przygryzł delikatnie jego sutek niemal krzyknął i wygiął plecy w łuk ocierając się przy tym o jego krocze.
Myślał, że Ravi jakoś skomentuje piętrzący się namiocik w jego spodniach, ale ten tylko syknął cicho i z niecierpliwością zaczął rozpinać mu spodnie. Nie myślał, że kiedykolwiek doprowadzi kogoś do takiego stanu. Gdy ich oczy się spotkały zobaczył w oczach młodszego czyste pożądanie. Na sam ten widok jego ciałem wstrząsnął dreszcz, nigdy czegoś takiego nie doświadczył, a było to niewyobrażalne.
Krzyknął przeciągle gdy niemal zdarł z niego spodnie wraz z bokserkami. Leżał teraz pod nim kompletnie nagi, ale nie odczuwał wstydu, jego ego czuło się mile połechtane, ponieważ młodszy niemal pożerał go wzrokiem.
Wonsik dostrzegł, że starszy przypatruje mu się cały czas. On też nie mógł oderwać od niego wzroku, chłonął spojrzeniem każdy fragment jego ciała, a gdy Leo przejechał językiem po swojej górnej wardze warknął cicho i wpił się ponownie w jego lekko rozchylone usta. Gdy go całował czuł się na właściwym miejscu, miał wrażenie, że nie może już się obyć bez tych słodkich usteczek.
Po raz kolejny rozpoczął wędrówkę przez jego nagie ciało, ale ty razem nie był już tak delikatny, nie poznawał sam siebie, nie przypuszczał, że może być tak gwałtowny. Znaczył jego ciało czerwonymi punkcikami, nadgryzał delikatnie wystające kości, wsunął koniuszek języka do jego pępka by następnie zostawić pod nim kolejny krwisty ślad.
Na ułamek sekundy spojrzał na jego twarz i zaparło mu dech w piersiach. Starszy odchylił głowę do tyłu i z zamkniętymi powiekami napawał się każdą pieszczotą jaką mu fundował.
Chciał sprawić, że zwariuje z rozkoszy, chciał całkowicie zawładnąć jego umysłem, chciał sprawić by nigdy więcej nie pomyślał, że może od niego uciec i ukryć swoje uczucia pod maską.
Czując rosnące z każdą sekundą podniecenie chwycił członka Leo w dłonie i zaczął powoli go pocierać, by  po chwili przejechać po nim językiem, a następnie wsunąć go całego do swoich ust.
- Wonsik! – Wykrzyknął starszy i niemal poderwał się do siadu. Przez chwilę na niego nie patrzył, a on w tym czasie znów dostarczył mu dawki przyjemności o jakiej nigdy nie marzył. Wplótł mu palce we włosy i znów zamknął oczy by móc lepiej odczuwać przyjemność.
Młodszy delikatnie pieścił jego męskość, wodził ustami po całej jej długości, a gdy dochodził do główki zataczał na niej małe kółko językiem. Napawał się każdym dźwiękiem wydobywającym się z ust Taekwoona, każdy jęk, każde westchnienie sprawiały, że pragnął go coraz bardziej.
Ravi przerwał na chwilę pieszczotę, na co starszy mruknął niezadowolony, ale gdy zobaczył co młodszy robi zabrakło mu powietrza. Ten obtoczył swoje palce w ślinie i powrócił do dogadzania mu ustami jednocześnie zataczając kółka wokół jego wejścia.
Leo gdy tylko poczuł co robi ponownie opadł na łóżko i tym razem jego plecy wygięły się w łuk. Był na skraju wytrzymałości, czuł jak Wonsik wsuwa w niego pierwszego palca jednocześnie zasysając się na jego męskości. Miał wrażenie, że zwariuje przez nadmiar bodźców, ledwo łapał oddech, a jego głos powoli stawał się ochrypły.
Wonsik powoli wsunął kolejne dwa palce, nie mógł już dłużej wytrzymać, chciał go posiąść, teraz, zaraz, natychmiast.
Rozciągał jego wnętrze szybkimi, pulsacyjnymi ruchami. W pewnym momencie trafił w jego czuły punkt. W ustach poczuł słonawy smak, a do jego uszu dotarł głośny, urywany krzyk.
- Wonsik ja przepraszam… byłem pierwszy…
- Nie przejmuj się tym. – Wyprostował się by pogładzić go po twarzy, ale jego palce niezaprzestały penetracji.
- Ale…
- Myśl teraz tylko o sobie. – Wyszeptał i nachylił się nad nim i delikatnie ucałował jego usta.
Po chwili wrócił na swoje miejsce. Mimo, że tak powiedział sam był na skraju wytrzymałości, ale nie pamiętał, żeby kiedykolwiek sprawianie przyjemności komuś innemu sprawiło mu tyle satysfakcji, miał wrażenie, że czuje się lepiej tylko dlatego, że starszy wije się pod nim z rozkoszy.
Powoli wyciągnął palce z jego wnętrza i sam zaczął powoli w niego wchodzić. Musiał przyznać, że nigdy się tak nie czuł. To było niesamowite scalić się w jedno z osobą, którą się kocha… gdyby musiał nie potrafiłby w żaden sposób opisać tego słowami.
Taekwoon miał wrażenie, że czuje go każdą komórką swojego ciała, czuł jak wypełnia go zupełnie, jak jego penis pulsuje w jego wnętrzu. Gdy młodszy zawisł nad nim, ujął jego twarz w dłonie i przyciągnął go do pocałunku. Chciał nim wyrazić wszystko to czego nie mógł, nie był w stanie powiedzieć, chciał mu przekazać jak bardzo jest teraz szczęśliwy.
- Ja też. – Szepnął mu do ucha Ravi, po czy zaczął się w nim poruszać.
Starszy mimo, że gardło powoli odmawiało mu posłuszeństwa krzyknął głośno, gdy wszedł w niego zdecydowanie, mocno, do końca. Nie odczuwał bólu, Wonsik dobrze go przygotował, jego ciałem zawładnęła teraz czysta rozkosz, która pogłębiała się z każdym kolejnym ruchem.
Młodszy nie śpieszył się nigdzie, wchodził w niego powoli, ale z dużą siłą, napawał się przyjemnością, która otaczała go ze wszystkich stron, a każdy okrzyk wydobywający się z gardła jego ukochanego tylko potęgował to uczucie.
Nie przyśpieszali, badali swoje ciała długo, doprowadzając się na skraj szaleństwa. Wymawiali raz po raz swojego imiona w ekstazie, która z każdą chwilą przejmowała władzę nad ich spragnionymi ciałami, a gdy osiągnęli spełnienie przylgnęli do siebie, a ich usta złączyły się w długim przepełnionym pasją pocałunku…



Mimo, że był ranek nie miał ochoty się budzić, było mu tak dobrze, gdy czuł jego ciepło przy swoim boku… niestety pobudka została na nim wymuszona, bo od drzwi darł się nie kto inny jak pan upierdliwy Cha Hakyeon.
- MOGĘ WEJŚĆ?! SKOŃCZYLIŚCIE JUŻ?!
Ravi miał ochotę wstać i zamordować tego debila patelnią. I był ku temu jeden powód – przez niego Taekwoon był bliski zejścia z zawstydzenia. Nawet nie musiał na niego patrzeć, czuł jak jego twarz robi się gorąca.
- Nie ma co teraz nie da nam żyć. – Mruknął do czerwonego jak burak chłopaka.
- Trudno. – Powiedział wciąż zachrypnięty. – Najważniejsze, że w końcu ci wierzę.

Kim Wonsik spojrzał na niego zaskoczony po czym niemal rzucił się na niego. A niech Cha gada co chce, nic teraz nie mogło zepsuć jego szczęścia. 

piątek, 29 kwietnia 2016

III. VIXX (Maska) cz.1

Minęły dwa miesiące. Dwa miesiące ciągłego otwierania nowego dokumentu i zamykania go bez napisania choćby słowa. Myślałam już o tym czy nie zamknąć bloga, ale za każdym razem coś mnie przed tym powstrzymywało i teraz dziękuję za to Bogu. W końcu pod wpływem chwili zaczęłam pisać "coś", na początku nie wiedziałam jaki to będzie zespół, ani kim będą główni bohaterowie, to okazało się podczas pisania i cieszę się, że w końcu udało mi się napisać nowe opowiadanie. 
Będzie to two shot, a teraz przed Wami jego pierwsza część. Życzę Wam miłego czytania i czekam na Wasze komentarze :*
Dziękuję Wam, dziękuję Wam za Wasze wsparcie :*
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Beta: Angel <3









I znów to samo. Nie pamiętał ile to już razy powtórzyła się ta sytuacja. Znów miał poobijaną mordę i to nie ze swojej winy!
Szedł ulicami Seulu z rozciętą wargą i plamami krwi na koszulce. Nie przejmował się spojrzeniami ludzi, których mijał. Z biegiem lat przyzwyczaił się do tego, że swoją mimiką odstraszał ludzi, staruszki w autobusie się go bały, a dzieci uciekały z płaczem… niestety ta jego postawa, z niejasnych dla niego przyczyn przyciągała do niego całe stada pokręconych lasek.
W gimnazjum odbywało się to raczej niewinnie – często w swojej szafce znajdował listy miłosne, a na walentynki dostawał całą masę czekoladek. Niestety gdy tylko poszedł do liceum sprawy przybrały nieco inny obrót. Nie raz słyszał, że dziewczyny zakochiwały się w nim i zostawiały swoich chłopaków, za co obrywało się jemu. I naprawdę nie rozumiał dlaczego.
Nie raz, nie dwa próbował wyjaśniać rozwścieczonym kolegom, że to nie jego wina, że nawet nie zna większości z tych dziewczyn, ale tłumaczenia na nic się nie zdawały. Jako, że od najmłodszych lat trenował taekwondo wiedział jak się bronić, jednak z czasem zauważył, że to nie ma sensu. Po tym jak jego oprawcy dostawali łomot to po jakimś czasie znów wracali, więc po prostu dawał im się pobić, a przynajmniej tak im się wydawało, bo pierwszą rzeczą jakiej uczą na zajęciach z taekwondo jest przyjmowanie ciosów.
I tak od połowy liceum tak do teraz, gdy był w połowie pierwszego roku studiów na kierunku kompozycji muzycznej w milczeniu znosił to wszystko. Nie było mu z tym łatwo, ale dzięki temu niemal z dnia na dzień zmniejszała się liczba jego prześladowców. Niestety liczba jego fanek nie malała wcale, co denerwowało go strasznie.
Ku rozpaczy wszystkich wielbicielek nigdy nie umawiał się z żadną z nich… tak właściwie nigdy nie umawiał się z żadną dziewczyną, a był ku temu jeden zasadniczy powód – otóż był gejem. Zauważył to bardzo dawno temu i choć z początku było mu trudno i nie rozumiał sam siebie, to po wielu latach i licznych rozmowach ze swoim najlepszym przyjacielem w końcu zaakceptował siebie takiego jakim jest.
Stanął przed drzwiami jednego z licznych domów stojących przy tej ulicy, wcisnął dzwonek. Dobrze wiedział, że jest w domu. Ten człowiek zawsze był tam gdzie trzeba, gdy go potrzebował.
- Taekwoon znowu? – cichy głos przyjaciela zabrzmiał mu w uszach.
- Wpuść mnie – powiedział tylko i po chwili usłyszał jak drzwi puszczają.
Szedł powoli i zastanawiał się co ma mu powiedzieć. Dobrze wiedział, że przyjaciel jest przeciwny temu co robi, ciągle go namawiał na zgłoszenie całej sprawy na Policję, ale on wiedział że to nie ma sensu, z resztą nie chciał wyjść na tchórza.
- Apteczka już na ciebie czeka przystojniaku.
- Dziękuję – wyminął go i wszedł do środka bez zaproszenia.
Uwielbiał to miejsce, tu mógł spokojnie odpocząć bez ciągłych zaczepek.
- I co ja z tobą mam? Nie obraziłbym się, gdybyś choć raz przyszedł do mnie w normalnym stanie.
- Przepraszam– szepnął.
- Nie ty powinieneś przepraszać. Ale nie gadajmy o tym, nie chcę, żebyśmy znów się pokłócili.
Taekwoon tylko skinął głową. W całym swoim życiu miał niewielu przyjaciół, ale Cha Hakyeon był osobą, która znała go od przedszkola i wspierała zawsze niezależnie od tego jaką decyzję podjął.
- Chcesz piwa? – krzyknął z kuchni.
- Chętnie.
Wszedł za nim i usiadł przy wysłużonym stole.
- A twoich rodziców nie ma?
- Nie ma i nie będzie. Skoczyli budowę domu i dzisiaj zwoziliśmy graty.
Spojrzał na przyjaciela zaskoczony. Wiedział, że jego rodzice od lat chcieli wyprowadzić się na wieś, ale dopiero teraz dotarło do niego, że to dzieje się naprawdę. Poczuł smutek… skoro jego rodzice się wyprowadzają to znaczyło…
- I czego robisz minę zbitego psa? Ktoś powiedział, że jadę razem z nimi?
O ich przyjaźni można było powiedzieć jedno – Hakyeon ciągle nawijał jak najęty, co wcale nie przeszkadzało Taekwoonowi, z drugiej strony Cha nie musiał w ogóle słyszeć ani słowa z jego strony, żeby wiedzieć co siedzi w tej przystojnej główce.
- Nie wyjeżdżasz?
- Pogięło cię? Niech się nacieszą sobą skoro mogą. Ja mam tutaj swoje życie, studia, pracę, PRZYJACIÓŁ – podkreślił z naciskiem.
- Rozumiem – poczuł jak kamień spada mu z serca.
- Pozostaje tylko jeden problem. Nie utrzymam tego domu sam.
Spojrzał na przyjaciela uważnie. Mógł mu spokojnie polecić kilka osób, z którymi mógłby zamieszkać i nie martwić się, że zrobią mu z domu melinę.
- Jakiś ty przewidywalny – prychnął – ciebie chciałem prosić, a nie jakiś przypadkowych ludzi.
- Mnie? – otworzył szeroko oczy w geście zdziwienia.
- A co nie chcesz? Wydawało mi się, że masz dość mieszkania w akademiku?
Popatrzył przyjacielowi w oczy. Nie musiał nic mówić. Na jego ustach pojawił się lekki uśmiech.
- No to załatwione! Kiedy chcesz się przenieść?
- Kiedy ci tylko pasuje.
- Pomyślałbyś czasem o sobie co? – rzucił z pretensją w głosie – właśnie dlatego nie możesz sobie nikogo znaleźć.
- Hakyeon proszę…
- No co jest inaczej? Zawsze odpuszczasz. Za każdym razem pozwalasz komuś odejść, byle by to on był szczęśliwy.
- Ile razy mam ci mówić, że jeśli osoba, którą kochałem jest szczęśliwa…
- Tak, tak wiem! Ale czy to nie najwyższy czas pomyśleć o swoim szczęściu?
- Za wszelką cenę chcesz, żebym przyznał ci rację?
- I tak zawsze przyznajesz– pokazał mu język i w końcu postawił piwo przed przyjacielem – Właśnie! Nie będziesz miał nic przeciwko jeśli zamieszka tu jeszcze jeden mój znajomy.
Skrzywił się nieznacznie, aż za dobrze wiedział do czego to doprowadzi.
- Zanim coś powiesz. Nie ma dziewczyny, na razie żadnej nie szuka. Po za tym znasz go chyba, jesteście na jednym roku. Nazywa się Kim Wonsik.
- Ravi? – nie mógł ukryć zaskoczenia. Znał go i to bardzo dobrze. Był jedną z niewielu osób na roku, z którą udało mu się w miarę dogadać.
- Kto? Co to ma być to Ravi?
- Pseudonim artystyczny, u nas na roku jest kilku Kim Wonsików, dlatego każdy ma jakąś ksywkę. Zresztą ja też mam.
- Naprawdę? Jaką?
- Leo – poczuł się, że się rumieni.
Hakyeon wybuchnął gromkim śmiechem i dobrą chwilę zajęło mu dojście do siebie. Mógł się założyć, że wymyśliły to jego szurnięte fanki.
- No to co kociaku zgadzasz się? – zapytał, gdy w końcu odzyskał oddech.
- A mam jakieś wyjście?
- Nie masz. No i pięknie. Jutro o piętnastej zabieramy twoje rzeczy z akademika. A teraz pokaż tę wargę, bo znowu zaczyna ci krwawić…



Złożył wypowiedzenie, gdy tylko dotarł do akademika, po czym pośpiesznie spakował swoje rzeczy i czekał cierpliwie, aż jego przyjaciel przyjedzie po niego. Czuł się świetnie. Od dłuższego czasu chciał się wyprowadzić, ale niestety nie starczało mu kasy z pracy dorywczej, więc utknął w miejscu, którego nienawidził. Mieszkał sam w pokoju, bo jego współlokator się wyprowadził po tym jak rzuciła go dziewczyna. Właśnie tego nie lubił najbardziej w kobietach – podejmowały irracjonalne decyzje pod wpływem chwili, kompletnie ignorując jego zdanie. Ciągle słyszał zapleczami, że w końcu któraś z nich go zdobędzie…
Leo nie raz nie dwa myślał o tym, żeby się ujawnić, ale Hakyeon skutecznie wybił mu ten pomysł z głowy. Obaj wiedzieli, że wtedy były gnębiony dwa razy bardziej niż teraz.
Z zamyślenia wyrwało go pukanie do drzwi. Wstał z łóżka i otworzył ale
ku swojemu zaskoczeniu nie zobaczył w nich swojego najlepszego przyjaciela.
- Dzień dobry Taekwoon hyung.
- Wonsik? Co ty tu robisz?
- Przyszedłem ci pomóc. Hakyeon hyung czeka już na nas na dole.
Nic nie zdążył odpowiedzieć. Młodszy wpakował mu się do pokoju i porwał obydwie torby z jego rzeczami.
- Ja mogę sam…
- Daj spokój, zaniosłem już swoje rzeczy więc mogę ci pomóc – uśmiechnął się lekko.
- Dziękuję.
- Nie ma za co.
I wyszedł zostawiając zaskoczonego Leo samego. Chcąc nie chcąc wziął karton z książkami i wyszedł za nim. Musiał przyznać, że lubił tego człowieka, nawet dobrze mu się z nim rozmawiało i co najważniejsze nie odwrócił się od niego jak większość jego kolegów z roku, gdy tylko wyszła na jaw jego popularność wśród dziewczyn. Wciąż z nim rozmawiał, a nawet zaproponował, że zrobi z nim projekt na jedno z zaliczeń.
Zszedł na dół uśmiechając się lekko do siebie.
- Aż taki jesteś szczęśliwy? – Hakyeon uwiesił się na nim.
- Jak na ciebie patrzę to zastanawiam się czy nie popełniłem błędu.
- Och jakiś ty nieczuły. Dobra panienki pakujcie tyłki do auta i jedziemy! – Zarządził i niemal wskoczył za kierownicę.
Leo wciąż lekko się uśmiechając usiadł z tyłu. Miał nadzieje, że od teraz jego życie będzie choć trochę lżejsze.



- Oj nie bądź taki! Cały akademik rozpacza, bo się wyprowadziłeś! – jakaś laska, którą widział pierwszy raz na oczy stała koło niego w sali wykładowej i trajkotała w najlepsze. – Podaj mi swój adres to wpadniemy do ciebie z dziewczynami i urządzimy parapetówkę.
- Wolałbym nie – odpowiedział chłodno i spiorunował ją wzrokiem, ale nie zrobiło to na niej najmniejszego wrażenia.
- Daj spokój, będzie fajnie!
- Chyba wyraźnie powiedział nie – Ravi stał za nią i niemal zabijał ją wzrokiem. – I suń to wielkie dupsko, bo nie mogę się dostać do swojego miejsca.
Taekwoon z trudem powstrzymał się przed parsknięciem śmiechem. Z niemałą satysfakcją patrzył jak oburzona dziewczyna odwraca się na pięcie i odchodzi obrażona.
- Dzięki.
- Nie ma sprawy. Z takimi trzeba twardo.
- Raczej bym tak nie potrafił.
- Bo jesteś zbyt miły.
Poczuł, że na policzki wpływa mu rumieniec. Zawsze tak było gdy ktoś go komplementował, a zwłaszcza ktoś tak przystojny jak Ravi… Niemal od razu skarcił się w myślach. Nie mógł robić sobie nadziei, nie mógł myśleć o nim w ten sposób tylko dla tego, że był dla niego miły.
- Nie wiedziałem cię dziś rano przy śniadaniu. – wyrwał go z zamyślenia.
- Byłem na treningu.
- Trenujesz coś? – w końcu usiadł obok  niego i obdarzył zabójczym uśmiechem.
- Taekwondo.
- Wow, podziwiam. Mi czasami nie chce się nawet podnieść z łóżka, nie mówiąc o jakimkolwiek wysiłku.
- Wydajesz się być w formie – starał się mówić normalnie, nie chciał go do siebie zrazić.
- Pracuję nad sobą. W końcu trzeba pokonać złe nawyki.
Taekwoon pokiwał głową i spojrzał w końcu na niego, ale niemal od razu odwrócił wzrok. Chłopak patrzył wprost na niego. Poczuł, że serce mu przyśpiesza, a na policzki wpływa rumieniec.
- Niesamowite – szepnął Wonsik.
Już chciał zapytać co jest takie niesamowite, ale niestety w tym momencie na salę wszedł wykładowca i musiał skupić się na wykładzie, co przychodziło mu z niemałym trudem, bo ciągle jego myśli szybowały w kierunku jego nowego współlokatora…



Każdy dzień był niemal taki sam, ale kompletnie inny od tych które były do tej pory. Teraz codziennie wracał do nowego domu i codziennie ktoś witał go z uśmiechem na ustach (najczęściej był to Hakyeon, który darł się niemiłosiernie gdy tylko usłyszał otwierające się drzwi), na uczelni codziennie spędzał czas z Wonsikiem dzięki czemu nie był ciągle otoczony kordonem nachalnych dziewczyn. Kolejnym plusem rozwijającej się przyjaźni z Ravim było to, że nie zaczepiał go już żaden porzucony chłopak.
I w takiej atmosferze minęły mu niemal dwa miesiące. Nie pamiętał kiedy ostatnio czuł się taki szczęśliwy, miał wrażenie, że kamień spadł mu z serca, nie musiał się już ukrywać, nie musiał chyłkiem przemykać do swojego pokoju w akademiku, już prawie nikt nie łaził za nim, mógł być teraz po prostu sobą. No prawie…
Od kiedy zamieszkał w domu Hakyeona pokłócił się z nim tylko raz. I to tak, że przyjaciel nie odzywał się do niego dwa dni. Chodziło oto, że nie chciał powiedzieć Raviemu o swojej orientacji. Bał się, że to może zniszczyć ich kiełkującą przyjaźń, że przez to go znienawidzi. Bał się też czy nie wzbudzi to w nim obrzydzenia i czy przez to nie będzie chciał się wyprowadzić.
Ciągle zamartwiał się, że Wonsik w jakiś sposób się dowie i przez to wszystko się zepsuje. Nie chciał sprawiać problemu Hakyeonowi i właśnie to tak go zdenerwowało.
- Uważaj, bo cię okradną – Cha jak zwykle pojawił się niewiadomo skąd.
- Już po zajęciach? – zapytał spoglądając na przyjaciela.
- Tak, ale zaraz wychodzę. Znajomi z roku urządzają imprezę u siebie.
- Baw się dobrze.
- Nie martw się będę. Ale raczej na noc nie wrócę.
- Uważaj na siebie.
- Jesteś zły? – nachylił się nad nim i spojrzał mu w oczy.
- Nie jestem zły.
- Ale nie jesteś w humorze – tak jak się tego nie odpowiedział mu. Nie musiał, doskonale znał odpowiedź. – Coś się stało? Znów ktoś cię zaczepiał?
- A co ja dziecko z podstawówki, żeby ktoś mnie zaczepiał?
- Oj nie bądź złośliwy, przecież wiesz o co mi chodzi – przyjrzał mu się uważnie. – Czyli to nie to. Poznałeś kogoś!
Krzyknął i poderwał się od stołu.
- Kto to jest?! Znam go?
- Mógłbyś ciszej?
- Czyli to prawda? Poznałeś kogoś, prawda? Zanim zaczniesz się z nim spotykać pozwól mi go poznać!
- Hakyeon – spojrzał na niego ostrzegawczo.
- Martwię się o ciebie. Nie chcę, żebyś musiał być cały czas sam.
- Wiem.
- Więc? Kim on jest? – latał wokół niego jak poparzony, a oczy świeciły mu się jak u psa, gdy ten widział jedzenie.
- Nie mogę ci powiedzieć– wyszeptał. Aż za dobrze wiedział co się teraz wydarzy.
- Jak to NIE MOŻESZ?! Jung Taekwoon! Mnie nie możesz powiedzieć?!
- Wybacz mi. Ja nie…
Cha już miał dalej kontynuować swoją tyradę, ale zatrzymał się wpół kroku, gdy zobaczył minę swojego przyjaciela.
- No dobrze. Ale jak już to sobie poukładasz to przyjdziesz do mnie? Wiesz, że ja zawsze ci pomogę?
- Dziękuję.
Leo spojrzał mu prosto w oczy. Nic więcej nie musieli mówić. Teraz już obaj wiedzieli o kim była ta rozmowa.



Spędził pod prysznicem dużo więcej czasu niż zwykle. Chciał, żeby woda zabrała wszystkie myśli jakie zalewały mu głowę, ale niestety gdy tylko wyszedł z łazienki powróciły z prędkością światła. Nie chciał dopuścić do siebie myśli, że to właśnie on mu się spodobał. Przecież tyle razy powtarzał sobie, że nie może dopuścić do takiej sytuacji, nie chciał by przez niego ten mały idealny świat legnął w gruzach.
Szedł ciemnym korytarzem i próbował poukładać sobie to wszystko w głowie. Istniało tylko jedno rozwiązanie z tej sytuacji. On nigdy nie dowie się o jego uczuciach. Zrobi wszystko, żeby to przed nim ukryć, a z czasem o nim zapomnieć.
- Łazienka już wolna? – usłyszał za sobą głos Raviego.
- Tak, możesz wchodzić.
Już miał się odwrócić i pójść do swojego pokoju, ale wyraz twarzy Wonsika nie dawał mu spokoju.
- Coś się stało? – zapytał nim zdążył się powstrzymać.
- Zastanawiam się tylko czemu mi nie powiedziałeś? – w jego głosie można było wyczuć zawód.
- O czym?
- O tym, że jesteś gejem? Miałem wrażenie, że się przyjaźnimy – podszedł do niego bliżej, by móc spojrzeć mu w oczy.
- Przepraszam, ja nie myślałem o tym w ten sposób… bałem się…
- Że powiem komuś na uczelni?
- Nie! – krzyknął niemal – Nie o to chodziło. Bałem się, że…
- Że co?
- Zabrzmię jak dziecko – spuścił wzrok – że nie będziesz chciał się ze mną przyjaźnić.
Ravi spojrzał na niego zaskoczony. Nie takiej odpowiedzi się spodziewał. A to znaczyło, że Hakyeon hyung o niczym mu nie powiedział. Poczuł jak gotuje się w nim krew, ten człowiek wykańczał go psychicznie.
- Chyba żartujesz?! Jakbym miał przestać się z tobą przyjaźnić z takiego powodu! Serio zwariować z wami można!
- Z nami? – zapytał zdziwiony Leo. Nie bardzo ogarniał co się teraz dzieje.
- Nie ważne – przyciągnął go do siebie i przytulił mocno. – Od teraz proszę powierzaj mi wszystkie swoje zmartwienia, dobrze?
- Tak – wyszeptał po chwili.
Kim Wonsik trzymał go kurczowo w swoich ramionach i planował w myślach straszliwą zbrodnię na Cha Hakyeonie. Przez niego jego życie zdecydowanie się teraz skomplikuję…
  

    

CDN...