niedziela, 18 października 2015

III. SHINee (Sposób na nudę)

Wybaczcie, że ostatnio nie pojawiało się nic na blogu, ale ostatni miesiąc był chyba najgorszym w moim dwudziestoletnim życiu... Ale teraz jest już lepiej i dlatego wracam do pisania, które pomaga mi się uporać z problemami. Dlatego mam nadzieje, że ten one shot Wam się spodoba i czekam jak zwykle na Wasze komentarze :* <3
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~








Siedział spokojnie w klasie i przypatrywał się swoim kolegom. Od jakiegoś czasu wszystko wydawało mu się takie zwyczajne, pozbawione sensu, po prostu nudne. Nawet nowe zdobycze go nie cieszyły, a co było najgorsze poddawały mu się zbyt łatwo.
Już sam nawet nie pamiętał kiedy to się zaczęło, kiedy zauważył, że zarówno kobiety jak i mężczyźni lgną do niego jak ćma do ognia, jednak z czasem zaczął korzystać z tej sposobności. W szkole krążyły już o nim legendy i tylko niektóre z nich były prawdziwe.
- Siedzisz tak bez ruchu, już zamieniłeś się w skamielinę?! – Poczuł, że ktoś zdzielił go z całej siły w plecy.
- Odbiło ci do reszty? – Odwrócił się gwałtownie, ale uśmiechnął się na widok twarzy swojego przyjaciela.
- Oboje wiemy, że ze mną gorzej być nie może. – Key wyszczerzył zęby w uśmiechu.
- Tu muszę się z tobą zgodzić. Widzę, że rozpiera cię energia. Wydarzyło się coś dobrego?
- Świetnie, że pytasz. Bo widzisz…
Wyłączył się niemal w tym samym momencie, w którym Kibum zaczął mówić. Zdobył tę przydatną umiejętność w ciągu ciężkich trzech lat ich przyjaźni.
Key był barwną osobowością, aktywnie udzielającą się w klubie aktorskim, a co za tym szło miał podobnie jak on sam niezłe branie wśród publiczności. Jednak jego przyjaciel zdecydowanie gustował jak to sam nazywał tylko w penisach.
Był taki czas kiedy zaczęli się ze sobą spotykać, ale ich osobowości ze sobą nie współgrały. Oczywiście seks był wspaniały, ale to, że obaj są tak wybuchowi utrudniało sprawę.
- Czy ty mnie w ogóle słuchasz?
- Nie specjalnie. – Powiedział bez zastanowienia. Dobrze wiedział do czego to doprowadzi.
- Świetnie, ja tu się produkuję, serce i duszę przed tobą otwieram, a ty…
- Dobrze już dobrze. Co się takiego stało?
- Pamiętasz naszego nauczyciela od matematyki?
- Jak mógłbym zapomnieć tego drania?! Omal nie uwalił mnie na zeszły semestr.
- No właśnie. A pamiętasz moją teorię na jego temat?
- Że za mało rucha, ale to przecież po nim widać.
- I tu objawia się mój geniusz. Odkryłem, że jest gejem! – Starał się mówić cicho, ale słabo mu to wychodziło.
- Skąd ten absurdalny wniosek?
- Bo widziałem go ostatnio w moim ulubionym barze dla gejów i on mnie widział też i wezwał mnie potem na rozmowę, żebym nikomu nie mówił. – Key mówił tak szybko, że słowa niemal zlewały się ze sobą.
- Ciągle mnie zastanawia jak ty to robisz, że wpuszczają cię do takich miejsc. Jesteś nieletni.
- I to w moim wywodzie przykuło twoją uwagę? Jak możesz?!
- Więc czego ode mnie oczekujesz?
- Zadania jednego pytania. Jak to wykorzystać?
- Kibumaa…
- Moglibyście się łaskawie zamknąć? Nie jesteście tu sami. – Kilka ławek od nich siedział wysoki brunet i patrzył na nich gniewnie.
- Masz jakiś… - Zaczął Jonghyun, ale Key położył mu dłoń na ramieniu.
- Przepraszamy bardzo. – Uśmiechnął się do niego ciepło, po czym nachylił się do swojego przyjaciela. – Nie drażnij go.
- Co?! Czemu? W ogóle kto to kurwa jest?
- Serio? Nie wiesz?!
- Wybacz przywykłem do tego, że ktoś się mną interesuje, a nie na odwrót.
- Jakiś ty skromny.
- Za to mnie kochasz. – Wyszczerzył się do niego.
Key poczuł, że ramiona mu opadają. W takich chwilach zastanawiał się co on takiego w nim widział, jednak jako przyjaciel był niezastąpiony i choć irytował go potwornie cieszył się, że po tym co między nimi zaszło wciąż byli przyjaciółmi.
- Nie ważne. To jest Choi Minho. Przeniósł się do naszej szkoły w zeszłym roku. Serio nie zauważyłeś, że mamy nową osobę w klasie?
- Niee. Daj już spokój mojej spostrzegawczości. Co jest z nim nie tak?
- Z tego co mi wiadomo wszystko jest z nim w porządku. Świetny sportowiec, z nauką też radzi sobie wybitnie. Chodzący ideał.
- Co ty nie powiesz? – Na jego ustach zaigrał delikatny, chytry uśmieszek.
- Oj aż za dobrze znam tę minę. Co ci chodzi po głowie?
- Nic konkretnego. Na razie.
- Kim Jonghyun przerażasz mnie.
Ale on nic już nie odpowiedział. Patrzył z uśmiechem na ustach na plecy Choi Minho, a w jego głowie tworzył się misterny plan.



- Jesteś Minho prawda? – Usiadł na brzegu jego ławki. – Jestem Kim Jonghyun. Wybacz, że przedstawiam się dopiero teraz.
- Wiem kim jesteś. – Powiedział nie odrywając wzroku od książki.
- Nie wybierasz się na zajęcia klubowe? Niedługo powinny się zacząć.
- O to samo mógłbym cię zapytać. – Przewrócił kartkę.
- Właśnie miałem zaproponować ci, żebyśmy poszli razem.
- Niestety muszę ci odmówić. – W końcu spojrzał mu prosto w oczy, a Jonghyun poczuł, że dreszcz przebiegł mu po plecach. Nie pamiętał kiedy ostatnio ktoś wywołał w nim takie emocje.
- Nie bądź taki. Chciałbym się z tobą zaprzyjaźnić.
- Kolejne rozczarowanie. Moje zajęcia zostały dzisiaj odwołane. – Wstał powoli i schował książkę do torby.
- Szkoda, miałem nadzieje, że uda nam się trochę porozmawiać o sporcie.
- Rzeczywiście szkoda. – Przechodząc obok Kima nachylił się i szepnął mu do ucha. – „Chciałbym się z tobą zaprzyjaźnić”? Z podstawówki się urwałeś.
Odszedł kawałek i odwrócił się, żeby napawać się miną kolegi.
- Do jutra Kim Jonghyun. – Rzucił nim wyszedł z klasy.
Jonghyun jak siedział na ławce tak nie mógł się ruszyć. To był chyba pierwszy raz w jego osiemnastoletnim życiu kiedy ktoś tak po prostu zignorował jego osobę. Ale jeśli miał być ze sobą szczery zadowalał go taki obrót sprawy – dzięki temu miał jeszcze większą ochotę zdobyć Choi Minho.



- Jesteś jakiś nie swój. – Key przysunął sobie krzesło bliżej niego.
- Obmyślam plan działania. – Mruknął pod nosem.
- Czekaj? Co?! Ty myślisz?!
- Bardzo kurwa śmieszne. – Spojrzał na przyjaciela spod przymrużonych powiek.
- Dobra już dobra, nie obrażaj się. – Poklepał go po ramieniu. – Lepiej mi powiedz o co chodzi?
- Raczej o kogo.
- Nowa zdobyć na horyzoncie?
- Można tak powiedzieć. – Dyskretnie rzucił okiem na siedzącego kilka ławek dalej Minho.
- Nie mów mi, że… serio? Aż dziw bierze, że nie zagadujesz do niego jak do każdego.
- Bo to nie działa. Ostatnio kompletnie mnie zlał.
- A tu cię boli? Nie okazuje zainteresowania wielkiemu panu Kim Jonghyunowi!
- I tak i nie. Nie wiem jak mam ci to opisać, ale chcę za wszelką cenę zburzyć tę jego żelazną postawę.
- Irytuje cię, że jest taki opanowanie? Mnie to kręci.
- Zawsze wiedziałem, że jesteś zboczony.
- Za to mnie kochasz. – Posłał mu całusa.
- Zamiast się ze mnie nabijać to mi pomóż. Jak mam się do niego zbliżyć?
- Zadam ci inne pytanie. Czemu tak bardzo tego chcesz?
- Sam nie wiem. Gdybym wiedział było by prościej, a tak to cały czas myślę o tym jak go podejść.
Key uniósł brwi w geście zdziwienia. Ostatnio Jonghyun zachowywał się tak wtedy, gdy próbował zdobyć jego samego, potem wszystko przychodziło mu łatwo, wszystkimi dziewczynami nudził się bardzo szybko, a tu taka niespodzianka.
- Czyżbyś zmieniał ligę? – Wypalił nagle.
- Co? Gorzej ci?
- Bo wiesz myślałem, że do tej pory byłem jedynym facetem z którym…
- Bo byłeś i nie miałem zamiaru tego zmieniać.
- Nie miałeś? A teraz masz?
Jonghyun przez chwilę przyglądał mu się zaskoczony. Te słowa wyszły z jego ust kompletnie bez jego woli.
Nie myślał nad tym w ten sposób, choć oczywiście musiał przyznać, że Minho był niezwykle atrakcyjny, ale kompletnie nie w jego typie. Zawsze myślał, że jeśli jeszcze kiedyś prześpi się z facetem to będzie raczej ktoś w typie Kibuma, drobny, chudy, można powiedzieć, że trochę dziewczęcy, a tu nagle zaczynam go pociągać ktoś kto był raczej jak on sam.
- Dzięki Key! Teraz mam jeszcze większy mętlik w głowie.
- Nie ma za co. Ale polecam ci, żebyś zrobił tak jak zwykle. Nie myśl tylko działaj. To ci wychodzi najlepiej. – Nachylił się i pocałował go w policzek. – A teraz wybacz, bo właśnie do klasy wchodzi mój cel.
Uśmiechnął się lubieżnie na widok nauczyciela od matematyki i nieśpiesznie ruszył na swoje miejsce.



Miał ochotę olać zajęcia klubowe i pójść prosto do domu, strasznie mu się nie chciało, najchętniej poszedłby spać. Już miał zrealizować swój niecny plan, ale ktoś zagrodził mu drogę.
- Może dziś pójdziemy razem? – Niski głos zabrzmiał mu w uchu.
- Pewnie czemu nie? – Odpowiedział bez zastanowienia.
Szli przez chwilę z Minho w ciszy, a on nie mógł się powstrzymać i dyskretnie obserwował jego ruchy. Musiał przyznać, że poruszał się z dużą gracją, a tyłek miał wyjątkowo…
- Wybacz, że wczoraj byłem taki nie miły. – Przerwał jego rozważania.
- Nic się nie stało, choć muszę przyznać, że trochę mnie zaskoczyłeś.
- Tak?
- Ano tak. Słyszałem, że raczej jesteś wyjątkowo miły dla wszystkich.
- Od Kibuma?
- To najlepsze źródło informacji. – Uśmiechnął się pod nosem.
- Spotykacie się?
Jonghyun przystanął na chwilę zaskoczony, ale po chwili wybuchł głośnym śmiechem.
- W życiu, chyba byśmy się pozabijali.
- Jednak wydajecie się być dość blisko. – Patrzył mu cały czas w oczy.
- Powiem tak, teraz nie jesteśmy razem.
- Ach rozumiem. Czyli te plotki o tobie są prawdziwe.
- Jakie plotki? – Właściwie to nie musiał pytać, doskonale wiedział jaką miał opinie w szkole.
- Że zaliczasz wszystko co się rusza. – Minho uśmiechnął się pod nosem.
- Nie powiedziałbym, że to do końca prawda.
- W sumie to szkoda. – Mruknął pod nosem.
- Mówiłeś coś?
- Nie, tylko miło mi to słyszeć, bo nie wyglądasz na takiego co myśli tylko o seksie.
- Powiedziałbym, że to nie do końca prawda.
Nagle poczuł jak Minho szarpnął go za rękę i pchnął nim mocno na ścianę.
- To się akurat dobrze składa.
Nim zdążył choćby zaprotestować Choi musnął delikatnie jego rozchylone wargi, po czym przejechał językiem po górnej, by następnie przygryźć delikatnie dolną.
- Do jutra Jonghyuna.
I odszedł w kierunku swojej szatni zostawiając kompletnie zaskoczonego Kima wciąż stojącego przy ścianie.



- Co byś zrobił gdybym ci powiedział, że Choi Minho jest gejem? – Jedli właśnie spokojnie obiad kiedy wypalił z tym tekstem.
Key omal nie udławił się tym co miał w ustach, gdy to usłyszał. Nie wierzył w to, że jego gej radar został oszukany!
- Co?! Skąd wiesz?!
- Wczoraj poszliśmy razem na zajęcia klubowe i po drogę jakoś tak nam się zgadało o moich podbojach. – Spojrzał sugestywnie na Kibuma. – A potem on mnie pocałował.
- Nie!
- Tak. – Usłyszeli za sobą znajomy głos. – Mogę się dosiąść?
- J-jasne. – Kibum wciąż siedział z szeroko otwartymi ustami.
- Co się stało, że zaszczycasz nas swoją obecnością? – Jonghyun nawet na niego nie spojrzał.
- Jonghyun!
- Pomyślałem, że miło będzie zjeść w towarzystwie. – Odparł jakby nie usłyszał złośliwości w jego głosie.
- Masz rozdwojenie osobowości? Za każdym razem, gdy mamy okazję ze sobą porozmawiać zachowujesz się kompletnie inaczej.
- Po prostu nie wiem czy mogę pokazać ci moją prawdziwą twarz.
- Ach tak. – Kim w końcu zaszczycił go spojrzeniem. – Bo do molestowania jesteś pierwszy.
- To nazywasz molestowaniem? Chyba te plotki o tobie są rzeczywiście przesadzone.
- Mógłbym powiedzieć to samo. – Posłał mu kpiarski uśmieszek.
Tym razem nie miał zamiaru z nim przegrać. Bo tak postrzegał ich wczorajszy pocałunek, jak przegraną. Nie mógł uwierzyć, że ktoś tak po prostu próbował się nim zabawić i w dodatku tego nie ukrywał.
- Więc czemu się do nas dosiadłeś?
- Ponieważ chciałem bliżej poznać Kibuma, jestem ciekawy jakim typem osoby jesteś.
- Naprawdę?  Skąd to zainteresowanie? – W końcu udało mu się odzyskać zdolność mówienia. Nie wiedział co było takiego w Choi Minho, ale strasznie go pociągał i nie mógł się powstrzymać od rozbierania go w myślach.
- Zastanawiam się jaką osobą, jest ktoś komu udało się uwieść Kim Jonghyuna.
- Mogę odpowiedzieć tylko jednym słowem. – Nachylił się do jego ucha i wyszeptał. – Zajebistą.
Minho zamurowało tylko na chwilę, potem roześmiał się głośno. Nie spodziewał się takiej reakcji. Myślał, że chłopak zarumieni się, odbierze mu mowę, będzie zawstydzony… kolejna osoba, która kompletnie zaskakiwała go swoim zachowaniem.
- Dobrze wiedzieć. Może i mnie uda się ta sztuka.
- Czekam na to z niecierpliwością. – Jonghyun przejechał językiem po swojej wardze.
I po raz kolejny dał się zbić z pantałyku. Spodziewał się raczej jakieś kąśliwej uwagi, wyśmiania, czegokolwiek, ale nie tego.
- Chociaż jeśli mam być szczery to wolę zdobywać niż być zdobywany. – Jonghyun wstał od stołu uśmiechając się delikatnie. Ta runda należała do niego.



- Mówiłeś serio na stołówce? – Minho stał przy drzwiach do jego szatni i czekał, aż w końcu z niej wyjdzie.
- Kto wie? Nie powinieneś już być w domu? – Jonghyun stał tyłem do niego i upychał kolejne rzeczy do swojej torby.
- Czekałem na ciebie.
- Żeby mnie uwieść? – Uśmiechnął się pod nosem.
Mimo, że wyobrażał sobie, że sprawy potoczą się inaczej, to podobało mu się to w jaki sposób Minho na niego patrzył, ale postanowił, że nie pozwoli mu tak szybko osiągnąć celu.
- Można tak powiedzieć. Myślałem, że ci się to nie spodoba?
- Widzisz, sam chciałem się do ciebie zbliżyć, a jeśli i ty tego chcesz to jestem na wygranej pozycji.
- Tak ci się wydaje?
- A nie jest tak? Tylko zastanawia mnie jedno. Czemu zacząłeś całą tą zabawę dopiero wtedy, gdy ja się tobą zainteresowałem.
Minho zaszedł mu drogę i ponownie przyparł go ściany.
- Bo dzięki temu było o wiele ciekawej. Gdybym sam zaczął zabiegać o twoje względy, szybko byś się znudził jak całą resztą.
- Dużo o mnie wiesz.
- Można powiedzieć, że się trochę tobą interesowałem. – Jego twarz było coraz bliżej twarzy Jonghyuna.
- Bawiłeś się z cichego prześladowcę? – Patrzył mu cały czas w oczy, chciał wyczuć odpowiedni moment, żeby się z nim trochę podroczyć.
- Skądże znowu, ciężko było nie zwracać uwagi na kogoś kto jest ciągle na językach ludzi.
- Aż tak o mnie plotkują?
- Nawet nie wiesz jak bardzo.
Ich usta dzieliły już tylko milimetry. Po plecach Minho przebiegł dreszcz podniecenia. Od dłuższego czasu chciał go zniewolić, chciał sprawić, żeby myślał tylko o nim, a teraz gdy w końcu nadarzyła się ku temu okazja, miał zamiar skorzystać z niej w pełni.
Gdy ich usta prawie się stykały Jonghyun zrobił zgrabny unik, po czym prześlizgnął się pod jego ramieniem i nie oglądając się za siebie ruszył do wyjścia ze szkoły. Dopiero, gdy dochodził do drzwi odwrócił się i z lubieżnym uśmiechem na ustach powiedział:
- Do jutra Minho.



Biegł ile sił w nogach. Przez tego skórwiela od matematyki, który zmusił ich do zostania dłużej, ze względu na powtórzenie wiadomości do testu, był już mocno spóźniony na trening, a wiedział, że kapitan go zabije jeśli się nie pojawi. Niedługo miały odbyć się zawody i każdy trening był na wagę złota.
Wypadł zza zakrętu prawie się przy tym przewracając, przeklinał ten głupi przedmiot i salę do niego za to, że była na drugim końcu szkoły jeszcze na najwyższym piętrze.
Właśnie miał zacząć zbiegać ze schodów, gdy drzwi do sali obok się otworzyły i został wciągnięty do środka.
Ledwo łapiąc oddech i ogarniając sytuację rozglądał się w około, ale dopiero, gdy odwrócił się w stronę drzwi zobaczył przyczynę swoich kłopotów.
- Czy tobie do reszty mózg odjęło? Jakbyś nie zauważył śpieszę się na trening.
- Pomyślałem, że mógłbyś poświęcić mi chwilkę. – I na jego oczach przekręcił klucz w zamku, po czym wyjął go i schował do kieszeni.
- Co ty odwalasz? Jestem już spóźniony! I ty z resztą też.
- Jak opuścisz jeden trening to nic ci się nie stanie. – Minho podchodził do niego coraz bliżej.
Jonghyuna przez chwilę zamurowało. Co prawda przez ostatnich kilka dni zdarzało mu się prowokować Choi i zostawiać go na pastwę losu tuż przed rozpoczęciem właściwej akcji, ale nie pomyślał, że przez to doprowadzi do czegoś takiego.
- Widzisz ostatnio nie byłeś dla mnie zbyt miły nie sądzisz? Ja starałem się jak mogę, a ty…
- Minho słuchaj to nie najlepszy moment. – Cofnął się niemal pod okno i oparł się biodrami o jakieś zabłąkane biurko.
- Dlaczego nie? – Położył dłonie po jego obuch stronach.
- Trening. – Powiedział dość pewnie siebie.
- Jesteś dość monotonny dzisiaj. – Przysuwał się coraz bliżej niego. – Ale teraz mi nie uciekniesz.
Nie czekając na żadną reakcję z jego strony wpił się w jego usta. Nie był delikatny, niemal miażdżył się swoimi wargami, całował go zachłannie co chwila kąsając je.
- Jak tam stawiasz sprawę to chyba mogę odpuścić sobie ten trening. – Powiedział, gdy oderwał się od niego. – Ale pod jednym warunkiem.
- Nie ważne jaki on będzie i tak cię dzisiaj stąd nie wypuszczę. – Wymruczał mu do ucha.
- Nie pozwalaj sobie. – Chwycił go mocno za podbródek. – Myślisz, że tak po prostu spełnię każdą twoją zachciankę?
- Nie tylko moją, wiem, że ty też już nie możesz dłużej mi się oprzeć. – Zdobił pocałunkami jego szyję, schodząc coraz niżej, by po chwili przejechać zębami po jego wystającym obojczyku.
- Twoje mniemanie o własnej osobie jest zbyt duże. – Pociągnął go mocno za włosy i tym razem to on złączył ich usta w pocałunku.
W życiu nie przyznałby mu racji, ale rzeczywiście te ich gierki zaczynały już go męczyć, było tak jak mówił Minho, pragnął i nie mógł tego ukryć.
Pod wpływem kilku pocałunków jakie mu zaserwował stał już na baczność gotowy do dalszych atrakcji. Chociaż uprawiał już seks z mężczyzną teraz był dużo bardziej pobudzony niż wtedy, gdy robił to z Kibumem… ba nigdy tak się nie czuł przy żadnej dziewczynie.
- To moja zaleta.
Chwycił go mocno za pośladki i usadził na biurku, ponownie zanurzając się w jego pełnych wargach. Od początku bawiło go drażnienie tego człowieka, ale nie myślał, że tak szybko zawładnie jego myślami. Niemal od samego początku rozbierał go wzrokiem za każdym razem, gdy był w pobliżu, a teraz w końcu miał okazję sam pozbawić go garderoby.
Bez zbędnych ceregieli ściągnął jego koszulę, nie przerywając pocałunku. Jego ręka zaczęła wędrować po umięśnionym torsie Jonghyuna, a pod wpływem jego dotyku pojawiała się na niej gęsia skórka.
- Nie myślałem, że tak to się skończy. – Powiedział Kim, gdy oderwał się od niego niecierpliwie zaczął rozpinać jego mundurek.
- Tu się różnimy, ja chciałem przelecieć cię od początku. – Wpił się w jego usta, jednocześnie mocno ściskając jego przyrodzenie wciąż ukryte pod materiałem spodni.
- Skąd pomysł, że to ty mnie przelecisz? – Jonghyun odepchnął go od siebie.
- Oj nie drażnij się ze mną.
Pchnął go na ławkę tak by pod nim leżał i niemal jednym ruchem zdarł z niego spodnie wraz z bokserkami i rzucił gdzieś w kąt.
- Urwałeś guzik! Jak ja wrócę potem do domu?
- Serio teraz myślisz o tym? – Minho uśmiechnął się lekko.
Przejechał dłonią po całym jego ciele, od szyi, przez klatkę piersiową, zahaczył o twardniejące już sutki, następnie powędrował na jego umięśniony brzuch, by następnie przejechać nią po sterczącym na baczność członku.
Obserwował przy tym twarz Jonghyuna, który przymknął lekko powieki i poddawał się jego dotykowi. Czuł się wspaniale, miał wrażenie, że w każdym miejscu którego dotykał szaleje pożar, który może ugasić tylko on.
Podniósł się delikatnie na łokciach i zaczął rozpinać jego spodnie, ale Minho miał inne plany. Chwycił mocno jego nadgarstki i umieścił jego nad jego głową, a jego usta zaczęły powolną wędrówkę wzdłuż jego ciała. Szczególnie skupił się na jego sutkach, muskał je językiem, napawając się cichymi pomrukami, które wydobywały się z ust Kima.
Jonghyun nie poznawał sam siebie, nigdy by nie pomyślał, że znów będzie uprawiał seks z facetem i w dodatku skończy jako kot? Nie to się nie mieściło w jego głowie, ale musiał przyznać, że niezbyt mu to przeszkadzało, teraz liczyła się dla niego tylko przyjemność.
Pozwolił by Minho nawilżonymi wcześniej palcami penetrował jego wnętrze, jedyne na co nie mógł sobie na uwolnienie swojego głosu. Wciąż pamiętał o tym, że nadal są w szkole i gdyby ktoś ich usłyszał mieliby nie lada kłopoty… jednak, gdy Choi zaczął pocierać jego penisa, w rytm ruchów jakie wykonywał w jego wnętrzu z jego ust wydobył się przeciągły jęk.
- Już myślałem, że cię dzisiaj nie usłyszę. – Mruknął mu do ucha, nagryzając je lekko przy tym.
- Jeśli dalej będziesz się tak opierdzielał to nic więcej nie usłyszysz. – Mimo, że ledwo łapał oddech wciąż było go stać na kąśliwe uwagi.
W tym momencie Minho stracił resztki cierpliwości. Wyciągnął palce i niemal w tym samym momencie wszedł w niego wszedł w niego gwałtownie, powodując tym samym głośny krzyk z ust Kima. Przez chwilę zatracił się w przyjemności jaką odczuwał. Jego wnętrze było ciasne i gorące, a ścianki odbytu zaciskały się miarowo na jego przyrodzeniu.
- Mówiłeś coś bo niedosłyszałem?
- Pieprz się Choi Minho. – Wysyczał Jonghyun.
- Pieprzyć to będę, ale ciebie.
Pocałował go namiętnie i zaczął się w nim poruszać. Z początku wchodził w niego powoli, chciał rozkoszować się uczuciem, jakie odczuwał, ale gdy ciche pojękiwania ze strony Jonghyuna zmieniły się w coraz głośniejsze okrzyki zaczął przyśpieszać swoje ruchy, tylko po to, żeby znów usłyszeć jak dzięki niemu zdziera sobie gardło.
Choć z początku bolało bardziej niż to sobie wyobrażał, to gdy Minho trafił w jego prostatę kompletnie zapomniał o czymś takim jak ból. Miał wrażenie, że przyjemność rozrywa go od środka, nie kontrolował już swojego głosu było mu zbyt dobrze, a wiedział, że może być jeszcze lepiej, więc starał się poruszać w rym pchnięć Choi, ale ten po chwili mu to uniemożliwił przyszpilając go do blatu biurka.
- Sprawię, że nie pomyślisz już o seksie z nikim innym. – Wyszeptał całując go coraz zachłanniej.
Chwycił go mocno za biodra i wszedł w niego gwałtownie, sprawiając, że Jonghyun wygiął swoje plecy w łuk, a z jego ust wydobył się głośny krzyk.
Poruszał się coraz gwałtowniej, nie myślał o tym, że ktoś może ich nakryć, myślał tylko o tym, że jest teraz z Jonghyunem, że jest w nim, że dzięki niemu odchodzi od zmysłów z rozkoszy.
Obaj czuli, że są na granicy, że spełnienie jest tuż za rogiem. Minho zatracił się w tym co robił, wchodził w niego coraz szybciej, coraz mocniej, aż po sali rozchodził się dźwięk klapnięć. Nie mógł powstrzymać lekkiego uśmiechu zadowolenia, kiedy Jonghyun doszedł na swój brzuch krzycząc jego imię i ciągnąć go mocno za włosy. Wpił się wtedy w jego usta i wykonał kilka ostatnich ruchów rozlewając się w jego wnętrzu.
- To było…
- Wiem. – Pocałował go namiętnie. – Opłacało się mnie tak zwodzić?
- Jeśli dzięki temu zafundowałeś mi ten orgazm, to jak najbardziej.
Jonghyun przyciągnął go do kolejnego namiętnego pocałunku. Zdecydowanie się opłacało.



Szedł korytarzem na pierwszą lekcję i przeklinał dzień, w którym zainteresował się Choi Minho. Nie ukrywał tego było zajebiście, ale teraz równie zajebiście bolały go biodra.
Wszedł ledwo do sali i od razu napotkał zaciekawiony wzrok Kibuma. Oj teraz to się nasłucha. Starając się ignorować jego osobę podszedł do swojej ławki i spojrzał na krzesło jak na najgorszego wroga. To będzie ciężki dzień.
- Dzień dobry! – Key podszedł do niego i klepnął go przyjacielsko w tyłek.
- Dobry. – Burknął tylko, próbując nie krzyknąć z bólu.
- Słyszałem, że nie było cię wczoraj na treningu. Dzisiaj hyung da ci niezły wycisk.
- Nie przypominaj mi.
- A co ty taki nie w humorze.
- Zdaje ci się. – Nie mogąc dłużej tak stać bezczynnie Jonghyun powoli z lekkim wahaniem zajął swoje miejsce, krzywiąc się przy tym niemiłosiernie.
- Co się tak krzywisz… - Chciał coś jeszcze dodać, ale zaniemówił. Za dobrze znał tę reakcję. I to z własnego doświadczenia. – Nie?! Serio?! Nie wierzę!
- No to musisz uwierzyć. – Choi Minho stał za jego plecami i uśmiechał się pogodnie.
- Musisz się zawsze pojawiać tak znienacka? – Key przez chwilę patrzył na niego wilkiem po czym uśmiechnął się szeroko. – Gratulację. Ale jeśli mam być szczery myślałem, że będzie odwrotnie. Jonghyun do tej pory bronił swojego tyłka jak niepodległości.
- Musicie tutaj o tym gadać? – Mruknął Kim kładąc głowę na ławce.
- Mam swoje sposoby by złamać jego opór. – Nachylił się do Kibuma. – Więc nawet nie myśl o tym, żeby się ponownie pakować mu się do łóżka.
Odchodząc do swojej ławki posłał mu niezbyt przychylne spojrzenie.
- Kim Jonghyun, ale się wpakowałeś. – Poklepał przyjaciela po ramieniu.
- Mi to mówisz? – Powiedział krzywiąc się lekko.
Dobrze wiedział, że Minho będzie chciał mieć go na wyłączność, ale jeśli nadal będzie fundował mu taki seks to nie miał nic przeciwko.  





niedziela, 23 sierpnia 2015

III. EXO (Dwie pieczenie na jednym ogniu)

Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina... Planowałam dodawanie one shotów przez całe wakacje, a skończyło się na tym, że dodaje coś dopiero pod koniec wakacji... przepraszam Was bardzo. Chciałabym powiedzieć, że nie miałam czasu, ale miałam, przez ostatni miesiąc codziennie siadałam do pisania i nic z tego nie wychodziło, dopiero dzisiaj udało mi się usiąść i napisać to opowiadanie.
Chyba za bardzo się rozpisałam ;) Oto opowiadanie, które jest kontynuacją one shota z BakeYeol'em, tu macie link do niego. 
Życzę Wam miłego czytania i czekam na Wasze komentarze :*
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
nie betowane










Kai chodził sfrustrowany od kilku dni. Nie mógł przeżyć faktu, że jego przyjaciele są ze sobą. Co prawda cieszył się ich szczęściem, ale doprowadzało go szewskiej pasji to, że on sobie nikogo wtedy nie znalazł, a był przecież w miejscu, gdzie było pełno facetów, którzy lubią innych facetów.
- Jesteś ostatnio strasznie nie w humorze. – Baekhyun usiadł koło niego.
- Zdaje ci się. – Jakoś nie potrafił z nim normalnie rozmawiać.
- Zrobiłem coś złego? Mam wrażenie, że się na mnie obraziłeś.
Spojrzał na chłopaka zaskoczony. Po tym jak ich nakrył w swoim łóżku nie potrafił spojrzeć mu w twarz. Z Chanyeolem nie miał takiego problemu, ponieważ on wiedział o jego orientacji seksualnej, nie wiedzieć czemu przed Byunem było mu zwyczajnie głupio.
- To nie tak… nie jestem na ciebie zły czy coś. – Odparł po chwili.
- Więc o co chodzi?
- O nic.
Tego było za wiele. Baekhyun miał dosyć tej sytuacji, jego przyjaciel unikał go ewidentnie, a wszystko przez to, że przespał się z Chanyeolem. Choć tak naprawdę nie to go tak irytowało. Najgorsze było to, że nic mu nie powiedział…
- Czemu mi nic nie powiedziałeś?
- Nie wiem, bałem się, że nie zrozumiesz.
- Jestem aż tak nie godzien zaufania? Jak długo się znamy? Serio myślisz, że mógłbym cię otrącić? Stary za dużo czasu spędzasz z Chanyeolem i kompletnie ci mózg zryło.
- Ej! – Z kuchni, a raczej z okolic lodówki dobiegł ich poirytowany głos wielkoluda.
- Dziękuję hyung. – W końcu się do niego uśmiechnął.
- Nie mów do mnie hyung bo mnie ciarki przechodzą. Zawsze tak do mnie mówicie jak czegoś chcecie i mam przez to złe wspomnienia.
- Aż tak z nami źle? Przecież nas uwielbiasz. – Przytulił się do starszego i wyszczerzył zęby w uśmiechu.
- Z wami jest gorzej niż źle, kiedyś byłem porządnym chłopcem… sprowadzacie mnie na złą drogę od co! – Chciał jeszcze trochę pograć złego, ale uśmiech na twarzy młodszego mu to uniemożliwił.
- Mogę mieć tylko do ciebie jedną prośbę? – Odezwał się po chwili.
- Mam się bać?
- Niee, ale nie bzykajcie się więcej w moim łóżku.
Wstał z kanapy śmiejąc się z zawstydzonej miny przyjaciela. Skoro tu już wszystko było po staremu pozostawała już tylko jedna kwestia do rozwiązania.



- Jongin na jakie dni chcesz mieć zarezerwowaną salę w przyszłym tygodniu. – Młoda, energiczna kobieta podeszła do niego.
- Tak samo jak w tym tygodniu. Mam już stałe grupy, więc na razie nic nie będzie się zmieniało.
Kai od kiedy skończył liceum pracował w małym studio jako nauczyciel tańca. Nigdy nie chciał iść na studia, a w tym miejscu mógł się rozwijać pod okiem lepszych od siebie choreografów, a przy okazji zarabiać na życie tym co lubił najbardziej.
- No to ustalone. Udanych zajęć. – Właścicielka poszła do swojego gabinetu, a on spojrzał na zegarek, miał jeszcze piętnaście minut do rozpoczęcia zajęć.
Uśmiechnął się do siebie i włączył muzykę. Uwielbiał tańczyć, dzięki temu był szczęśliwy, przestawał myśleć o wszystkich problemach, był sobą.  Poruszał się płynnie w tańcu, a z jego twarzy nie schodził uśmiech. Cieszył się, że miał tę pracę, nie mógł sobie lepszej wymarzyć…
- Przepraszam…
Z przyjemnego uniesienia wyrwał go głos od drzwi. Spojrzał zaskoczony w tamtą stronę. Było jeszcze za wcześnie, żeby ktokolwiek przyszedł.
- Tak słucham? – W drzwiach stał sporo niższy od niego chłopak i przyglądał mu się niepewnie.
- Czy to tutaj odbywają się zajęcia taneczne?
- Tak. A do którego trenera jesteś zapisany? – Nie wiedzieć czemu wciąż cieszył się jak głupi do sera.
Musiał przyznać, że chłopak, który stał w drzwiach był całkiem w jego typie. Nie mógł oderwać wzroku od jego twarzy, od dużych w tym momencie trochę niepewnych oczu, od zgrabnego nosa, wyraźnie zarysowanej szczęki, a przede wszystkim jego uwagę przykuły pełne, malinowe wargi…
- Do Kim Jongina sunsengnim. Jestem trochę za wcześniej, denerwowałem się pierwszymi zajęciami, nie chciałem się spóźnić i w ogóle. – Paplał jak oszalały.
- Spokojnie. – Kai podszedł do niego i położył mu dłoń na ramieniu. – Ja jestem Kim Jongin. Ale proszę cię mów mi Kai i bez żadnych zwrotów grzecznościowych bo czuję się przez to stary.
- Dobrze. – Uśmiechnął się wyraźnie podtrzymany na duchu.
- A ty jesteś?
- Ach! Przepraszam! Jestem Do Kyungsoo, miło mi pana poznać.
- Mnie również. Zajęcia zaczynają się za jakieś dziesięć minut, ale raczej nikt nie pojawi się punktualnie.
- Aha rozumiem. – Wyglądał jakby był zawiedziony.
- Spokojnie. Zajęcia tak czy siak będą trwały półtorej godziny. Szybko znajdziesz kontakt z resztą, to grupa zwariowanych dzieciaków. A tak swoją drogą ile masz lat?
- W zeszłym miesiącu skończyłem osiemnaście.
- Czyli jesteś ciut młodszy od tej grupy.
- Naprawdę? Myślałem, że będę najstarszy.
- Nie masz czym się martwić. – Przyjrzał mu się uważnie. Widać było, że chłopak ma wysportowane ciało, ale coś mu mówiło, że wcześniej z tańcem miał dotyczenia tylko okazjonalnie. – Mogę spytać co cię przywiało na nasze zajęcia?
- Oczywiście. – Kyungsoo zarumienił się lekko. – Ostatnio przechodziłem przez park i jakaś grupka w moim wieku tańczyła na ulicy. Byli niesamowici.
Spojrzał w dal i uśmiechnął się na wspomnienie ich uśmiechniętych twarzy. Nie mógł się oprzeć wrażeniu, że poprzez taniec wyrażali tyle różnych emocji.
- I chciałeś nauczyć się pokazywać emocję tak jak oni? – Powiedział po chwili Kai.
- Skąd pan… wiedziałeś?
- Bo to widać od razu, gdy ktoś zakochuję się w tańcu. – Wyszczerzył do niego zęby. – Dobra, koniec tego gadania. Za tamtymi drzwiami są szatnie. Znajdź szafkę z kluczykiem w zamku i z niej możesz korzystać.
- Dziękuję panu… ci bardzo. – Ukłonił się nisko.
Odchodząc rzucił jeszcze szybkie spojrzenie na swojego nowego nauczyciela. Musiał przyznać, że trafił mu się niezły kąsek. Dobrze, że nie udało mu się namówić Sehuna na przyjście tutaj, jeszcze sprzątnąłby mu sprzed nosa…



Kai wyjątkowo użył schodów by dostać się do swojego mieszkania. Czuł jak rozpiera go energia. Był właśnie piątek i choć zajęcia skończyły się dobre kilka godzin wcześniej dopiero teraz wracał do domu.
Spędził dobre trzy godziny na rozmowie z Kyungsoo. Nie mógł się nadziwić jak dobrze mu się rozmawiało z tym chłopakiem. Choć z początku był dość nieśmiały, już po drugich zajęciach złapał kontakt z resztą grupy. Nie mówiąc o nim samym, szybko odnaleźli wspólny język i po każdych zajęciach zostawali dłużej, żeby porozmawiać. Dzisiaj aż właścicielka musiała ich wyganiać, bo się zasiedzieli.
Wciąż szczerząc się jak głupi do sera wszedł do mieszkania, kompletnie nie zwracając uwagi na jęki dobiegające z sypialni chłopaków. Zwykle tym swoim niemal codziennym bzykaniem doprowadzali go do szewskiej pasji, ale w tym momencie nic mu nie przeszkadzało.
Zajął miejsce na kanapie z puszką piwa w ręku i włączył telewizor przy okazji zwiększył dźwięk do oporu, chciał dać tym debilom do zrozumienia, że jest już w domu i może by się sprężyli i skończyli swoje robótki ręczne.
Nie minęło nawet dziesięć minut jak z sypialni wyczłapał się potargany Chanyeol w samych bokserkach.
- Załóż coś na dupę trepie. – Powiedział znad puszki z piwem.
Park przystanął na chwilę i spojrzał zdziwiony na przyjaciela. Nie mówił tak na niego od dłuższego czasu…
- Stało się coś dobrego? – Zaciekawiony podszedł bliżej.
- Skąd taki pomysł?
- Bo wyglądasz jakbyś spał z wieszakiem w ustach. Kai błagam cię, znam cię lepiej niż ty siebie.
- A to ciekawe. W takim razie powiedz mi co takiego się wydarzyło?
Nachylił się i spojrzał mu głęboko w oczy, nie mógł pozbyć się wrażenia, że coś dobrego spotkało jego przyjaciela, ale za nic nie mógł wymyślić, co to takiego mogło być.
- Czy to nie oczywiste? Zarwał kogoś. – Baekhyun wynurzył się z pokoju.
- Co?!
- I czego się drzesz? Niestety muszę cię rozczarować drogi Byunie, ale nikogo nie zarwałem.
- Taak? – Uśmiechnął się złośliwie i klapnął obok niego na kanapie. – W każdym bądź razie na pewno kogoś poznałeś. W poniedziałki, środy i piątki wracasz dużo później do domu niż ostatnio. Innego wyjścia nie ma.
Zaskoczony spojrzał na niego. Może i Chanyeol był jego przyjacielem dużo dłużej, ale to że Baekhyun czyta w nim jak w otwartej księdze było naprawdę przerażające.



- Kyungsoo idziesz z nami na piwo? – Drobna blondynka uwiesiła się na jego ramieniu robiąc słodkie oczka.
Kai z całej siły walczył z irytacją. Wkurzało go, że Do wpadł w oko niemal wszystkim dziewczyną w grupie i na każdym kroku próbowały go zarwać.
- Wybacz mi, ale dzisiaj nie mogę. Jestem już umówiony. – Zrobił minę jakby naprawdę było mu przykro. Nie miał ochoty na jakiekolwiek wyjścia z tymi panienkami. Miał już plany na ten wieczór…
- Szkoda, ale następnym razem nam się nie wywiniesz. – Pomachała mu i skierowała się do wyjścia.
Odprowadził ją wzrokiem i westchnął zrezygnowany, żałował, że ktoś inny nie okazuje mu takiego zainteresowania.
- Powinieneś już się zbierać jeśli nie chcesz się spóźnić.
Odwrócił się i musiał powstrzymać się z całych sił, żeby nie jęknąć na jego widok. Idealną sylwetkę skrywał ciasny podkoszulek, który pod wpływem potu przywarł do niego.
- Wiem, że to nie ładnie, ale skłamałem.
- Czyli nie masz na dzisiaj żadnych planów?
- To zależy od tego co zaproponujesz. – Uśmiechnął się szeroko.
Dawno nie czuł się tak dobrze w czyimś towarzystwie. Minął już ponad miesiąc od kiedy zapisał się na zajęcia taneczne, które prowadził Kai. Z początku się bał straszliwie, bo miał się za osobę pozbawioną wyczucia rytmu. Jak się okazało był w błędzie. Szybko łapał o co chodzi, nauczył się paru choreografii, a jak mu coś nie wychodziło, to gdy zostawał po zajęciach Kai udzielał mu prywatnych korepetycji. Z utęsknieniem czekał na kolejne zajęcia i choć pokochał taniec to nie to było tego powodem. Musiał przyznać, że jego nauczyciel wpadł mu w oko przy pierwszym spotkaniu, ale był pewny, czy grają w tej lidze. Wszystko stało się dla niego jasne kiedy podczas prywatnych lekcji zdjął koszulkę, a Jongin usilnie starał się na niego nie patrzeć, był taki oczywisty…
- To może jednak dasz się namówić na piwo?
- Z tobą? Zawsze!
- Poczekaj chwilę, przebiorę się i już lecimy.
Kyungsoo przygryzł dolną wargę, gdy drzwi się za nim zamknęły. Najchętniej poszedłby za nim i sam go rozebrał, ale wszystko w swoim czasie. Wziął kilka głębokich oddechów, miał nadzieje, że dzięki temu chociaż trochę ochłonie.
- Możemy iść? – Jongin wyłonił się zza drzwi uśmiechnięty od ucha do ucha.
- Pewnie. Tylko gdzie…
Chciał coś jeszcze dodać, ale wyszli na zewnątrz i zobaczyli, że pada. Chociaż to, że padało to było zbyt łagodne określenie – przed nimi była praktycznie ściana deszczu.
- Hyung masz parasolkę? – Spojrzał z nadzieją na swojego instruktora.
- Nie, a ty?
- Nie. To co wracamy?
- Nie możemy. Zaraz zaczynają się zajęcia drugiej grupy…
Spojrzał na niego niepewnie. Nie wiedział czy to przypadkiem nie za wcześniej na coś takiego, ale i tak nie mieli nic innego do roboty…
- Słuchaj. – Zaczął powoli. – Mieszkam niedaleko stąd, może skoczymy do mnie? Jak pobiegniemy to będziemy tam w niecałe pięć minut.
- Pewnie! Byle było tam ciepło jak dotrzemy.
Kai uśmiechnął się pod nosem. Gdyby miał pewność to bardzo chętnie ogrzałby go swoim ciałem.



- Tam jest łazienka, leć szybko wziąć prysznic, bo się przeziębisz. – Pchał Kyungsoo w stronę łazienki. – Zaraz przyniosę ci coś do przebrania!
Krzyknął i zniknął w jednym z pokoi.
Do Kyungsoo uśmiechnął się lekko do siebie. Nie  miał zamiaru brać prysznica, a nawet jeśli to nie sam.
Rozebrał się do bokserek i wyszedł z łazienki, po czym stanął przed drzwiami pokoju, w którym był Kai.
- Hyung w łazience nie ma ręczników. – Wszedł bez pukania.
Jongin poczuł, że robi mu się gorąco, stał przed nim w samej bieliźnie.
- Ach… poczekaj zaraz jakieś znajdę. – Starał się na niego nie patrzeć, ale to było silniejsze. Nie mógł oderwać wzroku od jego smukłych ramion, lekko umięśnionego brzucha, szczupłych bioder.
Podał mu niepewnie ubrania i ręcznik… Nagle poczuł dotyk jego palców na swoich, dreszcz podniecenia przebiegł mu po plecach, wystarczyło jedno spojrzenie w jego oczy i wiedział, że nie będzie mógł się powstrzymać.
Odrzucił rzeczy trzymane w ręku, po czym chwycił twarz Kyungsoo w dłonie i pocałował go namiętnie, zapominając o całym świecie. Nie myślał o konsekwencjach, chciał tylko go poczuć.
Do z początku trochę zaskoczony, po chwili zaczął z zapamiętaniem odpowiadać na pocałunek. Już myślał, że straszy dalej będzie udawał, że w ogóle go nie pociąga, że będzie musiał dalej go drażnić, ale taki obrót spraw jak najbardziej mu odpowiadał.
Kai powoli odsunął się od niego i spojrzał mu w oczy.
- Przepraszam, trochę mnie poniosło.
- Za co mnie przepraszasz? Dokładnie o to mi chodziło. Jakbyś dłużej zwlekał to sam rzuciłbym się na ciebie.
Kyungsoo lubieżnie przejechał językiem po wargach, na co starszy warknął cicho i przyciągnął go mocno do siebie, nachylił się i mocno przygryzł jego dolną wargę.
- Żebyś potem nie żałował swoich słów.
W odpowiedzi młodszy tylko się zaśmiał, po czym sam zaatakował jego wargi. Przywarł do niego na całej powierzchni ciała napawając się jego ciepłem, wodził dłońmi po jego plecach, wciąż skrytych pod mokrą bluzką. Nim się obejrzał leżał na łóżku, a Jongin zawisł nad nich i przyglądał mu się z rządzą w oczach.
Wyciągnął dłonie i niemal zerwał z niego zbędną bluzkę.
- Lubiłem tą koszulkę.
- Będziesz musiał to jakoś przeżyć.
- Cóż mam nadzieje, że jakoś mi to wynagrodzisz.
Ponownie wpił się w jego usta, tym razem od razu wtargnął do ich wnętrza i zaczął zaczepiać jego język, na co od razu dostał odpowiedź. Badał dłońmi każdy skrawek jego skóry, przejeżdżał palcami po jego sutkach, a gdy zaczął wodzić nią po udzie młodszego z jego ust wydobył się cichy jęk.
Czuł, że podniecenie rośnie w nim z chwili na chwilę. Nie mógł dłużej czekać, za bardzo go pragnął. Jednym sprawnym ruchem zdjął z niego bokserki i przez chwilę przyglądał mu się, napawał się tym widokiem, zaróżowionymi policzkami, klatką piersiową, która unosiła się miarowo… było dużo lepiej niż to sobie wyobrażał.
Kyungsoo ciągle obserwował jego poczynania, dotyk jego dłoni sprawiał mu niesamowitą przyjemność, nie mógł dłużej powstrzymywać swojego głosu, gdy zaczął palcami pieścił jego sutki, a gdy dołączył do tego usta, miał wrażenie, że zwariuje. Było mu niesamowicie przyjemnie, niemal cały czas wypowiadał jego imię.
- Niemal co noc wyobrażałem sobie, że to z tobą robię. – Wyszeptał mu do ucha, po czym znów go pocałował.
- Już dłużej nie będziesz musiał, bo teraz masz mnie do swojej dyspozycji.
- Nie wiedziałem, że jesteś taki wyszczekany.
- Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz.
Popchnął go lekko i usadowił się wygodnie między jego nogami. Wciąż patrząc mu w oczy rozpiął jego rozporek i przejechał dłonią po zgrubieniu ukrytym pod bokserkami. Powoli nigdzie się nie śpiesząc ściągnął z niego dolną część garderoby i nie spuszczając oczu z jego twarzy polizał jego penisa, a z ust Jongina wydobył się cichy jęk.
Całkowicie skupił się na swoim zadaniu, z zapamiętaniem ssał jego członka, wodził po nim językiem, od samej nasady aż po czubek, po chwili dołączył do tego rękę i przyśpieszył swoje ruchy. Napawał się każdym dźwiękiem, który wychodził z ust starszego, dając mu nie małą satysfakcję.
Jęknął nagle zdziwiony, bo Kai przesunął go lekko w bok, a po chwili jego nawilżone place znalazły się we wnętrzu młodszego.
- Tak bez uprzedzenia? To nie fair. – Zassał się mocniej na jego penisie.
- I kto to mówi?
Jongin wsunął drugiego palca i zaczął robić mu nożyczki. Był tak cudownie ciasny, chciałby wejść w niego od razu i nie dać mu odpocząć, aż do rana, ale mimo rosnącego podniecenia nie chciał zrobić mu krzywdy. Powoli rozciągał jego wnętrze napawając się tym, co młodszy wyczyniał z jego przyrodzeniem. Był niesamowity, ledwo mógł się skupić na tym co robił… ciekawe gdzie się tego nauczył…
W pewnym momencie Kyungsoo niemal krzyknął zapominając kompletnie o tym, że miał dogadzać mu ustami – Kai idealnie trafił w jego prostatę.
- A więc to tutaj. – Mruknął zadowolony siebie na widok rozkoszy, która zagościła na jego twarzy.
Jednym sprawnym ruchem przerzucił go na plecy, po czym połączył ich usta w namiętnym pocałunku, ich języki splatały się w tańcu, a w tym czasie Jongin powoli wchodził w niego.
- Ach! – Krzyknął Do. – Pośpiesz się…
- Aż tak ci prędko? – Pocałował go delikatnie, po czym wszedł w niego do końca, napawał się donośnym krzykiem, który wydobył się z tych słodkich usteczek.
Wciąż go całując zaczął powoli się poruszać w jego wnętrzu, czując jak ścianki odbytu zaciskają się mocno na jego przyrodzeniu. Z początku myślał, że zbyt słabo go przygotował, ale po chwili donośne jęki młodszego wyprowadziły go z błędu.
Kyungsoo całkowicie stracił panowanie nad sobą, wił się pod nim z rozkoszy, jęczał głośno nawet wtedy gdy jego pełne usta stykały się z jego. Był niemal na granicy, to co z nim wyczyniał Kai było nie do opisania, niemal na każdym skrawku skóry czuł dotyk jego ust, miał wrażenie, że miejsca których dotykał paliły go żywym ogniem, a to jak poruszał się w jego wnętrzu sprawiało, że widział białe plamki przed oczami.
Jongin wtulił głowę w zagłębienie jego szyi, to jak się czuł… nie mógł znaleźć odpowiedniego porównania, żeby opisać to jak się teraz czuł. Miał wrażenie, że rozkosz rozsadza go od środka, ale to nie było tylko to, czuł się najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.
Obaj czuli, że są bliscy spełnienia. Kai z każdym ruchem wchodził w niego mocniej, szybciej, w uchu słyszał tylko jego głos raz po raz wypowiadający jego imię w ekstazie. Kyungsoo wychodził mu naprzeciw swoimi ruchami, krzyczał… zdzierał sobie gardło, nie pamiętał, żeby kiedykolwiek było mu tak przyjemnie.
- Jongin! Ja… ja zaraz… dojdę! – Wyjęczał pomiędzy okrzykami.
- Nie krępuj się.
Chwycił mocno jego penisa i zaczął go pocierać w rytm swoich ruchów, by po chwili usłyszeć najgłośniejszy krzyk tej nocy. Kyungsoo doszedł rozlewając się w jego dłoni, wciąż wypowiadając jego imię.
Kai nie zaprzestał swoich ruchów, wystarczyło kilka gwałtownych pchnięć, by doszedł w nim. Opadał na niego uśmiechając się błogo.
- To było niesamowite…
- No ja myślę. – Kyungsoo położył mu dłoń na policzku, po czym pocałował go.
- Chyba zły ze mnie nauczyciel, ale nic nie mogę na to poradzić, że mi się podobasz Do Kyungsoo.
- Dla mnie jesteś najlepszy. – Ponownie go pocałował, po czym obaj uśmiechnęli się.



- Kai jesteś? – Chanyeol wszedł do mieszkania i niemal od razu skierował się do kuchni. – Ubrałbyś coś a nie tak w samych gaciach siedzisz.
- Tak mi wygodnie. – Jongin powoli kroił truskawki na połówki.
- Co ty w ogóle robisz? – Baekhyun wszedł za swoim chłopakiem do kuchni i przyjrzał mu się podejrzliwie.
- A nie widać? Kroję truskawki.
- Ale dlaczego…
Zrobił wielkie oczy i pobiegł szybko do swojej sypialni. Miał złe przeczucia.
Jongin uśmiechnął się złośliwie pod nosem. Nie ma co upiekł dwie pieczenie na jednym ogniu.
- Coś się stało? Czemu tak się zerwał?
Nagle dobiegł ich głośny krzyk Baekhyun, a po chwili dołączył do niego drugi.
- No nie! Obudził go!
- Kogo?
- Jak to kogo? Mojego chłopaka.
Uśmiechnął się, wziął tacę i ruszył to pokoju jego współlokatorów, żeby dalej cieszyć się wieczorem spędzonym z Do Kyungsoo. Z nagim Do Kyungsoo…