poniedziałek, 29 września 2014

VII. Bez mojej zgody (Prolog)

I tak jak obiecywałam powracam z prologiem do nowej serii! Mam nadzieje, że Wam się spodoba ;) Czekam na Wasze opinie :*
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


Domostwo państwa Lee zawsze uchodziło za miejsce spokojne. Dzieci państwa Lee zawsze były widziane w oczach sąsiadów jako dwójka ułożonych i grzecznych chłopców. Można by powiedzieć, że rodzina Lee była przykładem dla innych koreańskich rodzin.
Jak gdyby tego było mało państwo Lee prowadzili bardzo dochodowy interes, w którym od ukończenia szkół pomagali im synowie i to z dużym sukcesem… Jednak wszystko miało zmienić się pewnego jesiennego poranka kiedy to po raz pierwszy z domostwa państwa Lee dało się słyszeć podniesione głosy.
- NIE MA MOWY! – Młodszy z braci Lee Taemin stał przy stole na przeciw swoich rodziców i patrzył na nich gniewnie.
- Ale nawet go nie poznałeś, może…
- Powiedziałem mowy nie ma! I co to za nowa moda, żeby swatać synów?!
- Ani my ani nasi kontrahenci nie mają córki, więc co poradzić? – Jego matka zrobiła niewinną minkę, która jeszcze bardziej go rozzłościła.
- Mamo czy wy przypadkiem bez żadnych skrupułów wykorzystujecie fakt, że wasz syn jest gejem?
W kuchni zapadła cisza. Dało się tylko słyszeć zdławione parsknięcia Taesuna stojącego w głębi kuchni.
- O matko! Mam rację, prawda?! Mam?! – Wydarł się ponownie.
- Taemin. – Zaczął spokojnie ojciec. – Ten układ bardzo pomoże naszej firmie.
- Z tego co pamiętam w Korei śluby tej samej płci wciąż są nielegalne. – Powiedział kąśliwe.
- A kto tu mówi o ślubie? – Zagadnęła wesoło głowa rodziny. – To będzie umowa majątkowa, albo coś takiego.
- SPRZEDAJECIE WŁASNEGO SYNA?!
- Jakie sprzedajecie?! – Oburzyła się jego mama. – Po prostu zapewnimy bezpieczną przyszłość.
- Dziękuję wam bardzo za taką przyszłość! Czemu Taesun hyung nie może tego zrobić?!
- Z kilku względów. – Starszy z braci Lee dołączył się do rozmowy. – Po pierwsze jesteś bardziej biegły w interesach niż ja. Po drugie ja nie jestem gejem, a po trzecie i najważniejsze nie jestem w typie twoje przyszłego chłopaka.
W ostatniej chwili uchylił się przed lecącą w jego stronę ścierką, po czym pokazał swojemu młodszemu bratu język.
- Nie ma takiej opcji! Rozumiecie?! Nie zgadzam się! Czy wy w ogóle pomyśleliście o moich uczuciach?! Robić coś takiego bez rozmowy ze mną?! Bez mojej zgody?! Nie przyszło wam do głowy, że mogę się z kimś spotykać?!
Przy kuchennym stole w domu państwa Lee zapadała cisza przerywana tylko ciężkim oddechem najmłodszego członka rodziny.
O rodzinie Lee można było powiedzieć, że są przykładem dla innych rodzin, ale tylko pozornie, bo w każdej rodzinie znajduje się jedna czarna owca. A w tej rodzinie bez wątpienia był nią nie kto inny jak Lee Taemin. 



sobota, 27 września 2014

III. Super Junior (Leader is back)

W końcu jestem! Na wstępie chciałam Was przeprosić. Wiem, że obiecywałam, że będę dodawała nowe one shoty częściej, ale zaczęłam pisać ten i się zablokowałam. Nie byłam w stanie dokończyć tego, ani zacząć niczego nowego, ale w końcu się udało. Nie jest to one shot w moim stylu, ale jakoś tak mnie naszło na coś takiego. I mam dobrą wiadomość! Mam pomysł na nową serię, a prolog powinien pojawić się na dniach! 
Teraz, gdy w końcu powróciłam z czymś nowym, chciałabym podziękować wszystkim tym, którzy codziennie zaglądali na bloga i sprawdzali czy coś dodawałam. To naprawdę wiele dla mnie znaczyło i dawało mi ogromną motywację, żeby w końcu się zabrać do pisania. 
Nie przeciągając! Życzę Wam miłego czytania i czekam na Wasze komentarze :* <3
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~






Nie było go tu dwa lata. Nie szedł tedy tak długi czas. Nie wracał zmęczony po nagraniach, nie słuchał dziesięciu narzekających głosów, kłótni, śmiechów i przepychanek. Nie jadł z nimi posiłków i nie słuchał jak na przemian drą się na siebie lub się ruchają.
Stanął przed drzwiami dormu i uśmiechnął się do siebie. Choć z początku cieszył się, że trochę odpocznie od tej zgrai debili to teraz musiał przyznać, że się za nimi zwyczajnie w świecie stęsknił. Brakowało mu ich podniesionych głosów, ich głupkowatych śmiechów, tego jak się o niego martwili i jak on musiał się o nich zamartwiać niemal dzień w dzień – w końcu był ich liderem.
Zadzwonił do drzwi, ale ku jego zdziwieniu odpowiedziała mu cisza. Zadzwonił jeszcze raz i następny, ale z takim samym skutkiem. Wypuścił zrezygnowany powietrze. Przecież oni też mają swoje zajęcia, niekoniecznie muszą na niego czekać. Pozostało tylko jedno ale – co jeśli zmienili hasło i nie będzie mógł dostać się do środka? Nie chciał tak od razu jechać do agencji, ale wyglądało na to, że jednak będzie musiał.
Odwrócił się i już miał odejść kiedy to wpadło mu do głowy, że może jednak stary kod pasuje. Nie pewnie go w pisał i ku swojemu zaskoczeniu okazał się poprawny. Po części zły (a co gdyby saseang fan odkryły kod do drzwi?), po części szczęśliwy wszedł do mieszkania, z którym wiązał tak wiele wspomnień.
Pierwsze co zrobił to ruszył do swojego pokoju, który niemal od początku dzielił z Kyuhyunem i Kanginem. Do tej pory nie wiedział jak najmłodszy z nimi wytrzymywał. Podszedł do swojego łóżka i uśmiechnął się lekko. Leżała na nim świeżo zmieniona pościel… czyli może jednak trochę spodziewali się jego powrotu.
Po kolei obszedł wszystkie pokoje uśmiechając się od ucha do ucha. Wiele się tu nie zmieniło. Otworzył drzwi kolejnego pokoju i dwa koty wypadły na zewnątrz, po czym jeden szary zaatakował jego nogi.
- Heebum zostaw mnie głupi! Nie poznajesz mnie? – Podrapał sierściucha za uchem, ale kot dopiero po chwili przekręcił głowę i zaczął mruczeć oznajmiając mu tym samym, że może jednak pamięta kim jest.
Śmiejąc się do siebie pod nosem ruszył powoli w stronę kuchni, która była królestwem jednego z ich maknae – Ryeowooka. Jak zwykle panował w niej idealny porządek. Podejrzewał, że dzień wcześniej odwiedziła ich ajumma i posprzątała mieszkanie, bo dobrze wiedział, że w normalnych warunkach nie byłoby tu tak czysto.
Zrobił sobie coś do jedzenia po czym zaległ na nowej kanapie w salonie, która była niewyobrażalnie wygodna. O kupno nowej kanapy podejrzewał Eunhyuka. Tylko jemu przeszkadzało to, że stara praktycznie się rozpadała. Włączył telewizor, by po chwili natrafić na program z udziałem Kangina i Amber. Ponownie uśmiechnął się, dobrze było go widzieć chociaż w ten sposób, chociaż po prawdzie nie mógł się już doczekać kiedy to w końcu zobaczy ich naprawdę. Naprawdę bardzo mu brakowało mu tych wariatów przez te dwa lata…     



Dawno nie był tak zmęczony. Szedł ledwo powłócząc nogami, na szarym końcu tego barwnego pochodu i ze znużeniem przyglądał się tej bandzie idiotów, którą na forum publicznym nazywał hyungami. Czuł, że przez nich energia opuszcza go w jeszcze szybszym tempie.
Tego dnia mieli wyjątkowo ciężkie nagranie i to nie jedno, ale trzy. Po tym wszystkim czuł się jakby potrącił go autobus, w dodatku podejrzanie bolało go gardło i jeszcze oni… Szli korytarzem i popychali się, wygłupiali, śmiali. W takich momentach miał wrażenie, że dla nich nie istnieje, że nawet by nie zauważyli gdyby nagle zniknął. Co innego gdyby on tu był.
Pogrążony w swoich myślach wpadł na stojącego w miejscu Donghae.
- Co? Ach! Przepraszam hyung.
- Nic się nie stało. A ty co taki zamyślony?
- Zdaje ci się hyung. – Zbył go.
Starszy przez chwilę przyglądał mu się z zaciekawieniem. Dobrze wiedział co chodziło mu po głowie.
- Co za głupi zamek! – Wydarł się nagle Kangin. – Już drugi raz wpisuje hasło i nie wchodzi. Dobra jeszcze…
- STOP! – Krzyknął nagle Kyuhyun. – Ja wpiszę hasło.
Przedarł się przez członków zespołu i wstukał poprawną kombinację. Dobrze wiedział że jeśli jego głupi hyung po raz kolejny się pomyli przy kodzie to uruchomi alarm i będą musieli czekać na firmę ochroniarską, a na to kompletnie nie miał ochoty. Chciał po prostu wejść do dormu, wziąć gorący prysznic, a potem zalec na łóżku i oddać się wspomnieniom.
Wszedł pierwszy do mieszkania i poczekał, aż reszta się wtoczy. Już miał ruszyć dalej, gdy usłyszał głos Ryeowooka.
- Czemu w kuchni jest zapalone światło? – W jego głosie dało się wyczuć niepokój.
- Może zapomniałeś zgasić? – Zasugerował Kyu z lekką pretensją w głosie.
- Nie! Na pewno nie! Jeszcze pamiętam, ze wracałem się, żeby je zgasić.
W przedpokoju zapanowała kompletna cisza. Patrzyli po sobie z niedowierzaniem.
- Ktoś musi sprawdzić czy nikogo nie ma w mieszkaniu. – Podsunął Shindong.
- Rozumiem, że zgłaszasz się na ochotnika? Ach! – Krzyknął zaskoczony Heechul, bo coś otarło się o jego  nogi, jak się okazało był to kot. – Heebum! Ty draniu! Nie strasz mnie tak… Ty czekaj! Jak żeś wylazł z pokoju?
- Widzicie? – Ryeowook wtrącił się w rozmowę między kotem i jego właścicielem. – Sam kazałem pozamykać te sierściuchy, a teraz są na wolności. Ktoś tu jest!
- Dobra kto idzie? – Donghae patrzył na całe towarzystwo lekko rozbawiony.
- Papier, kamień, nożyce? – Zaproponował Sungmin.
Niestety nie było zbyt wielu zwolenników tego pomysłu.
- Mam lepszy pomysł. – Wykrzyknął Eunhyuk. – Niech idą ci, który odbyli służbę wojskową. W razie czego będą potrafili się obronić.
- A chcesz oberwać? – Zamachnął się Kangin.
- Widzicie? – Hyukjae z stary fakcją wskazał swojego hyunga.
Po tym jak wszyscy zgodnie poprali ich głównego tancerza, wydelegowani do tego zadania rozebrali się z zawadzających im kurtek i już mieli ruszyć w głąb mieszkania ubezpieczeni w parasole, kiedy to wyprzedził ich maknae.
- Gdzie ty się wybierasz? – Zawołał Sungmin.
- Jestem tak wkurzony, głodny i śpiący, że mam gdzieś saseangi! Ruszcie dupę!
Heechul i Kangin ruszyli niepewnie za wkurwionym maknae. Powoli obeszli kuchnie i wszystkie pokoje. Gdy Kyuhyun wychodził ze swojego pokoju zauważył, ze coś było nie tak. Co prawda od jakiegoś czasu Kangin nie dzielił już z nim pokoju tylko wyniósł się jak najdalej od gejowskich orgii (czytaj na sam koniec dormu do Sungmina i Ryeowooka), ale wciąż na jego łóżku było porozwalanych multum jego rzeczy, ale to nie to przykuło jego uwagę. Obok jego schludnie zaścielonego łóżka stała duża, wręcz ogromna  wojskowa torba. Potrzebował chwili by posklejać wszystko do kupy i gdy w końcu w jego głowie zaświtała czerwona lampka ruszył ile sił w nogach mijając zaskoczonych Heechula i Kangina i ślizgając się na zakrętach wpadł do salonu. Jego oczom ukazał się widok, za którym tak bardzo tęsknił.
- Leeteuk hyung! – Wydarł się na całe gardło i niemal się rzucił na wpół śpiącego lidera.
- Ała! Chcesz mnie zabić? – Wychrypiał nagle wyrwany ze snu.
- Co ty tu robisz? – Patrzył na niego zaskoczony.
- Jak to co? Skończyłem swoją służbę wojskową to jestem. – Uśmiechnął się do niego promiennie, po czym przeniósł wzrok na oniemiałą resztę zespołu. – Co tam chłopaki?
Nie doczekał się żadnej konkretnej odpowiedzi. Nagle w jego uszach rozbrzmiał ryk dziewięciu męskich głosów. Każdy krzyczał co innego przez co nie rozumiał ani słowa, ale dobrze wiedział o co im wszystkich chodziło, po prostu cieszyli się, że go znów widzą. Tak samo jak on. Czuł, że uśmiech nie zejdzie mu z twarzy przez kilka następnych dni.



Nikt nie patrzył na zegarek. Nie przejmowali się takimi błahostkami, nie interesowało ich to, że mieli swoje plany, grafiki na następny dzień, to się w tym momencie nie liczyło. Do ich zespołu powróciło ich centrum, ich słońce. W końcu będzie tak jak wcześniej.
- Hyung czemu nie powiedziałeś, że wracasz? – Eunhyuk siedział zarumieniony i dopijał kolejną puszkę piwa.
- Myślałem, że wiecie. Menager wiedział. A zmieniając temat. Hyukjae od kiedy ty pijesz?
- Od jakiś dwóch lat. – Zaśmiał się szczerze. – Bez ciebie nie da się znieść tej bandy idiotów.
Leeteuk zawtórował mu po czym przejechał spojrzeniem po wszystkich zgromadzonych w salonie osobach. Nic się przez ten czas nie zmienili, co prawda niektórzy wyglądali trochę bardziej męsko, ale po za tym to byli wciąż ci sami ludzie, których nie koniecznie z własnej woli zostawiał ponad dwa lata temu.
Gdy był w wojsku nie było dnia, żeby o nich nie myślał, żeby za nimi nie tęsknił. Znali się tyle długich lat i przez ten czas stali się dla niego rodziną. Nie wiedział jakby przeżył ten czas rozłąki, gdyby nie telefony i przepustki, które jego zdaniem były nie wystarczające by się nacieszyć nimi i rodziną.
Natrafił spojrzeniem na Kyuhyuna. Ten dzieciak chyba najmniej ze wszystkich się zmienił. Wciąż gdy na niego patrzył i gdy się do niego uśmiechał w jego oczach pojawiały się te wesołe ogniki. Jak mu go brakowało… szczególnie niego.
- Ale opowiadajcie co u was? – Zagadną wesoło. – Docierały do mnie tylko strzępki informacji.
Z uśmiechem słuchał ich opowieści, zajadając przyszności przygotowanych przez Ryeowooka.
Ciężko było mu uwierzyć, że znów tu jest, z nimi. Że znów się uśmiecha bez wysiłku, że czuje się bezpieczny, że jest po prostu w domu.



Wszedł do swojego pokoju z Kyuhyunem uczepionym przy jego koszulce. Nie pamiętał, żeby maknae kiedykolwiek się tak zachowywał, ale to można było zwalić na to, że za sobą tęsknili.
Odwrócił się gwałtownie i przytulił nic nie spodziewającego się chłopaka do siebie.
- Ach tego brakowało mi najbardziej. – Wyszeptał mu we włosy.
- Hyung. – Powiedział tylko, po czym przytulił go najmocniej jak potrafił.
- Bo mi żebra połamiesz. – Zaśmiał się lekko.
Leeteuk tulił do siebie tego chudzielca i powracały do niego wszystkie wspólnie przeżyte chwile. To jak dowiedział się o uczuciu jakim go darzył, a następnie sam odkrył, że chłopak nie jest mu obojętny. Zawsze będzie pamiętał łzy zbierające się w tych pięknych oczach, gdy powiedział mu, o wszystkim. To był pierwszy raz, gdy widział jak maknae płacze. Było tak wiele chwil, które należało tylko do niego, tak wiele emocji, uśmiechów, łez czułych gestów, których doświadczyli tylko we dwoje.
- Masz mi coś obiecać hyung. – Powiedział po jakiś piętnastu minutach milczenia.
- Wszystko co tylko chcesz.
- Nigdy więcej, nie zostawiaj mnie na tak długo. – Po raz pierwszy spojrzał mu prosto w oczy. Wcześniej unikał kontaktu z liderem, ponieważ bał się, że nie wytrzyma i rzuci się na niego. W końcu tak bardzo za nim tęsknił.
- Przecież to oczywiste.
Przytulił go mocniej do siebie i pocałował w czubek głowy, na co usłyszał niezadowolony pomruk. Uśmiechając się lekko ujął jego twarz w dłonie i złożył na jego ustach jeden z najdelikatniejszych pocałunków jakich wspólnie doświadczyli.
Tej nocy nie śpieszyli się nigdzie, w końcu teraz mieli już na wszystko czas.
Badali swoje ciała powoli, tak jakby poznawali je na nowo. Zapewniali się o swojej miłości w każdym możliwym geście i słowie. Każde muśnięcie, dotyk warg, jęk i krzyk uzmysławiały im, że to dzieje  się naprawdę, że są ze sobą, że gdy nadejdzie ranek to wszystko nie okaże się złym snem, że nie obudzą się w pustym łóżku, że będą obok siebie, a ich serca będą biły w jednym rytmie zapewniając się o ich wzajemnej miłości.

Teraz wszystko będzie dobrze. Teraz gdy lider wrócił.