niedziela, 23 listopada 2014

VIII. Bez mojej zgody (Część III)

I oto kolejny rozdział! Mam nadzieje, że Wam się spodoba :* Życzę Wam miłego czytania i czekam na Wasze komentarze <3
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Bettowane






Hwang Yura weszła z impetem do gabinetu i poczuła, że ręce jej opadają. W takich momentach zastanawiała się jakim cudem ten człowiek został tym kim jest. Leżał rozwalony na biurku, spał w najlepsze, w dodatku uśmiechał się błogo przez sen. Wyglądał na szesnaście lat, a nie na dwadzieścia pięć.
Podeszła do biurka i z impetem rzuciła na nie trzymane w rękach papiery. Nie wiedzieć czemu czuła się poirytowana. Strasznie wybiło ją z rytmu spotkanie z Choi Minho, nie pamiętała, żeby uległa tak łatwo na namowy jakiegokolwiek faceta, nie mówiąc o tym, że jej własna matka nie mogła jej do niczego namówić… i chyba to ją najbardziej zirytowało.
Spojrzała na swojego szefa i krew uderzyła jej do głowy, bo ten kompletnie niczego nieświadomy nadal spał. Nachyliła się nad nim ostrożnie.
- Lee Taemin! Wstawaj!
Młodszy z braci Lee poderwał się jak oparzony, nie bardzo wiedząc co się przed chwilą wydarzyło. Rozejrzał się pół przytomnie po gabinecie, aż natrafił wzrokiem na oblicze swojej wkurzonej sekretarki.
- O Yura noona, co tam? – I kompletnie niczym się nie przejmując znów ułożył głowę na biurku.
- Nie cotamuj mi tutaj! Wstawaj nie masz czasu na wylegiwanie się!
- Niby czemu? – Spojrzał na nią spod grzywki. – Nie mam dzisiaj żadnych spotkań, żadnych planów, żadnych zebrań, nic się nie dzieje, więc mogę sobie jeszcze trochę pospać.
- Nie miałeś do tej pory. Właśnie dzwoniła twoja matka.
Taemin znów poderwał głowę z biurka. W jednej chwili poczuł się całkowicie rozbudzony. Nie podobało mu się, że jego matka znowu coś wymyśliła, tym bardziej, że w tych okolicznościach nie mogło to być nic dobrego.
- Nigdzie nie idę. – Powiedział niczym rozpieszczony dzieciak.
- Obawiam się, że nie masz wyjścia. Masz spotkanie w centrum, w tej restauracji, w której zawsze jecie z Taesunem Oppa. Nie powiedziała nic więcej, tylko że masz się tam stawić o szesnastej, bo od tego zależy los firmy.
Lee poczuł jak powietrze uchodzi z niego jak z pękniętego balonu. Jego kochana mama nie musiała dodawać nic więcej, dobrze wiedział o co chodzi, a raczej o kogo.
- Taemina o co chodzi? – Usiadła na krześle naprzeciwko niego.
- Opowiem ci wszystko jeśli zrobisz nam mocnej kawy. – Uśmiechnął się do niej ciepło.
- Będę za trzy minuty. – Odwzajemniła uśmiech i niemal wybiegła z jego gabinetu.
Opadł na oparcie fotela i wyjrzał za okno. Czuł się zmęczony, chociaż tak właściwie nic dzisiaj nie zrobił. Miał wrażenie, że samo myślenie o tym sprawiało, że tracił całą energię.
Patrzył na ludzi w budynku naprzeciwko i zastanawiał się nad czym oni wszyscy gonią, czy warto i po co się tak poświęcają, po co on się tak poświęca?
- Masz. – Z zamyślenia wyrwał go głos Yury.
- Ty to masz speeda.
- No ba. A teraz mów co i jak?
Wziął łyk kawy, po czym opowiedział jej wszystko od początku do końca. O rozmowie z rodzicami, o tym jak dziwnie zachował się Jonghyun, gdy o wszystkim usłyszał, o wszystkich jego wątpliwościach.
A Yura? Po prostu siedziała i słuchała, nie przerywała mu, pozwoliła mu wyrzucić wszystko co leżało mu na wątrobie. Gadał nieprzerwanie przez ponad piętnaście minut, a gdy w końcu skończył czuł się jakby zrzucił z ramion ogromny ciężar.
- Więc tak sprawa wygląda. Powiem, że ty to masz farta człowieku, nie dość, że umawiasz się z jednym gorącym towarem to jeszcze drugi dostajesz za darmo.
- Co? O czym ty mówisz?
- O tym, że Jonghyun niezaprzeczalnie jest przystojnym mężczyzną, ale na widok Choi Minho kobiety po prostu gubią majtki w locie.
- Skąd niby wiesz jak wygląda ten cały Choi Minho?
- Bo był tu dzisiaj. – Przechyliła kubek, po czym z rozczarowaniem zajrzała do kubka. – Skończyła mi się kawa. Chcesz jeszcze jedną?
- Co? Tak, nie, czekaj! Jak on tu dzisiaj był?
- Opowiem ci jak wrócę z kawą dla siebie. – Uśmiechnęła się pod nosem i wyszła z jego gabinetu.
Taemin wiedział, że przegrał. Z resztą zawsze z nią przegrywał. Przebywając z taką dziewczyną jak Yura dziękował Bogu za to, że był gejem i nie musiał być narażony na te wszystkie gierki, humory i podteksty ze strony kobiet.
Czekał cierpliwie jak jego sekretarka wróci z kubkiem kawy, gdy ni z tego ni z owego padł do niego Taesun.
- Jak się noc udała? – Zaczął od progu.
- Nie udała się.
- Czyli ty z Jonghyunem ciągle nic?
- Nic.
- To nie dobrze. Ale to nie wszystko, mam rację?
- Masz.
- A przestaniesz odpowiadać mi monosylabami? – W końcu spojrzał bratu prosto w oczy i ku swojemu zaskoczeniu uśmiechał się do niego promiennie.
- Możesz mi powiedzieć co cię tak cieszy?
- W sumie to nie wiem, dobry humor mam i tyle.
- Randkę masz?
- Ano mam! – Niemal podskoczył. – Więc dzisiaj to ty mnie kryjesz w domu.
I wypał z jego gabinetu szybciej niż się w nim pojawił.
- A temu co? – Yura znalazła się w drzwiach chwilę po nim.
- Ma randkę czy coś.
- Ten to przynajmniej porucha w przeciwieństwie do ciebie.
- Mówił ci ktoś kiedyś, że jesteś złośliwa?
- Tak i traktuje to jako komplement. – Wyszczerzyła do niego zęby w uśmiechu.
- Dobra, dobra, ale wracając do tematu. Był tu Choi Minho tak? Czego chciał?
- Nic takiego, chciał się z tobą zobaczyć i tyle. Mówiłam, że jesteś zajęty, co prawda nie powiedziałam, że spaniem, no ale cóż. Niestety nie udało mi się go zatrzymać i wszedł do ciebie na chwilę. Był tu około minuty, po czym wyszedł uśmiechając się jakoś tak dziwnie.
- Jakim cudem udało mu się cię przekonać?
- A gdybym to wiedziała? Facet ma coś takiego w sobie, że gdyby mnie poprosił, żebym dla niego zabiła, zrobiłabym to bez zmrużenia okiem. Matko jak on mnie wkurwia!
- Właśnie widzę. Nie wiesz co tu robił? Może podwędził jakieś papiery? – Zaczął gorączkowo przeglądać teczki leżące na biurku.
- Spokojnie o to się nie martw. Z mojego punktu obserwacyjnego nie widziałam, żeby cokolwiek zabierał. Ale bezczelnie się na ciebie gapił. Chyba mu wpadłeś w oko. – Poruszyła sugestywnie brwiami.
- A daj mi spokój, wolałbym nie, bo wcale nie mam ochoty na to całe małżeństwo.
- Może zmienisz zdanie jak go poznasz?
- Tego też wolałbym uniknąć. Przecież mam Jonghyuna.
- No niby tak… ale sam mówiłeś, że ostatnio dziwnie się zachowuje i jakoś nie możecie się bardziej do siebie zbliżyć… więc to może dobra okazja, żeby coś zmienić.
- Ale… ja nie wiem czy chcę zmian. – Wyszeptał.
- To teraz masz trochę ponad godzinę, żeby się nad tym zastanowić.
Potargała mu włosy i zostawiła go samego ze swoimi myślami.
Taemin przez dobrą chwilę wpatrywał się na zamknięte drzwi, w których zniknęła Yura. Jak on niecierpiał, gdy miała rację.



- Gdzieś ty do cholery był?! – Lee Jinki stał z założonymi rękoma na parkingu podziemnym w ich biurowcu i patrzył z rozdrażnieniem na swojego szefa. – Musiałem kłamać w żywe oczy pani prezes, a sam wiesz, że to wcale nie jest takie łatwe.
- Spokojnie Onew nie ma czym się przejmować. Zrobiłem sobie małą rundkę po mieście.
- Przecież ty nie cierpisz jeździć samochodem. I nie mów do mnie Onew! Ile razy mam ci powtarzać?
- Oj już nie denerwuj się tak bo ci żyłka pęknie.
Stali przed windą, a Jinki nie wierzył własnym uszom. Nie pamiętał kiedy ostatni raz jego szef i najlepszy przyjaciel w jednym tak do niego mówił.
- Jesteś w podejrzanie dobrym humorze.
- Ano.
- Powiesz mi gdzie pojechałeś?
- Zobaczyć się z kimś.
I w jednej chwili wszystko stało się jasne. Poczuł jak ramiona mu opadają, nie musiał pytać o nic więcej, dobrze wiedział gdzie był.
- Czy ty nie rozumiesz co się do ciebie mówi? Miałeś się z nim nie widywać do pierwszego oficjalnego spotkania! Które nawiasem jest za godzinę.
- O! To świetnie.
Ten optymizm Minho kompletnie wytrącał go z równowagi i przy okazji strasznie go wkurzał. Był zupełnie jak stary Minho, jego kumpel z liceum, ale wszystko się zmieniło, gdy się dowiedział, że to właśnie on przejmie rodzinną firmę…
- Słuchasz mnie? Miałeś…
- Wiem przecież, nie musisz się powtarzać. Jak by to powiedzieć nie mieliśmy okazji się nawet porządnie poznać, bo udało mi się zobaczyć tylko jego śpiącą twarz.
- A ty co zboczeniec? – Wypalił nim zdążył się powstrzymać.
W odpowiedzi Minho tylko zaśmiał się głośno wsiadając do windy. Już nie mógł się doczekać tego spotkania.



Lee Taemin siedział przy stoliku i właśnie zamawiał drugą kawę. Jak zwykle był za wcześnie. Już taki miał nawyk, że wychodził dużo wcześniej, a przez swoją szybką jazdę zawsze był przynajmniej dwadzieścia minut przed czasem.
Kilka razy chciał nawet wyjść, ale jakoś nie miał odwagi żeby to zrobić. Jakaś część jego chciała zostać i poznać tego tajemniczego Choi Minho… to była wszystko wina Yury! Nagadała mu tych głupot i teraz znowu się wahał.
Zaczął się podnosić, żeby wyjść, gdy poczuł czyjąś dłoń na ramieniu.
- Mam nadzieje, że nie chcesz wyjść? – Głęboki, męski głos zabrzmiał mu w uszach, a po plecach przebiegły mu dreszcze.
- Skąd, tylko poprawiałem się na krześle. – Palnął pierwsze co przyszło mu do głowy, robiąc z siebie kompletnego idiotę.
Minho uśmiechnął się delikatnie i zajął miejsce naprzeciwko niego. Zamienili raptem jego zdanie, a on już czuł, że ten facet jest kompletnie innym człowiekiem niż to sobie wyobrażał.
- Miło mi cię poznać. Jestem Choi Minho.
- Lee Taemin mnie również jest miło.
Podali sobie dłonie, a Taemin znów poczuł dreszcz przechodzący wzdłuż jego pleców…



Tym czasem po drugiej stronie ulicy, w małej kawiarence, serwującej tylko kawę i ciastka, na stołku przy samym oknie, wychodzącym na restaurację siedział mężczyzna nad zupełnie zimną kawą.
Kim Jonghyun długo walczył ze sobą, ale w końcu po spotkaniu z dziekanem wsiadł do samochodu i przyjechał tu. Nie mógł wytrzymać nawet chwili z myślę, że Taemin, jego Taemin spotyka się właśnie teraz z jakimś obcym facetem, a na dodatek, ten obcy facet miał być jego mężem!
Zżerało go to od środka. Nie mógł spać w nocy, nie wierzył, że w końcu wypowiedział te słowa, że dał mu przyzwolenie, że sam posłał go w jego łapy…
Nagle w głowie zadźwięczały mu jej słowa: Przecież szczęście Taemina jest dla ciebie równie ważne jak dla mnie. Zadrżał na całym ciele… nie miał wyjścia… w końcu pani Lee się nie odmawia…  




Ps Korektorka życzy Wam udanego tygodnia! ♥

niedziela, 9 listopada 2014

VIII. Bez mojej zgody (Część II)

I drugi rozdział w końcu się pojawił! Przepraszam Was, że tak późno, ale przez pracę i studia kompletnie nie mam czasu -.- 
Życzę Wam miłego czytania i czekam na Wasze komentarze :*
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Betowane









Siedzieli w małej, słabo oświetlonej kuchni, przy dwóch butelkach piwa. Jonghyun raz po raz przysypiał, a Taemin delektował się spokojem, jaki odnalazł w tym miejscu.     W momencie, w którym przekroczył próg mieszkania przestał myśleć o rozmowie z rodzicami. Jego chłopak na wstępie przytulił go, pocałował (co prawda przysnął na chwilę w jego objęciach, ale to nie miało znaczenia), a potem zaprowadził go do kuchni nie pytając o nic, dobrze wiedział, że jak Lee będzie chciał to sam mu o wszystkim powie.
- Masz jutro jakieś zajęcia? – Taemin patrzył z rozbawieniem na kołyszącego się na krześle chłopaka.
- Raczej nie tylko muszę pojechać na uczelnie. Mam spotkanie z dziekanem o czternastej.
Spojrzał zaskoczony na Kima, nie mu nie mówił o tym, że chce się dalej kształcić.
- Nic mi nie mówiłeś, że zaczynasz drugi fakultet? – Rzucił z ledwo wyczuwalną pretensją w głosie. – Bo nie zamierzam.
- To co?
- Chcesz kawy? – Wstał od stołu uśmiechając się lekko. Zamierzał się z nim trochę podrażnić, za to że go obudził.
- Jonghyuna! No o co chodzi? Coś się dzieje?
- Czemu tak myślisz? Wszystko jest w jak najlepszym porządku.
- Bo mi nic nie mówisz! Wszyscy decydują za moimi plecami, mają w dupie moje zdanie.
Kopnął wściekły w stojące obok krzesło. Ledwo zdążył mu się poprawić humor, a tu znowu coś! Co było nie tak z tym dniem? Czemu do cholery nikt mu nic nie mówił?! Nie był godny zaufania?
Jonghyun słysząc złość w jego głosie poczuł się w jednej chwili całkowicie rozbudzony. Podszedł do niego i ukucnął przy nim.
- Co się stało? Powiesz mi?
- Najpierw ty mi powiesz czemu jedziesz na uczelnie! – Wydął uroczo policzki, jakby tym gestem podkreślał dodatkowo swoje oburzenie.
Kim Jonghyun poczuł, że serce mu mięknie w jednej chwili. Ten dwudziestopięcioletni facet potrafił jedną miną sprawić, że cały świat leżał u jego stóp.
- Chyba nie mam wyjścia?
- Ano nie masz. – Uśmiechnął się pod nosem widząc, że osiągnął zamierzony cel.
- Niech ci będzie. – Pocałował go w policzek i usiadł obok niego. – Zadzwonili do mnie dzisiaj rano, z pewną propozycją. Chcą, żebym poprowadził wykłady z psychologii społecznej.
Taemin nie mógł nic na to poradzić, uśmiech sam wdrapał mu się na usta. Niemal rzucił mu się na szyję, śmiejąc się na całe gardło.
- To świetnie! Przyjmiesz tę propozycję?
- Muszę się jeszcze zastanowić. – Widząc zdziwienie na jego twarzy zaśmiał się serdecznie. – Ale raczej się zgodzę.
Chwilowa konsternacja na twarzy Lee zmieniała się w ogromny uśmiech sięgający mu niemal od ucha do ucha. Patrzył jak na jego oczach ziszczało się marzenie Jonghyuna. Od kiedy pamiętał, mówił mu, że chce wykładać na uczelni, że chce przekazywać pasję i swoją wiedzę młodszym, zarażać ich jego entuzjazmem, a teraz wszystko to o czym śnił stawało się jawą.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę. – Taemin przytulił go mocno do siebie, by lepiej wyrazić swoje emocje.
- Widzę.
Obaj się zaśmiali na to stwierdzenie. Jonghyun już na studiach uchodził za osobę, której wystarczyło jedno spojrzenie, żeby stwierdzić w jakim nastroju jest dana osoba. Po pewnym czasie przylgnęła nawet do niego ksywka Jasnowidz.
- A teraz ty mi powiesz co cię trapi i czemu pojawiasz się u mnie w środku nocy? To do ciebie nie podobne.
- Chyba powinienem opowiedzieć ci o tym innym razem, żeby nie psuć nastroju. – Odsunął się od niego i spojrzał w kąt.
- I myślisz, że po takim tekście pozwolę ci tak po prostu siedzieć i się zamartwiać? Gadaj o co chodzi Lee Taemin. – W jego głosie pobrzmiewała stalowa nuta. Dobrze wiedział, że jeśli nie działy na niego prośby to musi zastosować groźbę.
- Ale…
- Żadnego ale! Myślisz, że zostawię cię samego z twoimi problemami? Za kogo ty mnie masz?!
Ujął jego twarz w dłonie, żeby mu nie uciekł spojrzeniem. Nie pamiętał, żeby przez całą ich znajomość tak się zachowywał. To kompletnie nie było w jego stylu.
- Masz rację. Przepraszam.
- Taemina nie masz za co, po prostu powiedz mi o co chodzi.
Spojrzał mu w oczy, dobrze wiedział, że teraz za nic w świecie mu nie odpuści, ale nie chciał psuć jego szczęścia. Wiedział też, że nie ma innego wyboru… Wziął kilka głębokich oddechów, żeby się uspokoić. Nie miał pojęcia jak jego chłopak zareaguje na tę informację.
- Dzisiaj się dowiedziałem, że moi rodzice chcą zawrzeć umowę z nową firmą. To będzie bardzo ścisła współpraca, niemal chcą założyć spółkę. Z resztą nie słuchałem zbyt uważnie.
Nie wierzył własnym uszom. Jego chłopak zachowywał się jak nie on. Rodzinna firma była dla niego niesamowicie ważna, poświęcał jej każdą wolną chwilę, chciał by rozwijała się, by dotrzymywała korku najnowszym technologiom, by była najlepsza… pierwszy raz widział, żeby los firmy go nie interesował.
Lee widząc zdziwienie na jego twarzy nie mógł ukryć cienia uśmiechu.
- Tak, wiem to dziwnie, że mam gdzieś to jakim torem pójdzie firma, ale pewnie zaraz zrozumiesz dlaczego. – Zrobił krótką pauzę. Musiał spokojnie zebrać myśli, żeby mu to odpowiednio wytłumaczyć. – Wszystko było by pięknie i w ogóle, ale moi rodzice doszli do wniosku, że trzeba się cofnąć ze trzydzieści lat w tył i przypieczętować tę transakcję małżeństwem.
- Rozumiem, że Taesun hyung nie jest z tego faktu zbyt zadowolony. – Mruknął.
- A kto powiedział, że to o Taesuna chodzi?
W kuchni zapanowała głucha cisza. Przez chwilę Jonghyun po prostu patrzył na niego z szeroko otwartymi oczami i trawił przekazaną informację.
- Co do cholery?! Ty masz ożenić się z jakąś wywłoką?! Nie zgadzam się rozumiesz?! Nie zgadzam?! W ogóle jakim prawem każą ci się ożenić z jakąś dziwką, skoro ty jesteś gejem? Przecież doskonale wiedzą o twojej orientacji!
- No właśnie. I tu dochodzimy do sedna sprawy. To nie będzie prawdziwy ślub, tylko coś w rodzaju wspólnoty majątkowej czy czegoś takiego. A ponieważ zarówno w nasi rodzicie jak i naszych kontrahentów nie mają córek będzie to ślub pomiędzy dwoma mężczyznami.
Po raz kolejny zapadła cisza przerywana kapaniem wody z kranu. Taemin niemal widział jak na czole Kima pojawia się żyłka sygnalizująca, że za dwadzieścia sekund z zegarkiem w ręku nastąpi wybuch, który zmiecie wszystkich w okolicy. Jednak ku zaskoczeniu Taemina erupcja aktywnego wulkanu Kim Jonghyuna nie nastąpiła.
- Rozumiem. – Poprawił się na krześle. – Czyli twoi szanowni rodzice wykorzystują fakt iż ich najmłodszy syn jest homoseksualistą i w ten sposób próbują załatwić interesy, dobrze zrozumiałem?
- Dokładnie. – Taemin poczuł, że ciarki przechodzą mu po plecach. Chyba już wolałby, żeby Jonghyun latał po kuchni wymachując rękoma i drąc się wniebogłosy niż tak spokojnie z nim rozmawiając. Zdawał sobie sprawę, z tego że to nie wróży niczego dobrego.
- A mogę wiedzieć, jak ty na to zareagowałeś?
- Pierwszy raz w życiu urządziłem im porządną awanturę, potrzaskałem trochę drzwiami jak jakiś szczeniak, a potem wylazłem z domu przez okno i dzięki pomocy Taesuna hyunga jestem tutaj. – Odpowiedział na jednym oddechu.
- Ok. A teraz inne pytanie. Co zamierzasz zrobić?
Taemin zawahał się chwilę, wydawało mu się, że dostrzegł w oczach Kima niepewność. Choć Jonghyun niemal bezbłędnie potrafił odczytać uczucia innych, to jeśli chodziło o niego samego potrafił swojego ukryć niemal doskonale.
- Nie mam zamiaru się zgodzić. To jest kompletne szaleństwo, podjęli najważniejszą decyzję w moim życiu bez mojej zgody, nie myśląc o moich uczuciach o moim planach na przyszłość, nie zdając sobie sprawy z tego, że z kimś jestem, że kogoś… kocham…
Poczuł, że lekki rumieniec wpływa na jego policzki i niemal w tym samym momencie z kamień spadł mu z serca, ponieważ Jonghyun w końcu się uśmiechnął i pogładził go po włosach.
- Dziękuję ci. Ja ciebie też kocham… ale uważam, że mimo wszystko powinieneś chociaż dowiedzieć się kim jest twój przyszły mąż poznać go, może on tak samo jak ty nie chce tego małżeństwa? Może razem znajdziecie rozwiązanie z tej sytuacji.
Tego się zupełnie nie spodziewał i musiał przyznać, że takie podejście Jonghyuna go zabolało. Miał nadzieje, że się wścieknie, zabroni mu wychodzenia z jego mieszkania i powie, że nie odda go nikomu innemu, a tu coś takiego…
- Aha… musze się zastanowić… - Miał nadzieje, że nie było po nim widać, jak bardzo jest zawiedziony jego słowami.
- Prześpij się z tym. Jutro wszystko będzie lepiej. – Pocałował go w czubek głowy. – Będziesz spał u mnie, a ja pościelę sobie na kanapie.
Kolejne ukłucie bólu. Jakby nie mogli spać razem? Byli ze sobą wystarczająco długo by móc spać ze sobą w jednym łóżku. Co prawda nie uprawiali jeszcze seksu, ponieważ obaj nie byli na to gotowi. Przyjaźnili się zbyt długo by móc po prostu przełamać tę wstydliwą barierę… pocałunki i przytulanie to co innego, to przyszło im łatwo, ale zbliżenie się do siebie aż tak bardzo było dla nich w tym momencie zbyt niezręczne.

Taemin leżał na łóżku i czuł jak otacza go zapach jego chłopaka. Gdy tak patrzył w sufit, powróciły do niego wszystkie wątpliwości jakie go dręczyły od kiedy tylko związał się z Jonghyunem… czy to co czuł to była naprawdę miłość?



Rano Taemin zaparkował pod swoim domem, choć wcale nie miał ochoty tam wchodzić. Wciąż czuł się rozgoryczony, a rozmowa z Jonghyunem tylko pogorszyła jego stan.
Tej nocy prawie w ogóle nie spał, ciągle miał przed oczami jego twarz i słyszał jego słowa, które sprawiały, że jego klatka piersiowa bolała niemiłosiernie. To wszystko było do dupy…
Wszedł do domu i niemal od progu usłyszał krzyk jego matki, ale nie miał siły się tym przejmować.
- Mamo przyszedłem tylko po świeże rzeczy na zmianę i jadę do firmy.
- Ale nie musisz, odpocznij…
- Nie chcę. Tam przynajmniej nie będę o tym myślał. – Odpowiedział z żalem w głosie.
Pani Lee zamilkła na chwilę… pierwszy raz w życiu żałowała podjętej przez siebie decyzji. Przyzwyczaiła się, że zawsze wszystko szło po jej myśli, ale teraz patrząc na swojego syna czuła, że tym razem mogła popełnić błąd.
- Gdzie byłeś całą noc? – Zapytała jeszcze zanim Taemin wszedł na schody.
- U swojego chłopaka. – Odparł obojętnie po czym nie patrząc na matkę wszedł na górę.



- Przepraszam, ale nie mogę pana wpuścić. Prezes Lee Taemin jest teraz bardzo zajęty.
- Ale to zajmie tylko chwilę. Chcę się tylko przedstawić nim rozpoczniemy współpracę. Niech się pani nie da prosić. – Posłał jej jeden ze swoich powalających uśmiechów.
Sekretarka jąkała się przez chwilę rumieniąc się ogromnie, po czym wciąż płonąc rumieńcem zaprowadziła go do gabinetu młodszego z braci Lee.
Prezes Choi Minho wszedł do środka po cichu mimowolnie zachichotał. Charyzmatyczny prezes, najmłodszy z rodziny Lee, ale przy tym osoba która w tej rodzinie odniosła największy sukces spała w najlepsze z głową ułożoną na swoim biurku.
Podszedł do niego i wciąż się uśmiechając złapał kosmyk opadający mu na twarz i odgarnął go do tyłu. Nachylił się i złożył na jego policzków pocałunek delikatny niczym muśnięcie motylich skrzydeł.
- Cieszę się na naszą przyszłą współpracę Lee Taemin.

I uśmiechając się tajemniczo opuścił jego gabinet.