środa, 15 lipca 2015

VIII. Bez mojej zgody (EPILOG)

Koniec tej serii po prawie roku nawet mnie zaskoczył. Myślałam, że pociągnę jeszcze tę serię, ale nie chciałam robić z niej przysłowiowych flaków z olejem ;)
Kochani zapraszam Was na ostatni rozdział "Bez mojej zgody". Mam nadzieje, że Wam się spodoba :*
Niedługo zaczną się na blogu pojawiać one shoty, więc będzie co czytać :D
Jak zwykle czekam na Wasze komentarze :* 
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
BETA: Olivia



Został sam w biurze. Miał tyle roboty, że nie wiedział w co ręce włożyć, a jego kochany braciszek jak zwykle poszedł w miasto zamiast mu pomóc.
Przeciągnął się na fotelu i upił łyk zimnej już kawy. Mimo, że wszystko jak zwykle zwaliło się na niego to był szczęśliwy. Nie musiał już się martwić, denerwować, kłócić z matką… która notabene nie najlepiej przyjęła wieść o tym, że on i Minho są naprawdę razem i nie zamierzają zjednoczyć firm. Wyjechała nad morze i siedziała tam już trzy tygodnie. Ojciec twierdził, że w końcu znajdzie sobie inny cel do dręczenia i się od niego odczepi.
Dochodziła pierwsza w nocy. Nie miał już kompletnie siły siedzieć nad tymi papierami. Nagle poczuł się zupełnie rozbudzony. Przecież był umówiony z Minho i to trzy godziny temu. W pośpiechu zaczął przerzucać górę dokumentów by odnaleźć zgubę gdy usłyszał, że drzwi się otwierają.
- Tak myślałem, że zostałeś tu pogrzebany. Czy w tej firmie pracujesz tylko ty? – Przyjemny, głęboki głos zabrzmiał mu w uszach.
- Czasem mam takie wrażenie. – Spojrzał na niego robiąc oczka kotka ze Sherka. – Przepraszam cię bardzo. Zająłem się tym i kompletnie zapomniałem o bożym świecie.
- Rozumiem, że mogłeś zapomnieć o całym świecie, ale że zapomniałeś o mnie… nie wiem czy ci wybaczę.
- O matko już się boję. – Skrzywił się nieznacznie, dobrze wiedział do czego prowadziło takie jego gadanie… i w sumie nie miał nic przeciwko.
Minho w odpowiedzi tylko się uśmiechnął, usiadł po przeciwnej stronie biurka i spojrzał na chłopaka wyzywająco. Dobrze wiedział, że oboje myślą o tym samym, tyle tylko, że on miał nieco bardziej niecne zamiary.
- I co ja mam z tobą zrobić? Wszystko przygotowałem, wino w odpowiedniej temperaturze, numer do gościa od jedzenia obok butelki leżał i czekał…
- Weź mnie nie strasz! Myślałem, że zacząłeś gotować. – Złapał się za serce, ale po chwili roześmiał się nie mogąc się powstrzymać.
- Takie to zabawne? Czekałem na ciebie cały wieczór, a ty nawet nie dałeś znaku życia. Jestem teraz śmiertelnie obrażony.
Wstał i zaczął składać papiery leżące na biurku Taemina, nie chciał zmarnować jego ciężkiej pracy. Dobrze wiedział, że jeśli by się zniszczyły młodszy musiałby robić to wszystko od początku, a co za tym idzie będzie go jeszcze bardziej zaniedbywał.
Lee przez chwilę przyglądał mu się w ciszy nie bardzo wiedząc co straszy planuje, gdy zobaczył wyraz jego twarzy. Przez ten miesiąc widywał go niemal codziennie i doskonale wiedział co się działo w tym jego pustym łbie.
- Nie! – Poderwał się na równe nogi. – Nie tutaj.
- Dlaczego nie?
- A jak ktoś nas tu nakryje? – Powiedział stanowczo. – To moich poleceń muszą słuchać  na co dzień, nie twoich! Jak się rozejdzie po firmie, że uprawiam seks we własnym biurze to mój autorytet…
Minho chwycił go za krawat i brutalnie wpił się w jego wargi nie pozwalając mu dokończyć zdania.
- Wiesz, że mnie w tym momencie obchodzi tylko twój zgrabny tyłek. – Obszedł biurko i stanął przed nim oblizując lubieżnie wargi.
- Ty cały czas myślisz o moim zgrabnym tyłku ty pieprzony egoisto.
Mimo, że Taemin wciąż mu się opierał to już wiedział, że wygrał, wiedział, że nie będzie go odpychał, że wystarczy, że trochę go pomolestuję, a dostanie to czego chciał.
- Nie mogę się z tobą nie zgodzić.
- Jesteś kompletnie zboczony.
- Za to mnie lubisz. – Bez ostrzeżenia chwycił go za biodra i usadził na biurku. Nie miał zamiaru dać za wygraną.
Powoli zbliżał swoją twarz do jego. Po plecach przeszedł mu dreszcz emocji, nie wiedział jak młodszy zareaguję, mógł go odepchnąć i przedłużyć tę zabawę…
Taemin uśmiechnął się lekko, jeśli chodziło o tego człowieka nie potrafił się powstrzymać, miał nadzieje, że z czasem pożądanie jakie w nim wzbudzał osłabnie, ale im dłużej z nim był, tym było coraz większe, odbierało mu jasność myślenia. Nawet teraz mimo tak absurdalnego miejsca wystarczyło kilka gestów, żeby był w pełni gotowy na to co starszy mu szykował.
- Nawet nie wiesz jak bardzo. – Mruknął cicho oplatając go nogami w pasie i przyciągając do namiętnego pocałunku.
Choi naparł na niego mocno wyczuwając w jego spodniach spore już zgrubienie. Uwielbiał sposób w jaki na niego reagował; mógł obserwować cały godzinami jak jęczy pod nim, jak na jego twarz wpływa wyraz rozkoszy, jak jego ciało wygina się w stronę jego dłoni spragnione dotyku.
Nie bawił się w zbędne ceregiele, mimo że rozsądek przysłaniała mu wizja zgrabnego tyłka Taemina, wiedział, że musi się śpieszyć, zdawał sobie sprawę z tego, że jeśli ktoś im przerwie wtedy będzie na niego obrażony całą wieczność, a to oznaczało nici z seksu… a na to nie mógł sobie pozwolić.
Niemal jednym ruchem pozbył się jego dolnej garderoby, a jego sprawne dłonie wtargnęły pod koszulę, by po chwili zacząć maltretować twardniejące już sutki.
Młodszy całą siłą woli powstrzymywał się od wydania jakiegokolwiek dźwięku, choć był już podniecony do granic możliwości. Zwykle nie musiał przejmować się takimi sprawami, zdzierał sobie gardło, gdy Minho fundował mu kolejny orgazm, który jak skromnie zauważył był lepszy od każdego, który przeżyli. To był chyba pierwszy raz, gdy robili to w tak nietypowym miejscu… nie licząc samochodu na poboczu drogi, toalety w klubie… w sumie nie było w tym nic wyjątkowego, nie licząc tego, że każdy stosunek z nim był wyjątkowy.
- Hej nie odpływaj mi. – Minho wgryzł się w jego wargi wsuwając nawilżone palce w jego wnętrze.
- Wybacz, ale myślałem o tym co ostatnio robiliśmy w moim samochodzie. – Uśmiechnął się lubieżnie.
- Było nieźle… jednak za chwilę będzie jeszcze lepiej.
Zbyt długo jego palce nie zabawiły we wnętrzu Lee, starszy był zbyt spragniony jego bliskości by dłużej czekać. Chwycił mocniej jego biodra i wszedł w niego jednym płynnym ruchem.
Taemin zakrył usta dłonią, ale mimo to dało się słyszeć przytłumiony krzyk. Położył się na biurku i oddychając ciężko patrzył na twarz swojego kochana, na której malowała się satysfakcja. Takiego Minho uwielbiał, nieokiełznanego, brutalnego, który dostawał to czego chciał… oczywiście jeśli mu pozwolił.
Nie mogąc dłużej czekać Lee wykonał pierwszy ruch, dzięki czemu spomiędzy pełnych ust starszego wydobył się cichy pomruk.
- A z początku byłeś taki oporny, a teraz co?
- A teraz czekam, aż w końcu weźmiesz się do roboty. – Wiedział, że Minho tego nie cierpi, ale mimo to posłał mu wyzywający uśmiech.
- Wedle życzenia.
Nim zdążył rzucić kolejną kąśliwą uwagę straszy wszedł w niego gwałtownie powodując, że z gardła młodszego wydobył się głośny urywany krzyk.
- Powinieneś być cicho bo inaczej…
- Och! Zamknij się!
Pociągnął go mocno za szyję i wpił się w jego usta. Wkurzał go, gdy był taki zarozumiały, ale nawet tę jego cechę kochał.
Wciąż obdarzając go pocałunkami Choi zaczął poruszać się w nim szybko, gwałtownie, wchodził w niego do końca, a tłumione przez jego własne usta jęki Taemina nakręcały go jeszcze bardziej. Chwycił mocniej za jego biodra i z jeszcze większą siłą zaczął penetrować jego wnętrze, aż biurko zaczęło trzeszczeć i poruszać się w rytm jego ruchów.
Lee czuł, że jest na granicy; jego ciałem wstrząsały dreszcze, a to, że nie mógł uwolnić swojego głosu oraz to, że ktoś mógłby ich nakryć nakręcało go jeszcze bardziej. Starał się wychodzić mu swoimi ruchami naprzeciw, ale skutecznie mu to uniemożliwiał… był zdany na jego łaskę; lubił to, bo wiedział, że Minho zrobi wszystko, żeby doprowadzić go na szczyt.
Wchodził w niego coraz szybciej i mocniej, ponownie zaatakował jego usta, tłumiąc głośne jęki, ponieważ teraz idealnie trafiał w jego prostatę. Czuł, że młodszy jest już niemal u kresu, więc jeszcze bardziej przyśpieszył swoje ruchy, powodując tym samym, że młodszy jeszcze głośniej zaczął okazywać swoje zadowolenie.
- Minho… ja już… - Wyjęczał mu rozkosznie w usta.
Nie musiał długo czekać, żeby poczuć jak ścianki odbytu Taemina zaciskając się mocno na jego przyrodzeniu, on sam wykonał jeszcze kilka szybkich ruchów i rozlał się we wnętrzu młodszego.
Nie dane mu było długo cieszyć się osiągniętym orgazmem, bo niemal w tej samej chwili, coś głośno trzasnęło i biurko na którym leżał Lee rozpadło się. Niemal w ostatniej chwili udało mu się załapać równowagę i uchronić swojego ukochanego przed bolesnym upadkiem.
- No i widzisz co zrobiłeś? – Wydyszał mu w ramię.
- Kupię ci nowe.
- No ja myślę.
Pocałował go delikatnie, stawiając na ziemi. Chyba powinien częściej zostawać po godzinach…



Potrzebował dużej dawki kofeiny, a dobrze wiedział, że w biurze kawa się skończyła i Yura miała ją kupić w drodze do pracy; niestety wyjechał za wcześnie i zanim pojawi się jego wybawicielka minie jeszcze pół godziny.
Chcąc nie chcąc wszedł do kawiarni niedaleko jego biurowca. Rzadko tu przychodził, bo było to stanowczo za daleko biura i zawsze roiło się tu od studentów.
Podszedł do jednego wolnego stołka przy barze i usiadł niepewnie. Oddałby wszystko by usiąść teraz za swoim biurkiem… Poczuł, że na twarz wpływa mu rumieniec. Przecież nie miał już biurka, a nowe Minho miał przysłać dopiero po południu. Westchnął ciężko, zapowiadał się ciężki dzień.
- To nie zwykłe, że jesteś taki wyprany od samego rana. – Znajomy głos zabrzmiał mu w uszach. Lekko zaskoczony odwrócił głowę w bok i ujrzał jego.
- Co? – Tylko tyle udało mu się wykrztusić.
- Proszę cię nie wybiegaj stąd. Chcę tylko zamienić słowo, nic więcej.
- Chyba na to mogę się zgodzić.
Jonghyun uśmiechnął się delikatnie. Nie mógł uwierzyć we własną głupotę, nie mieściło mu się w głowie, że skrzywdził tak wspaniałą osobę. Ale jedno było pewne, był to dla niego zamknięty rozdział.
- Mój terapeuta mnie zabije jak się o tym dowie.
- Poszedłeś do terapeuty?!
- Raczej to on przyszedł do mnie, kolega z pracy zajmuje się takimi beznadziejnymi przypadkami jak ja. Uświadomił mi kilka istotnych kwestii.
- Czy jeśli powiem, że się cieszę wyjdę na chamskiego? – Nie do końca wiedział jak ma z nim rozmawiać po tym wszystkim co się między nimi wydarzyło.
- Nie w ogóle. – Zamilkł na chwilę wpatrując się w blat. – Chciałem tylko bardzo cię przeprosić. Nie oczekuję, że mi wybaczysz, bo nawet ja nie potrafię sobie wybaczyć, ale chcę, żebyś wiedział, że taka sytuacja się więcej nie powtórzy.
- Ja mam nadzieje. Było by przykro, gdy któryś z nas wpakował się pod ciężarówkę.
Wymięli spojrzenia i mimo, że Taemin bał się spotkania z nim uśmiech przyszedł mu łatwiej niż myślał.
- To co u ciebie? – Jonghyun odwzajemnił uśmiech. – Jak sprawy…
- O mój Boże! Nie wiedziałem, że tu przychodzisz profesorze! – Od drzwi dobiegł ich podniecony krzyk.
Taemin zlustrował przybysza przychylnym spojrzeniem. Wysoki, ładnych chłopak o blond włosach zmierzał dziarskim krokiem w ich kierunku.
- Kibuma, czy ty przypadkiem nie powinieneś być teraz na zajęciach? – Ton Kima był zaskakująco optymistyczny.
- Mamy okienko. – Wyszczerzył zęby w uśmiechu i przeniósł wzrok na Lee.
- Jesteś uczniem Jonghyuna, znaczy profesora Kima?
- Tak, bardzo lubię profesora, ale on udaje, że tego nie widzi.
- Kim Kibum. – W głosie Jonghyuna pobrzmiewała irytacja.
- A pan to? – Zignorował go.
- Jestem starym przyjaciele twojego profesora. – Uśmiechnął się na widok miny Kima.
- Kim Kibum może pójdziesz do swoich znajomych zamiast mnie molestować.
- Jeśli odpowie mi pan na jedno pytanie. – Nie przestał się szczerzyć mimo tego, że mina Jonghyuna nie była zbyt życzliwa. – Jaką kawę pijesz?
- Spadaj! – Pogroził mu palcem.
Taemin zaśmiał się głośno, po czym wziął swoją kawę na wynos i zwolnił miejsce, na które niemal od razu wskoczył uroczy student.
- Miło było cię spotkać Jonghyuna.
- Szkoda, że nie mogliśmy dłużej porozmawiać. – Posłał ostre spojrzenie chłopakowi, który wciąż cieszył się obok niego.
- Będzie jeszcze okazja.
Lee Taemin był już niemal przy drzwiach, gdy zaświtała mu pewna myśl.
- Kim Kibum-shi! – Zawołał. – Twój profesor pije tylko białą kawę bez cukru.
Posłał ostatni uśmiech Jonghyunowi i wyszedł z kawiarni ciesząc się dobrą pogodną.
Wciąż się uśmiechając ruszył do biura. Musiał przyznać, że teraz w jego życiu wszystko było takie jak powinno. Miał brata, który nie zawsze, ale w najważniejszych momentach był mu oparciem. Miał wspaniałą przyjaciółkę, która potrafiła rozbawić go do łez. Poukładał sprawy z Jonghyunem, a może i w końcu on znajdzie kogoś dla siebie. No i w końcu miał ukochaną osobę – Choi Minho, który skradł jego serce.

Wszystko było teraz na swoim miejscu i choć niektóre rzeczy wydarzyły się bez jego zgody, to był naprawdę szczęśliwy.









KONIEC.