sobota, 27 grudnia 2014

VIII. Bez mojej zgody (Część IV)

Powróciłam! Wybaczcie, że tak długo nic nie pojawiało się na blogu, ale przez kolokwium (o którym zapomniałam xD) i przygotowania do świąt kompletnie nie miałam czasu, mam nadzieje, że mi wybaczycie :*
A teraz zapraszam Was na nowy rozdział! Życzę Wam miłego czytania i czekam na komentarze :*
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~








- Więc Lee Taeminie słyszałem, że niezbyt jesteś zadowolony z zaistniałej sytuacji?
- A pan jest? Nie lubię, gdy tak ważne decyzje podejmowane są za moimi plecami. – Siedział wyprostowany jak struna. Przez to co nagadała mu Yura nie mógł się zrelaksować w jego towarzystwie, wciąż myślał o tym, żeby nie popełnić jakiegoś błędu.
- Co prawda to prawda, ale obawiam się, że nie mamy wyboru. – Choi Minho uśmiechnął się pod nosem, musiał przyznać że taki obrót spraw nawet mu się podobał.
- Proszę mi wybaczyć, ale wybór zawsze jest. Nie wiem jak pan, ale ja sam decyduje o moim życiu i nie mam zamiaru pozwolić by je zniszczono.
- Lee Taeminie, dałbyś spokój z tym panem mów mi po imieniu. A co do tego zniszczenia ci życia… uważam, że może być zupełnie odwrotnie. – Uśmiechnął się złowieszczo, po czym napił się kawy.
Taeminowi odebrało mowę. Ten facet… on zwyczajnie w świecie go zarywał. Nie mógł w to uwierzyć! Po tym tekście miał ochotę wyjść… albo rąbnąć go w twarz, a dopiero potem wyjść.
Niestety było coś jeszcze. Jego postawa, to jak mówił, to co mówił sprawiało, że czuł się nim zaintrygowany, nie mógł się pozbyć uczucia, że chciałby go poznać bliżej, sprawdzić jaki jest naprawdę, bo jakiś wewnętrzny głos mówił mu, że pod maską pozera skrywa się zupełnie inna osoba.
- Z całym szacunkiem panie Choi, wolałbym nie zwracać się do pana po imieniu, nie jesteśmy ze sobą na tyle blisko, a po za tym jest pan dużo straszy ode mnie.
- Jakiś ty formalny. Ale niestety muszę cię wyprowadzić z błędu, jestem od ciebie starszy tylko ponad rok.
- Naprawdę? Wyglądasz na dużo starszego. – Wypalił bez zastanowienia.
Minho przez chwilę patrzył na niego zaskoczony, po czym wybuchnął głośnym śmiechem, tak że kilka osób w restauracji spojrzało na nich. Ten chłopak zaskakiwał go z chwili na chwilę. Nie dość, że opierał mu się i nie dawał się nabrać na jego podstawowe chwyty to jeszcze potrafił wprawić go w zakłopotanie. Musiał przyznać, że trafił mu się ewenement.
- Przykro mi, że cię rozczarowałem.
- A czy ja wyglądam na rozczarowanego? Bardziej jestem zaskoczony. Spodziewałem się starego pryka po czterdziestce, a tu zjawia się ktoś taki jak pan.
- Mówili ci kiedyś, że jesteś nazbyt szczery?
- Tak i traktuje to jako komplement. – Czuł się dużo pewniej, od momentu w którym udało mu się zawstydzić Choi.
Starszy patrzył na niego uważnie próbując go rozgryźć. Po raz pierwszy spotkał taką osobę jak on. Nie mógł przewidzieć jego reakcji, zaskakiwał go każdym słowem, ruchem, nawet jego spojrzenia były inne niżby się tego spodziewał. Zwykle ludzie patrzą na niego z podziwem, pragną go, co widać w oczach, a Taemin wyrażał tylko czyste zainteresowanie, nieufność i miał wrażenie, że z jednej strony chciałby uciąć tę farsę jak najszybciej to coś go tu trzyma…
Choi Minho w przeciągu minuty zadecydował… musiał uczynić tego mężczyznę swoim, chciał żeby myślał tylko o nim, by był tylko jego.
- Mogę cię o coś zapytać? – Zaczął niepewnie.
- Oczywiście.
- Powiedz tylko szczerze. Jak widzisz jestem dobrą partią. Jestem bogaty, dość przystojny, w dodatku nasze firmy odniosą zysk na naszym związku… więc nie do końca rozumiem czemu nie chcesz się na niego zgodzić?
Zatkało go, zwyczajnie w świecie go zatkało. Ten facet pomimo tego, że był przystojny to był niewyobrażanie bezczelny i miał zbyt duże mniemanie o własnej osobie.
- Jeśli mam być szczery to głównie nie chcę się zgodzić na tę umowę ze względów które wymieniłeś, po za tym jedyną osobą, która będzie decydowała o moim losie jestem ja sam. – Wstał od stołu i wziął płaszcz do ręki. – A jest jeszcze jedna rzecz.
Nachylił się tak by móc wyszeptać mu to do ucha.
- Minho hyung to dlatego, że jesteś dupkiem. – Wyprostował się by podziwiać zaskoczenie na jego twarzy. – Miło było cię poznać. Do widzenia.
Wziął głęboki oddech i ruszył dziarskim krokiem do wyjścia. Był z siebie dumny… no prawie, trochę go poniosło pod koniec, ale przynajmniej mu nie przyłożył, a to był duży sukces.
Wyszedł na powietrze i uśmiechnął się do siebie. Mama zdecydowanie go zabije, ale to się nie liczyło, był dumny z siebie…
- Zaczekaj! – Minho stał za nim w drzwiach restauracji.
- Zapomniałeś czegoś? – Odpowiedział spokojnie.
- Tak tego.
Nim Taemin zdążył zamrugać Minho nachylił się i pocałował go. Po mimo oporów ze strony Lee przyciągnął go mocno do siebie i delikatnie pieścił jego usta. Chciał, żeby zapamiętał ten pocałunek, żeby nie dawał mu spokoju, żeby przez kolejne dni myślał tylko o nim. Z chwili na chwilę opór z jego strony był coraz słabszy, czuł że zaczyna mu nieśmiało odpowiadać… nagle poczuł że ktoś szarpie go za ramie, a następnie pięść tego ktosia ląduje na jego policzku.
- Łapy przy sobie. – Jonghyun drżał delikatnie ze złości. Podszedł do Taemina, który trzymał dłoń na swoich ustach i niezbyt pewnie patrzył na obu, otoczył go ramieniem i poprowadził w stronę swojego samochodu.
- Do zobaczenia Lee Taeminie! – Krzyknął za nimi.
Nie wiedzieć czemu Choi Minho czuł się podekscytowany. Więc jego księżniczka miała swojego smoka, który bronił jej wierzy… dzięki temu zdobycie go wydawało mu się jeszcze ciekawsze…



Jechali szybko ulicami Seulu.
Jonghyun nie pamiętał kiedy ostatnio był tak wściekły. Gdy zobaczył jak tamten facet go całuje nie wytrzymał, wybiegł z kawiarni kompletnie nie myśląc nad tym co robi, nie mógł się powstrzymać, krew się w nim gotowała, nie panował nad sobą, nim się spostrzegł uderzył go, a potem zaciągnął go ze sobą.
Od kiedy wsiedli do auta nie odezwał się do Taemina ani słowem, bał się że może powiedzieć coś nieodpowiedniego, że zrazi go tym do siebie, że przez to co zrobił, przez to co mógłby powiedzieć, on opuści go dla tego fagasa… tej myśli nie mógł znieść.
Zatrzymał się pod swoim blokiem i nie oglądając się na Taemina wysiadł z samochodu i udał się do swojego mieszkania.
Lee siedział całą drogę podobnie jak Jonghyun milcząc. Wiedział, że rozmowa z nim, gdy jest w takim stanie nie miała najmniejszego sensu… choć musiał przyznać, że poczuł się mile połechtany tym jego nagłym pojawieniem się. W końcu wiedział, że zależy mu na nim, a nawet że jest o niego zazdrosny… wiedział, że nie powinien się tak czuć, ale był z tego powodu szczęśliwy.
W końcu ruszył jego śladem, a gdy dotarł do drzwi jego mieszkania zobaczył, że drzwi są otwarte. Uśmiechnął się pod nosem, to oznaczało, że nie był na niego zły.
Wśliznął się po cichu do środka. Nie wiedział czy Jonghyun już się uspokoił, wolał z nim teraz nie zadzierać. Wszedł do salonu i zobaczył, że siedzi na kanapie z twarzą ukrytą w dłoniach. Podszedł do niego i ukucnął przy nim.
- Jonghyun…
- Przepraszam, poniosło mnie.
- To nic. Tylko…
- Tylko?
- Co ty tam robiłeś? – Przygryzł wargę. Domyślał się prawdy, ale chciał to usłyszeć z jego ust.
- Jestem beznadziejny. Nie mogłem usiedzieć na miejscu, gdy dowiedziałem się, że jedziesz się z nim spotkać…
- Czekaj! Kto ci powiedział?
- Yura noona. – Spojrzał w bok zawstydzony. – Zadzwoniłem do biura, bo nie odbierałeś telefonu, a chciałem się umówić z tobą na obiad i mi powiedziała, gdzie pojechałeś… nie powinienem tam jechać. Przeze mnie będziesz miał kłopoty.
- A czemu tak pojechałeś? – Taemin chwycił jego dłonie. Patrzył na nie, bo był zbyt zawstydzony by spojrzeć mu w twarz.
- Ja… co chcesz usłyszeć?! Jestem o ciebie zazdrosny! Wkurza mnie fakt, że masz być z tym gościem!
- Nie, ja nie mam z nim być. Jestem z tobą. – W końcu spojrzał mu w oczy. – To moi rodzice chcą bym z nim był.
- Twoi rodzice…
Jonghyun poczuł jakby bryła lodu opadła mu do żołądka. Przypomniał sobie słowa matki Taemina. Dobrze wiedział, że miała rację, że oboje chcą jego szczęścia, ale nie mógł znieść myśli, że to szczęście mógłby mu dać ktokolwiek inny niż on…
- Co z nimi?
- Nic. – Skłamał uśmiechając się by to zakamuflować. – Nie jesteś na mnie zły?
- A dlaczego? Bo w końcu zachowałeś się jak na faceta przystało? Nie, nie jestem zły. Owszem byłem, wczoraj po tym co mi powiedziałeś.
- A to…
- Tak! Czemu w ogóle to powiedziałeś skoro nie chciałeś, żebym się z nim widywał?
- Myślałem, że tak będzie dla ciebie lepiej.
Taemin wstał na równe nogi i spojrzał na niego gniewnie.
- Może najpierw zapytałbyś mnie co jest dla mnie najlepsze? Chyba sam o tym wiem najlepiej!
- Masz rację. Następnym razem zapytam.
- Następnym razem? – Taemin uniósł brwi w geście zdziwienia.
Kim zaśmiał się głośno, po czym wstał i podszedł do niego.
- Czy mi się zdawało czy tych ust dotykał jakiś dupek? – Przejechał palcem po jego dolnej wardze.
- Tak mi się wydaje. – Odparł niewinnie. – I co masz zamiar zrobić z tym fantem?
- Najpierw będę je musiał zdezynfekować.
Uśmiechnęli się do siebie, po czym Jonghyun najczulej jak umiał pocałował go. Chciał by zapomniał o tym fatalnym pocałunku, który mu zafundował tamten… wolał o tym nie myśleć. Teraz liczył się tylko Taemin.



Czuł się zmęczony. Miał koszmarny dzień w pracy, wszystko waliło się i paliło, gdy ledwie udało mu się zakończyć jedną sprawę, zaraz znajdował się kolejny nagły przypadek do załatwienia… marzył teraz tylko o tym by wziąć długą kąpiel, a potem położyć się spać.
Lee Taemin wszedł do domu i od progu zauważył coś dziwnego. Przy drzwiach stały buty Jonghyuna. Przecież to było niemożliwe… on nie mógł tu być.
Ledwo wszedł do przedpokoju usłyszał podniesione głosy dobiegające z salonu. Jeden z pewnością był jego mamy… nie pamiętał, żeby kiedykolwiek jego mama krzyczała. To było nieprawdopodobne. Wsłuchał się uważnie by rozpoznać drugi głos.
Zamarł… to nie mogła być prawda…
Pobiegł co sił w kierunku salonu, ale zatrzymał się tuż przy wejściu.
- Nie rozumie pani?! Nie mam zamiaru skrzywdzić Taemina!
- Więc zostaw go w spokoju! Tak będzie dla niego najlepiej.
- Nie pani decyduje co dla niego jest najlepsze! Skąd w ogóle pani może to wiedzieć, rozmawiała pani z nim o tym czego pragnie?
- Nie muszę, jestem jego matką! Dobrze ci radzę Kim Jonghyun, zostaw Taemina, albo…
- Albo co? Nie rozumie pani, że jest dla mnie bardzo ważny?!
- Znajdziesz inny obiekt westchnień. – Odpowiedziała oschle.
- Nie wierzę! Czy panią w ogóle obchodzi szczęście własnego syna?
- Tak i dlatego to robię. Rozumiem, że po dobroci się z tobą nie da. – Pani Lee wstała powoli. – Ile chcesz za zerwanie z moim synem?
- Co tu się dzieje? – Taemin wszedł do salonu. Nie mógł uwierzyć własnym uszom.
- Taemin! – Wykrzyknęli oboje.
- Co tu się do cholery dzieje?! – Krzyknął. – I skąd wy się znacie? Z resztą nie ważne. Nie chce tego słuchać.
Odwrócił się na pięcie i wyszedł.  

  

niedziela, 23 listopada 2014

VIII. Bez mojej zgody (Część III)

I oto kolejny rozdział! Mam nadzieje, że Wam się spodoba :* Życzę Wam miłego czytania i czekam na Wasze komentarze <3
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Bettowane






Hwang Yura weszła z impetem do gabinetu i poczuła, że ręce jej opadają. W takich momentach zastanawiała się jakim cudem ten człowiek został tym kim jest. Leżał rozwalony na biurku, spał w najlepsze, w dodatku uśmiechał się błogo przez sen. Wyglądał na szesnaście lat, a nie na dwadzieścia pięć.
Podeszła do biurka i z impetem rzuciła na nie trzymane w rękach papiery. Nie wiedzieć czemu czuła się poirytowana. Strasznie wybiło ją z rytmu spotkanie z Choi Minho, nie pamiętała, żeby uległa tak łatwo na namowy jakiegokolwiek faceta, nie mówiąc o tym, że jej własna matka nie mogła jej do niczego namówić… i chyba to ją najbardziej zirytowało.
Spojrzała na swojego szefa i krew uderzyła jej do głowy, bo ten kompletnie niczego nieświadomy nadal spał. Nachyliła się nad nim ostrożnie.
- Lee Taemin! Wstawaj!
Młodszy z braci Lee poderwał się jak oparzony, nie bardzo wiedząc co się przed chwilą wydarzyło. Rozejrzał się pół przytomnie po gabinecie, aż natrafił wzrokiem na oblicze swojej wkurzonej sekretarki.
- O Yura noona, co tam? – I kompletnie niczym się nie przejmując znów ułożył głowę na biurku.
- Nie cotamuj mi tutaj! Wstawaj nie masz czasu na wylegiwanie się!
- Niby czemu? – Spojrzał na nią spod grzywki. – Nie mam dzisiaj żadnych spotkań, żadnych planów, żadnych zebrań, nic się nie dzieje, więc mogę sobie jeszcze trochę pospać.
- Nie miałeś do tej pory. Właśnie dzwoniła twoja matka.
Taemin znów poderwał głowę z biurka. W jednej chwili poczuł się całkowicie rozbudzony. Nie podobało mu się, że jego matka znowu coś wymyśliła, tym bardziej, że w tych okolicznościach nie mogło to być nic dobrego.
- Nigdzie nie idę. – Powiedział niczym rozpieszczony dzieciak.
- Obawiam się, że nie masz wyjścia. Masz spotkanie w centrum, w tej restauracji, w której zawsze jecie z Taesunem Oppa. Nie powiedziała nic więcej, tylko że masz się tam stawić o szesnastej, bo od tego zależy los firmy.
Lee poczuł jak powietrze uchodzi z niego jak z pękniętego balonu. Jego kochana mama nie musiała dodawać nic więcej, dobrze wiedział o co chodzi, a raczej o kogo.
- Taemina o co chodzi? – Usiadła na krześle naprzeciwko niego.
- Opowiem ci wszystko jeśli zrobisz nam mocnej kawy. – Uśmiechnął się do niej ciepło.
- Będę za trzy minuty. – Odwzajemniła uśmiech i niemal wybiegła z jego gabinetu.
Opadł na oparcie fotela i wyjrzał za okno. Czuł się zmęczony, chociaż tak właściwie nic dzisiaj nie zrobił. Miał wrażenie, że samo myślenie o tym sprawiało, że tracił całą energię.
Patrzył na ludzi w budynku naprzeciwko i zastanawiał się nad czym oni wszyscy gonią, czy warto i po co się tak poświęcają, po co on się tak poświęca?
- Masz. – Z zamyślenia wyrwał go głos Yury.
- Ty to masz speeda.
- No ba. A teraz mów co i jak?
Wziął łyk kawy, po czym opowiedział jej wszystko od początku do końca. O rozmowie z rodzicami, o tym jak dziwnie zachował się Jonghyun, gdy o wszystkim usłyszał, o wszystkich jego wątpliwościach.
A Yura? Po prostu siedziała i słuchała, nie przerywała mu, pozwoliła mu wyrzucić wszystko co leżało mu na wątrobie. Gadał nieprzerwanie przez ponad piętnaście minut, a gdy w końcu skończył czuł się jakby zrzucił z ramion ogromny ciężar.
- Więc tak sprawa wygląda. Powiem, że ty to masz farta człowieku, nie dość, że umawiasz się z jednym gorącym towarem to jeszcze drugi dostajesz za darmo.
- Co? O czym ty mówisz?
- O tym, że Jonghyun niezaprzeczalnie jest przystojnym mężczyzną, ale na widok Choi Minho kobiety po prostu gubią majtki w locie.
- Skąd niby wiesz jak wygląda ten cały Choi Minho?
- Bo był tu dzisiaj. – Przechyliła kubek, po czym z rozczarowaniem zajrzała do kubka. – Skończyła mi się kawa. Chcesz jeszcze jedną?
- Co? Tak, nie, czekaj! Jak on tu dzisiaj był?
- Opowiem ci jak wrócę z kawą dla siebie. – Uśmiechnęła się pod nosem i wyszła z jego gabinetu.
Taemin wiedział, że przegrał. Z resztą zawsze z nią przegrywał. Przebywając z taką dziewczyną jak Yura dziękował Bogu za to, że był gejem i nie musiał być narażony na te wszystkie gierki, humory i podteksty ze strony kobiet.
Czekał cierpliwie jak jego sekretarka wróci z kubkiem kawy, gdy ni z tego ni z owego padł do niego Taesun.
- Jak się noc udała? – Zaczął od progu.
- Nie udała się.
- Czyli ty z Jonghyunem ciągle nic?
- Nic.
- To nie dobrze. Ale to nie wszystko, mam rację?
- Masz.
- A przestaniesz odpowiadać mi monosylabami? – W końcu spojrzał bratu prosto w oczy i ku swojemu zaskoczeniu uśmiechał się do niego promiennie.
- Możesz mi powiedzieć co cię tak cieszy?
- W sumie to nie wiem, dobry humor mam i tyle.
- Randkę masz?
- Ano mam! – Niemal podskoczył. – Więc dzisiaj to ty mnie kryjesz w domu.
I wypał z jego gabinetu szybciej niż się w nim pojawił.
- A temu co? – Yura znalazła się w drzwiach chwilę po nim.
- Ma randkę czy coś.
- Ten to przynajmniej porucha w przeciwieństwie do ciebie.
- Mówił ci ktoś kiedyś, że jesteś złośliwa?
- Tak i traktuje to jako komplement. – Wyszczerzyła do niego zęby w uśmiechu.
- Dobra, dobra, ale wracając do tematu. Był tu Choi Minho tak? Czego chciał?
- Nic takiego, chciał się z tobą zobaczyć i tyle. Mówiłam, że jesteś zajęty, co prawda nie powiedziałam, że spaniem, no ale cóż. Niestety nie udało mi się go zatrzymać i wszedł do ciebie na chwilę. Był tu około minuty, po czym wyszedł uśmiechając się jakoś tak dziwnie.
- Jakim cudem udało mu się cię przekonać?
- A gdybym to wiedziała? Facet ma coś takiego w sobie, że gdyby mnie poprosił, żebym dla niego zabiła, zrobiłabym to bez zmrużenia okiem. Matko jak on mnie wkurwia!
- Właśnie widzę. Nie wiesz co tu robił? Może podwędził jakieś papiery? – Zaczął gorączkowo przeglądać teczki leżące na biurku.
- Spokojnie o to się nie martw. Z mojego punktu obserwacyjnego nie widziałam, żeby cokolwiek zabierał. Ale bezczelnie się na ciebie gapił. Chyba mu wpadłeś w oko. – Poruszyła sugestywnie brwiami.
- A daj mi spokój, wolałbym nie, bo wcale nie mam ochoty na to całe małżeństwo.
- Może zmienisz zdanie jak go poznasz?
- Tego też wolałbym uniknąć. Przecież mam Jonghyuna.
- No niby tak… ale sam mówiłeś, że ostatnio dziwnie się zachowuje i jakoś nie możecie się bardziej do siebie zbliżyć… więc to może dobra okazja, żeby coś zmienić.
- Ale… ja nie wiem czy chcę zmian. – Wyszeptał.
- To teraz masz trochę ponad godzinę, żeby się nad tym zastanowić.
Potargała mu włosy i zostawiła go samego ze swoimi myślami.
Taemin przez dobrą chwilę wpatrywał się na zamknięte drzwi, w których zniknęła Yura. Jak on niecierpiał, gdy miała rację.



- Gdzieś ty do cholery był?! – Lee Jinki stał z założonymi rękoma na parkingu podziemnym w ich biurowcu i patrzył z rozdrażnieniem na swojego szefa. – Musiałem kłamać w żywe oczy pani prezes, a sam wiesz, że to wcale nie jest takie łatwe.
- Spokojnie Onew nie ma czym się przejmować. Zrobiłem sobie małą rundkę po mieście.
- Przecież ty nie cierpisz jeździć samochodem. I nie mów do mnie Onew! Ile razy mam ci powtarzać?
- Oj już nie denerwuj się tak bo ci żyłka pęknie.
Stali przed windą, a Jinki nie wierzył własnym uszom. Nie pamiętał kiedy ostatni raz jego szef i najlepszy przyjaciel w jednym tak do niego mówił.
- Jesteś w podejrzanie dobrym humorze.
- Ano.
- Powiesz mi gdzie pojechałeś?
- Zobaczyć się z kimś.
I w jednej chwili wszystko stało się jasne. Poczuł jak ramiona mu opadają, nie musiał pytać o nic więcej, dobrze wiedział gdzie był.
- Czy ty nie rozumiesz co się do ciebie mówi? Miałeś się z nim nie widywać do pierwszego oficjalnego spotkania! Które nawiasem jest za godzinę.
- O! To świetnie.
Ten optymizm Minho kompletnie wytrącał go z równowagi i przy okazji strasznie go wkurzał. Był zupełnie jak stary Minho, jego kumpel z liceum, ale wszystko się zmieniło, gdy się dowiedział, że to właśnie on przejmie rodzinną firmę…
- Słuchasz mnie? Miałeś…
- Wiem przecież, nie musisz się powtarzać. Jak by to powiedzieć nie mieliśmy okazji się nawet porządnie poznać, bo udało mi się zobaczyć tylko jego śpiącą twarz.
- A ty co zboczeniec? – Wypalił nim zdążył się powstrzymać.
W odpowiedzi Minho tylko zaśmiał się głośno wsiadając do windy. Już nie mógł się doczekać tego spotkania.



Lee Taemin siedział przy stoliku i właśnie zamawiał drugą kawę. Jak zwykle był za wcześnie. Już taki miał nawyk, że wychodził dużo wcześniej, a przez swoją szybką jazdę zawsze był przynajmniej dwadzieścia minut przed czasem.
Kilka razy chciał nawet wyjść, ale jakoś nie miał odwagi żeby to zrobić. Jakaś część jego chciała zostać i poznać tego tajemniczego Choi Minho… to była wszystko wina Yury! Nagadała mu tych głupot i teraz znowu się wahał.
Zaczął się podnosić, żeby wyjść, gdy poczuł czyjąś dłoń na ramieniu.
- Mam nadzieje, że nie chcesz wyjść? – Głęboki, męski głos zabrzmiał mu w uszach, a po plecach przebiegły mu dreszcze.
- Skąd, tylko poprawiałem się na krześle. – Palnął pierwsze co przyszło mu do głowy, robiąc z siebie kompletnego idiotę.
Minho uśmiechnął się delikatnie i zajął miejsce naprzeciwko niego. Zamienili raptem jego zdanie, a on już czuł, że ten facet jest kompletnie innym człowiekiem niż to sobie wyobrażał.
- Miło mi cię poznać. Jestem Choi Minho.
- Lee Taemin mnie również jest miło.
Podali sobie dłonie, a Taemin znów poczuł dreszcz przechodzący wzdłuż jego pleców…



Tym czasem po drugiej stronie ulicy, w małej kawiarence, serwującej tylko kawę i ciastka, na stołku przy samym oknie, wychodzącym na restaurację siedział mężczyzna nad zupełnie zimną kawą.
Kim Jonghyun długo walczył ze sobą, ale w końcu po spotkaniu z dziekanem wsiadł do samochodu i przyjechał tu. Nie mógł wytrzymać nawet chwili z myślę, że Taemin, jego Taemin spotyka się właśnie teraz z jakimś obcym facetem, a na dodatek, ten obcy facet miał być jego mężem!
Zżerało go to od środka. Nie mógł spać w nocy, nie wierzył, że w końcu wypowiedział te słowa, że dał mu przyzwolenie, że sam posłał go w jego łapy…
Nagle w głowie zadźwięczały mu jej słowa: Przecież szczęście Taemina jest dla ciebie równie ważne jak dla mnie. Zadrżał na całym ciele… nie miał wyjścia… w końcu pani Lee się nie odmawia…  




Ps Korektorka życzy Wam udanego tygodnia! ♥

niedziela, 9 listopada 2014

VIII. Bez mojej zgody (Część II)

I drugi rozdział w końcu się pojawił! Przepraszam Was, że tak późno, ale przez pracę i studia kompletnie nie mam czasu -.- 
Życzę Wam miłego czytania i czekam na Wasze komentarze :*
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Betowane









Siedzieli w małej, słabo oświetlonej kuchni, przy dwóch butelkach piwa. Jonghyun raz po raz przysypiał, a Taemin delektował się spokojem, jaki odnalazł w tym miejscu.     W momencie, w którym przekroczył próg mieszkania przestał myśleć o rozmowie z rodzicami. Jego chłopak na wstępie przytulił go, pocałował (co prawda przysnął na chwilę w jego objęciach, ale to nie miało znaczenia), a potem zaprowadził go do kuchni nie pytając o nic, dobrze wiedział, że jak Lee będzie chciał to sam mu o wszystkim powie.
- Masz jutro jakieś zajęcia? – Taemin patrzył z rozbawieniem na kołyszącego się na krześle chłopaka.
- Raczej nie tylko muszę pojechać na uczelnie. Mam spotkanie z dziekanem o czternastej.
Spojrzał zaskoczony na Kima, nie mu nie mówił o tym, że chce się dalej kształcić.
- Nic mi nie mówiłeś, że zaczynasz drugi fakultet? – Rzucił z ledwo wyczuwalną pretensją w głosie. – Bo nie zamierzam.
- To co?
- Chcesz kawy? – Wstał od stołu uśmiechając się lekko. Zamierzał się z nim trochę podrażnić, za to że go obudził.
- Jonghyuna! No o co chodzi? Coś się dzieje?
- Czemu tak myślisz? Wszystko jest w jak najlepszym porządku.
- Bo mi nic nie mówisz! Wszyscy decydują za moimi plecami, mają w dupie moje zdanie.
Kopnął wściekły w stojące obok krzesło. Ledwo zdążył mu się poprawić humor, a tu znowu coś! Co było nie tak z tym dniem? Czemu do cholery nikt mu nic nie mówił?! Nie był godny zaufania?
Jonghyun słysząc złość w jego głosie poczuł się w jednej chwili całkowicie rozbudzony. Podszedł do niego i ukucnął przy nim.
- Co się stało? Powiesz mi?
- Najpierw ty mi powiesz czemu jedziesz na uczelnie! – Wydął uroczo policzki, jakby tym gestem podkreślał dodatkowo swoje oburzenie.
Kim Jonghyun poczuł, że serce mu mięknie w jednej chwili. Ten dwudziestopięcioletni facet potrafił jedną miną sprawić, że cały świat leżał u jego stóp.
- Chyba nie mam wyjścia?
- Ano nie masz. – Uśmiechnął się pod nosem widząc, że osiągnął zamierzony cel.
- Niech ci będzie. – Pocałował go w policzek i usiadł obok niego. – Zadzwonili do mnie dzisiaj rano, z pewną propozycją. Chcą, żebym poprowadził wykłady z psychologii społecznej.
Taemin nie mógł nic na to poradzić, uśmiech sam wdrapał mu się na usta. Niemal rzucił mu się na szyję, śmiejąc się na całe gardło.
- To świetnie! Przyjmiesz tę propozycję?
- Muszę się jeszcze zastanowić. – Widząc zdziwienie na jego twarzy zaśmiał się serdecznie. – Ale raczej się zgodzę.
Chwilowa konsternacja na twarzy Lee zmieniała się w ogromny uśmiech sięgający mu niemal od ucha do ucha. Patrzył jak na jego oczach ziszczało się marzenie Jonghyuna. Od kiedy pamiętał, mówił mu, że chce wykładać na uczelni, że chce przekazywać pasję i swoją wiedzę młodszym, zarażać ich jego entuzjazmem, a teraz wszystko to o czym śnił stawało się jawą.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę. – Taemin przytulił go mocno do siebie, by lepiej wyrazić swoje emocje.
- Widzę.
Obaj się zaśmiali na to stwierdzenie. Jonghyun już na studiach uchodził za osobę, której wystarczyło jedno spojrzenie, żeby stwierdzić w jakim nastroju jest dana osoba. Po pewnym czasie przylgnęła nawet do niego ksywka Jasnowidz.
- A teraz ty mi powiesz co cię trapi i czemu pojawiasz się u mnie w środku nocy? To do ciebie nie podobne.
- Chyba powinienem opowiedzieć ci o tym innym razem, żeby nie psuć nastroju. – Odsunął się od niego i spojrzał w kąt.
- I myślisz, że po takim tekście pozwolę ci tak po prostu siedzieć i się zamartwiać? Gadaj o co chodzi Lee Taemin. – W jego głosie pobrzmiewała stalowa nuta. Dobrze wiedział, że jeśli nie działy na niego prośby to musi zastosować groźbę.
- Ale…
- Żadnego ale! Myślisz, że zostawię cię samego z twoimi problemami? Za kogo ty mnie masz?!
Ujął jego twarz w dłonie, żeby mu nie uciekł spojrzeniem. Nie pamiętał, żeby przez całą ich znajomość tak się zachowywał. To kompletnie nie było w jego stylu.
- Masz rację. Przepraszam.
- Taemina nie masz za co, po prostu powiedz mi o co chodzi.
Spojrzał mu w oczy, dobrze wiedział, że teraz za nic w świecie mu nie odpuści, ale nie chciał psuć jego szczęścia. Wiedział też, że nie ma innego wyboru… Wziął kilka głębokich oddechów, żeby się uspokoić. Nie miał pojęcia jak jego chłopak zareaguje na tę informację.
- Dzisiaj się dowiedziałem, że moi rodzice chcą zawrzeć umowę z nową firmą. To będzie bardzo ścisła współpraca, niemal chcą założyć spółkę. Z resztą nie słuchałem zbyt uważnie.
Nie wierzył własnym uszom. Jego chłopak zachowywał się jak nie on. Rodzinna firma była dla niego niesamowicie ważna, poświęcał jej każdą wolną chwilę, chciał by rozwijała się, by dotrzymywała korku najnowszym technologiom, by była najlepsza… pierwszy raz widział, żeby los firmy go nie interesował.
Lee widząc zdziwienie na jego twarzy nie mógł ukryć cienia uśmiechu.
- Tak, wiem to dziwnie, że mam gdzieś to jakim torem pójdzie firma, ale pewnie zaraz zrozumiesz dlaczego. – Zrobił krótką pauzę. Musiał spokojnie zebrać myśli, żeby mu to odpowiednio wytłumaczyć. – Wszystko było by pięknie i w ogóle, ale moi rodzice doszli do wniosku, że trzeba się cofnąć ze trzydzieści lat w tył i przypieczętować tę transakcję małżeństwem.
- Rozumiem, że Taesun hyung nie jest z tego faktu zbyt zadowolony. – Mruknął.
- A kto powiedział, że to o Taesuna chodzi?
W kuchni zapanowała głucha cisza. Przez chwilę Jonghyun po prostu patrzył na niego z szeroko otwartymi oczami i trawił przekazaną informację.
- Co do cholery?! Ty masz ożenić się z jakąś wywłoką?! Nie zgadzam się rozumiesz?! Nie zgadzam?! W ogóle jakim prawem każą ci się ożenić z jakąś dziwką, skoro ty jesteś gejem? Przecież doskonale wiedzą o twojej orientacji!
- No właśnie. I tu dochodzimy do sedna sprawy. To nie będzie prawdziwy ślub, tylko coś w rodzaju wspólnoty majątkowej czy czegoś takiego. A ponieważ zarówno w nasi rodzicie jak i naszych kontrahentów nie mają córek będzie to ślub pomiędzy dwoma mężczyznami.
Po raz kolejny zapadła cisza przerywana kapaniem wody z kranu. Taemin niemal widział jak na czole Kima pojawia się żyłka sygnalizująca, że za dwadzieścia sekund z zegarkiem w ręku nastąpi wybuch, który zmiecie wszystkich w okolicy. Jednak ku zaskoczeniu Taemina erupcja aktywnego wulkanu Kim Jonghyuna nie nastąpiła.
- Rozumiem. – Poprawił się na krześle. – Czyli twoi szanowni rodzice wykorzystują fakt iż ich najmłodszy syn jest homoseksualistą i w ten sposób próbują załatwić interesy, dobrze zrozumiałem?
- Dokładnie. – Taemin poczuł, że ciarki przechodzą mu po plecach. Chyba już wolałby, żeby Jonghyun latał po kuchni wymachując rękoma i drąc się wniebogłosy niż tak spokojnie z nim rozmawiając. Zdawał sobie sprawę, z tego że to nie wróży niczego dobrego.
- A mogę wiedzieć, jak ty na to zareagowałeś?
- Pierwszy raz w życiu urządziłem im porządną awanturę, potrzaskałem trochę drzwiami jak jakiś szczeniak, a potem wylazłem z domu przez okno i dzięki pomocy Taesuna hyunga jestem tutaj. – Odpowiedział na jednym oddechu.
- Ok. A teraz inne pytanie. Co zamierzasz zrobić?
Taemin zawahał się chwilę, wydawało mu się, że dostrzegł w oczach Kima niepewność. Choć Jonghyun niemal bezbłędnie potrafił odczytać uczucia innych, to jeśli chodziło o niego samego potrafił swojego ukryć niemal doskonale.
- Nie mam zamiaru się zgodzić. To jest kompletne szaleństwo, podjęli najważniejszą decyzję w moim życiu bez mojej zgody, nie myśląc o moich uczuciach o moim planach na przyszłość, nie zdając sobie sprawy z tego, że z kimś jestem, że kogoś… kocham…
Poczuł, że lekki rumieniec wpływa na jego policzki i niemal w tym samym momencie z kamień spadł mu z serca, ponieważ Jonghyun w końcu się uśmiechnął i pogładził go po włosach.
- Dziękuję ci. Ja ciebie też kocham… ale uważam, że mimo wszystko powinieneś chociaż dowiedzieć się kim jest twój przyszły mąż poznać go, może on tak samo jak ty nie chce tego małżeństwa? Może razem znajdziecie rozwiązanie z tej sytuacji.
Tego się zupełnie nie spodziewał i musiał przyznać, że takie podejście Jonghyuna go zabolało. Miał nadzieje, że się wścieknie, zabroni mu wychodzenia z jego mieszkania i powie, że nie odda go nikomu innemu, a tu coś takiego…
- Aha… musze się zastanowić… - Miał nadzieje, że nie było po nim widać, jak bardzo jest zawiedziony jego słowami.
- Prześpij się z tym. Jutro wszystko będzie lepiej. – Pocałował go w czubek głowy. – Będziesz spał u mnie, a ja pościelę sobie na kanapie.
Kolejne ukłucie bólu. Jakby nie mogli spać razem? Byli ze sobą wystarczająco długo by móc spać ze sobą w jednym łóżku. Co prawda nie uprawiali jeszcze seksu, ponieważ obaj nie byli na to gotowi. Przyjaźnili się zbyt długo by móc po prostu przełamać tę wstydliwą barierę… pocałunki i przytulanie to co innego, to przyszło im łatwo, ale zbliżenie się do siebie aż tak bardzo było dla nich w tym momencie zbyt niezręczne.

Taemin leżał na łóżku i czuł jak otacza go zapach jego chłopaka. Gdy tak patrzył w sufit, powróciły do niego wszystkie wątpliwości jakie go dręczyły od kiedy tylko związał się z Jonghyunem… czy to co czuł to była naprawdę miłość?



Rano Taemin zaparkował pod swoim domem, choć wcale nie miał ochoty tam wchodzić. Wciąż czuł się rozgoryczony, a rozmowa z Jonghyunem tylko pogorszyła jego stan.
Tej nocy prawie w ogóle nie spał, ciągle miał przed oczami jego twarz i słyszał jego słowa, które sprawiały, że jego klatka piersiowa bolała niemiłosiernie. To wszystko było do dupy…
Wszedł do domu i niemal od progu usłyszał krzyk jego matki, ale nie miał siły się tym przejmować.
- Mamo przyszedłem tylko po świeże rzeczy na zmianę i jadę do firmy.
- Ale nie musisz, odpocznij…
- Nie chcę. Tam przynajmniej nie będę o tym myślał. – Odpowiedział z żalem w głosie.
Pani Lee zamilkła na chwilę… pierwszy raz w życiu żałowała podjętej przez siebie decyzji. Przyzwyczaiła się, że zawsze wszystko szło po jej myśli, ale teraz patrząc na swojego syna czuła, że tym razem mogła popełnić błąd.
- Gdzie byłeś całą noc? – Zapytała jeszcze zanim Taemin wszedł na schody.
- U swojego chłopaka. – Odparł obojętnie po czym nie patrząc na matkę wszedł na górę.



- Przepraszam, ale nie mogę pana wpuścić. Prezes Lee Taemin jest teraz bardzo zajęty.
- Ale to zajmie tylko chwilę. Chcę się tylko przedstawić nim rozpoczniemy współpracę. Niech się pani nie da prosić. – Posłał jej jeden ze swoich powalających uśmiechów.
Sekretarka jąkała się przez chwilę rumieniąc się ogromnie, po czym wciąż płonąc rumieńcem zaprowadziła go do gabinetu młodszego z braci Lee.
Prezes Choi Minho wszedł do środka po cichu mimowolnie zachichotał. Charyzmatyczny prezes, najmłodszy z rodziny Lee, ale przy tym osoba która w tej rodzinie odniosła największy sukces spała w najlepsze z głową ułożoną na swoim biurku.
Podszedł do niego i wciąż się uśmiechając złapał kosmyk opadający mu na twarz i odgarnął go do tyłu. Nachylił się i złożył na jego policzków pocałunek delikatny niczym muśnięcie motylich skrzydeł.
- Cieszę się na naszą przyszłą współpracę Lee Taemin.

I uśmiechając się tajemniczo opuścił jego gabinet. 

niedziela, 19 października 2014

VIII. Bez mojej zgody (Część I)

I pojawił się pierwszy rozdział nowego opowiadania! Mam nadzieje, że Wam się spodoba :*
(wiek bohaterów opowiadania został zmieniony dla celów opowiadania)
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~



Nie słuchał więcej co rodzice mają mu do powiedzenia. Nie interesowało go to. Był wytrącony z równowagi.
Kochał swoich rodziców, wiedział, że się o niego troszczą, że dla niego oddaliby własne życie, ale nie chciał, żeby kierowali jego życiem.
Wszedł do swojego pokoju i zatrzasnął za sobą drzwi z hukiem. Nie pamiętał kiedy ostatnio był na nich aż tak zły. Usiadł na łóżku i ukrył twarz w dłoniach. Miał niemal dwadzieścia pięć lat, a jego rodzice robią co chcą, kompletnie nie przejmując się jego uczuciami, jego planami na przyszłość, tym co on myśli, jakie jest jego zdanie. Zwykle nie przeszkadzało mu, że stawiają go przed faktem dokonanym, przyzwyczaił się do tego przez te lata, ale teraz przesadzili.
Był rodzicom wdzięczny za wiele rzeczy. Za to, że zaufali mu i nie powiedzieli ani jednego słowa o tym jakie studia wybrał, a jak się później okazało był to strzał w dziesiątkę (często wytykał ojcu w żartach, że dzięki temu, że skończył psychologie lepiej radzi sobie z kontrahentami), że pozwolili mu i bratu w spokoju prowadzić firmę tak jak im się podoba, a przede wszystkim za to, że go zaakceptowali takiego jakim jest.
Doskonale pamiętał moment, w którym zorientował się, że jest gejem. Było to w gimnazjum, po lekcji wf-u kiedy to z innymi chłopakami przebierał się w szatni. To wspomnienie jest tak żywe, jakby to działo się wczoraj. Pamiętał to gorąco, które go uderzyło na widok jednego z kolegów… wtedy jeszcze dokładnie nie wiedział z czym to się wiąże, co to dokładnie oznacza, ale nie zabrało mu dużo czasu dojście do tego. A gdy w końcu uświadomił sobie co jest grane był naprawdę przerażony, to była najgorsza chwila w jego życiu.
Nie wiedział jak i czy ma powiedzieć o tym rodzicom i bratu. Bał się, że go odrzucą, że przez to jaki jest przestaną go kochać, że nie będzie dla niego już miejsca w ich rodzinie…
Pierwszy o jego orientacji dowiedział się Taesun. Rodziców nie było w domu, a starszy Lee miał być na treningu, więc Taemin zaprosił do domu swojego pierwszego chłopaka (jeśli dobrze pamiętał to była druga liceum). Właśnie siedzieli w jego pokoju i się całowali, gdy niespodziewanie do domu wrócił starszy z braci – odwołali mu trening i postanowił dowiedzieć się co jego uroczy, młodszy braciszek ma ochotę zjeść.
Teraz z perspektywy czasu mógł się śmiać z zszokowanej miny Taesuna, ale wtedy był autentycznie przerażony. Szybko pozbył się swojego chłopaka i z duszą na ramieniu zapukał do pokoju swojego brata. Spodziewał się najgorszego. Że dostanie w twarz, krzyków, awantur, ale stało się zupełnie odwrotnie. Co prawda Taesun był zawiedziony, że brat nie przyszedł do niego od razu i nie powiedział o wszystkim, ale poza tym powiedział mu, że przecież to nic nie zmienia i że nadal go kocha.
Właśnie wtedy poczuł, że część tego brzemienia spada mu z ramion, ale pozostawali jeszcze rodzice. Od tamtej pory Taesun raz na jakiś czas namawiał go do opowiedzenia o wszystkim mamie i tacie, ale zwyczajnie w świecie nie mógł się przemóc.
Udało mu się to dopiero po ceremonii zakończenia liceum. Poprosił wtedy rodziców, żeby poszli we czwórkę do restauracji. Wolał powiedzieć im o wszystkim w miejscu publicznym bo bał się, że w domu może dojść do rękoczynów (Taesun podsumował to stwierdzeniem, że chyba zwariował). Nie pamiętał, żeby kiedykolwiek w swoim życiu tak się stresował, ale wszystko ułożyło się tak jak to przewidział Taesun. Mama płakała przez dobrą godzinę przytulając do siebie młodszego Lee i robiąc mu pretensje, nie mogła pojąć czemu nie przyszedł do niej z tym wcześniej, martwiła się jak on sobie radził przez tak długi okres czasu. Jeszcze tego jako tako mógł się spodziewać, ale reakcja jego ojca kompletnie go zaskoczyła. Co prawda powiedział, że potrzebuje czasu, żeby to wszystko przemyśleć, ale bez względu na wszystko zawsze będzie go kochał. Lee Taemin leżał na łóżku i rozpamiętywał te wydarzenia. Za każdym razem gdy źle czuł się psychicznie to przypominał sobie to wszystko, ale tym razem to nie pomogło… wciąż był wściekły. Wciąż nie mógł pojąć jak mogli podjąć za niego najważniejszą decyzję w jego życiu – to z kim je spędzi.
Podniósł się raptownie z łóżka i ruszył do szafy po duży plecak. Nie miał zamiaru zostać tu ani chwili dłużej. Co prawda nie miał już piętnastu lat i nie musiał wymykać się z domu, ale nie miał ochoty widzieć się teraz z rodzicami, więc skorzysta z dawnej drogi ucieczki, którą pokazał mu jego nieoceniony, starszy brat – a mianowicie przez okno.
Spakował wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i ruszył do okna. Ile to razy jako dzieci wymykali się w nocy właśnie tą drogą. Uśmiechnął się na samą myśl, właśnie w ten sposób Taesun złamał rękę, gdy miał dziesięć lat.
Wysunął się na dach werandy, który znajdował się pod jego oknem i usłyszał cichy śmiech.
- Długo ci zajęło zbieranie się do wyjścia. – Starszy Lee wyszczerzył się do niego w uśmiechu.
- A co idziesz ze mną?
- Broń Boże! Ktoś musi uspokoić rano mamę, gdy odkryje, że twoje łóżko jest puste. Bo nie wrócisz do rana prawda?
- Raczej nie. Wątpię, że odetchnę do tej pory.
Na chwilę zapadła cisza, przerywana nielicznymi odgłosami nocy.
- Hyung. Mógłbyś mi coś wytłumaczyć?
- Jeśli tylko będę w stanie.
- Czemu oni myśleli, że się na to bez szemrania zgodzę, że nie mam innych planów na przyszłość?
Taesun przyglądał mu się moment, po czym nieznacznie wzruszył ramionami.
- Mogę tylko przypuszczać. Żaden z nas, nigdy nie zgłaszał sprzeciwów co do tego jak układali nam życie, a za ich plecami i tak robiliśmy to co chcieliśmy. Moim zdaniem po prostu ich rozpuściliśmy.
Taemin westchnął. Nie wiedzieć czemu czuł się pokonany. Choć w życiu by nie powiedział tego na głos to musiał przyznać, przynajmniej w duchu, że jego brat miał rację. Dzieci rozpuściły rodziców.
- A właśnie! Hyung pożyczysz mi swój samochód? Nie wziąłem kluczyków do swojego.
- Hahaha! – Zaśmiał się donośnie. I rzucił czymś w niego. Łapiąc to prawie spadł z dachu, ale w ostatniej chwili złapał równowagę. – Masz, wyprowadziłem twój, stoi na ulicy i czeka na ciebie.
- Dziękuję hyung!
- Zawsze do usług. – Wstał i ruszył w kierunku swojego okna.
Taemin patrzył za nim przez chwilę, po czym uśmiechnął się lekko i zsunął się z dachu tak jak to wiele razy robił w dzieciństwie, ze swoim zwariowanym bratem u boku.



Jechał ulicami Seulu i słuchał pierwszej lepszej stacji radiowej. Starał się o niczym nie myśleć, szczególnie po tym jak spotkał się dzisiaj ze swoją matką, która wyjechała z co najmniej niecodzienną propozycją. Kto to słyszał, żeby dwie firmy łączyły się ze sobą, poprzez związek dwóch mężczyzn. To nie mieściło mu się w głowie.
Obiecał zastanowić się nad całą sprawą, ale i tak wiedział, że odmówi. Wszystko jednak się zmieniło, gdy jego asystent pokazał mu zdjęcie mężczyzny, z którym miał się związać. Coś w jego spojrzeniu go urzekło. Nie był w stanie dokładnie określić co to było, ale zdobył tym jego serce nim się jeszcze spotkali. Ale nie tylko spojrzenie miał elektryzujące. Po jego twarzy było widać, że jest już dorosłym mężczyzną, ale coś mu mówiło, że gdyby chciał mógłby swoim urokiem wymordować pół planety.
Nagle musiał zahamować, bo czarny Nissan GTR wyleciał zza zakrętu z niesamowitą prędkością. Osobiście uważał, że takich wariatów powinno się zamykać w więzieniu na bardzo długo.



Zaparkował pod blokiem mieszkalnym jakich w Seulu jest na pęczki. Zabrał plecak z siedzenia i ruszył do dobrze znanego mu budynku. Bywał tu tak często jak tylko mógł, wiązał z tym miejscem wiele miłych wspomnień (szczególnie jeśli chodziło o imprezy studenckie).
W tym bloku mieszkał jego dobry kolega ze studiów, który pokazał mu jak się dobrze bawić, jak pić, żeby się nie upić, a przede wszystkim pokazał mu jak to jest być kochanym. W tym bloku, na dziewiątym piętrze w mieszkaniu 094 mieszkał jego chłopak, z którym zaczął się spotykać dopiero po ukończeniu uczelni, bo nie miał pojęcia, że chłopak, z którą utrzymywał przyjacielskie stosunki też jest gejem. Nigdy przedtem nie czuł do niego głębszych uczuć, ich związek rozwijali na bieżąco, poznając się wzajemnie co doprowadziło ich do stanu, który sprawia, że serce bije jak szalone.
A przynajmniej tak mu się wydawało. Musiał przyznać, że przy nim czuł się dobrze, bezpiecznie, ale jakoś nie mógł się przełamać, nie mógł pozwolić sobie na kolejny krok.
Stanął przy drzwiach i odegnał niepotrzebne myśli z głowy, po czym zadzwonił do drzwi. Dobrze wiedział, że chwile zajmie mu dotarcie do drzwi.
Po dłuższej chwili usłyszał klapanie bosych stóp na płytkach i po kolejnej spędzonej na ciemnej klatce schodowej chwili jego oczom ukazała się najpierw blond czupryna, a potem zaspane oczy.
- O Taemina, to ty?
- Tak… mogę u ciebie przenocować?
Jonghyun w odpowiedzi tylko się uśmiechnął i wpuścił go do środka. 






poniedziałek, 29 września 2014

VII. Bez mojej zgody (Prolog)

I tak jak obiecywałam powracam z prologiem do nowej serii! Mam nadzieje, że Wam się spodoba ;) Czekam na Wasze opinie :*
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


Domostwo państwa Lee zawsze uchodziło za miejsce spokojne. Dzieci państwa Lee zawsze były widziane w oczach sąsiadów jako dwójka ułożonych i grzecznych chłopców. Można by powiedzieć, że rodzina Lee była przykładem dla innych koreańskich rodzin.
Jak gdyby tego było mało państwo Lee prowadzili bardzo dochodowy interes, w którym od ukończenia szkół pomagali im synowie i to z dużym sukcesem… Jednak wszystko miało zmienić się pewnego jesiennego poranka kiedy to po raz pierwszy z domostwa państwa Lee dało się słyszeć podniesione głosy.
- NIE MA MOWY! – Młodszy z braci Lee Taemin stał przy stole na przeciw swoich rodziców i patrzył na nich gniewnie.
- Ale nawet go nie poznałeś, może…
- Powiedziałem mowy nie ma! I co to za nowa moda, żeby swatać synów?!
- Ani my ani nasi kontrahenci nie mają córki, więc co poradzić? – Jego matka zrobiła niewinną minkę, która jeszcze bardziej go rozzłościła.
- Mamo czy wy przypadkiem bez żadnych skrupułów wykorzystujecie fakt, że wasz syn jest gejem?
W kuchni zapadła cisza. Dało się tylko słyszeć zdławione parsknięcia Taesuna stojącego w głębi kuchni.
- O matko! Mam rację, prawda?! Mam?! – Wydarł się ponownie.
- Taemin. – Zaczął spokojnie ojciec. – Ten układ bardzo pomoże naszej firmie.
- Z tego co pamiętam w Korei śluby tej samej płci wciąż są nielegalne. – Powiedział kąśliwe.
- A kto tu mówi o ślubie? – Zagadnęła wesoło głowa rodziny. – To będzie umowa majątkowa, albo coś takiego.
- SPRZEDAJECIE WŁASNEGO SYNA?!
- Jakie sprzedajecie?! – Oburzyła się jego mama. – Po prostu zapewnimy bezpieczną przyszłość.
- Dziękuję wam bardzo za taką przyszłość! Czemu Taesun hyung nie może tego zrobić?!
- Z kilku względów. – Starszy z braci Lee dołączył się do rozmowy. – Po pierwsze jesteś bardziej biegły w interesach niż ja. Po drugie ja nie jestem gejem, a po trzecie i najważniejsze nie jestem w typie twoje przyszłego chłopaka.
W ostatniej chwili uchylił się przed lecącą w jego stronę ścierką, po czym pokazał swojemu młodszemu bratu język.
- Nie ma takiej opcji! Rozumiecie?! Nie zgadzam się! Czy wy w ogóle pomyśleliście o moich uczuciach?! Robić coś takiego bez rozmowy ze mną?! Bez mojej zgody?! Nie przyszło wam do głowy, że mogę się z kimś spotykać?!
Przy kuchennym stole w domu państwa Lee zapadała cisza przerywana tylko ciężkim oddechem najmłodszego członka rodziny.
O rodzinie Lee można było powiedzieć, że są przykładem dla innych rodzin, ale tylko pozornie, bo w każdej rodzinie znajduje się jedna czarna owca. A w tej rodzinie bez wątpienia był nią nie kto inny jak Lee Taemin.