piątek, 22 maja 2015

VIII. Bez mojej zgody (Część XII)

Mimo tego, że powinnam się uczyć naskrobałam ten rozdział. Do sesji mam jeszcze trochę czasu, więc mam nadzieje, że uda mi się zaliczyć ;)
Podejrzewam, że część z Was będzie chciała mnie zabić po przeczytaniu tej części, ale zrobię wszystko, żeby wstawić następną część jak najszybciej :*
Pozostaje mi tylko, życzyć Wam miłego czytania i czekać na Wasze komentarze :D
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
BETA: Olivia 








- Będziesz się tak na mnie patrzył, czy wpuścisz mnie do środka? – Taemin z rozbawieniem obserwował jego minę.
- Tak jasne, wchodź! – Minho przepuścił go i wciąż tkwiąc w lekkim szoku zamknął za nim drzwi. Nie bardzo ogarniał co się dzieje. Ostatnie czego się spodziewał to, to że Lee stanie w jego drzwiach.
- Coś ty taki zdziwiony?
- Wydawało mi się, że masz instynkt samozachowawczy i z własnej woli nie przyjdziesz do jaskini lwa. – Wciąż przyglądam mu się podejrzliwie, jakby się upewniał czy przed nim na pewno stoi młodszy.
- Już jakiś czas temu przestałem cię postrzegać jako lwa.
- To nie było zbyt rozważne. – Powiedział cicho wchodząc za nim do salonu.
- Cóż… za domowego kota z humorami to bym mógł cię wziąć, ale na lwa to ty jesteś za cienki w uszach.
- Sądzisz, że tak dobrze mnie poznałeś.
- Na pewno lepiej niż ci się wydaje.
Taemin wyszczerzył do niego zęby w uśmiechu. Bawiło go zachowanie Minho, a z drugiej strony chciał jak najdłużej unikać rozmowy o przyczynie, przez którą się u niego znalazł.
- Lubisz wyprowadzać mnie z równowagi? – Podszedł do młodszego i poczochrał mu pieszczotliwie włosy.
- To moje nowe hobby hyung. Mam nadzieje, że w niczym ci nie przeszkodziłem?
- Skąd, ty mi nigdy nie przeszkadzasz, ale gdyby to był Onew po swojej mega randce to bym zaczął sprzątać, albo uciekłbym do piwnicy byle by go nie słuchać.
- Aż tak źle? – Zaśmiał się. Choi wciąż nie wiedział z kim spotyka się jego asystent.
- Gorzej. Oby go ta panna w trampkach nie puściła, bo wtedy będę musiał zacząć butować dla nas arkę. Kurczak się zapłacze.
- Akurat o to byłbym spokojny. – Palnął nim zdążył się powstrzymać.
- Co masz na myśli? – Spojrzał chłopakowi w oczy. – Ty coś wiesz, prawda? Wiesz kim ona jest?
- Ciężko byłoby nie wiedzieć, skoro muszę wysłuchiwać szczegółowych relacji po każdej randce. Była by świetnym korespondentem wojennym. – Uśmiechnął się na widok jego zagubionej miny. – Prawie bym zapomniał! Yura cię pozdrawia.
- Nie? Ożeż ty. Biedny kurczak.
- Ej, ej. Yura to złota dziewczyna, jest dla mnie jak siostra.
- W to nie wątpię. Jest równie dociekliwa jak twój brat, w sumie to są trochę do siebie podobni.
- Bardzo śmieszne.
- Wiem. Chodź do kuchni, zrobię coś do picia, a ty mi opowiesz jakim pokręconym cudem przyjechałeś akurat do mnie.
- Długo udawało mi się uniknąć tego tematu? – Mruknął idąc za nim.
- Wyjątkowo długo. Wyrabiasz się.
- Uczę się od najlepszych.
- Więc? O co chodzi? Prawie na zawał padłem jak cię zobaczyłem w drzwiach.
- Aż taki jestem straszny? – Westchnął widząc minę Minho, nie mógł dłużej owijać w bawełnę. – Przecież sam mi powiedziałeś, że w razie czego mam od razu przychodzić do ciebie.
- Czyli coś się jednak stało? – Podał Taeminowi kubek z herbatą i usiadł naprzeciwko niego.
- W wyniku pewnego niefortunnego zdarzenia nie mogę dzisiaj wrócić do swojego mieszkania. – Minho siedział cicho i słuchał uważnie, młodszy dobrze wiedział, że nie odezwie się dopóki nie skończy. – Spotkałem dzisiaj Jonghyuna, gdy byłem z hyungiem na lunchu.
Widział jak Choi się napina, nie chciał mu mówić o tym, ale doskonale zdawał sobie sprawie z tego, że jeśli o wszystkim mu nie powie, to on sam wybierze się do jego byłego chłopaka i dowie się o co chodzi.
- Chciał ze mną porozmawiać, przeprosić… dawno mnie ktoś tak nie wkurzył. Dobrze, że Taesun hyung był ze mną, dzięki temu skupiłem się na tym, żeby go stamtąd odciągnąć, a nie na zmasakrowaniu tego gnoja.
- Chciałbym to zobaczyć. – Mruknął nad kubkiem herbaty.
- Jeszcze byś mi przytrzymał, co? – Zaśmiał się krótko, ale po chwili spoważniał. – I wszystko by się skończyło w tym miejscu, gdyby nie to, że ten osioł nie zaczął mnie śledzić. Prawie pod TIRa wpadłem próbując go zgubić.
Ledwo skończył mówić, a już tego żałował. Od kiedy poznał Choi Minho tylko raz widział go wściekłego, a w tym momencie niewiele brakowało mu do tego stanu.
- Jeździł za tobą? – Powiedział siląc się na spokój.
- Tak… musiałem złamać kilka przepisów ruchu drogowego, ale w końcu udało mi się go zgubić.
- Ok. Czyli tak się sprawy mają. – Wstał od stołu i wstawił swój kubek do zlewu, po czym spojrzał na młodszego i miał nadzieje, że udało mu się przywołać na swoją twarz coś na kształt uśmiechu. – Taemina rozgość się, a ja za chwilę wrócę.
- Hyung, gdzie ty się wybierasz? – Wybiegł za nim z kuchni i zaszedł mu drogę.
- Przejadę się trochę po mieście, kupię jakieś dobre wino i może, ale podkreślam może przy okazji go zamorduję.
- Hyung! – Krzyknął chwytając go za ramiona. – Czyś ty do reszty zwariował?!
- A mam siedzieć spokojnie i patrzeć jak ten… nie mogę pozwolić, żeby krzywdził osobę, na której mi zależy.
Wyminął oszołomionego Taemina i dopiero, gdy dochodził do drzwi dotarło do niego co przed chwilą powiedział. Poczuł, że robi mu się gorąco. To zdanie padło z jego ust kompletnie bez jakiejkolwiek ingerencji ze strony jego mózgu.
Odwrócił się i u wylotu korytarza stał Taemin, z rumieńcem malującym się na twarzy. Rzucił kluczyki od samochodu z powrotem na szafkę i ruszył w jego kierunku. Stanął w pewnej odległości od niego. Młodszy wyglądał jakby koniecznie chciał coś mu powiedzieć, więc czekał.
- Chcę się tylko upewnić, czy przed chwilą się nie przesłyszałem. Co ty właściwie powiedziałeś?
Starszy patrzył na niego niepewnie. Nie wiedział co ma mu powiedzieć, jego serce biło jak szalone, ale umysł kompletnie się wyłączył, nie był w stanie sklecić żadnego porządnego zdania, a co dopiero ubrać w słowa to co czuł do niego. Wziął głęboki oddech. Pierwszy raz w życiu zdarzała mu się taka sytuacja, nigdy przed ten nie musiał mówić komukolwiek o swoich uczuciach. Nawet własnej matce mówił kocham cię tylko w jej urodziny i nie było to do końca szczere.
- Szkoda, że nie widzisz swojej miny hyung. – Zaśmiał się. Tak jak podejrzewał, to co Minho powiedział kompletnie nie pokrywało się z tym co sobie pomyślał, z tym co on czuł… - Wrócimy kiedyś do tej rozmowy.
Odwrócił się do niego plecami i poszedł w kierunku kuchni. Musiał się czymś teraz zająć, a dopicie herbaty było jedynym co przychodziło mu w tej chwili do głowy.
 Czuł się trochę zawiedziony. Choć on sam specjalnie tego nie okazywał, już jakiś czas temu musiał przyznać się sam przed sobą, że Choi nie jest mu obojętny, ze zgrozą uświadomił sobie, że wszystkie wady, które dostrzegał w nim do tej pory zaczęły go bawić. Zaczynał mieć nadzieje, że straszy nie chce go tylko zdobyć, że nie traktuje go jak kolejnego trofeum do swojej, jak się domyślał bogatej kolekcji. Gdy rozmawiał o tym z Yurą śmiał się, że dostrzegał w nim powoli prawdziwego człowieka… a w tej chwili, mimo tego co usłyszał, tego, że niewątpliwie się o niego martwił, to przez myśl przeszło mu, że to co wmawiał sobie przez ostatnie dni jest tylko wytworem jego chorej wyobraźni…
Minho potrzebował chwili, żeby rozumieć co przed chwilą miało miejsce. Do tej pory w swoim życiu zawsze kierował się umysłem, z krótkimi przerwami na popęd seksualny, dlatego gdy emocje wzięły nad nim górę poczuł się co najmniej zagubiony. Gdy w końcu dotarło do niego, że młodszy odchodzi, podbiegł do niego i przytulił się do jego placów.
- Powinieneś dać mi powiedzieć choć słowo. – Szepnął, tuląc go do siebie. Bał się, że młodszy mu się wyrwie i przez to zaprzepaści wszystko co do tej pory osiągnął w relacji z nim.
- W takim razie czekam. – Taemin, czuł, że serce mu przyśpiesza. Lubił, gdy Minho go przytulał, w jego ramionach czuł się bezpiecznie jak nigdzie indziej.
- Uprzedzam, że nie jestem w tym dobry. Nie potrafię mówić o uczuciach. Nigdy nie musiałem tego robić. Zwykle miałem wszystko czego chciałem.
- To akurat wiedziałem już po naszym pierwszy spotkaniu. – Nie mógł ugryźć się w język, po prostu musiał to powiedzieć.
- Proszę nie przerywaj mi. To naprawdę nie jest dla mnie łatwe. – Wziął głęboki wdech. Nie rozumiał czemu, aż tak się denerwował. – Na początku myślałem, tylko o tym, żeby cię zdobyć, żebyś był mój za wszelką cenę. Ale im lepiej cię poznawałem, to chęć kolejnego podboju, zmieniała się w coś czego do końca nie rozumiem… jak mam ci to powiedzieć, żebyś mnie źle nie zrozumiał?
- Po prostu mów. – Szepnął.
- Ale jak palnę coś głupiego to mnie za to nie wiń. – Miał wrażenie, że w gardle ma wielką gulę, której nie może przełknąć. – Chciałem widzieć uśmiech na twojej twarzy, chciałem, żebyś ze mną rozmawiał, żebyś przestał postrzegać mnie jako playboya, który chce ci się dobrać do tyłka… co mam więcej powiedzieć, chciałem, żebyś był szczęśliwy.
Zapadła cisza. Minho zamknął oczy. Sam nie wiedział, czy to co powiedział miało sens, czy właśnie wszystkiego nie zepsuł. Nie wiedział czego ma się teraz spodziewać… przez prezesa Lee wszystko wymykało mu się z rąk, nie mógł przewidzieć niczego co było z nim związane.
Za to Taemin uśmiechał się delikatnie, po prostu nie mógł się powstrzymać. Nie przypuszczał, że kiedykolwiek usłyszy takie słowa z jego ust. To co powiedział było wystarczające, nie potrzebował niczego innego.
Odwrócił się do niego przodem wciąż się uśmiechając.
- Bawi cię to? – Nie mógł w to uwierzyć, po tym wszystkim, po tym jak zdobył się na najcięższe wyznanie w swoim życiu, on się po prostu uśmiechał.
- Po części tak. Ale głównie jestem szczęśliwy. – Położył mu dłoń na policzku. – Chyba właśnie tego chciałeś?
Nie mógł uwierzyć własnym uszom. Kompletnie nie wiedział jak ma się teraz zachować.
- Nie wierzę, wielkiemu panu Choi zabrakło słów. – Zaśmiał się. Dla niego ta sytuacja także była nowością.
- To twoja wina, wiesz o tym?
- W takim razie poniosę pełną odpowiedzialność.
Minho nie mógł powstrzymać uśmiechu. Przyciągnął go bliżej do siebie i nie czekając na kolejną ciętą ripostę ze strony Lee pocałował go. Chciał przekazać mu tym pocałunkiem to, czego nie potrafił wyrazić słowami. Delikatnie muskał jego wargi, gładząc go przy tym po policzku. Po raz pierwszy całował kogoś w taki sposób: czuły, delikatny, przepełniony uczuciami, a nie tylko rządzą. W tej chwili mimo tego, że bez wątpienia młodszy go pociągał, to nie chciał by pomyślał sobie, że chce zaciągnąć go do łóżka.
Gdy starszy odsunął się i oparł swoje czoło o jego, Taemin miał poważne problemy ze złapaniem oddechu. Miał wrażenie, że nogi zaraz się od nim ugną, a serce wyskoczy mu z piersi.
- Co ty ze mną zrobiłeś? – Minho zatoczył kciukiem kółko na jego policzku.
- Mógłbym zadać ci to samo pytanie.
Obaj się zaśmiali. To co działo przekraczało ich najśmielsze domysły.
- Chyba będę musiał porozmawiać z twoim bratem. – Powiedział nagle.
- A skąd ci nagle mój brat do głowy przyszedł?
- W końcu muszę go poprosić o zgodę na spotykanie z tobą. – Zaśmiał się na widok oburzenia na twarzy Taemina.
- Ja ci dam proszenie o jakieś pozwolenie.
Uwolnił się z jego uścisku i nie zważając na śmiech Minho ruszył gniewnie do kuchni. Nagle naszła go ochota na dokończenie swojej herbaty.
- Rozumiem, że strzeliłeś focha?
- Tak to wygląda?
- Ano tak.
- W takim razie musisz się postarać, żeby mi przeszło.
- Chyba znajdę na to jakiś sposób. – Z uśmiechem na ustach, skradł mu jeszcze jeden pocałunek.



- Wszystko czego ci potrzeba znajdziesz w pokoju gościnnym. – Taemin właśnie wyszedł z łazienki w sypialni Minho.
Dochodziła druga nad ranem. Mimo, że Taeminowi nie chciało się spać, starszy zarządził przymusowe kładzenie się do łóżek. Nie chciał, żeby Lee był półprzytomny następnego dnia.
- Czemu w pokoju gościnnym? – Spojrzał na niego zaskoczony.
- Ponieważ tam dzisiaj będziesz spał. – Obiął go ramieniem i poprowadził do sypialni obok.
- A nie mogę spać z tobą? – Dobrze wiedział, że to zawsze działało i to na wszystkich, robił słodką mordkę i dostawał to czego chciał.
Minho zawahał się przed otworzeniem drzwi. Właśnie zdał sobie sprawę, z tego, że stało przed nim wcielenia diabła w anielskiej skórze.
- Hyung nie daj się prosić. – Wspiął się na place i delikatnie musnął jego wargi.
Czuł, że traci kontrolę. Miał plan, chciał pokazać mu, że nie chodzi mu tylko o jego zgrabny tyłek, chciał pokazać, że nie chce tylko zaciągnąć go do łóżka, czego niewątpliwie chciał, ale nie teraz. Niestety powinien był się już przyzwyczaić, że jeśli chodzi o tego małego szatana nic nie szło tak jak to sobie zaplanował.
Nim młodszy zdążył się obejrzeć przygwoździł go do drzwi i brutalnie natarł na jego wargi. Plan Lee Taemina w przeciwieństwie do jego hyunga został zrealizowany. Nie mógł powstrzymać jęku, gdy starszy przygryzł jego wargę, po czym musnął ją językiem, by następnie wedrzeć się do środka. Taemin zarzucił mu ręce na szyję i przyciągnął go bliżej siebie. To co robił z nim ten człowiek, to jakie emocje w nim wzbudzał, było dla niego samego nie pojęte. Zatracił się w pocałunku jaki mu fundował, starał się dorównać, walczył o dominację, ale dobrze wiedział, że od początku był na straconej pozycji. Gdy Minho odsunął się na chwilę by zaczerpnąć powietrza, chwycił go za włosy i znów nakierował na swoje spragnione dotyku usta. Nie poznawał sam siebie, nigdy wcześniej się tak nie zachowywał, nie był pewny co się z nim dzieje… jednak był pewny jednego – pragnął Minho tak jak nikogo wcześniej.
Choi z zapamiętaniem badał jego usta, zaczepiał jego język swoim, pieścił jego podniebienie. To, że młodszy tak się zachowywał sprawiało, że cały zdrowy rozsądek gdzieś wyparował. Przyparł go mocniej do drzwi, pogłębiając pocałunek. Chciał poczuć więcej, bardziej, chciał by młodszy wił się pod nim z rozkoszy…
Poczuł jak jego dłoń wpełza mu pod koszulkę i wtedy zapaliła się w jego głowie czerwona lampka. Chwycił go za ramiona i odsunął od siebie. Musiał złapać kilka głębszych oddechów, by móc mówić.
- Co to, to nie Taemina.
- Ale dlaczego? – Mina młodszego idealnie pokazywała jak bardzo jest zawiedziony.
- Bo nie chcę, żebyś myślał, że wszystko to co dzisiaj powiedziałem, było po to, żebyś wskoczył mi do łóżka. – Wziął kolejny oddech i pocałował go krótko. – Dobranoc Mine.
Niezbyt pewnym krokiem odszedł w kierunku swojej sypialni. Nie wierzył w to co zrobił, ale był z siebie dumny.
Za to Taemin zjechał oparty plecami o drzwi na podłogę. Jak on mógł przerwać?! Wszystko szło tak pięknie i nagle BAM! Świętoszek się znalazł. Wściekły wszedł do pokoju i rzucił się na łóżko. To nie koniec Choi Minho… 



... CDN...



sobota, 9 maja 2015

VIII. Bez mojej zgody (Część XI)

Witajcie! 
Po nie małych trudach udało mi się napisać nowy rozdział ;) Podejrzewam, że w przyszłym tygodniu następny się pojawi, ale później może mnie przez trochę nie być - zbliża się sesja i wszystkie zaliczenia, więc muszę w końcu zacząć się uczyć :D
Kochani życzę Wam miłego czytania i czekam na Wasze komentarze! :*
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
nie betowane 



Obudziło go pukanie do drzwi. Chociaż jeśli miał być szczery to pukanie to zbyt łagodne określenie. Ktoś na przemian walił w drzwi i pastwił się nad dzwonkiem.
Chcąc nie chcąc zwlekł się z łóżka i na pół przytomnie dotarł do drzwi, gubiąc się raz przy okazji, bo w końcu nie był u siebie. Gdy w końcu dotarł do źródła hałasu był niemal pewny, że będzie miał wielkiego siniaka na udzie, i że na pewno miał wybitego małego palca u lewej stopy.
Niezbyt zadowolony otworzył drzwi i ku swojemu zdziwieniu ujrzał w nich drobną, ładną dziewczynę.
- O ja pierdziele… Choi Minho. – Wyrwało jej się.
- A ty jesteś? – Chciał jak najszybciej skończyć tę rozmowę i wrócić do łóżka.
- Poznaliśmy się już. Jestem asystentką prezesa Lee – Yura. Taesun Oppa mnie przysłał.
- To było do przewidzenia. – Mruknął niezadowolony. – Wejdź. Taemin jeszcze śpi.
- Ach tak?
Udała zaskoczoną. To, że spotkała tu Minho nie powinno być dla niej wbrew pozorom tak dużym zaskoczeniem. Dobrze wiedziała, że młodszy z braci Lee nie opuszcza pracy z byle powody, a w ostatnim czasie przyczynom wszystkich dziwnych rzeczy, które wydarzyły się w życiu jej przyjaciela był nie kto inny jak Choi Minho.
- Chcesz coś do picia? – Zapytał idąc za nią.
- Chętnie. Jeśli to nie problem to o kawę poproszę. – Weszła pierwsza do kuchni i choć wiedziała, gdzie co jest to czekała aż Choi weźmie się za przygotowanie napoju. – Widzę, że czujesz się tu jak u siebie. Często tu bywasz?
- W sumie to nie twoja sprawa, ale przez wrodzoną grzeczność odpowiem. Dopiero drugi raz mam ten zaszczyt nocowaniu tutaj.
- Rozumiem. – Yura robiła wszystko, żeby przejrzeć tego faceta, ale chyba pierwszy raz w życiu nie potrafiła tego zrobić.
- Mam nadzieje, że nie masz mi za złe, że nie budzę Taemina. Miał ciężką noc.
- Nie wątpię. – W jej głosie pobrzmiewała ironia.
Minho odwrócił się od kuchenki i spojrzał jej prosto w twarz. Dobrze wiedział o czym myśli, co z jakiegoś powodu strasznie go wkurzało.
- Chciałbym cię z góry uprzedzić, żebyś nie wyjeżdżała z takimi tekstami przy Taeminie. Miał naprawdę ciężką noc, a nie ma to nic wspólnego z relacjami jakie nas łączą, a wręcz przeciwnie.
Zapanowała cisza przerywana syczeniem gotującej się wody. Yura mierzyła go wzrokiem. Czuła się coraz bardziej zirytowana, bo nie miała pojęcia, o czym ten człowiek myśli.
- W takim razie powiedz mi co się takiego do cholery stało?
- Obawiam się, że nie jestem do tego upoważniony,
- To świetnie! Ktoś kiedyś mówił panu, że jest pan niewyobrażalnie irytujący? – Wypaliła nim zdążyła się powstrzymać.
- Taak, Taemin. – Uśmiechnął się mimowolnie na widok jej miny.
Zalewał właśnie kawę, gdy usłyszał zaspany głos młodszego Lee.
- Hyung, jesteś tu?
- Poczekaj tu na nas. – Rzucił do Yury, po czym niemal wybiegł z kuchni.
Gdy wszedł do sypialni, w której spędził ostatnią noc poczuł, że robi mu się gorąco. Taemin siedział na łóżku, włosy miał potargane, a za duża koszulka zjechała mu z ramienia.
- Myślałem, że wyszedłeś.
- Przecież obiecałem, że zostanę. Zawsze dotrzymuję słowa.
- Zauważyłem. – Przeciągnął się i Minho z żalem zauważył, że koszulka wróciła na swoje miejsce. – Czy ja czuję zapach kawy?
- A to! Tak, w kuchni masz gościa, który przyszedł sprawdzić czy nie pozbawiłem cię cnoty.
Ledwo wypowiedział te słowa już ich żałował. Lekki uśmiech, który gościł na ustach młodszego niemal od razu zgasł. Minho usiadł na łóżku i położył mu dłoń na ramieniu.
- Przepraszam. Palnąłem zamiast najpierw pomyśleć.
- Daj spokój. Sam muszę dojść do siebie po tym wszystkim co się wczoraj stało. Muszę żyć normalnie, a nie chować się w kącie.
- Mogę powiedzieć, że jestem z ciebie dumny?
- A proszę bardzo nikt ci tego nie zabrania. Mówiłeś coś o jakimś gościu?
- Twoja asystentka niemal wyważyła drzwi jakieś piętnaście minut temu. Dziwię się, że cię wtedy nie obudziła.
- Mam twardy sen. Czyli trzeba wstać. – Przeciągnął się jeszcze raz i niezbyt chętnie wstał z łóżka.
Ruszył do kuchni nie oglądając się za starszym, ale wiedział, że idzie za nim. Nie umiał tego wyjaśnić, ale dzięki temu, że był obok czuł się bezpieczniej.
- Szefie! – Yura siedziała przy stole z kubkiem w dłoni.
- Od kiedy mówisz do mnie szefie? – Podszedł do niej i pocałował ją w czubek głowy. – Mój brat cię przysłał?
- Skąd ten pomysł?
- A jedzie mi tu czołg i z armatki strzela? – Wskazał na swoje oko. – Myślałem, że sam mnie nawiedzi.
- Ma za dużo roboty. To chyba pierwszy raz kiedy musi coś robić w firmie. Zwykle ty go we wszystkim wyręczałeś. – Zaśmiała się na widok jego skwaszonej miny. – A przy okazji pyszna kawka. Dzięki.
- Nie ma sprawy. – Powiedział cicho Minho. Miał wrażenie, że jej zachowanie wobec niego stało się bardziej przyjazne od kiedy Taemin się pojawił. – Ja się będę zbierał. Nie uprzedziłem Onew, że mnie dzisiaj nie będzie. Coś czuje, że bez porządnego ochrzanu z jego strony to się nie obędę.
- Przepraszam, to moja wina.
- Powiedziałem ci coś na ten temat wczoraj. To nie była i nie jest pod żadnym względem twoje wina.
- Dziękuję hyung.
Yura nie odzywała się ani słowem, ale uważnie słuchała każdego słowa. Miała kompletny mentlik w głowie. Nie rozumiała sensu tej rozmowy, ale obiecała sobie, że jak tylko stopa Choi Minho przekroczy próg tego mieszkania to wyciągnie z Lee wszystko.
Minho poszedł po swoje rzeczy i chwilę później Taemin stał z nim w drzwiach.
- Dziękuję ci za wszystko.
- Zrobiłem to z przyjemnością Taemina. Jakby coś to dzwoń.
- Tym razem będziesz pierwszym, do którego zadzwonię. – Uśmiechnął się lekko do niego na dowiedzenia.
- Trzymam cię za słowo.
Choi ruszył w kierunku windy, ale w połowie drogi zmienił zdanie, zawrócił i zapał drzwi tuż przed tym jak Taemin je zamknął.
- Zapomniałem o czymś. – To powiedziawszy schylił się i delikatnie musnął wargi młodszego, po czym z uśmiechem na ustach ruszył dziarskim krokiem do windy.
Za to Taemin stał przez chwilę w drzwiach analizując to co przed chwilą zaszło. Nie mogąc się powstrzymać również się uśmiechnął i zamknął drzwi.
- Coś długo cię nie było. – Wytknęła mu Yura, gdy wszedł do salonu.
- Musiałem coś z nim omówić. – Odparł wymijająco. Doskonale wiedział o tym, że zaraz zacznie się przesłuchanie i chciał odwlec je trochę w czasie.
- Dobra, dobra ty mnie nie zbywaj. Drugi raz został tu na noc? Czemu ja nic o tym nie wiem?
- Ty mi się nie zwierzasz ze swoich nocy z panem Lee Jinki…
Stanął jak wryty. Ciągle mu się wydawało, że skądś znał to nazwisko i w końcu dotarło do niego skąd.
- Yura, gdzie pracuje ten twój amant?
- Skąd to nagłe zainteresowanie? I w ogóle to nie zmieniaj tematu.
- Oj nie marudź i mi powiedz. Jeśli to ta sama osoba, o której myślę to się nieźle zdziwisz.
- Nie wiem dokładnie. – Spojrzała na niego podejrzliwie. Miała wrażenie, że próbuję po prostu zmienić temat. – Wiem tylko, że jest starszym asystentem w jednej z dużych firm.
- Naprawdę? – Usiadł na kanapie i poklepał miejsce obok siebie. – Ciekawe czy Minho wie, że spotykasz się z jego asystentem?
Obserwował z satysfakcją jak zaskoczenie maluje się na twarzy Yury. Jak on uwielbiał wyprowadzać ją z równowagi.



Dwa tygodnie później.

- Coś chciałeś hyung czy tak będziesz stał w drzwiach i się na mnie patrzył? – Taemin nie oderwał nawet wzroku od komputera. Właśnie kończył ważny projekt.
- A tak wpadłem do ciebie zobaczyć co i jak?
- Masz za dużo wolnego czasu. – Stwierdził dopisując swoje nazwisko na dole dokumentu, po czym w końcu obdarzył swojego brata spojrzeniem. – Mogę ci dorzucić jakiś projekcik dla umilenia czasu.
- Nie dziękuję, postoję. Dzwoniła mama, pytała się czy będziesz na kolacji. Stęskniła się za tobą. – Taesun wywrócił teatralnie oczami.
- Wybacz, ale dziś nie mogę. Jestem niewyobrażalnie, wręcz potwornie zajęty. – Mówił z udawaną powagą, ale na jego ustach gościł lekki uśmiech.
- Tak mi się też wydawało. A czy znajdziesz chwilę dla swojego jedynego, niezastąpionego brata i wyskoczysz z nim na lunch?
- Wydaje mi się, że w moim napiętym grafiku znajdę chwilę dla ciebie hyung.
- Cóż za ulga.
Spojrzeli na siebie i roześmiali się. Oboje nie mieli ochoty widywać się z ich matką, tym bardziej, że nie dalej jak tydzień wcześniej umówiła się na obiad w restauracji z Taesunem, ale zamiast niej zjawiła się jakaś panna. Gdy starszy z braci Lee zadzwonił do niej z awanturą, powiedziała mu niewinnym tonem, że najwyższy czas się ożenić, bo niedługo zostanie starym kawalerem.
- Poczekaj chwilkę. Wyślę tylko projekt do Yury i możemy iść.
- Dobra, dobra. – Nie oglądając się za siebie wyszedł z gabinetu.
Cieszył się, że jego brat doszedł dość szybko do siebie. Gdy dowiedział się o całej sprawie z Jonghyunem razem z Yurą mieli już zaplanowane morderstwo doskonałe, ale Taemin ich powstrzymał argumentując, że zabiją Dinozaura, a pójdą siedzieć jak za człowieka.
Starszy Lee chcąc nie chcąc był wdzięczny Choi Minho, że zajął się jego bratem, jednak nadal nie mógł znieść faktu, że taki typ jak on kręci się wokół jego ukochanego braciszka.
- Nie zamyślaj się, bo cię okradną. – Taemin sprzedał mu solidną sójkę w bok.
- Chcesz mnie zabić? – Wykrzyknął z oburzeniem.
- Jakżebym śmiał! – Zaśmiał się głośno. – To co idziemy?



Siedzieli w restauracji naprzeciwko ich biura i kończyli posiłek kiedy po raz kolejny wypłynął temat spotkania Taesuna ze swoją przyszłą, niedoszłą małżonką.
- Aż taka była zła? – Taemin niemal rzucił się na grillowane mięso.
- Wiesz, że nie o to chodzi. Chociaż wizualnie była całkiem, całkiem, ale jeśli chodzi o charakter to zachowywała się jakby ktoś jej kij w tyłek wsadził. Z resztą matka nie będzie mi mówił kiedy i z kim mam się żenić. Mam na to jeszcze czas!
- Masz rację. Nie dojrzałeś jeszcze do małżeństwa.
- Ej! – Zamachnął się, ale młodszy sprawnie zrobił unik. – A propos zamążpójścia. Jak tam pan Choi?
- A jak ma być? Utrzymujemy przyjacielskie stosunki.
- Stosunki?
- Nie chwytaj mnie za słówka. Z resztą ja ci do sypialni nie zaglądam, więc ty też tego nie rób.
- Ale…
- Hyung!
- Oj dobra, dobra. Nie denerwuj się tak. Martwię się o ciebie.
- W tym momencie kompletnie nie potrzebnie. Już dość się martwiłeś o mnie, teraz zacznij o siebie. Spotykasz się teraz z kimś?
- Niestety nie.
- A to szkoda. – Taemin chciał coś jeszcze powiedzieć, ale dostał smsa. – Musimy wracać. Yura twierdzi, że nasz nowy klient będzie wcześniej.
- Skąd ona czerpie te wszystkie informację? – Taesun wyjął portfel i zostawił pieniądze na stole.   
- Wolę nie wiedzieć.
Wychodzi właśnie, gdy w drzwiach spotkali ostatnią osobę, która Taemin chciał widzieć. Chciał go minąć nie obdarzając go nawet spojrzeniem, ale Jonghyun chwycił go za ramię i przytrzymał.
- Taemin, ja…
- Radziłbym ci go puścić. – Taesun stanął za plecami brata.
- Daj mi chociaż wyjaśnić. Przeprosić… - Jonghyun puścił jego rękę, ale wciąż stał w drzwiach nie pozwalając mu wyjść.
- Nie chcę słuchać twoich wyjaśnień. Sprawa jest wyjątkowo jasna.
- Taemina proszę, porozmawiajmy chwilę.
- Ty naprawdę nie rozumiesz słowa nie. – Głos młodszego Lee nie wyrażał żadnych emocji. – Nie mam ci nic do powiedzenia i nie chcę słuchać twoich wyjaśnień. Do widzenia.
Przepachnął się do wyjścia, rzucając swojemu bratu ostre spojrzenie, bo wiedział, że chciał coś powiedzieć. Szedł szybkim krokiem nie oglądając się za siebie. Nie widział Jonghyuna od tamtej nocy i nie miał ochoty go spotykać. Chciał zamknąć ten rozdział raz na zawsze, a pojawienie się Kima mu tego nie ułatwiało.
Wszedł do biura kompletnie ignorując ledwo nadążającego za nim Taesuna, który niemal wpadł za nim do windy.
- Wszystko gra?
- Lepiej niż myślałem. Co nie zmienia faktu, że jestem teraz potwornie wkurzony.
- Może mam mu jednak przylać?
- Nie dzięki. Jeśli już ktoś miałby to zrobić to tylko ja.
Lee Taesun patrzył na swojego brata z podziwem. Był ulepiony z twardszej gliny niż do tej pory sądził.



- Masz chwilkę? – Yura zapukała do drzwi, co już wydało mu się dziwne.
- Co się stało? – Spojrzał na nią znad laptopa.
- Dzwonił szef ochrony. Na jednym z miejsc parkingowych należących do naszej firmy od godziny stoi auto, które nie należy do żadnego z pracowników.
- Może klienta?
- Obawiam się, że nie. Sam zobacz.
Z westchnieniem wstał od biura. Nie miał czasu, ani ochoty na takie pierdoły. Podszedł do okna i poczuł, że ciarki go przechodzą. To auto poznałby wszędzie.
- No nie wierzę.
- Mam zadzwonić po policję? – Chyba pierwszy raz odkąd znał Yurę widział ją zmartwioną.
- Nie trzeba. Sam coś na to poradzę.
Przyjrzała mu się uważnie. Kilka razy zdarzyło jej się widzieć Taemina naprawdę złego i za każdym razem nie kończyło się to dobrze. Niestety dobrze wiedziała, że jest uparty jak osioł. Dochodziła powoli do wniosku, że to cecha dziedziczna w rodzinie Lee.
- Tylko nie przesadź. Mam dzisiaj randkę i nie będę cię wyciągała z pierdla.
Zostawiła go wciąż stojącego przy oknie. Miała ogromną nadzieje, że nie zrobi niczego głupiego.



Próbował go zgubić odkąd tylko opuścił biuro. Jechał okrężną drogą, złamał kilkanaście przepisów ruchu drogowego i spodziewał się że w dostanie mandat, ale niestety na nic się to zdało. Zaparkował ulicę od swojego domu. Wydawało mu się, że w końcu się go pozbyć, niestety chwilę później auto Jonghyuna wyjechało zza rogu.
Nie czekając ruszył gwałtownie przed siebie. Był coraz bardziej zirytowany. Do tego palanta naprawdę nie docierało słowo nie. Zastanawiał się co ma zrobić. Przecież nie może jeździć całą noc po mieście próbując zgubić tego idiotę. Musiał szybko coś wymyślić. Najgorsze było to, że nie mógł wrócić do domu, bo przez przypadek dokładnie wskazał mu swoje obecne miejsce zamieszkania.
Skręcił na główną ulicę i nagle w głowie zaświtała mu myśl. Może trochę ryzykowna, ale jeśli się uda będzie miał spokój. Ruszył szybko w kierunku świateł. Wciąż paliło się zielone, ale doskonale znał to skrzyżowanie i dobrze wiedział, że długo to nie potrwa. Gdy zobaczył żółte światło i przyśpieszył, w lusterku wstecznym zobaczył, że Jonghyun zrobił to samo. Do skrzyżowania dojechał, gdy zapaliło się czerwone, ale nie zatrzymał się tylko przyśpieszył. Czuł, że serce wali mu jak młotem, wiedział, że jeśli zabije się w tak głupi sposób jego brat wywoła jego ducha poczym zrobi wszystko, żeby jeszcze raz go zabić.
Z boku zobaczył światła ciężarówki, ale w ostatniej chwili udało mu się uniknąć zderzenia. Szybko skręcił w pierwszą ulicę, potem w następną, a potem jeszcze kolejną. Ciągle spoglądał w lusterko, ale nie widział, żeby jechał za nim.
Zaparkował pod czyimś domem. Nie mógł pojechać do swojego mieszkania, do Yury tym bardziej, bo zostałby zabity wolno i boleśnie. Nie chciał jechać do swojego brata, bo skończyło by się to całonocnym powstrzymywaniem go od wybrania się do Kima. Siedział i myślał, ale chwilo nic nie przychodziło mu do głowy. Wyjął telefon i spojrzał na wyświetlacz. Dochodziła dwudziesta druga…
Uśmiechnął się nagle do siebie. Że też od razu o tym nie pomyślał. Odpalił silnik i tym razem powoli ruszył przed siebie.



Był niewyobrażalnie zmęczony, miał potworny dzień w pracy i jeszcze jak na złość Onew przez pół dnia plótł o tej swojej randce. Powoli miał go dosyć. Przyprawiał go o ból głowy, gdy był zakochany.
Otworzył lodówkę i już miał wyjąć sok, gdy usłyszał dzwonek do drzwi. Spojrzał na zegarek. Było dość późno, ale za wcześnie, żeby Jinki był już po swojej mega randce. Jeśli go rzuciła i przyjechał mu się żalić to chyba strzeli sobie w łeb.
Niechętnie ruszył w kierunku skąd dochodził ten wnerwiający dźwięk. Otworzył z rozmachem drzwi i już miał zacząć się drzeć na swojego asystenta, kiedy dotarło do nie, że to wcale nie Onew stoi w drzwiach.
- Hej hyung. Nie przeszkadzam? – Uśmiechnął się nieśmiało.
- Taemina…? Czekaj… co? Co ty tutaj robisz?
- Pamiętasz jak mi powiedziałeś, że jakby coś się stało to mam od razu do ciebie dzwonić?
- No tak? A stało się coś? – Wciąż nie wierzył, że widzi go w swoich drzwiach. Miał wrażenie, że to jest sen, i że jak się obudzi to będzie niewyobrażalnie wściekły.

- Tak jakby. Czy dzisiaj ja mogę sprawdzić czy twoja kanapa jest wygodna?









... CND ...