środa, 29 kwietnia 2015

VIII. Bez mojej zgody (Część X)

W rekordowym jak dla mnie powróciłam z nowym rozdziałem! Mam nadzieje, że Wam się spodoba i jak zwykle czekam na Wasz komentarze :*
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
nie betowane 



- Taemina nic ci nie jest? – Podszedł do niego powoli, ale nie dotknął go, tylko przyglądał mu się z troską w oczach. Nie był pewny jego reakcji po tym co się stało. – Nie zdążył nic ci zrobić, prawda?
Lee Taemin spojrzał na niego z początku niezbyt przytomnie, jego pojawienie, to że odciągnął od niego Jonghyuna sprawiło, że dotarło do niego co o  włos się stało.
- On… on chciał… - Wyszeptał, ale jak na złość łzy nie pojawiły się w jego oczach.
- Spokojnie. Już wszystko dobrze. – Delikatnie położył mu dłoń na ramieniu i dopiero wtedy młodszy spojrzał mu prosto w oczy. Dostrzegł w nich strach, ale też wdzięczność.
- Wiem… dziękuję. – Wziął kilka głębokich oddechów i skierował swoje oczy na leżącego na ziemi Jonghyuna.
Niepewnie ruszył w jego kierunku, ale Minho powstrzymał go, przyciągnął do siebie i tym razem o nic się nie bojąc mocno przytulił go do siebie.
- Zostaw go. – Taemin wyczuł w głosie starszego, że nie mówi tylko o tej sytuacji. – Nie jest ciebie wart.
Zapadła cisza. Lee nie wiedział co ma powiedzieć, ale jedno było pewne – w jego ramionach w końcu czuł się bezpiecznie, a serce mimo tego gdzie się właśnie znajdowali i tego co się niedawno wydarzyło, waliło mu jak młotem.
- Zawiozę cię do domu.  – Odsunął go od siebie i spojrzał mu w oczy, po czym polowi zaczął wyprowadzać go z zaułka, ale Taemin nagle stanął w miejscu.
- Przecież nie możemy go tak zostawić! Zamarznie tutaj, a nawet jeśli nie to ktoś go zabije!
Minho stanął jak wryty. Nie wierzył własnym uszom. Niemal z każdą mijającą minutą jego cierpliwość topniała…
- Ty go jeszcze żałujesz?! – Spojrzał na niego spod przymrużonych powiek. – Po tym co ci chciał zrobić?! Po tym jak się zachowywał?
- Ale… ale ja nie mogę go tu tak po prostu zostawić! – Spuścił głowę, ale gdzieś w głębi serca poczuł satysfakcję – po raz pierwszy udało mu się wyprowadzić pana Choi z równowagi.
- Jesteś zbyt dobroduszny. I nie mówię tego jako komplementu.
- Yura ciągle mi to powtarza. – Uśmiechnął się mimowolnie.
Choi tylko pokręcił głową i wyjął telefon. Nie wierzył w to jak łatwo ten chłopak nim manipuluję.
- Onew? – Odezwał się po chwili. Miał głośnik ustawiony na tyle głośni, że Taemin słyszał niemal każde słowo.
- Czego? Spać nie możesz? Wiesz w ogóle, która jest godzina do cholery? I nie mów do mnie Onew!
- Oj nie czepiaj się szczegółów. Potrzebuję twojej pomocy,
Taemin nie słuchał dalszej części rozmowy. Korzystając z okazji podszedł do pijanego Jonghyuna i okrył go swoim płaszczem. Nie wierzył w to co się z nim stało, nigdy się tak nie zachowywał. Nagle zabrzmiały mu w uszach słowa Minho „Znam się na ludziach Taemina. Ludzie zachowują się irracjonalnie, gdy mają stracić coś ważnego”. Nie wiedzieć czemu poczuł się wkurzony, to uczucie gdy starszy miał rację było nie do zniesienia.
- Nie mam do ciebie siły człowieku! Jedziemy! – Nie czekając na choćby słowo pociągnął go w stronę swojego samochodu.
- Czekaj… nie możemy…
- Spokojnie Onew… to znaczy mój asystent zaraz tu będzie, zajmie się nim, zawiezie go do domu. Nie musisz się już o nic martwić.
- Ale…
- Nie doceniasz go. On bez żadnego problemu poradzi sobie ze wszystkim. Twarda z niego sztuka. W końcu ze mną wytrzymuje.
Doszli już do samochodu. Minho otworzył przed nim drzwi i poczekał aż wsiądzie.
Młodszy miał mętlik w głowie. Czuł potworne wyrzuty sumienia przez to, że zostawia Jonghyuna na pastę kogoś obcego, ale z drugiej strony nie wyobrażał sobie teraz, że mógłby siedzieć z nim w jednym aucie i zawozić go do domu. Musiał to przyznać choć jako mężczyzna nie robił tego zbyt chętnie, ale zwyczajnie w świecie się bał.
- Mam cię zawieść do domu czy może do rodziców? – Głos Minho wyrwał go z zamyślenia.
- Nie chce do nich jechać. Nie mogę patrzeć na mamę.
- Ale nie powinieneś być teraz sam.
- Zadzwonię do Taesuna rano. Nie będę go teraz niepokoił.
- Taemin… chyba nie mam wyjścia. Choć muszę przyznać, że twoja kanapa nie jest zbyt wygodna, ale jakoś będę musiał to przeżyć. – Odpalił silnik i ruszył powoli.
- Chcesz u mnie zostać? Naprawdę nie potrzeba…
- Nie chce słyszeć sprzeciwu. Za bardzo się o ciebie martwię, żeby zostawić cię teraz samego.
Lee nie odezwał się, ale poczuł się mile połechtany. To, że straszny się o niego martwi sprawiło, że szczęście wypełniło jego serce. Powoli i to bardzo powoli zaczynał dochodzić do wniosku, że nie chodzi mu tylko o to, żeby dobrać mu się do spodni.
Patrzył przez okno na mijane latarnie uliczne, gdy w głowie zaświtała mu pewna myśl. Miał ochotę palnąć się z całej siły w czoło. Przecież powinien od raz o to zapytać.
- Minho hyung?
- Tak?
- Mogę o coś zapytać?
- Już to zrobiłeś. – Choć jego głos brzmiał dość surowo to uśmiechnął się lekko.
Nie chciał po sobie poznać jak bardzo był wściekły. Gdy zobaczył jak Taemin jest przygwożdżony do ściany, jak nie może się ruszyć, gdy zobaczył przerażenie wymalowane na jego twarzy, to poczuł jak się w nim gotuje. Nie pamiętał, żeby kiedykolwiek był aż tak zły. Miał ochotę rozgnieść tę podróbkę mężczyzny na miazgę, ale powstrzymał się ze względu na niego… ze względu na Taemina…
Spojrzał na niego kątem oka i zdał sobie sprawę, że młodszy przygląda mu się intensywnie.
- Więc o co chodzi?
- Przez to wszystko zapomniałem zapytać. Skąd ty się tam do cholery wziąłeś?
Nie mogąc się powstrzymać straszy uśmiechnął się. Miał wrażenie, że Lee czuję się już lepiej, co sprawiło, że czuł się szczęśliwy.
- Spokojnie kazałem cię śledzić, chociaż jak się okazuje to by się przydało.
- Nie sądzę. – Znowu się nachmurzył.
- Przepraszam. – Westchnął, czuł się zmęczony tym wszystkim co się wydarzyło. – To nie jest jakaś pasjonująca historia. Pojechałem do ciebie, nawet nie napisałeś mi czy prezent ci się spodobał. Chciałem pogadać… ale ciebie nie było w domu mimo, że było koło drugiej w nocy.
- Świetną porę sobie wybrałeś na odwiedziny. – Rzucił z przekąsem.
- Tak wiem. Dzwoniłem do ciebie, ale nie odbierałeś i zacząłem się niepokoić. Wsiadłem w samochód i zacząłem jeździć do miejsc, gdzie mógłbyś być. A ta knajpa… byłem w niej ostatnio z twoim bratem na drinku.
- Słucham?! Czemu… czekaj co? Czego mój głupi brat od ciebie chciał?
- Nie unoś się tak, bo się przez dach przebijesz. – Nie mógł powstrzymać śmiechu na widok jego oburzonej miny. – Chciał pogadać. Troszczy się o ciebie i podejrzewam, że chciał mnie wybadać.
- Aż taki bystry to on nie jest, żeby coś z ciebie wyciągnąć. – Taemin założył ręce na klatkę piersiową. Już on sobie pogada z Taesunem.
- W każdym bądź razie, powiedział mi, że przychodziłeś tu z… - Urwał. Nie wiedział czy powinien wspominać o Jonghyunie, nie wiedział jak młodszy zareaguję, ale on tylko skinął głową by mówił dalej. – Przejeżdżałem akurat tędy i zobaczyłem jak wchodzisz z nim do zaułka. Od cała historyja.    
Siedzieli przez chwilę w milczeniu. Każdy pogrążony w swoich myślach. Taemin wciąż myślał o Jonghyunie i o tym co by się stało, gdyby Minho się nie pojawił. O tym, że osobą, która była dla niego ważna omal… Zamknął oczy, żeby się uspokoić.
- To moja wina. – Wyszeptał przerywają ciszę.
Minho zahamował gwałtownie na środku drogi. Spojrzał na chłopaka zaskoczony, czego jak czego, ale tego się nie spodziewał.
- O czym ty mówisz?!
- Gdy wychodziliśmy Jonghyun zapytał się mnie czy jestem jego… chciałem mieć święty spokój, chciałem żeby ze mną poszedł, chciałem odwieść go do domu i mieć to z głowy… gdybym nie potwierdził…
- Taemin! – Złapał go mocno za ramiona i potrząsnął nim. – To nie jest twoja wina! Zabraniam ci tak myśleć! On by to zrobił niezależnie od tego co byś powiedział. Rozumiesz?! To nie twoja wina!
Młodszy tylko pokiwał głową. Cieszył się, że on jest przy nim.
- Dziękuję.
- Nie masz za co dziękować. I proszę cię nie obwiniaj się za to. – Pogładził go po włosach, ale nic więcej nie powiedział. Ruszył już spokojniej.
Jechali w ciszy, aż do budynku, w którym mieszkał Lee. Nadal w milczeniu weszli do środka. Dopiero w kuchni Taemin spojrzał starszemu w twarz.
- Chcesz herbaty?
- Naprawdę chcesz pić herbatę w takim momencie?
- Jakoś po tym czego byłeś świadkiem nie mam ochoty na alkohol.
- W sumie racja. Dawaj tę herbatę! – Uśmiechnął się do niego szeroko i z wielką ulgą zobaczył uśmiech na jego twarzy.
- Wybierz sobie z szafki jaką chcesz. I wybacz, że cię o to proszę, ale mógłbyś ją zaparzyć? Poszedłbym wziąć prysznic.
- Jasne. Po ostatniej nocy czuję się tu jak u siebie.
Nim zdążył wyjść Minho przyciągnął go do siebie i zamknął w swoim uścisku.
- Pamiętaj o tym co mówiłem w samochodzie.
- Ciężko będzie zapomnieć. Wygląda na to, że porządnie cię zdenerwowałem.
- Nie ty. – Westchnął. – Jakby coś to wołaj. Umyję ci plecki.
- Zboczeniec. – Na odchodnym uderzył go w klatkę piersiową.
Gdy tylko usłyszał, że zamknął za sobą drzwi od łazienki wyjął telefon i wybrał numer do Jinkiego. Odebrał po pierwszym sygnale.
- Nie było żadnych problemów?
- Najmniejszych. Leży i chrapie. Strasznie chrapie. Minho co tu się do cholery dzieje?
- Powiedzmy, że ten gnojek położył łapy na kimś na kim nie powinien. – Mówił cicho tak, żeby Taemin go nie słyszał.
- Na młodym prezesie Lee? Nie poznaję cię przyjacielu. Chyba pierwszy raz przyłożyłeś komuś, bo dopierał się do… właśnie do kogo kim on dla ciebie jest?
- Nie wiem przyjacielu, ale nie chcę, żeby stała mu się krzywda.
- A to coś nowego. Dobra stary lecę do domu, chcę się jeszcze chociaż trochę pospać… nie masz już więcej życzeń?
- Nie, dziękuję.
- Taa. Dobranoc.
Ostatnie co usłyszał to głośne ziewanie wprost do słuchawki. Rozłączył się i z lekkim wahaniem wybrał drugi numer. Nie czekał zbyt długo, gdy usłyszał zaspany głos.
- Mogę wiedzieć z jakiej to okazji dzwonisz do mnie o tak nieludzkiej porze panie Choi?
- Obudziłem pana?
- Ciężko, żeby nie. Jest po trzeciej nad ranem.
- Przepraszam, że niepokoję o tak późnej porze, ale chciałem pana uprzedzić, że jutro nie będzie w pracy Taemina. – Cisza. Taesun przez dobrą minutę milczał.
- Dlaczego? – W jego głosie pobrzmiewała irytacja.
- Wydaje mi się, że to nie ja powinienem panu o tym mówić.
- Czy chodzi o to co się dzieje między wami?
- Nie. Może być pan spokojny. Nie położyłem rąk na pana bratu.
- Co nie zmienia faktu, że masz na to ochotę. – Teraz Minho był już pewien, że rozłościł go, a ostatnie czego teraz potrzebował to mieć w tym człowieku wroga.
- Powiem to tak. Zależy mi na jego szczęściu tak samo jak tobie i chcę przy nim być czy ci się to podoba czy nie.
- Rozumiem. – Znów cisza. Spodziewał się, że po tej wymianie zdań Taesun pojawi się zaraz w drzwiach mieszkania i wywali go stąd na zbity pysk. – Rozumiem, czyli Taemina jutro nie będzie. Dobranoc.
I nie czekając na choćby słowo z jego strony rozłączył się.
Minho stał przez chwilę wpatrując się w słuchawkę, nie wiedząc kompletnie co ma o tym myśleć. Zaczynał powoli myśleć, że z nikim z rodziny Lee nie będzie potrafił sobie poradzić.
- Nie zaparzyłeś herbaty?
Taemin wszedł do kuchni, a Minho poczuł, że robi mu się gorąco. Młodszy miał na sobie krótkie spodenki, o wiele za dużą koszulkę, która odsłaniała jego chude ramiona i ręcznik zarzucony na głowę.
- Wybacz, rozmawiałem przez telefon.
- Rozumiem. – Stanął obok niego i po raz kolejny wstawił wodę.
- Nie zapytasz z kim?
- Doszedłem do wniosku, że jak będziesz chciał to sam mi powiesz.
- Kim Jonghyun bezpiecznie dotarł do domu.
- To dobrze. – Odparł po chwili milczenia.
- A jutro nie musisz iść do pracy. – Młodszy spojrzał na niego zaskoczony. – Rozmawiałem z Taesunem, masz wolne.
- W sumie to dobrze. – Podał mu kubek z herbatą. – To po jednym kubku i spać.
Nie rozmawiali wiele. Taemin nie wiedzieć czemu czuł się zawstydzony jego obecnością, chociaż nie wiedział co by robił, gdyby go przy nim nie było.
- Znowu noc na kanapie. Moje plecy mi za to nie podziękują.
- Wybacz hyung.
- Dla ciebie jestem znieść każdą kanapę.
- Mówił ci kiedyś ktoś, że straszny z ciebie pozer?
- Tak i traktuje to jako komplement. – Minho wyszczerzył się do niego.
- A weź się ugryź. Dobranoc.
Wychodząc z salonu zgasił światło i ruszył po omacku do swojej sypialni. Czuł się potwornie zmęczony. Zasnął niemal w tej samej chwili, gdy poczuł pod głową poduszkę…



- Hyung śpisz?
Nie minęła nawet godzina, gdy Taemin stał obok kanapy.
- Nie, a coś się stało?
Nie wiedział jak ma go o to poprosić. Było mu tak strasznie głupio. Przecież na dobrą sprawę nie znali się tak dobrze, ale nie chciał być teraz sam.
- Mogę mieć do ciebie prośbę?
- Co tylko zechcesz Mine.
- Mógłbyś dzisiaj spać ze mną? – Czuł, że się rumieni, było mu tak strasznie głupio prosić go o to, czuł się jak dzieciak… ale nie rumienił się tylko z tego powodu. Gdy Minho zdrobnił jego imię po plecach przeszedł mu dreszcz podniecenia.
- Oczywiście.
Minho od razu poderwał się z kanapy i niemal pobiegł za młodszym do jego pokoju. Wiedział, że tej nocy nic się nie wydarzy, ale czuł się szczęśliwy. Miał nadzieje, że mu w końcu zaufał, cieszył się, że do niego przyszedł, że tym razem zwrócił się do niego.
- Wybacz, że cię o to proszę. Myślałem, że wszystko jest w porządku, ale obudziłem się i nie mogłem się uspokoić… pomyślałem, że jak będzie…
- Rozumiem. Kładź się, nie ruszę się stąd dopóki się nie obudzisz. Obiecuję.
Poczekał cierpliwie aż Taemin się ułoży, po czym położył się obok niego. Ich spojrzenia się spotkały, a Minho po raz pierwszy w życiu poczuł, że jego serce bije mocniej. Kierowany odruchem odgarnął mu włosy z czoła, po czym położył mu dłoń na policzku i kciukiem rysował na nim kółka.
Nim się obejrzał powieki Taemina zaczęły opadać, ale jemu nie chciało się już spać. Mógłby tak leżeć godzinami i patrzeć na jego twarz…
 ...CDN...




środa, 22 kwietnia 2015

VIII. Bez mojej zgody (Część IX)

Po raz kolejny powracam do Was z przeprosinami. Miał trochę kłopotów na uczelni i w domu, ale teraz poukładałam niemal wszystkie sprawy i wiem co mam dalej ze sobą robić, a co za tym idzie mam zamiar częściej tu zaglądać z czymś nowym. Trzymajcie za mnie kciuki! :* 
A teraz zapraszam Was na nowy rozdział! Mam nadzieje, że Wam się spodoba i czekam na Wasze komentarze :*
Dziękuję, że ze mną jesteście :*
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~




Siedzieli w milczeniu, nie bardzo wiedząc, co zrobić. Taemin patrzył pustym wzrokiem w przestrzeń. Nie mógł uwierzyć w to, co zrobił. Przecież to nie trzymało się kupy! Ile razy powtarzał sobie, że ten człowiek denerwuje go w taki sposób, którego ustawa nie przewiduje.
Za to Minho czuł się wspaniale. Przyszedł tu by spokojnie z nim porozmawiać, by choć trochę się do niego zbliżyć. Nawet mu przez myśl mu nie przeszło, że taka sytuacja będzie miała miejsce. Z lekkim rozbawieniem obserwował jak młodszy rzuca mu ukradkowe spojrzenia, jak peszy się przy tym. Nie bardzo wiedział, czemu, ale odczuwał niepohamowaną chęć, żeby go przytulić, pogłaskać po włosach… a nie przelecieć. To, że młodszy go pociągał było pewne, ale po raz pierwszy w życiu pragnął by osoba, która jest obok niego była szczęśliwa.
- Hyung. – Odezwał się nagle. – Wybacz, ale mógłbyś sobie już pójść?
- Jesteś tego pewien? Wolałbym jednak z tobą zostać.
- Ale…
- Spokojnie nic ci nie zrobię.
Wstał z kanapy i odniósł kieliszki do kuchni. Przez chwilę stał przy zlewie, by się uspokoić. Nie poznawał samego siebie. Jeśli byłby to ktokolwiek inny nie pozwoliłby mu się od siebie odsunąć, skończyłby to, co on zaczął, gdyby to nie był młodszy, gdyby to był jakikolwiek inny mężczyzna to właśnie leżał by pod nim i wiłby się z rozkoszy…  
- Kim ty jesteś Lee Taeminie?
- Mówiłeś coś?
- Nie. Połóż się. – Widząc jego skrzywioną minę, uśmiechnął się lekko. – Wypiłeś już chyba za dużo skoro rzucasz się na mnie.
Z nie małą satysfakcją obserwował rosnący rumieniec na jego twarzy.
- A weź się ugryź! – Lee odwrócił się napięcie i nie oglądając się na jego ruszył do swojej sypialni.
Leżąc w łóżku, a w jego głowie toczyła się wojna. Miał niewyobrażalne wyrzuty sumienia, przecież jakby na to nie patrzeć, to wciąż był z Jonghyunem, powinien być mu wierny… jednak jakiś mały stworek, coś w stylu diabełka z kreskówek, podpowiadał mu, że wcale nie zrobił nic złego, że gdyby wcześniej Jonghyun nie zdradziłby jego zaufania, żeby gdyby mu o wszystkim powiedział, to tak łatwo nie uległby temu cholernemu playboyowi.
Ale im dłużej leżał i myślał tym docierało do niego, że to nie wszystko, że oprócz tego, że był rozgoryczony, wściekły i zawiedziony, było jeszcze jedno uczucie, które ku jego przerażeniu było dominujące. Nie mógł w to uwierzyć, że ktoś kto jest tak niewyobrażalnie irytujący, ktoś kto myśli tylko o seksie, wywołał w nim takie uczucia. Nie dowierzał w to, że ta osoba go pociąga, fascynuje, że chciałby wiedzieć o nim więcej. Jednak najgorsze w tym wszystkim było to, że gdy skończył dość niespodziewanie ich pocałunek niemal od raz tego pożałował. Chciał by Minho go dotykał, by to właśnie jego dłonie pieściły jego ciało, by sprawił mu przyjemność.
Próbował wyobrazić sobie siebie w takiej sytuacji z Jonghyunem, ale jego wyobraźnia odmówiła posłuszeństwa, niemal w tym samym momencie przed oczami zobaczył twarz Minho, chciał poczuć jego usta na swoich…
Nim się obejrzał była druga w nocy, a jemu wciąż nie chciało się spać, a te niepokojące myśli wciąż błądziły mu po głowie. Nie mogąc się uspokoić wstał z łóżka i poszedł do kuchni, żeby napić się wody. Źle się czuł z tymi wszystkimi uczuciami, które kłębiły się w jego sercu, a wypity przez niego alkohol nie ułatwiaj mu sprawy. Chciał znaleźć rozwiązanie z tej patowej sytuacji, chciał, żeby pojawiło się przed nim teraz, zaraz, natychmiast!
Wyszedł z kuchni i zobaczył śpiącego na kanapie Minho. Wydawało mu się, że pójdzie do domu, ale on dotrzymał słowa i został. I nawet rozgościł się! Z lekkim uśmiechem na ustach podszedł do kanapy i pochylił się nad śpiącym mężczyzną. W tym momencie był taki bezbronny, kompletnie inny od człowieka, którego grał na co dzień. Odgarnął kosmyk włosów, który opadł mu na czoło. Im dłużej patrzył na jego śpiącą twarz tym czuł większy spokój. Nie wiedzieć czemu wszystko co go do tej pory trapiło znikało w cień tego jednego uczucia… Fascynacji, chęci poznania go bliżej, chciał wiedzieć czemu skrywa się za maską pozera, chciał zobaczyć jeszcze szczery uśmiech, chciał by jego dłoń znów znalazła się na jego głowie…
Wyprostował się gwałtownie aż zakręciło mu się w głowie! Chciał, musiał bronić się przed tymi emocjami, jedną formą znajomości jaka mogła go łączyć z Choi to przyjaźń, musiał sobie to ciągle powtarzać, niemal sobie wmawiać. Nie chciał znów przekroczyć granicy tak jak zrobił to dzisiaj. Chociaż wciąż był wściekły na Jonghyuna to najpierw musiał poukładać sprawy między nimi, a dopiero potem mógł myśleć nad tym co dalej z jego życiem… i czy tej cholerny playboy będzie miał w nim miejsce.
Spojrzał na niego jeszcze raz i mimowolnie się uśmiechnął, za co niemal od razu zganił się w myślach.
- Co ty ze mną robisz Choi Minho? – Powiedział odchodząc wolnym krokiem do swojej sypialni.
Gdy za Taeminem zamknęły się drzwi Minho powoli otworzył oczy. Od kiedy tylko młodszy zostawił go samego nie mógł zasnąć i teraz dziękował za to Bogu. Ledwo udało mu się nie roześmiać gdy poczuł jak odgarnia mu włosy z twarzy. Wciąż czuł jego oddech na swojej twarzy… w życiu by nie pomyślał, że będzie szczęśliwy z powodu takiej błahostki, a tu taka niespodzianka. Nie wiedział co ma ze sobą zrobić, więc spojrzał w sufit i westchnął tylko.
- Lee Taemin to powinna być moja kwestia…




- Możesz mi powiedzieć czemu wyglądasz jak chodząca śmierć? Nie spałeś całą noc czy co? – Yura aż promieniała, stała w drzwiach jego gabinetu i uśmiechała się promiennie.
- A żebyś wiedziała. Widzę, że randka się udała?
- Jak najbardziej. O matko ten facet jest cudowny! Pierwszy raz wyprosili mnie z restauracji, tak się zagadaliśmy, że była trzecia nad ranem. Jeśli to nie jest ten jedyny to jak Boga kocham nie ma nadziei dla tego świata.
- To kiedy poznam tego szczęściarza? Albo chociaż jego dane personalne?
- Dzisiaj jest wtorek w takim razie… nigdy!
- Nie rozumiem o co ci chodzi? Przecież go nie zjem.
- Taemina za każdym razem jak przedstawiam ci mojego chłopaka to zachowujesz się jak starszy brat wydający siostrę za mąż, a wyobraź sobie, że to odstrasza facetów.
- No nie bądź taka. – Nadął uroczo policzki! – To normalne, że chcę go poznać. W końcu ty jesteś dla mnie jak młodsza siostra.
- I to jest właśnie ten problem. Przez twoje braterskie uczucia w życiu nie wyjdę za mąż… a propos zamążpójścia, jak tam sprawy z panem Choi?
- Zmieniasz temat. – Spojrzał na nią wilkiem.
- Wiem. – Wyszczerzyła się do niego. – Podejrzewam, że to z jego powodu twoją śliczną buźkę szpecą dwie podkowy pod oczami.
- Poniekąd.
- Jakiś ty dokładny! – Widząc, że nie powie jej nic więcej, postanowiła wziąć go na sposób. – Dobra zrobimy tak – ja ci powiem jak nazywa się mój chłopak, a ty mi powiesz co się wczoraj działo?
- Mówiłem ci już, że jesteś mistrzynią manipulacji?
- Tak i traktuję to jako komplement.
- Ale ty pierwsza. – Niczym małe dziecko pokazał jej język.
- Niech ci będzie! Nazywa się Lee Jinki. To wszystko.
- Skądś znam to nazwisko. – Zamyślił się na chwilę, by przypomnieć sobie skąd, ale nie dane mu było długie myślenie, bo wypielęgnowana dłoń Yury zdzieliła go w głowę.
- Dobra, dobra ja sobie mogę zmieniać temat, ale nie ty. Co się znowu dzieje?
- Widziałem się wczoraj z Jonghyunem.
Nie wiedzieć czemu, ale opadająca na podłogę szczęka Yury sprawiła mu nie małą satysfakcję. Nie łatwo było pozbawić tę kobietę pewności siebie, dlatego uwielbiał te nieliczne momenty, gdy mu się to udawało.
- I co? Tylko mi nie mów, że mu wybaczyłeś?
- Sama mówisz, że mam zbyt dobre serce, ale niestety tak kolorowo nie było. Opowiedział mi o wszystkim, o tym jak moja matka się z nim skontaktowała… słuchając go czułem, że tracę panowanie nad sobą, więc w pewnym momencie po prostu wstałem i wyszedłem z kawiarni. Nie mogłem tego dłużej znieść.
- Bardzo dobrze! Nie dawaj się, niech jeszcze trochę pocierpi.
- Jesteś wredna zdajesz sobie z tego sprawę.
- Skarbie to moja zaleta, a nie wada. – Posłała mu całusa w powietrzu. Chciała coś jeszcze powiedzieć, ale usłyszeli pukanie do drzwi. Yura otworzyła je i ku swojemu i Taemina zaskoczeniu stał w nich kurier.
- Zastałem pana Lee Taemina?
- Tak. O co chodzi? – Wstał i powoli ruszył w jego kierunku.
- Mam dla pana przesyłkę. Tu poproszę pokwitowanie.
Yura wzięła przesyłkę i nawet na niego nie patrząc zaczęła ją otwierać. Taemin szybko pokwitował i pożegnał mężczyznę i wrócił do swojej sekretarki.
- Mama cię nie nauczyła, że nie otwiera się cudzej korespondencji.
- Proszę mi wybaczyć panie Lee, ale akurat to należy do moich obowiązków służbowych. – W końcu rozerwała ostatnią warstwę papieru, a w środku była drewniana skrzyneczka, a w niej bardzo dobre białe wino. Był też mały liścik.
- Ładna papeteria. – I nim Taemin zdążył ją powstrzymać otworzyła kopertę i zaczęła czytać na głos.
Mam nadzieje, że następnym razem zadzwonisz do mnie od razu i wypijemy to wino wspólnie.
C.M.

- Wow, ale ci się trafiło. C.M. Czekaj, czekaj, czekaj! C.M. Choi Minho!! Widzę, że nie powiedziałeś mi o wszystkim. Słucham?
Lee Taemin nie mógł powstrzymać uśmiechu. W takich chwilach jak ta cieszył się z całego serca, że ma bliskie osoby takie jak Yura, czy Taesun, które martwią się o niego i wspierają go. Bez nich naprawdę byłoby mu ciężko…




Musiał przyznać, że to był jeden z najgorszych dni jego życia. Zranił osobę, na której zależało mu całym sercem i w dodatku dotarło do niego, że może go nie odzyskać, bo pojawił się ktoś, kto może zająć jego miejsce, a co gorsza zrobi to z ochotą, gdy tylko nadarzy się ku temu okazja.
Jonghyun wlał do kieliszka ostatnie krople alkoholu, które zostały w drugiej butelce, którą wypił tego wieczora. Wciąż dźwięczały mu w uszach słowa ajummy, że nie powinien topić  smutków w alkoholu, ale nie widział dla siebie innego wyjścia. Chciał się upić, a potem zaplanować co dalej, gdy kac morderca będzie go pożerał od środka. Dziękował Bogu, że jutro miał wolne, bo inaczej musiałby znów pokazać się jako przykładny wykładowca, a już powoli miał dość udawania.
Jakby się nad tym głębiej zastanowić to miał już dosyć tego wszystkiego, całej tej porąbanej sytuacji, tego, że nie ma obok niego Taemina, że pojawił się ten buc Choi, tego, że dał się zmanipulować tej wiedźmie. Jedyne o czym marzył to, to żeby Taemin znów był jego…
Przechylił pusty kieliszek, ale ku jego niezadowoleniu nic nie zaczęło piec go w gardle. Chciał zmówić kolejną butelkę soju, lecz nim zdążył wypowiedzieć choćby słowo głowa opadła mu na stolik i zasnął.




- Wybacz, że zadzwoniłem do ciebie, ale do nikogo innego nie mam kontaktu. – Właściciel baru stał za ladą i posyłał niezbyt przychylne spojrzenia w stronę pijanego Jonghyuna.
- Bardzo dobrze zrobiłeś hyung.
- Wiem, że się teraz między wami nie układa, ale nie może tu spać.
- Czy on powiedział wszystkim o tej sytuacji? – Gniew pobrzmiewał w głosie Taemina.
- Tylko tym, który sprzedają alkohol. Język mu się rozwiązuję jak popiję.
- Niestety wiem. Dobra zbieram go. Dzięki za telefon hyung.
- Daj spokój. Powodzenia. – Wyszedł na zaplecze, żeby zgasić światło.
Za to Lee podszedł do stolika, przy którym w najlepsze spał Jonghyun. Była druga w nocy i wystraszył się nie na żarty, gdy zadzwonił do niego właściciel baru… A tuż przed nim rozpościerał się widok nędzy i rozpaczy. Nie wierzył w to co widział. Kim nie miał w zwyczaju upijać się do nieprzytomności, jak każdy lubił się napić w dobrym towarzystwie, ale nigdy na umór.
- Jonghyuna! Wstawaj, zaraz zamykają.
- Taemin? Taemina! – Niemal się na niego rzucił. Przytulił głowę do jego brzucha i zaczął bełkotać. – Tak bardzo za tobą tęskniłem… jesteś mój prawda.
- Tak, tak. – Zgodził się z nim dla świętego spokoju. – No chodź. Zawiozę cię do domu.
Z ledwością podniósł go i zataczając się razem z nim wyszedł z baru.
- Daj mi swoje kluczyki zawiozę cię. – Pijany Kim bez szemrania spełnił jego prośbę. – A teraz mi powiedz, gdzie zaparkowałeś.
Jonghyun wskazał na zaułek ze dwie ulicę od baru. Chcąc nie chcąc złapał mocniej i ruszył we wskazanym kierunku. Wydawało mu się to dziwne, że zaparkował w takim miejscu jak to, ale nie powiedział ani słowa. Nie miał ochoty rozmawiać z nim, kiedy był zalany jak bela.
Weszli w ciemną jak się okazało ciemną uliczkę, ale nie było tam samochodu Jonga. Czuł, że ramiona mu opadają. Nie dość, że miał na głowie pijanego Dinozaura to jeszcze jego zagubiony samochód. Powoli tracił cierpliwość, niestety doskonale zdawał sobie, że jego krzyki w tym momencie nie będą miały większego sensu, bo i tak Jonghyun rano nic nie będzie pamiętał. Zaczynał żałować, że zgodził się po niego przyjechać.
Ledwo trzymając równowagę zaczął wycofywać się z zaułka, gdy Jonghyun popchnął go na ścianę i podszedł do niego niebezpiecznie blisko.
- Co ty do cholery wyprawiasz?!
- Powiedziałeś, że jesteś mój, prawda?
Nim młodszy zdążył zareagować Kim złapał go za nadgarstki jedną ręką i z niespodziewaną siłą jak na tak pijaną osobę przygwoździł mu je do ściany.
- Dobrze ci radzę Kim Jonghyun puszczaj mnie! – Próbował się wyrwać, ale nie mógł. Trzymał go mocno, czuł, że krew nie dochodzi mu do rąk.
- Jesteś mój. – Szepnął mu do ucha. – Przecież sam tak powiedziałeś.
Wolną ręką podwinął mu koszulę i zaczął wodzić nią po jego klatce piersiowej.
- Jonghyun przestań! Jesteś pijany. – Wciąż walczył, próbował uwolnić swoje ręce, ale nie mógł. Czuł się coraz bardziej bezradny, nie wierzył w to co się dzieje. Przecież, on nigdy się tak nie zachowywał, zawsze był delikatny, nie chciał się z niczym śpieszyć, a teraz on po prostu… nawet nie mógł o tym w spokoju myśleć. Przecież to nie był Jonghyun jakiego znał.
- Nie mam zamiaru przestać. – Wyszeptał całując jego szyję. – Nie mam zamiaru oddać cię nikomu innemu, a szczególnie jemu…
Taemin wzdrygnął się czując jego usta na swojej szyi. To był chyba pierwszy raz w jego życiu kiedy tak się bał. Chciał się uwolnić, ale nie mógł, chciał go odtrącić, uderzyć, ale jego ciało skamieniało.
Zauważył, że dłoń Jonghyuna zjeżdża w dół jego brzucha i powoli odpina mu pasek.
- Jonghyun nie. Nie chcę tego.
Ale on się nie zatrzymał. Kontynuował swoją wędrówkę. Rozpiął mu rozporek.
- Nie…
Wsunął dłoń w jego spodnie… Taemin czuł, że traci godność, że osoba, którą darzył uczuciem… że przez niego…
- Nie rozumiesz słowa nie?!
Lee otworzył szeroko oczy i powoli przekręcił głowę w kierunku skąd dochodził ten znajomy głos. Na początku ulicy, w świetle latarni stał nie kto inny jak Minho.
- Co ty tu…

Ale nie danego było mu dokończyć zdania, bo starszy w mgnieniu oka podbiegł do nich i oderwał Jonghyuna od niego i niemal w tym samym momencie wymierzył mu prawego sierpowego, tak że Kim zachwiał się i upadł nieprzytomny na ziemię…






... CDN...