piątek, 27 lutego 2015

VIII. Bez mojej zgody (Część VII)

Powróciłam! Mam nadzieje, że nowy rozdział Wam się spodoba i czekam na Wasze komentarze :*
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~












Otworzył drzwi do baru. Znowu tu przyszedł… to już trzeci dzień pod rząd. Sam nie wiedział, co ma zrobić. Nie mógł się do niego dodzwonić, nie pojawiał się w domu, a Taesun nie chciał z nim rozmawiać. Myślał o tym niejednokrotnie i wiedział, że ma rację, na jego miejscu postąpiłby dokładnie tak samo.
- Ajumma dla mnie będzie to samo, co zwykle.
- Nie za dużo ostatnio popijasz Jonghyuna?
- Może i masz rację.
- Ciągle się nie odzywa?
Nie był w stanie nawet odpowiedzieć. Pokręcił tylko głową i spojrzał smętnie na szklankę z wodą, która stała przed nim. Wolał swoje smutki zabić w czymś mocniejszym, ale ajumma miała rację. Nie powinien pić już trzeci dzień. To niczego nie rozwiąże, a może przysporzyć mu jeszcze więcej kłopotów.
Przez tą całą sprawę na uczelni nie szło mu najlepiej. Bywało tak, że prowadząc wykład zawieszał się i myślał o Taeminie, zdarzyło się już, że studenci zwracali mu uwagę. Wiedział, że przez to mógłby stracić pracę, a mimo to nie mógł się skupić na niczym innym.
Nie mógł sobie wybaczyć, że wszystko się tak ułożyło. To wszystko przez niego, przez to, że zgodził się na propozycję pani Lee… niestety wiedział, że nie miał innego wyjścia, to kobieta, której się nie odmawia.
Ciągle miał przed oczami wyraz twarzy Taemina, gdy ich razem zobaczył. Pobiegł wtedy za nim, ale niestety nie udało mu się go złapać, a wiedział, że jak wsiądzie do samochodu to już w ogóle nie uda mu się go dogonić… w końcu jego chłopak jeździł jak szalony. Czuł się wtedy, ale także teraz kompletnie bezsilny. Jeździł całą noc po Seulu próbując go znaleźć, ale na marne. Dzwonił do niego setki razy, ale wyłączył telefon, a Taesun nie wiedział, gdzie się podział.
Wyjął telefon z kieszeni… na widok swojej tapety poczuł uciążliwy ból w okolicach serca. Patrzył na uśmiechniętą twarz Taemina. Nie mógł sobie wybaczyć, że przez niego ten uśmiech znikł z tej pięknej buźki.
Po raz kolejny tego dnia wybrał jego numer. Usłyszał sygnał w słuchawce, ale wcale nie poczuł ulgi, dobrze wiedział, że nie odbierze. Już powoli tracił nadzieje, że kiedykolwiek znów go zobaczy. Mógłby pójść do firmy, ale dobrze wiedział, że ochrona wykopałaby go na zbity pysk.
- Po cholerę do mnie dzwonisz skoro się nie odzywasz.
Niemal upuścił słuchawkę z wrażenia. Ostatnie, czego się spodziewał to tego, że odbierze.
- Taemin!
- Nie drzyj się z łaski swojej. – Jego głos nie wyrażał żadnych emocji.
- W końcu odebrałeś! Nawet nie wiesz jak się o ciebie martwiłem.
- U mnie wszystko w porządku. Nikt mnie nie porwał, nie zabił, nie zgwałcił. Coś jeszcze?
- Poczekaj! Nie rozłączaj się. Chciałbym z tobą porozmawiać, wyjaśnić.
- Nie wiem czy chcę słuchać twoich wyjaśnień.
- Taemin… proszę. Nawet nie wiesz jak mi głupio, to wszystko nie tak powinno wyglądać, powinien był ci o wszystkim powiedzieć…
- Właśnie, powinieneś. – Przerwał mu twardo. – Ale tego nie zrobiłeś. Nie zaufałeś mi. Sam nie wiem, co mam o tym wszystkim myśleć. Co mam dalej myśleć o nas…
- Daj mi szansę wszystko wyjaśnić, chcę żebyś wiedział jak było naprawdę. Potem zdecydujesz, co będzie dalej. Wszystko zostawiam w twoich rękach.
Po drugiej stronie słuchawki zapanowała głucha cisza. Jonghyun wsłuchiwał się w tę ciszę niespokojnie. Siedział jak na szpilkach czekając choćby na jedno jego słowo, chciał jeszcze raz usłyszeć jego głos, tak bardzo za nim tęsknił…
- Jonghyun… co robisz jutro o szesnastej?
- Nic absolutnie nic! A nawet, jeśli coś robię, to odwołam plany. – Ściskał telefon coraz mocniej w oczekiwaniu na jego odpowiedź.
- W takim razie się widzimy. W tej restauracji, gdzie zwykle jem obiad dobrze?
- Oczywiście!
- Do zobaczenia.
- Tak. Kocham cię.
Ale zamiast odpowiedzi usłyszał tylko urywany sygnał zakończonego połączenia.
Opadł ciężko na oparcie krzesła. Nie do końca wiedział jak się ma się czuć – z jednej strony był szczęśliwy, że znów ma z nim jakiś kontakt, że w końcu odebrał, że znów mógł z nim porozmawiać, jednak z drugiej bał się, że przez jego własną głupotę wszystko popsuł i żadne wyjaśnienia tego nie zmienią.
- Wyglądasz jakbyś miał się zaraz porzygać. – Ajumma wyszła z zaplecza niosąc dla niego zamówienie.
- Bo tak się właśnie czuję.



Był zawalony pracą. Właśnie udało im się załatwić nowy kontrakt i wszystko musiało być dopięte na ostatni guzik.
W sumie to cieszył się, że ma tyle na głowie, bo nie myślał o Jonghyunie… właściwie to o nim nie myślał. Ku jego przerażeniu ciągle myślał o Choi Minho. Nie rozumiał czemu ten idiota nie chce wyjść z jego głowy! Przecież miał ważniejsze sprawy na głowie niż on! Na Boga przecież powinien myśleć o tym, że związek mu się wali, a nie o tym, że jakiś niewyżyty psychopata chce mu się dobrać do tyłka.
Uderzył głową o blat biurka. Naprawdę nie rozumiał samego siebie.
- Możesz walić ile wlezie, ale przez to nie zmniejszysz swoich problemów.
Podniósł głową i zobaczył Yurę z dwoma kubkami kawy.
- Pomyślałam, że przyda ci się przerwa. A skoro to czas na przerwę to czas na kawę.
- Czasem mam wrażenie, że wiesz lepiej ode mnie, czego chce.
- Niestety tylko wtedy, gdy chodzi o kubek gorącej kawy. Jeśli chodzi o sprawy sercowe to nie mam pojęcia, co ci poradzić.
- Szkoda.
Znów ułożył głowę na biurku. Tak czuł się bezpieczniej.
Wczoraj niemal całą noc nie spał, bo myślał o tym, co tak naprawdę czuję. Po rozmowie z Jonghyunem nie mógł dojść do siebie. Do póki nie usłyszał jego głosu doskonale wiedział, czego chce. A nie chciał mieć już z nim do czynienia. Jak ostatni idiota odebrał telefon dopiero po chwili orientując się, kto do niego dzwonił. Nie odbierał od niego telefonów, bo wiedział, że gdy usłyszy jego głos to serce mu zmięknie i będzie chciał jak najszybciej się z nim zobaczyć. I tak jak przewidywał zgodził się na spotkanie… nie czekaj sam je zaproponował!
- O czym tak intensywnie myślisz? Robi ci się zmarszczka pomiędzy brwiami.
- O Jonghyunie. I o tym, że jestem debilem.
- Tylko o tym. – Podniósł głowę słysząc ton jej głosu. Brzmiała jak pieprzony Sherlock.
- Co masz na myśli?
- To, że jest ktoś jeszcze, kto ugania się za tym twoim zgrabnym dupskiem.
- A to.
- Tak to! Ciągle nie mogę uwierzyć, że wywaliłeś go z mieszkania!
- Ja go nie wywaliłem tylko zatrzasnąłem mu drzwi przed nosem.
Yura miała minę jakby chciała rzucić w niego kubkiem trzymanym w ręku. Już niemal zapomniał, że była typem kobiety, której nie powinno się wkurzać… no chyba, że życie ci nie miłe.
- Możesz mi powiedzieć, czemu się tak do niego przyczepiłaś? – Zaczął łagodnie.
- Bo nie rozumiem, czemu ty się tak od niego separujesz. Przecież to chodząca doskonałość. Autentycznie, gdyby tylko preferował kobiety, to by stanęła przed nim i powiedziała, żeby mnie brał tu i teraz!
- Yura!
- No co?! Matko jak ten facet na mnie działa. – Upiła łyka kawy uśmiechając się do siebie.
- Właśnie widzę.
- Dlatego się dziwię, że tak nie działa na ciebie.
- Widzisz w przeciwieństwie do ciebie ja jestem zajęty.
- Ta. Mów sobie co chcesz, ale gdybym była na twoim miejscu od razu bym rzuciła Jonghyuna.
- Nie pomagasz mi.
- No jak możesz?! – Udała oburzoną. – Przecież staram się jak mogę.
- Wiem jesteś kochana.
- Tak wiem. – Uśmiechnęła się słodko.
Taemin odwzajemnił ten uśmiech, po czym znów pogrążył się w swoich myślach. Jak tak dalej pójdzie będzie miał kompletny mętlik w głowie, rozsądek podpowiadał mu, że powinien skupić się na Jonghyunie, na wyjaśnieniu wszystkiego, na naprawieniu tego co było między nimi. Niestety było też jego głupie serce, które ciągle mówiło mu, że może jednak powinien zainteresować się Minho, że może wcale nie jest taki zły, za jakiego próbuje uchodzić, że jest w nim coś intrygującego, co powinien odkryć.
- A! Taemina, prawie bym zapomniała! Twoja mama jest w firmie.
Poderwał się na równe nogi. Tylko jej mu teraz tutaj brakowało.
- Spokojnie. Taesun Oppa już się nią zajął i przynajmniej na jakiś czas o tobie zapomniała.
I wyszła, śmiejąc się z jego miny.



Byli umówieniu na szesnastą, ale przyszedł niemal godzinę przed czasem. Dobrze wiedział, że Taemin miał nawyk pojawiania się za wcześnie i nie chciał, żeby na niego czekał.    
Denerwował się jak nigdy w życiu, z ledwością mógł wysiedzieć na miejscu. Ciągle wyglądał za okno, by sprawdzić, czy ten pirat drogowy już jest.
- Mogę już przyjąć zamówienie? – Nawet nie zauważył jak kelnerka do niego podeszła. Prawie zawału przez nią dostał.
- Tak poproszę kawę. Czarną.
- Dziękuję.
Ledwo odeszła, a miał ochotę zawołać ją z powrotem i zmienić zmówienie. Dobrze wiedział, że gdy jest zdenerwowany to kawa tylko pogarsza sprawę.
- Zwykle nie pijesz kawy o tej porze.
Niemal przewrócił się na krześle, gdy usłyszał jego głos za sobą.
- Długo czekasz.
- Nie dopiero przyszedłem. Taemin wiem, że nie powinien był…
- Poczekaj chwilę.
Przywołał do siebie gestem dłoni kelnerkę i zamówił dużą kawę na wynos.
- Wybacz, ale nie mam zbyt dużo czasu. W firmie jest prawdziwy młyn. Ledwo udało mi się wyrwać.
- Nie ma sprawy. Cieszę się, że cię widzę. – Uśmiechnął się.
Taemin czuł, że jego usta unoszą się do uśmiechu. Choć nie chciał się do tego przed nim przyznać, to tęsknił za nim i też cieszył się z tego spotkania.
- Więc będziemy tak siedzieć i na siebie patrzeć czy mi wszystko wyjaśnisz?
W pierwszej chwili go zatkało. Nie wiedział, od czego ma zacząć. Chociaż nie tylko o to chodziło. Pierwszy raz widział takiego Taemina. Był stanowczy, opanowany, profesjonalny. Teraz już wiedział dlaczego wszyscy w jego firmie darzyli go takim szacunkiem.
- Masz rację.
- Jak poznałeś moją matkę?
- To ona mnie znalazła. – Westchnął. Wiedział, że musi mu o wszystkim powiedzieć, ale nie spodziewał się, że będzie mu z tym tak ciężko. – To było jakoś na tydzień przed tym jak dowiedziałeś się o tym facecie. Spotkała się ze mną na początku pod pretekstem, że chce wiedzieć, kim jest chłopak jej syna.
Taemin prychnął. To idealnie pasowało do jego matki. Potrafiła manipulować ludźmi, potrafiła sprawić, że ludzie jej ufali i robili wszystko, co chciała.  
- Miałem mieszane uczucia, ale mimo wszystko chciałem ją poznać, w końcu ty nie chciałeś mnie oficjalnie przedstawić swoim rodzicom. Niestety szybko się przekonałem, że nie takie były jej intencje. Już przy pierwszym spotkaniu dała mi do zrozumienia, że nie jestem odpowiednią partią dla ciebie.
- Jonghyun proszę cię. Przecież wielokrotnie ci mówiłem, jaka ona jest i czemu nie chcę, żebyście się poznali. Czemu w ogóle tam poszedłeś?
- To ty nie rozumiesz! Kocham cię i chciałem poznać twoich bliskich.
Mierzyli się chwilę wzrokiem. Lee czuł, że krew zaczyna burzyć mu się w żyłach. Nie wiedzieć, czemu strasznie irytowała go ta rozmowa.
- Była bardzo przekonująca. – Kontynuował, wolał się teraz z nim nie kłócić. Chciał, żeby poznał najpierw prawdę. – Po godzinnej rozmowie zacząłem wątpić w nasz związek. W bardzo ładnych słowach przekonała mnie, że jako twoja matka najlepiej wie, co dla ciebie najlepsze.
W tym momencie nie wytrzymał. Wstał i uderzył pięścią w stół. Miał wrażenie, że wszystkie skrywane do tej pory frustracje właśnie teraz biorą nad nim górę.
- Kim Jonghyun. Posłuchaj mnie uważnie. Jedyną osobą na tym pieprzonym świecie, która wie, co dla mnie dobre to ja. Czemu do cholery nie przyszedłeś do mnie i mi o wszystkim nie powiedziałeś?! Czemu mi nie zaufałeś?! Czemu nie zauważyłeś, że byłem szczęśliwy z tobą?!
- Jak to byłeś? – Wyszeptał.
Taemin posłał mu tylko gorzkie spojrzenie, wziął swoją kawę i wyszedł.
Siedział oniemiały patrząc w ścianę naprzeciw niego. Powoli dochodziło do niego, że właśnie wszystko spieprzył.
Usłyszał otwierane drzwi i odwrócił się w nadziei, że wrócił Taemin, ale zaraz tego pożałował. Ten, kto pojawił się w drzwiach był ostatnią osobą, której się tu spodziewał.
Patrzyli przez chwilę na siebie, po czym Minho uśmiechnął się delikatnie.
- No proszę, proszę. Kogo to mojego oczy widzą, chłopak Taemina.
- Ty! – Gwałtownie wstał od stołu.
- Więc to twoja wina, że wybiegł stąd taki zły. Myślałem, że tylko na mnie tak reaguje. Może utniemy sobie małą pogawędkę?