czwartek, 12 marca 2015

VIII. Bez mojej zgody (Część VIII)

Bez zbędnych wstępów! Życzę Wam miłego czytania i czekam na Wasze komentarze :*
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
nie betowane










Siedzieli przy jednym stoliku mierząc się wzrokiem. Powietrze wypełniało napięcie, jakie między nimi panowało, a cisza wręcz dzwoniła w uszach.
Minho był zrelaksowany, popijał kawę spokojnie i obserwował mężczyznę, który siedział naprzeciwko. Za to Jonghyun nerwowo wyłamywał sobie palce. Sam nie wiedział, czemu nie wyszedł od razu, gdy go zobaczył, przecież wszystko zaczęło się psuć, gdy on się pojawił, nie mógł znieść myśli o nim, a teraz siedział sobie z nim w restauracji jak gdyby nigdy nic.
- Może powinienem się przedstawić. Jestem Choi Minho.
- Kim Jonghyun. – Odpowiedział zdawkowo.
- Wybacz mi szczerość, ale wyglądasz jak siedem nieszczęść.
- Dziękuję bardzo za taką szczerość.
Ponownie zaczęli milczeć.
- Chciałbym powiedzieć, że miło było cię poznać, ale tak nie jest. Żegnam. – Jonghyun wstał od stolika.
- Poczekaj chwilę. Nawet nie zdążyliśmy porządnie porozmawiać. Mam do ciebie parę pytań.
- Doprawdy?
- Tak, na przykład ciekawi mnie, czemu słodziak wybiegł stąd jak oparzony?
- To nie twoja sprawa.
- Obawiam się, że wszystko, co dotyczy Lee Taemina to od niedawna moja sprawa. W końcu to mój narzeczony… - Chciał coś jeszcze powiedzieć, ale Jonghyun chwycił go za koszulę i pociągnął mocno.
- Jedno, co mogę ci powiedzieć panie Choi to, to, że Taemin nigdy nie był i nie będzie twój. Moja w tym głowa.
- Chcesz się przekonać? Wydaje mi się, że jego opór słabnie.
- Nie obchodzi mnie, co sobie uroiłeś! Ktoś taki jak ty na niego nie zasługuje.
- A może ty na niego zasługujesz?
Mierzyli się wzrokiem. Jonghyuna coraz bardziej świerzbiły ręce. Miał coraz większą ochotę przerobić mu buźkę na miazgę.
- Jeśli zamierzacie się bić, to zapraszam do przedszkola. – Menager restauracji stał kilka kroków od nich i patrzył na nich niezbyt przychylnie.
Chcąc nie chcąc Kim puścił starszego. Rzucił mu jeszcze jedno spojrzenie, po czym zabrał swój płaszcz i ruszył bez słowa do wyjścia.
- Przepraszam bardzo, że zakłóciliśmy spokój. – Minho zwrócił się do menagera.
- Oby więcej się to nie powtórzyło, bo więcej tutaj kawy nie dostaniesz.
Gdy menager odszedł Choi uśmiechnął się do siebie. Nie spodziewał się, że sytuacja przybierze taki obrót, ale nie mógł narzekać. Już nawet wiedział jak to wykorzysta.
- I czego się cieszysz idioto?! – Jinki zdzielił go po głowie trzymaną w rękach teczką.
- Onew to bolało!
- Bo miało! I ile razy mam ci jeszcze powtarzać, żeby dotarło to twojego pustego łba, że masz do mnie mówić Onew.
- Oj nie złość się tak. Złość piękności szkodzi!
- A chcesz oberwać jeszcze raz?
- Przepraszam! – Uśmiechnął się lekko, po czym spojrzał w okno. Musiał to starannie…
- Możesz mi wyjaśnić, co ty do cholery wyprawiasz? Wychodzisz z biura bez słowa, po czym urządzasz burdy w porządnym lokalu.
- Mam być szczery? – Jinki tylko skinął głową. – Nie mam pojęcia, ale świetnie się przy tym bawię.
Starszy sekretarz Lee Jinki siedział oniemiały i patrzył na swojego szefa. Bywały chwilę takie jak te, że miał ochotę go zamordować…



Otworzył butelkę z winem i usiadł na kanapie. Przez chwilę bez większego celu przerzucał kanały, ale nie znalazł nic, co przykułoby jego uwagę, więc po prostu go wyłączył.
Upił łyk i pogrążył się w swoich myślach. Naprawdę nie chciał być sam tego wieczora, ale nie miał, do kogo zadzwonić. Taesun był na kolacji u rodziców i miał ich przekonać, że jego wyprowadzka z domu to bardzo dobry pomysł, że w końcu stanie na własne nogi, jak na mężczyznę przystało. Wiedział, że hyung robił to dla jego dobra, więc nawet nie miał zamiaru mu przeszkadzać. Mógłby zadzwonić do Yury, ale miała randkę i dobrze wiedział, że gdyby jej teraz przerwał to by go jutro w pracy zamordowała na oczach niewinnej załogi.
Opróżnił kieliszek do końca, po czym napełnił go z powrotem. Nie lubił pić w samotności, ale oprócz nich nie oprócz nich nie miał nikogo innego, nikogo komu mógłby się w spokoju wygadać.
Na studiach miał wielu znajomych, ale nie dość, że nigdy im nie powiedział o swojej orientacji seksualnej, to nie miał specjalnej ochoty, żeby zwierzać im się ze swoich aktualnych problemów.
Westchnął… nie wiedzieć, czemu czuł się pokonany i to przez największego gracza w stawce – przez samo życie. Nie mógł przestać myśleć o Jonghyunie i o jego słowach. Najgorsze było w tym wszystkim to, że nie potrafił nikogo obwiniać. Wiedział, że Jonghyun chciał poznać jego rodziców i nie dziwił się, czemu to zrobił, ale denerwowało go, że zwątpił w nich. Co do jego matki…wiedział, do czego jest zdolna, wiedział, że nic jej nie powstrzyma, ale również zdawał sobie sprawę z tego, że w jej mniemaniu robiła to dla jego dobra. Chyba był zbyt dobrym dzieckiem…
Nim się obejrzał butelka była pusta, a wciąż chciał się napić. Nie bardzo mu się chciało wstać, ale w końcu zwlekł się z kanapy i poszedł do kuchni. Niestety tam odkrył, że więcej alkoholu już nie ma. Wciąż z niemal zerową motywacją ubrał się i ruszył do drzwi. Miał nadzieje, że koło bloku jest jakiś monopolowy, bo nie będzie mu się chciało łapać taksówki.
Otworzył drzwi i zamarł.
- Gdzieś się wybierasz o tej porze? Miałem nadzieje, że chociaż ze mną porozmawiasz. – W progu stał nie kto inny jak Choi Minho.
- Co ty tutaj…- Chciał na niego naskoczyć, ale zobaczył, że trzyma w dłoni dwie butelki wina. – Wchodź.
I nie czekając na jego reakcję odwrócił się na pięcie, zdejmując z siebie kurtkę i rzucając ją gdzieś w kąt.
Minho stał przez chwilę w drzwiach nie bardzo wiedząc, co się dzieje. W końcu się zreflektował i wszedł niepewnie zamykając za sobą drzwi, po czym odwiesił kurtkę swoją i Taemina. Wciąż nie czując się zbyt pewnie ruszył w głąb mieszkania. Młody Lee siedział na kanapie z nogami podciągniętymi pod brodę i patrzył tępo w ścianę naprzeciwko.
- Co ci to tak długo zajęło? Ostatnio niemal pchałeś się na siłę.
- Doszedłem do wniosku, że nie powinienem się tak zachowywać. To nie było zbyt grzeczne z mojej strony.
- Skąd ta nagła zmiana? – Uniósł brwi w geście zdziwienia.
- Sam nie wiem. Zwykle się tak nie zachowuje.
- To ci trzeba przyznać.
- Jesteś dzisiaj wyjątkowo złośliwy.
- Czemu nagle rozmawiamy o mnie? Wolałbym najpierw dowiedzieć się, co tobą kieruje.
Minho pierwszy raz odkąd pamiętał czuł się pokonany. Nie wiedział, co ma odpowiedzieć, więc usiadł obok niego.
- Pomyślałem sobie, że nie mogę ciągle myśleć o tobie jak o kolejnym z moich podbojów, a mój asystent i mój przyjaciel w jednej osobie podpowiedział mi, że może dobrym pomysłem byłoby po prostu zdobycie twojej sympatii.
- To może być trudne. Ciągle mam wrażenie, że przede mną grasz kogoś, kim nie jesteś. Jakbyś założył maskę zimnego, wyrachowanego podrywacza, żeby wyrywać najlepsze dupy w mieście.
- Muszę cię rozczarować, to nie jest maska.
- Nie wydaje mi się.
Taemin wziął jedną z trzymanych przez niego butelek i poszedł do kuchni po otwieracz kompletnie nie zwracając na niego uwagi. Nie był do końca pewny czy dobrze zrobił wpuszczając go, ale przy nim mógł swobodnie mówić o tej całej sytuacji, a w dodatku przyniósł wino, co było kolejnym plusem. Wziął drugi kieliszek i wrócił do salonu.
- Mam wrażenie, że masz wyrobione zdanie na mój temat. – Minho rozparł się wygodnie na kanapie. Gdy młodszy zaczął tę rozmowę przestał czuć się pewnie. Dobrze było mu ze sobą i jego murem odgradzającym go od innych, nie miał ochoty, by ktoś się przez niego przebijał.
- Można tak powiedzieć. Od początku wydawało mi się, że grasz kogoś, kim nie jesteś.
- Skąd ta pewność?
- Nie mam pewności? Mam przeczucie. Czasami dostrzegam w tobie człowieka, a nie tylko zaprogramowanego na ruchanie robota.
Minho zaśmiał się na te słowa. Nie mógł uwierzyć, że ten chłopak go przejrzał, było niewiele osób, które pamiętało, jaki był kiedyś, a jemu udało się to dostrzec zaledwie po paru spotkaniach.
- Intrygujesz mnie Lee Taeminie.
- Mam to traktować, jako komplement? – Wysapał siłując się z korkiem, który nie chciał na złość wyjść z butelki.
- Jak najbardziej. – Minho zabrał mu butelkę i otworzył bez żadnych problemów, po czym nalał im obu po kieliszku. – Mam wrażenie, że jesteś ciągle o krok przede mną.
- Czyli tylko ci się wydaje. Bo ty mnie tylko wkurzasz. – Stuknął w jego kieliszek, po czym opróżnił go niemal za jednym zamachem.
- Bardziej niż dzisiaj Kim Jonghyun?
Prawie wypluł to, co miał w ustach. Spojrzał na niego zaskoczony, nie miał pojęcia skąd on o tym wiedział.
- Pewnie mnie nie zauważyłeś, ale minąłeś mnie jak wybiegałeś z restauracji. – Powiedział widząc jego minę. – Miałem wątpliwą przyjemność rozmawiać z twoim chłopakiem. Niezbyt przyjemny typ.
- Nic o nim nie wiesz. – Burknął, znów sobie nalewając.
- Ale jedno mogę powiedzieć. Dość szybko wpada w złość. Musisz na niego uważać.
- Tak sądzisz? Nigdy nic mi nie zrobił i nie zrobi. Znam go od początku studiów, wiem, że mnie kocha…
- A ty jego?
Zwiesił się na chwilę. Wiele razy się nad tym zastanawiał. Przy Jonghyunie zawsze czuł się bezpiecznie, czuł się szczęśliwy, ale nigdy nie potrafił powiedzieć, że uczucia, którymi go darzy to miłość, nawet teraz, gdy nie byli razem, gdy mu go brakowało, nie był w pełni pewien czy go kocha…
- Znam się na ludziach Taemina. Ludzie zachowują się irracjonalnie, gdy mają stracić coś ważnego.
Milczał nie wiedział, co ma powiedzieć. To wszystko zaczynało go powoli przerastać. Słowa Minho zasiały w nim jeszcze więcej niepewności. Nigdy nie widział, że Jonghyun kogoś uderzył… aż do czasu, gdy zobaczył go z Choi…
- Gdyby nie ta absurdalna sytuacja wszystko byłoby w porządku.
- Nie mogę się z tym do końca zgodzić. Nie wiem jak ty, ale ja się cieszę, że cię poznałem.
- Mam mieszane uczucia, co do tego. – Zaśmiał się, gdy straszy zrobił zawiedzioną minę.
- Może wzniesiemy toast?
- Za co? – Uniósł swój kieliszek.
- Za nasze spotkanie. Chociaż nie jesteś z tego do końca zadowolony to, chociaż wypijmy za to, żeby w przyszłości lepiej się między nami układało.
- Masz rację. Wypijmy za to, żebyś przestał być tak bardzo denerwujący.
Obaj zaśmiali się, po czym stuknęli kieliszkami i podobnie jak Taemin parę chwil wcześniej, opróżnili je do dna.
- Miałem już wcześniej o to zapytać. Czemu siedzisz tu sam?
- Wiem, że picie w samotności jest żałosne, ale nie miałem, do kogo zadzwonić. Brat przekonuje rodziców, że jak będę mieszkał sam to nikt mnie nie zabije, a moja sekretarka jest na randce i gdybym jej przeszkodził to zostałaby, ze mnie mokra plama.
- Więc czemu nie zadzwoniłeś do mnie?
- Nawet o tobie nie pomyślałem. – Rzucił prosto z mostu.
- Jesteś czasem zbyt szczery, wiesz o tym?
- Wiem i traktuje to jako swoją zaletę.
- To przykre, że nie przyszedłem ci do głowy.
- Do tej pory zwykle próbowałeś dobrać mi się do tyłka, więc nie myślałem o tobie jak o kimś, z kim mogę porozmawiać.
- A co myślisz dzisiaj?
- Sam do końca nie wiem, czy za twoją nagłą zmianą nastawienia nie kryją się jakieś ukryte zamiary.
- Jestem aż tak nie godny zaufania.
- Nie zasłużyłeś na nie.
Taemin chciał wstać z kanapy, ale zachwiał się, gdyby Minho nie złapał go w ostatniej chwili wyrżnąłby prosto w stolik. Młodszy podniósł głowę i znalazł się zaledwie kilka centymetrów od jego twarzy. Nie wiele myśląc pokonał dzielącą ich odległość i pocałował go.
Choi niemal w tym samym momencie odsunął go od siebie.
- Wybacz, ale nie mam zamiaru jak to ładnie ująłeś dopierać ci się do tyłka.
- Och zamknij się!
Wpakował mu się na kolana i nie patrząc na jego reakcję wpił mu się dość brutalnie w usta. Minho wiedział, że nie będzie umiał mu się oprzeć, szczególnie wtedy, gdy całował go z własnej woli. Warknął gardłowo, po czym przygryzł jego dolną wargę i nie czekając na zaproszenie wtargnął go środka i trącił zaczepnie jego język, był ciekawy każdej jego reakcji.
Młodszy chwycił go za włosy i pociągnął mocno. Nie myślał nad tym, co robi, kierował się instynktem, który podpowiadał mu, że w tym momencie jedyne, czego chce to Choi Minho. Z pasją odpowiadał ja jego pocałunki, ssał i kąsał jego pełne wargi, sunął palcami po skórze jego głowy, czuł jak pod wpływem jego dotyku na skórze starszego pojawia się gęsia skórka.
Minho coraz łapczywiej go całował. Smakował te słodkie usteczka, badał ich kształt, a jego serce… a jego serce łomotało jak oszalałe obijając się o żebra. Nigdy się tak nie czuł, nie pamiętał, żeby ktokolwiek inny wywoływał w nim tak różne emocje. Czuł się podekscytowany, szczęśliwy, czuł narastające podniecenie, jednak z drugiej strony nie wiedzieć, czemu odczuwał niepokój…
Przesunął dłonie ze swoich pleców i ułożył je na pośladkach Taemina, po czym ścisnął je mocno, a w jego uszach rozbrzmiał słodki jęk.
Na dźwięk swojego głosu Lee jakby oprzytomniał. Oderwał się od jego ust i spojrzał na mężczyznę, który był pod nim, po czym dotarło do niego co właśnie zamierzał zrobić.
- Coś nie tak? – Minho pogładził go po policzku.
- Wybacz… ja nie mogę.
Zsunął się z jego kolan i usiadł na swoim miejscu. Nie mógł na niego spojrzeć… bał się swoich uczuć, czuł się skołowany, miał jeszcze większy mętlik w głowie… Jednak jednego był pewien. Kim Jonghyun nigdy nie całował go z taką pasją…


...CDN...