sobota, 31 stycznia 2015

VIII. Bez mojej zgody (Część VI)

W rekordowym dla mnie tempie powracam z nowym rozdziałem ;) Mam nadzieje, że Wam się spodoba i czekam na Wasze komentarze :*
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
nie betowane 






Minuty mijały, a on wciąż siedział na łóżku i patrzył się na szafę. Choi Minho wyszedł z sypialni jakiś czas temu, komunikując mu, że idzie zrobić śniadanie i żeby przyszedł do niego za chwilę.
Ale on nie mógł się ruszyć. Wciąż w uszach dźwięczało mu pytanie przez niego zadane. Nic z tego nie rozumiał, pluł sobie w brodę, ponieważ nic nie pamiętał. Nie mówiąc o tym, że nie pamiętał kiedy ostatnio urwał mu się film.
- To nie możliwe. Nie mógł tego zrobić. Przecież ja tego nie chciałem, nie zgodziłem się na to. – Mamrotał wciąż do siebie, próbują przekonać samego siebie o tym, że tej nocy do niczego nie doszło.
- Weź się w garść Lee Taemin! – Z całej siły uderzył się w policzki.
Choć nic nie pamiętał intuicja podpowiadała mu, że między nimi nic nie mogło się wydarzyć. I nie chodziło tylko o to, że on tego nie chciał. W głębi duszy wiedział, że Minho nie zrobił by nic bez jego zgody. Wiedział, że jeśli chciałby to z nim zrobić to on sam musiał być chętny.
Nadal był niepewny, ale już z lżejszym poczuciem winy zebrał się z łóżka i poszedł do łazienki. Musiał wziąć prysznic. Rozejrzał się w poszukiwaniu swoich ubrań, ale nigdzie ich nie widział. Z jego własnej garderoby zostały mu tylko bokserki.
Wolał na razie o tym nie myśleć i wszedł pod prysznic, by oczyścić ciało i umysł. Gdy woda lała się po jego nagim ciele strumieniami niepewnie zawędrował dłonią w okolice jego wejścia. Czuł się głupio dotykając się tam, ale na wszelki wypadek wolał sprawdzić. Delikatnie pomacał to miejsce i z ulgą stwierdził, że nic go tam nie boli i prawdopodobnie wszystko jest tak jak było dzień wcześniej.
Przez myśl przemknęło mu, że Minho mógł przygotować go tak, że teraz nie odczuwał bólu, ale mimo wszystko wolał swoją wersję wydarzeń. Do niczego, ale to absolutnie do NICZEGO między nimi nie doszło.
Wyszedł spod prysznica i dostrzegł na komodzie czysty ręcznik, a pod nim koszulkę, spodnie od dresów i czystą bieliznę. Nie było wątpliwości, że należała do strasznego mężczyzny. Targany mieszanymi uczuciami powoli włożył to na siebie. Z jednej strony był szczęśliwy, że ktoś o niego dba, ale z drugiej strony nie podobało mu się, że tą osobą był Choi Minho. Nie chciał być mu nic winny. Podejrzewał, że gdyby tylko nadarzyła się ku temu okazja wykorzystałby to przeciwko niemu. Albo po to, żeby dobrać mu się do tyłka.
Z duszą na ramieniu wyszedł z sypialni i odkrył, że mieszkanie w którym się znajduje jest dwupoziomowe. Przeszedł go dreszcz, a na policzki wpełzł rumieniec. Wyobrażał sobie jak Choi wnosi go po schodach wprost do swojej sypialni i poczuł, że serce przyśpiesza mu niebezpiecznie.
Chwiejnym krokiem zszedł na dół, a jego oczom ukazał ogromny salon połączony z kuchnią.
- W końcu wstałeś! Siadaj, śniadanie zaraz będzie. – Uśmiech nie schodził z twarzy Minho.
Od kiedy się obudził był w świetnym nastroju. Wczorajszego wieczora ledwo udało mu się zatargać Taemina do jego mieszkania. Chłopak ciągle się wiercił i mamrotał coś przez sen, a gdy w końcu udało mu się położyć go do łóżka leżał jak kłoda kompletnie ignorując jego osobę.
Z początku był wkurzony, miał nawet zamiar dobrać mu się do tyłka, za to, że kompletnie nie zwracał na niego uwagi, ale gdy zobaczył jak pojedyncza łza spływa po jego policzku poczuł, że nie jest wstanie zrobić czegokolwiek co sprawiłoby mu przykrość.
Niestety z natury był osobą złośliwą i nie mógł się powstrzymać, żeby trochę się z nim nie podroczyć. Ogromnie bawiła go jego zagubiona mina, a gdy zadał mu to pytanie z ledwością powstrzymał się przed parsknięciem śmiechem.
- Czemu tam jeszcze stoisz? Siadaj do stołu.
- Hyung… czemu to robisz? Nie wyglądasz na osobę, która pomaga innym bezinteresownie.
- Tu mnie masz. Ale są we mnie jeszcze jakieś ludzkie odruchy, nie mogłem cię tak zostawić na pastwę losu.
- Yhm… - Mruknął nie do końca przekonany.
Taemin postanowił, że zachowa dystans w stosunku do jego osoby. Nie mógł mu zaufać, choć część jego osoby wręcz krzyczała, że on nie jest złą osobą.
Jedli śniadanie w milczeniu. Minho wciąż w doskonałym humorze, za to Taemin cały czas miał się na baczności.
- Znasz już odpowiedź? – Odezwał się Minho, gdy skończył jeść swoją porcję.
- Może i jesteś dupkiem, ale nie zaczął byś się dobierać do mnie w takim stanie.
- Skąd ta pewność?
- Sam przecież powiedziałeś, że masz jeszcze jakieś ludzki odruchy.
Młodszy uśmiechnął się nieznacznie, gdy zobaczył, że udało mu się go zbić z pantałyku. Nie obdarzając go nawet spojrzeniem odstawił swoje talerze do zlewu i szybko pozmywał po sobie, po czym wciąż go ignorując poszedł do salonu, gdzie wcześniej widział swój telefon.
- Niezwykły z ciebie facet Lee Taemin. – Mruknął do siebie, wciąż przypatrując mu się z kuchni.
Im dłużej przebywał z Lee tym bardziej go pragnął, chciał wiedzieć o nim wszystko, chciał sprawić, żeby myślał tylko o nim, żeby zaczął go pragnąć równie mocno jak on jego. Wiedział, że mógłby go wziąć siłą, sprawić, że jego ciało będzie reagowało tylko na jego dotyk, ale doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że jeśli tak zrobi to nigdy nie zdobędzie jego umysłu, że wtedy będzie myślał tylko o Jonghyunie, a w jego planach było by całkowicie o nim zapomniał, żeby każda jego myśl była skupiona na nim…
- Trzydzieści nieodebranych połączeń. Pięć od mamy, reszta od Jonghyuna. – Westchnął. Nie miał siły ani ochoty na razie się z nimi widzieć. – Minho hyung?
- Tak?
Nie zauważył kiedy straszy podszedł tak blisko. Kompletnie się tego nie spodziewając odruchowo odsunął się od niego, niemal przy tym przewracając się o stolik do kawy.
- Ostrożnie. Nie chcemy, żeby stała ci się krzywa. – Minho w ostatniej chwili chwycił go za ramie i pociągnął do siebie.
- Nic mi nie jest. – Powiedział słabo. Jego gorący oddech owiewał jego ucho przez co ciężko mu się myślało. Delikatnie wyrwał rękę z jego uścisku i tym razem ostrożniej odsunął się od niego, po czym usiadł na kanapie.
- Więc co tam chciałeś?
- Kontaktowałeś się z kimś z mojej rodziny?
- Z tego co wiem właściciel baru zadzwonił do twojego brata, a on wyciągnął od niego mój numer. Mogę powiedzieć, że ja się z nikim nie kontaktowałem.
- Co mu powiedziałeś? – Taemin powoli tracił cierpliwość. Poprzedniego wieczora wydawało mu się, że Minho w końcu przestał zgrywać tego wkurzającego playboya, ale teraz znów wrócił i strasznie go wkurzał.
- Że nic ci nie jest, i że jesteś ze mną.
- To się wzajemnie wyklucza. – Rzucił złośliwie.
- To samo powiedział twój brat. Opowiedziałem mu o wszystkim. Chciał po ciebie przyjechać, ale przekonałem go, że nie ma takiej potrzeby. Nie wiem czy wiesz, ale Lee Taesun ma chyba kompleks młodszego brata.
- Powiedział coś jeszcze? – Zignorował kompletnie jego ostatnią wypowiedź.
- Że przyjedzie po ciebie koło południa i zabierze do firmy. I o auto nie musisz się martwić, podobno odstawił je pod twoje nowe mieszkanie.
Spojrzał na niego zdziwiony. Tego się kompletnie nie spodziewał. Był pewny, że jego brat będzie kazał mu wrócić do domu, pogodzić się ze wszystkimi, a tu ku jego własnemu zaskoczeniu pozwałam mu się dalej ukrywać.
- Masz jeszcze jakieś pytania? – Minho uśmiechnął się do niego lekko.
- Oprócz tego, dlaczego jesteś taki denerwujący? Cóż znajdzie się jeszcze kilka.
- Czemu jesteś taki złośliwy? Złość piękności szkodzi. – Starał się grać niewiniątko. Zwykle to działało i dostawał to czego chciał.
- Bo mnie niewyobrażalnie wkurzasz. Jestem ci wdzięczny za pomoc, ale byłbym jeszcze bardziej, gdybyś zaczął się zachowywać normalnie, a nie jak napalony małolat.
Zatkało go. Ten facet odrzucił go po raz kolejny. Nie mógł w to uwierzyć… chociaż z drugiej strony chyba powinien się już przyzwyczaić, że wszystko co dotyczyło tego chłopaka było dla niego nieprzewidywalne.
- Chyba masz rację. Pytaj o co chcesz? – Odpowiedział już normalnie. Musiał przestać stosować utarte taktyki, bo zamiast go zdobyć, to zniechęci go do siebie.
- Gdzie są moje ubrania?
- W pralni, były niemal przesiąknięte zapachem alkoholu. Poprosiłem mojego asystenta, żeby kupił ci jakiś garnitur.
- To nie potrzebny wydatek.
- Jak najbardziej potrzebny, przecież nie możesz pójść do biura w dresie. – Jego wzrok przejechał po całej jego sylwetce. Musiał przyznać, że wyglądał w jego za dużej koszulce niewyobrażalnie seksownie.
- Z łaski swojej przestań rozbierać mnie wzrokiem.
- Będzie ciężko. Ciężko mi nad sobą zapanować, kiedy siedzi przede mną taki przystojniak jak ty.
- Czy odbierałeś mój telefon? – Zapytał po raz kolejny ignorując go.
- Nie ma co ukrywać. Myślałem, że dzwonił Taesun hyung, więc odebrałem.
- Co powiedziałeś Jonghyunowi? – Jego ton był coraz poważniejszy.
- Nic takiego. Powiedziałem tylko, że nic ci nie jest i na razie nie chcesz z nim rozmawiać.
- A mówił ci ktoś kiedyś hyung, że nie ładnie jest się wtrącać w cudze sprawy?
Minho wstał powoli z fotela i stanął przed zaskoczonym Lee. Nachylił się tak, że ich usta dzieliło tylko kilka centymetrów.
- To była maja sprawa, ponieważ chodziło o ciebie. – Wyszeptał, z premedytacją jeszcze bardziej obniżając swój i tak już dość niski głos.
Po plecach Taemina przeszły ciarki. Nie mógł oderwać od niego wzroku, czuł się jak zahipnotyzowany. Widział jak zbliża się do niego coraz bardziej, umysł krzyczał, żeby go odepchnął, ale tym razem wygrało serce. Czekał cierpliwie aż wargi Minho w końcu znajdą się na jego. Nie dane było mu długo czekać. Po chwili Minho całował go niemal tak jak wtedy pod restauracją: był pewny siebie, za zapamiętaniem badał kształt jego ust, a dłonią przytrzymywał go za policzek. Nim zdążył się obejrzeć wsunął język do jego ust i zaczął pieścić ich wnętrze. Taemin od razu mu się poddał, chciał, żeby go zdominował. Podobało mu się, że był taki stanowczy, niemal brutalny.
Nagle usłyszeli dzwonek do drzwi.
Minho odsunął się od niego niechętnie. Z dumą podziwiał swoje dzieło, zarumienione policzki, nabrzmiałe usta. I choć z początku wyczuwał, że młodszy jest nie pewny, to im dłużej go całował tym stawał się bardziej otwarty.
- Zaraz wracam. – Znów poczochrał go pieszczotliwie po głowie.
Gdy Choi wyszedł z salonu, by otworzyć drzwi, zdrowy rozsądek powrócił do Taemina. Nie rozumiał co się z nim działo! Przecież to było irracjonalne. Ten człowiek denerwował go do granic możliwości, a mimo to, działał na niego jak mało kto. Właściwie nikt tak na niego nie działał. Nawet…
Myśl o Jonghyunie sprawiła, że poczuł się winny. Nie powinien był tego robić. Przecież kochał Kima. To z nim chciał być, po mimo tego, co zrobił, wciąż w jego sercu była miłość do tego człowieka. Wiedział, że nie będzie łatwo mu wybaczyć o ile w ogóle będzie mógł to zrobić, ale nie chciał tak szybko pogrzebać tego uczucia. Nie chciał by ktoś się stał zastępstwem za Jonghyuna, a już na pewno nie chciał, żeby stał się nim ktoś taki jak on, jak Choi Minho.
- Taemin! – Z zamyślenia wyrwał go głos brata. – Pan Choi mi wszystko opowiedział, wszystko w porządku?
- Proszę dać sobie spokój z tym panem, w końcu to pan jest ode mnie starszy. – Uśmiechnął się do niego przyjaźnie.
Taesun poczuł, że ten człowiek może być niebezpieczny, a za tą maską życzliwego człowieka skrywa się coś jeszcze.
- Więc mówmy sobie po imieniu. Lee Taesun.
- Bardzo mi miło cię w końcu poznać Taesun hyung. Choi Minho.
- Mi również miło. To co Taemina zbieramy się! – Zagarnął brata ramieniem.
- Moment tylko się przebiorę. – Młodszy z braci Lee wstał z kanapy i spojrzał z wyczekiwaniem na Choi.
- Garnitur jest powieszony w pokoju gościnnym. Pierwsze drzwi po prawej.
Lee Taesun poczuł niemiły ucisk w żołądku. To, że jego brat nie wiedział, gdzie jest pokój gościnny oznaczało… Spojrzał wilkiem na stojącego przed nim mężczyznę. Już nie lubił gościa.
Taemin wchodząc na schody obejrzał się za siebie. Zastanawiał się czy zostawienie tej dwójki samej jest dobrym pomysłem?



- Po raz setny powtarzam ci hyung! Do niczego między nami nie doszło!
- Więc czemu spałeś u niego w sypialni? Byłeś zbyt pijany by pamiętać!
- Jeśli tak bardzo chcesz wiedzieć to dokładnie sprawdziłem i jestem pewien, że mnie nie zgwałcił. To chciałeś usłyszeć?
- Ale jak sprawdziłeś…? – Taesun zamilkł na chwilę, po czym zobaczył minę swojego braciszka, która ewidentnie mówiła „Domyśl się do cholery!” – A! Więc skoro jesteś pewien to już ci nie zawracam głowy.
I wyszedł z jego gabinetu wciąż oglądając się za siebie jakby chciał sprawdzić czy wszystko z nim w porządku.
- Taemin masz na dwójce telefon. Znowu…
- Nie chce rozmawiać ani z jednym ani z drugim. A i gdyby przyszła moja matka to powiedz ochronie, żeby jej nie wpuszczali do budynku.
- Jesteś pewien, że to dobry pomysł?
- Najlepszy.
Wyłączył interkom. Nie miał już na to wszystko siły. Po prostu chciał zaznać trochę ciszy i spokoju.



Mieszkanie, które wynajął mu na fałszywe nazwisko jego brat było piękne. Nawet zaczął się zastanawiać czy za zaoszczędzone pieniądze nie wykupić go sobie na własność. Miałby w końcu swój własny kont, nikt nie wtrącałby się do jego życia, miałby tak bardzo upragniony spokój.
Usiadł na kanapie i przez chwilę bezmyślnie przerzucał kanały. Nie interesowało go co leci w telewizji. Po prostu chciał na chwilę oderwać myśli od wydarzeń minionych dni. W głowie ciągle siedziały mu dwie osoby, dwaj mężczyźni, który nie dawali mu spokoju. Jeśli chodziło o jego matkę, tym kompletnie się nie przejmował, to było w jej stylu, niczego innego się po niej nie mógł spodziewać.
Ale jeśli chodziło o Jonghyuna. Po nim się tego nie spodziewał. Zastanawiał się skąd znał jego matkę, chciał go o to zapytać, o to i o wiele innych rzeczy, ale złość, gorycz, poczucie zdrady… to wszystko nie pozwalało mu na rozmowę z nim. Chciał by emocje opadły, aż za dobrze siebie znał i wiedział, że gdyby teraz miał z nim rozmawiać nie skończyłoby się to happy endem.     
Była jeszcze druga osoba, która nie dawała mu spokoju. Ten pieprzony Choi Minho. Nie wiedział jak on to robił, ale był niesamowicie denerwujący i intrygujący za razem. Taemin nie rozumiał, dlaczego właśnie ten człowiek tak na niego oddziałuje, czemu sprawia że chciałby się znaleźć bliżej niego, jednocześnie wywołując w nim niechęć oraz jak najszybsze zerwanie z nim jakiegokolwiek kontaktu.
Nie rozumiał co ten Choi Minho w sobie miał… ale miał coś takiego, że podświadomie nie mógł mu się oprzeć.
Z zamyślenia wyrwał go dzwonek do drzwi. Poczuł, że ramiona mu opadają. Możliwe, że Minho miał rację i jego głupi brat rzeczywiście cierpiał na kompleks młodszego brata.
Otworzył drzwi nawet nie patrząc kto za nimi stoi.
- Mówiłem ci, że masz tu nie przychodzić. Chce być sam.
- Nie przypominam sobie żebyś mi coś takiego mówił.
Dopiero teraz Taemin spojrzał na twarz swojego gościa. Nie wiedział jak ten człowiek to robił, ale musiał mieć jakieś radar i zjawiać się zawsze w najmniej odpowiednich momentach.
- Skąd masz ten adres? – Zapytał sucho.
- Nie zaprosisz mnie do środka? – Minho uśmiechnął się delikatnie. Uwielbiał droczyć się z nim. To było takie zabawne.
- Nie. Więc?
- Poleciłem twojemu bratu tę okolicę. A jeśli chodzi o dokładny adres to dla mojego asystenta nie ma rzeczy niemożliwych. Mogę?
- Nie. – Był nieugięty. Nie chciał znów dać się złapać w jego sidła. – Po co tu przyjechałeś?
- Po pierwsze chciałem zwrócić ci twój garnitur.
- Dziękuję. Nie potrzebnie się tłukłeś taki kawał. – Wziął od niego wieszak i powiesił na haku koło drzwi. – Ale chyba nie tylko dlatego się tu zjawiłeś hyung?
- Masz mnie. – Wyciągnął zza pleców butelkę szampana. – Przyjechałem opić twoje nowe mieszkanie.
Taemin przyglądał mu się uważnie. Dobrze wiedział, że za tą grą pozorów skrywają się jego prawdziwe intencje i podejrzewał jakie one są.
- Wybacz hyung nie jestem w nastroju. A i jeszcze jedno.
Minho patrzył na niego zaskoczony. Nie spodziewał się, że chłopak wpuści go od razu, ale że nie wpuści go wcale… to był nie do pomyślenia.
- Zapomnij o tym co się stało dzisiaj, przed restauracją. Hyung po prostu zapomnij o mnie.

I nie czekając na jakąkolwiek reakcję z jego strony zatrzasnął mu drzwi przed nosem. 








...CDN... 

wtorek, 27 stycznia 2015

VIII. Bez mojej zgody (Część V)

Powróciłam!! Wybaczcie, że mnie tak długo nie było, ale nadeszła sesja i musiałam się uczyć >.< Ale teraz mam dwa tygodnie wolnego i mam zamiar trochę nadrobić :D 
A teraz czas na kolejną część opowiadania ;) Życzę Wam miłego czytania i czekam na Wasze komentarze :*
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
nie betowane 







Wybiegł z domu nie oglądając się na nich. Nie miał ochoty ich słuchać, nie obchodziło go skąd się znają i jak się poznali, chociaż mógł dać sobie rękę uciąć że to jego matka za tym wszystkim stoi, to było w jej stylu.
Kochał matkę całym sercem, ale już dawno temu przestał ją idealizować. Pierwszy raz ujrzał jej prawdziwe oblicze, gdy był w gimnazjum. Przyłapał ją wtedy na dawaniu łapówki nauczycielowi by podwyższył mu oceny – ponieważ był drugi w klasie nie mogła tego znieść. Od tamtej pory Lee Taemin przestał mieć jakiekolwiek złudzenia jeśli chodziło o jego własną matkę. Dobrze wiedział, że jest bezwzględną kobietą, która dla osiągnięciu celu zrobi wszystko.
Wsiadł do auta i odjechał z piskiem opon. Doskonale wiedział dokąd się uda. To było jedyne miejsce, gdzie ani matka ani Jonghyun go nie znajdą. Wcisnął gaz do dechy. Nie obchodziło go, że może złapać go policja, że dostanie mandat, zabiorą mu prawo jazdy, nie przychodziły mu do głowy tak mało ważne dla niego w tym momencie sprawy.
Ciągle miał przed oczami zdziwioną minę Jonghyuna. Na samą myśl o nim zdenerwował się jeszcze bardziej. Czy on naprawdę myślał, że o niczym się nie dowie? Naprawdę wierzył w to, że nie zauważy, że jego matka go szantażuje? Od jakiegoś czasu podejrzewał, że z Jonghyunem dzieje się coś dziwnego. Wiedział, że to nie ma nic wspólnego z jego pracą na uczelni, myślał, że może po prostu Kim za bardzo przejmuje się tą sprawą jego zamążpójścia, ale teraz wszystko się wyjaśniło.
Uderzył pięścią w kierownice. Nie mógł uwierzy w absurdalność tej sytuacji. Patrzył na czerwone światło tak jakby to ono było wszystkiemu winne. Westchnął zrezygnowany. Nie wiedzieć czemu przez myśl mu przeszło, że gdyby to chodziło o Taesuna hyunga to jego matka w życiu by się nie odważyła tak zagrać.
Jedno było pewne, Taesun nie pozwoliłby sobie na wtrącanie się matki w jego życie. Gdy raz tego spróbowała uciekł z domu i nie było go prawie miesiąc. A miał wtedy piętnaście lat.
Zaparkował koło miejsca, które znali tylko on i jego starszy brat. Bywali tu kiedyś często, by się od stresować, by porozmawiać w spokoju bez świadków, by się napić. To właśnie tu Taemin po raz pierwszy w życiu zasmakował alkoholu. Miał wtedy niecałe osiemnaście lat, a właściciel lokalu mimo licznych tabliczek mówiących o tym, że nieletnim alkoholu nie podoje, to bez zająknięcia postawił przed nimi butelkę z soju.
Wszedł do środka i od razu poczuł się o niebo lepiej. Nie było tu wielu gości, przeważnie stali bywalcy, a sam właściciel, który jak zwykle stał za barem uśmiechnął się szeroko na jego widok.
- Taemin-ah! Szmat czasu cię tu nie było!
- Z dobry rok będzie. – Odwzajemnił jego uśmiech siadając. – Od kiedy jestem jednym z prezesów kompletnie nie mam na nic czasu.
- Taesun ostatnio wspominał, że się przepracowujesz. W przeciwieństwie do niego. – Dodał nieco ciszej.
- Co prawda, to prawda. – Zaśmiał się serdecznie. Nie minęło nawet dziesięć minut, a on od razu czuł się lepiej. To miejsce było magiczne.
- To co dla ciebie będzie, mój młody przyjacielu?
- Coś dużego z ryżem do jedzenia i butelkę soju.
- Ciężki dzień co?
- Nawet nie wiesz jak bardzo hyung.
Rozsiadł się wygodnie na stołku przy barze. Musiał coś wykombinować. Nie mógł wrócić ani do domu, ani nie mógł pojechać do Jonghyuna. Coś czuł, że wyląduje tej nocy w hotelu, czego nie cierpiał ponad wszystko.
Westchnął po raz kolejny tego dnia.
- Wujaszku jeden duży zestaw dla mnie.
Wyprężył się jak struna. Mimo, że słyszał ten głos tylko raz w życiu rozpoznałby go wszędzie. Czuł, że ramiona mu opadają. Tylko jego do szczęścia mu brakowało tego parszywego dnia.
Postanowił się nie odwracać, nie reagować, może nawet nie oddychać, miała nadzieje, że może wtedy go nie zauważy, że przejdzie obok niego bez słowa, że nie będzie musiał znów z nim rozmawiać, bo nie miał na to siły.
Siedział w ciszy i czekał na to co się wydarzy. Nagle poczuł dłoń na swoim ramieniu. Jego chwila spokoju właśnie dobiegła końca.
- Co za zbieg okoliczności! – Niemal krzyknął siadając na stołku obok.
- Ten twój entuzjazm zabił by nawet zombie. – Powiedział zgryźliwie, po czym wziął butelkę i nalał sobie alkoholu, nawet się na niego nie oglądając.
- Dałeś sobie spokój z mówieniem do mnie po nazwisku?
- Nie mam siły ani ochoty na uprzejmości. – Powiedział pijąc drugi kieliszek.
Minho patrzył na niego uważnie. Był ostatnią osobą, którą spodziewał się tu spotkać. Musiał przyznać, że ten chłopak intrygował go coraz bardziej, nie było chwili, żeby nie myślał o ich pierwszym spotkaniu, o tym słodkim zaskoczeniu w oczach, gdy go pocałował. Kto wie do czego by doszło, gdyby im nie przerwano.
- A właśnie! Jak miewa się twój chłopak? Musze przyznać, że nie spodziewałem się, że jest ktoś oprócz mnie.
Lee spojrzał na niego wilkiem. Przyjechał tu, żeby się od stresować, zapomnieć o tym co zobaczył, a tu przychodzi ten idiota i nie dość, że go irytuje to jeszcze przypomina mu o Jonghyunie.
- Hyung… nie wiem czy znasz takie powiedzenie: mowa jest srebrem, a milczenie jest złotem?
- Znam.
- To z łaski swojej zamknij się dla swojego dobra.
Odłożył opróżniony kieliszek na bar i spojrzał smętnie przed siebie. Czuł się kompletnie bezsilny. Miał wrażenie, że całe życie wymyka mu się z rąk. A wszystko zaczęło się od tego głupiego małżeństwa.
- Taemin coś się stało? – Minho odezwał się po chwili.
To był chyba pierwszy raz kiedy interesował się kimś tak po prostu. Chciał wiedzieć o czym on myśli, co czuje, czemu ma taką smutną minę. Czuł się dziwnie, tylko raz w życiu zależało mu na kimś, ale to był zupełnie inne uczucie. Teraz jak nigdy wcześniej chciał zawładnąć nie tylko jego ciałem, ale także duszą i umysłem.
- A co cię to obchodzi?
- Wszystko co z tobą związane mnie obchodzi. – Uśmiechnął się lekko.
- Znowu próbujesz mnie zarwać? Nie umiesz rozmawiać jak człowiek?
Wryło go. Nie wiedział co powiedzieć. Nie pamiętał, żeby kiedykolwiek w życiu przez kogoś zabrakło mu słów.
- Serio nie chce mi się z tobą gadać, rozumiesz? Przyszedłem tutaj, żeby zjeść coś i się nawalić. Nie potrzebuje powiernika, jakbym chciał się wyspowiadać to poszedłbym do kościoła.
- Minho-ah. – Właściciel wyszedł z zaplecza z talerzem dla Taemina. – Nie denerwuj go. Może nie wygląda, ale ten dzieciak jest się wkurzy to jest straszny.
- Dzięki hyung! – Mimo swojej irytacji, uśmiechnął się do mężczyzny, na niego nie potrafił się gniewać.
- Tak jest.
- Twoje zamówienie będzie za chwilę. – Powiedział znowu znikając.
Tak jak powiedział mu właściciel przestał się odzywać i w spokoju przyglądał się młodszemu. Jednak po chwili nie wytrzymał i zaczął się śmiać.
- Czego? – Powiedział z pełnymi ustami.
- Nie wyglądasz na takiego, który potrafi pochłonąć takie ilości jedzenia.
- To miał być komplement?
- Można tak powiedzieć. – Zaśmiał się znów i odruchowo potargał mu włosy.
Choć w pierwszym odruchu Taemin miał ochotę go walnąć to w ostatniej chwili coś go powstrzymało. Zazwyczaj nie cierpiał, gdy ktoś tak mu robił, zawsze się wtedy wściekał. Od tej reguły był jeden wyjątek – Taesun hyung. Jego brat nigdy nie robił tego złośliwie, nawet wtedy gdy się przekomarzali, w tym geście były zawarte zawsze dużo pokłady emocji – czułość, miłość, troska. W geście Minho wyczuł coś podobnego, miał wrażenie, że nie zrobił tego, żeby mu dokuczyć tylko po to, żeby podtrzymać go na duchu, pokazać mu, że się o niego martwi.
- Nie spodziewałem się, że cię tutaj spotkam. – Powiedział już trochę bardziej przyjaźnie.
- To miejsce pokazał mi bardzo dawno temu mój najlepszy przyjaciel. Zabierał mnie tu zawsze, gdy miałem jakieś kłopoty, a tu zawsze wydają się mniej istotne. Z resztą nikt tak nie gotuje jak żona hyunga.
- Tu wyjątkowo muszę przyznać ci rację.
Przez chwilę siedzieli w milczeniu zajadając się swoimi daniami. Nie wiedzieć czemu, ale obecność Minho przestała mu przeszkadzać. Przeciwnie dzięki temu, że tu był czuł się lepiej.
- Mogę zadać ci jedno pytanie? Jeśli nie będziesz chciał to nie musisz mi odpowiadać. – Choi odezwał się po chwili.
Taemin, który wypijał kolejny kieliszek spojrzał na niego z zainteresowaniem.
- Jeśli nie będziesz pytał o moje życie seksualne to powinienem odpowiedzieć. – Może to było spowodowane coraz większą ilością alkoholu w jego krwi, ale coraz swobodniej czuł się w jego towarzyskie.
- Kim był ten chłopak, który potraktował mnie sierpowym?
Poczuł, że znów złość pulsuje mu w żyłach. Sama wzmianka o Jonghyunie sprawiła, że znów jego umysł zalały setki myśli, wątpliwości, a przede wszystkim czuł się zły i zdradzony.
Westchnął, coś w głębi duszy podpowiadało mu, że gdy się wygada to poczuje się lepiej, ale umysł walczył z tym wciąż mu powtarzając, że nie powinien ufać temu mężczyźnie.
- Tak jak powiedziałem nie musisz mi odpowiadać. – Powiedział, gdy Lee wciąż toczył wewnętrzną walkę między sercem a umysłem.
- Nie po prostu nie wiem czy powinien akurat z tobą o tym rozmawiać.
- Nie ufasz mi?
- Nie dałeś mi powodu, żebym mógł ci ufać. – Odpowiedział prosto z mostu.
- W takim razie mam teraz szansę, żeby zrehabilitować się w twoich oczach.
- Czy ty masz odpowiedź na każde moje zdanie?
- Sądzę, że tak. – Wyszczerzył się do niego.
Sam nie wiedział kiedy, ale automatycznie zaczął się przy nim zachowywać jak prawdziwy on, był taki jakim tylko czasami widywał go Onew.
- Nie wiem jak ty to robisz, ale naprawdę mnie wkurzasz.
- To moja specjalność.
- Nie wątpię. – Spojrzał na niego niepewnie. Wciąż się wahał czy mu o tym powiedzieć… najwyższej, raz kozicy śmierć. – Ten facet, który cię wtedy uderzył to… mój chłopak.
Siedzieli w milczeniu. Minho wciąż wpatrzony w młodszego, a Taemin nie odrywał wzroku od butelki z alkoholem, który notabene się kończył. Jak gdyby czytając mu w myślach zjawił się właściciel lokalu, wlał końcówkę soju do jego kieliszka po czym postawił przed nim kolejną.
- Dziękuję hyung.
- Nie ma sprawy. Masz potem jak wrócić do domu? Może cię podwieźć?
- Nie ma takiej potrzeby, nie wracam dzisiaj do domu. I przez jakiś czas nie mam zamiaru się tam pokazywać.
- Rozumiem. – Odszedł nie zadając więcej pytaj, ale w ręku już trzymał telefon i pisał smsa do Taesuna. Taka była między nimi umowa – jeśli coś się dzieje Taeminowi, on powiadamia o tym jego brata i wszyscy są szczęśliwi.
- Nie powinieneś tyle pić. – Minho zabrał mu butelkę.
- Chyba cię pogięło! Oddaj ją!
- Jak mi powiesz czemu nie chcesz wrócić do domu to sam ci poleję.
- Wiesz, że to się nazywa szantaż? – Młodszy zgromił go wzrokiem.
- Wiem i jestem w nim mistrzem. – Patrzył na niego z wyczekiwaniem. Z satysfakcją patrzył jak z jego twarzy znika upór, a pojawia się zniechęcenie.
- Co cię to w ogóle obchodzi?
- Bo może chcę ci pomóc.
- A czy ktoś powiedział, że potrzebuję pomocy? – Irytacja znów brała górę nad zdrowym rozsądkiem. Naprawdę bywały chwilę, że wydawało mu się, że Minho jest sympatyczny, że może nawet uda im się nawiązać dobrą znajomość, ale po chwili znów zmieniał się w tego zarozumiałego dupka, który niemożliwie działał mu na nerwy.
- Albo mówisz i pijesz, albo butelka ląduje z powrotem za ladą.
Ręce i nogi mu odpadły, ale dobrze wiedział, że z nim nie wygra.
- Niech ci będzie! Opowiem ci co się stało? Zadowolony?
- Bardzo. – Uśmiechając się delikatnie. Odkręcił butelkę i nalał mu.
Nim cokolwiek powiedział wypił soju i spojrzał na niego. Mimo swojej irytacji cieszył się, że może komuś o tym powiedzieć. Odpowiadało mu, że został do tego zmuszony, ale nie musiał się dłużej zastanawiać nad tym czy to będzie dobre. Dzięki temu, że Minho przyjął rolę tego złego mógł się pozbyć całego ciężaru bez wyrzutów sumienia.
- Przed tym jak cię poznałem, powiedziałem Jonghyunowi o wszystkim.
- Jonghyunowi?
- To właśnie mój chłopak. Logiczne było dla mnie, że się wkurzy, nie pozwoli mi pójść na to spotkanie, że będzie zazdrosny… a on zagregował spokojnie, powiedział, żebym się z tobą spotkał to może razem coś wymyślimy, żeby tej sprawie zaradzić.
- Nie rozumiem faceta! Gdyby ktoś taki jak ty był ze mną nie pozwoliłbym ci się spotykać innymi facetami bez ochroniarzy uzbrojonych po zęby.
Taemin poczuł, że lekki rumieniec wpływa na jego policzki, a serce mu przyśpiesza. Nie rozumiał reakcji swojego organizmu. Wolał teraz o tym nie myśleć, wolał to zrzucić na działanie alkoholu.
- Możesz mi nie przerywać? I polej jeszcze. – Gdy Minho wykonał polecenie, napił się i kontynuował. – W zasadzie mógłbym skończyć na tym co się wydarzyło, gdy się spotkaliśmy, ale dzisiaj poznałem powody, dla których Jonghyun tak dziwnie się zachowywał. Moja matka go szantażuje, nawet chciała mu zapłacić, za rozstanie ze mną.
- Co? – Choi był w szoku. Dobrze wiedział, że ludzie są bezwzględni, jego własna matka też nie była święta, ale nigdy nie pozwoliłaby sobie na coś takiego.
Lee tylko wzruszył ramionami, nie miał siły odpowiadać. Przyciągnął butelkę i nie zważając na nic przyssał się do niej i niemal jednym haustem wypił jej zawartość.
- Ach… wszystko jest do dupy.
Nim Minho zdążył zareagować młodszy położył się i zasnął twarzą na barze.
- No pięknie. – Westchnął kompletnie nie wiedząc co robić.
- Zostaw go tak, zaraz zadzwonię po jego brata i go stąd zabierze.
- Nie musisz hyung. Ja się nim zajmę. – Wyjął odliczoną kwotę i położył na barze płacąc za siebie i za Lee.
- Ale…
- Do zobaczenia hyung.
I nie czekając na choćby jedno słowo z jego strony ruszył do drzwi trzymając Taemina jak księżniczkę.



Nie chciał otwierać oczu. Wszystko go bolało, choć jeśli miał wyróżnić co wybija się w tej zaciekłej walce na pierwsze miejsce to zdecydowanie była to jego głowa. Miał wrażenie, że pracuje w niej całe stado robotników z młotami pneumatycznymi.
Nakrył się szczelniej kołdrą i ku swojemu zaskoczeniu odkrył, że był w samych bokserkach. Nie pamiętał, żeby się rozbierał. Nie mówiąc o tym, że nie pamiętał jak wyszedł z baru, ani nie bardzo wiedział gdzie się teraz znajduje.
By rozwiać swoje wątpliwości otworzył lekko oczy spodziewając się, że uderzy go oślepiający blask słońca za oknem, ale nic takiego się nie stało.
Usiadł powoli i rozejrzał się po pokoju. Jedno mógł stwierdzić. Nie był tutaj wcześniej. Duże okna były szczelnie zasłonięte roletami, tak że nie dostawaj się przez nie żaden zbędny promień słońca. Sypialnia była umeblowana minimalistycznie i z klasą. Wielkie łóżko stało po środku pokoju, bo bokach stały szafki nocne, a pod jedną ze ścian stała duża szafa z lustrami wbudowanymi w drzwi.
Gdy zobaczył swoje oblicze poczuł, że robi mu się nie dobrze. Był blady jak ściana, pod oczami miał ciemne, niemal czarne wory, a fryzura pozostawiała wiele do życzenia. Ten obraz przypominał mu ile wczoraj wybił i co było tego powodem. Przez to żołądek znów dał o sobie znać.
- Myślałem, że później się obudzisz. – Minho stał w drzwiach od łazienki. Jego nagie ciało okrywał jedynie ręcznik przewiązany przez biodra.
- Co? Gdzie..? – Wychrypiał ledwo, bo suszyło go niemiłosiernie.
- Napij się najpierw potem pogadamy. – Uśmiechnął się lekko na widok jego zdezorientowanej miny.
Taemin niemal rzucił się na dzbanek z wodą. Nie pamiętał kiedy ostatnio miał takiego kaca.
- Więc powiesz mi gdzie jestem? – Powiedział po opróżnieniu dwóch szklanek.
- Jesteś u mnie w mieszkaniu. Ponieważ nie chciałeś wracać do domu, a nie chciałem zostawiać cię samego w takim stanie w hotelu, zabranie cię było jedynym rozsądnym wyjściem.
- Dziękuję.
- Nie ma za co.
Minho przeszedł obok łóżka, a z jego włosów wciąż skapywała woda. Gdy Taemin śledził wędrówkę jednej z kropel przez jego umięśnione plecy, do głowy wpadła mu jedna niezbyt przyjemna myśl…
- Czekaj! Hyung czy my…?
- Co?
- Czy my ze sobą spaliśmy? – Na jego twarzy można było zobaczyć czyste przerażenie.
Stanął plecami do szafy i uśmiechnął się szelmowsko.

- A jak myślisz? 


...CDN...