niedziela, 23 sierpnia 2015

III. EXO (Dwie pieczenie na jednym ogniu)

Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina... Planowałam dodawanie one shotów przez całe wakacje, a skończyło się na tym, że dodaje coś dopiero pod koniec wakacji... przepraszam Was bardzo. Chciałabym powiedzieć, że nie miałam czasu, ale miałam, przez ostatni miesiąc codziennie siadałam do pisania i nic z tego nie wychodziło, dopiero dzisiaj udało mi się usiąść i napisać to opowiadanie.
Chyba za bardzo się rozpisałam ;) Oto opowiadanie, które jest kontynuacją one shota z BakeYeol'em, tu macie link do niego. 
Życzę Wam miłego czytania i czekam na Wasze komentarze :*
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
nie betowane










Kai chodził sfrustrowany od kilku dni. Nie mógł przeżyć faktu, że jego przyjaciele są ze sobą. Co prawda cieszył się ich szczęściem, ale doprowadzało go szewskiej pasji to, że on sobie nikogo wtedy nie znalazł, a był przecież w miejscu, gdzie było pełno facetów, którzy lubią innych facetów.
- Jesteś ostatnio strasznie nie w humorze. – Baekhyun usiadł koło niego.
- Zdaje ci się. – Jakoś nie potrafił z nim normalnie rozmawiać.
- Zrobiłem coś złego? Mam wrażenie, że się na mnie obraziłeś.
Spojrzał na chłopaka zaskoczony. Po tym jak ich nakrył w swoim łóżku nie potrafił spojrzeć mu w twarz. Z Chanyeolem nie miał takiego problemu, ponieważ on wiedział o jego orientacji seksualnej, nie wiedzieć czemu przed Byunem było mu zwyczajnie głupio.
- To nie tak… nie jestem na ciebie zły czy coś. – Odparł po chwili.
- Więc o co chodzi?
- O nic.
Tego było za wiele. Baekhyun miał dosyć tej sytuacji, jego przyjaciel unikał go ewidentnie, a wszystko przez to, że przespał się z Chanyeolem. Choć tak naprawdę nie to go tak irytowało. Najgorsze było to, że nic mu nie powiedział…
- Czemu mi nic nie powiedziałeś?
- Nie wiem, bałem się, że nie zrozumiesz.
- Jestem aż tak nie godzien zaufania? Jak długo się znamy? Serio myślisz, że mógłbym cię otrącić? Stary za dużo czasu spędzasz z Chanyeolem i kompletnie ci mózg zryło.
- Ej! – Z kuchni, a raczej z okolic lodówki dobiegł ich poirytowany głos wielkoluda.
- Dziękuję hyung. – W końcu się do niego uśmiechnął.
- Nie mów do mnie hyung bo mnie ciarki przechodzą. Zawsze tak do mnie mówicie jak czegoś chcecie i mam przez to złe wspomnienia.
- Aż tak z nami źle? Przecież nas uwielbiasz. – Przytulił się do starszego i wyszczerzył zęby w uśmiechu.
- Z wami jest gorzej niż źle, kiedyś byłem porządnym chłopcem… sprowadzacie mnie na złą drogę od co! – Chciał jeszcze trochę pograć złego, ale uśmiech na twarzy młodszego mu to uniemożliwił.
- Mogę mieć tylko do ciebie jedną prośbę? – Odezwał się po chwili.
- Mam się bać?
- Niee, ale nie bzykajcie się więcej w moim łóżku.
Wstał z kanapy śmiejąc się z zawstydzonej miny przyjaciela. Skoro tu już wszystko było po staremu pozostawała już tylko jedna kwestia do rozwiązania.



- Jongin na jakie dni chcesz mieć zarezerwowaną salę w przyszłym tygodniu. – Młoda, energiczna kobieta podeszła do niego.
- Tak samo jak w tym tygodniu. Mam już stałe grupy, więc na razie nic nie będzie się zmieniało.
Kai od kiedy skończył liceum pracował w małym studio jako nauczyciel tańca. Nigdy nie chciał iść na studia, a w tym miejscu mógł się rozwijać pod okiem lepszych od siebie choreografów, a przy okazji zarabiać na życie tym co lubił najbardziej.
- No to ustalone. Udanych zajęć. – Właścicielka poszła do swojego gabinetu, a on spojrzał na zegarek, miał jeszcze piętnaście minut do rozpoczęcia zajęć.
Uśmiechnął się do siebie i włączył muzykę. Uwielbiał tańczyć, dzięki temu był szczęśliwy, przestawał myśleć o wszystkich problemach, był sobą.  Poruszał się płynnie w tańcu, a z jego twarzy nie schodził uśmiech. Cieszył się, że miał tę pracę, nie mógł sobie lepszej wymarzyć…
- Przepraszam…
Z przyjemnego uniesienia wyrwał go głos od drzwi. Spojrzał zaskoczony w tamtą stronę. Było jeszcze za wcześnie, żeby ktokolwiek przyszedł.
- Tak słucham? – W drzwiach stał sporo niższy od niego chłopak i przyglądał mu się niepewnie.
- Czy to tutaj odbywają się zajęcia taneczne?
- Tak. A do którego trenera jesteś zapisany? – Nie wiedzieć czemu wciąż cieszył się jak głupi do sera.
Musiał przyznać, że chłopak, który stał w drzwiach był całkiem w jego typie. Nie mógł oderwać wzroku od jego twarzy, od dużych w tym momencie trochę niepewnych oczu, od zgrabnego nosa, wyraźnie zarysowanej szczęki, a przede wszystkim jego uwagę przykuły pełne, malinowe wargi…
- Do Kim Jongina sunsengnim. Jestem trochę za wcześniej, denerwowałem się pierwszymi zajęciami, nie chciałem się spóźnić i w ogóle. – Paplał jak oszalały.
- Spokojnie. – Kai podszedł do niego i położył mu dłoń na ramieniu. – Ja jestem Kim Jongin. Ale proszę cię mów mi Kai i bez żadnych zwrotów grzecznościowych bo czuję się przez to stary.
- Dobrze. – Uśmiechnął się wyraźnie podtrzymany na duchu.
- A ty jesteś?
- Ach! Przepraszam! Jestem Do Kyungsoo, miło mi pana poznać.
- Mnie również. Zajęcia zaczynają się za jakieś dziesięć minut, ale raczej nikt nie pojawi się punktualnie.
- Aha rozumiem. – Wyglądał jakby był zawiedziony.
- Spokojnie. Zajęcia tak czy siak będą trwały półtorej godziny. Szybko znajdziesz kontakt z resztą, to grupa zwariowanych dzieciaków. A tak swoją drogą ile masz lat?
- W zeszłym miesiącu skończyłem osiemnaście.
- Czyli jesteś ciut młodszy od tej grupy.
- Naprawdę? Myślałem, że będę najstarszy.
- Nie masz czym się martwić. – Przyjrzał mu się uważnie. Widać było, że chłopak ma wysportowane ciało, ale coś mu mówiło, że wcześniej z tańcem miał dotyczenia tylko okazjonalnie. – Mogę spytać co cię przywiało na nasze zajęcia?
- Oczywiście. – Kyungsoo zarumienił się lekko. – Ostatnio przechodziłem przez park i jakaś grupka w moim wieku tańczyła na ulicy. Byli niesamowici.
Spojrzał w dal i uśmiechnął się na wspomnienie ich uśmiechniętych twarzy. Nie mógł się oprzeć wrażeniu, że poprzez taniec wyrażali tyle różnych emocji.
- I chciałeś nauczyć się pokazywać emocję tak jak oni? – Powiedział po chwili Kai.
- Skąd pan… wiedziałeś?
- Bo to widać od razu, gdy ktoś zakochuję się w tańcu. – Wyszczerzył do niego zęby. – Dobra, koniec tego gadania. Za tamtymi drzwiami są szatnie. Znajdź szafkę z kluczykiem w zamku i z niej możesz korzystać.
- Dziękuję panu… ci bardzo. – Ukłonił się nisko.
Odchodząc rzucił jeszcze szybkie spojrzenie na swojego nowego nauczyciela. Musiał przyznać, że trafił mu się niezły kąsek. Dobrze, że nie udało mu się namówić Sehuna na przyjście tutaj, jeszcze sprzątnąłby mu sprzed nosa…



Kai wyjątkowo użył schodów by dostać się do swojego mieszkania. Czuł jak rozpiera go energia. Był właśnie piątek i choć zajęcia skończyły się dobre kilka godzin wcześniej dopiero teraz wracał do domu.
Spędził dobre trzy godziny na rozmowie z Kyungsoo. Nie mógł się nadziwić jak dobrze mu się rozmawiało z tym chłopakiem. Choć z początku był dość nieśmiały, już po drugich zajęciach złapał kontakt z resztą grupy. Nie mówiąc o nim samym, szybko odnaleźli wspólny język i po każdych zajęciach zostawali dłużej, żeby porozmawiać. Dzisiaj aż właścicielka musiała ich wyganiać, bo się zasiedzieli.
Wciąż szczerząc się jak głupi do sera wszedł do mieszkania, kompletnie nie zwracając uwagi na jęki dobiegające z sypialni chłopaków. Zwykle tym swoim niemal codziennym bzykaniem doprowadzali go do szewskiej pasji, ale w tym momencie nic mu nie przeszkadzało.
Zajął miejsce na kanapie z puszką piwa w ręku i włączył telewizor przy okazji zwiększył dźwięk do oporu, chciał dać tym debilom do zrozumienia, że jest już w domu i może by się sprężyli i skończyli swoje robótki ręczne.
Nie minęło nawet dziesięć minut jak z sypialni wyczłapał się potargany Chanyeol w samych bokserkach.
- Załóż coś na dupę trepie. – Powiedział znad puszki z piwem.
Park przystanął na chwilę i spojrzał zdziwiony na przyjaciela. Nie mówił tak na niego od dłuższego czasu…
- Stało się coś dobrego? – Zaciekawiony podszedł bliżej.
- Skąd taki pomysł?
- Bo wyglądasz jakbyś spał z wieszakiem w ustach. Kai błagam cię, znam cię lepiej niż ty siebie.
- A to ciekawe. W takim razie powiedz mi co takiego się wydarzyło?
Nachylił się i spojrzał mu głęboko w oczy, nie mógł pozbyć się wrażenia, że coś dobrego spotkało jego przyjaciela, ale za nic nie mógł wymyślić, co to takiego mogło być.
- Czy to nie oczywiste? Zarwał kogoś. – Baekhyun wynurzył się z pokoju.
- Co?!
- I czego się drzesz? Niestety muszę cię rozczarować drogi Byunie, ale nikogo nie zarwałem.
- Taak? – Uśmiechnął się złośliwie i klapnął obok niego na kanapie. – W każdym bądź razie na pewno kogoś poznałeś. W poniedziałki, środy i piątki wracasz dużo później do domu niż ostatnio. Innego wyjścia nie ma.
Zaskoczony spojrzał na niego. Może i Chanyeol był jego przyjacielem dużo dłużej, ale to że Baekhyun czyta w nim jak w otwartej księdze było naprawdę przerażające.



- Kyungsoo idziesz z nami na piwo? – Drobna blondynka uwiesiła się na jego ramieniu robiąc słodkie oczka.
Kai z całej siły walczył z irytacją. Wkurzało go, że Do wpadł w oko niemal wszystkim dziewczyną w grupie i na każdym kroku próbowały go zarwać.
- Wybacz mi, ale dzisiaj nie mogę. Jestem już umówiony. – Zrobił minę jakby naprawdę było mu przykro. Nie miał ochoty na jakiekolwiek wyjścia z tymi panienkami. Miał już plany na ten wieczór…
- Szkoda, ale następnym razem nam się nie wywiniesz. – Pomachała mu i skierowała się do wyjścia.
Odprowadził ją wzrokiem i westchnął zrezygnowany, żałował, że ktoś inny nie okazuje mu takiego zainteresowania.
- Powinieneś już się zbierać jeśli nie chcesz się spóźnić.
Odwrócił się i musiał powstrzymać się z całych sił, żeby nie jęknąć na jego widok. Idealną sylwetkę skrywał ciasny podkoszulek, który pod wpływem potu przywarł do niego.
- Wiem, że to nie ładnie, ale skłamałem.
- Czyli nie masz na dzisiaj żadnych planów?
- To zależy od tego co zaproponujesz. – Uśmiechnął się szeroko.
Dawno nie czuł się tak dobrze w czyimś towarzystwie. Minął już ponad miesiąc od kiedy zapisał się na zajęcia taneczne, które prowadził Kai. Z początku się bał straszliwie, bo miał się za osobę pozbawioną wyczucia rytmu. Jak się okazało był w błędzie. Szybko łapał o co chodzi, nauczył się paru choreografii, a jak mu coś nie wychodziło, to gdy zostawał po zajęciach Kai udzielał mu prywatnych korepetycji. Z utęsknieniem czekał na kolejne zajęcia i choć pokochał taniec to nie to było tego powodem. Musiał przyznać, że jego nauczyciel wpadł mu w oko przy pierwszym spotkaniu, ale był pewny, czy grają w tej lidze. Wszystko stało się dla niego jasne kiedy podczas prywatnych lekcji zdjął koszulkę, a Jongin usilnie starał się na niego nie patrzeć, był taki oczywisty…
- To może jednak dasz się namówić na piwo?
- Z tobą? Zawsze!
- Poczekaj chwilę, przebiorę się i już lecimy.
Kyungsoo przygryzł dolną wargę, gdy drzwi się za nim zamknęły. Najchętniej poszedłby za nim i sam go rozebrał, ale wszystko w swoim czasie. Wziął kilka głębokich oddechów, miał nadzieje, że dzięki temu chociaż trochę ochłonie.
- Możemy iść? – Jongin wyłonił się zza drzwi uśmiechnięty od ucha do ucha.
- Pewnie. Tylko gdzie…
Chciał coś jeszcze dodać, ale wyszli na zewnątrz i zobaczyli, że pada. Chociaż to, że padało to było zbyt łagodne określenie – przed nimi była praktycznie ściana deszczu.
- Hyung masz parasolkę? – Spojrzał z nadzieją na swojego instruktora.
- Nie, a ty?
- Nie. To co wracamy?
- Nie możemy. Zaraz zaczynają się zajęcia drugiej grupy…
Spojrzał na niego niepewnie. Nie wiedział czy to przypadkiem nie za wcześniej na coś takiego, ale i tak nie mieli nic innego do roboty…
- Słuchaj. – Zaczął powoli. – Mieszkam niedaleko stąd, może skoczymy do mnie? Jak pobiegniemy to będziemy tam w niecałe pięć minut.
- Pewnie! Byle było tam ciepło jak dotrzemy.
Kai uśmiechnął się pod nosem. Gdyby miał pewność to bardzo chętnie ogrzałby go swoim ciałem.



- Tam jest łazienka, leć szybko wziąć prysznic, bo się przeziębisz. – Pchał Kyungsoo w stronę łazienki. – Zaraz przyniosę ci coś do przebrania!
Krzyknął i zniknął w jednym z pokoi.
Do Kyungsoo uśmiechnął się lekko do siebie. Nie  miał zamiaru brać prysznica, a nawet jeśli to nie sam.
Rozebrał się do bokserek i wyszedł z łazienki, po czym stanął przed drzwiami pokoju, w którym był Kai.
- Hyung w łazience nie ma ręczników. – Wszedł bez pukania.
Jongin poczuł, że robi mu się gorąco, stał przed nim w samej bieliźnie.
- Ach… poczekaj zaraz jakieś znajdę. – Starał się na niego nie patrzeć, ale to było silniejsze. Nie mógł oderwać wzroku od jego smukłych ramion, lekko umięśnionego brzucha, szczupłych bioder.
Podał mu niepewnie ubrania i ręcznik… Nagle poczuł dotyk jego palców na swoich, dreszcz podniecenia przebiegł mu po plecach, wystarczyło jedno spojrzenie w jego oczy i wiedział, że nie będzie mógł się powstrzymać.
Odrzucił rzeczy trzymane w ręku, po czym chwycił twarz Kyungsoo w dłonie i pocałował go namiętnie, zapominając o całym świecie. Nie myślał o konsekwencjach, chciał tylko go poczuć.
Do z początku trochę zaskoczony, po chwili zaczął z zapamiętaniem odpowiadać na pocałunek. Już myślał, że straszy dalej będzie udawał, że w ogóle go nie pociąga, że będzie musiał dalej go drażnić, ale taki obrót spraw jak najbardziej mu odpowiadał.
Kai powoli odsunął się od niego i spojrzał mu w oczy.
- Przepraszam, trochę mnie poniosło.
- Za co mnie przepraszasz? Dokładnie o to mi chodziło. Jakbyś dłużej zwlekał to sam rzuciłbym się na ciebie.
Kyungsoo lubieżnie przejechał językiem po wargach, na co starszy warknął cicho i przyciągnął go mocno do siebie, nachylił się i mocno przygryzł jego dolną wargę.
- Żebyś potem nie żałował swoich słów.
W odpowiedzi młodszy tylko się zaśmiał, po czym sam zaatakował jego wargi. Przywarł do niego na całej powierzchni ciała napawając się jego ciepłem, wodził dłońmi po jego plecach, wciąż skrytych pod mokrą bluzką. Nim się obejrzał leżał na łóżku, a Jongin zawisł nad nich i przyglądał mu się z rządzą w oczach.
Wyciągnął dłonie i niemal zerwał z niego zbędną bluzkę.
- Lubiłem tą koszulkę.
- Będziesz musiał to jakoś przeżyć.
- Cóż mam nadzieje, że jakoś mi to wynagrodzisz.
Ponownie wpił się w jego usta, tym razem od razu wtargnął do ich wnętrza i zaczął zaczepiać jego język, na co od razu dostał odpowiedź. Badał dłońmi każdy skrawek jego skóry, przejeżdżał palcami po jego sutkach, a gdy zaczął wodzić nią po udzie młodszego z jego ust wydobył się cichy jęk.
Czuł, że podniecenie rośnie w nim z chwili na chwilę. Nie mógł dłużej czekać, za bardzo go pragnął. Jednym sprawnym ruchem zdjął z niego bokserki i przez chwilę przyglądał mu się, napawał się tym widokiem, zaróżowionymi policzkami, klatką piersiową, która unosiła się miarowo… było dużo lepiej niż to sobie wyobrażał.
Kyungsoo ciągle obserwował jego poczynania, dotyk jego dłoni sprawiał mu niesamowitą przyjemność, nie mógł dłużej powstrzymywać swojego głosu, gdy zaczął palcami pieścił jego sutki, a gdy dołączył do tego usta, miał wrażenie, że zwariuje. Było mu niesamowicie przyjemnie, niemal cały czas wypowiadał jego imię.
- Niemal co noc wyobrażałem sobie, że to z tobą robię. – Wyszeptał mu do ucha, po czym znów go pocałował.
- Już dłużej nie będziesz musiał, bo teraz masz mnie do swojej dyspozycji.
- Nie wiedziałem, że jesteś taki wyszczekany.
- Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz.
Popchnął go lekko i usadowił się wygodnie między jego nogami. Wciąż patrząc mu w oczy rozpiął jego rozporek i przejechał dłonią po zgrubieniu ukrytym pod bokserkami. Powoli nigdzie się nie śpiesząc ściągnął z niego dolną część garderoby i nie spuszczając oczu z jego twarzy polizał jego penisa, a z ust Jongina wydobył się cichy jęk.
Całkowicie skupił się na swoim zadaniu, z zapamiętaniem ssał jego członka, wodził po nim językiem, od samej nasady aż po czubek, po chwili dołączył do tego rękę i przyśpieszył swoje ruchy. Napawał się każdym dźwiękiem, który wychodził z ust starszego, dając mu nie małą satysfakcję.
Jęknął nagle zdziwiony, bo Kai przesunął go lekko w bok, a po chwili jego nawilżone place znalazły się we wnętrzu młodszego.
- Tak bez uprzedzenia? To nie fair. – Zassał się mocniej na jego penisie.
- I kto to mówi?
Jongin wsunął drugiego palca i zaczął robić mu nożyczki. Był tak cudownie ciasny, chciałby wejść w niego od razu i nie dać mu odpocząć, aż do rana, ale mimo rosnącego podniecenia nie chciał zrobić mu krzywdy. Powoli rozciągał jego wnętrze napawając się tym, co młodszy wyczyniał z jego przyrodzeniem. Był niesamowity, ledwo mógł się skupić na tym co robił… ciekawe gdzie się tego nauczył…
W pewnym momencie Kyungsoo niemal krzyknął zapominając kompletnie o tym, że miał dogadzać mu ustami – Kai idealnie trafił w jego prostatę.
- A więc to tutaj. – Mruknął zadowolony siebie na widok rozkoszy, która zagościła na jego twarzy.
Jednym sprawnym ruchem przerzucił go na plecy, po czym połączył ich usta w namiętnym pocałunku, ich języki splatały się w tańcu, a w tym czasie Jongin powoli wchodził w niego.
- Ach! – Krzyknął Do. – Pośpiesz się…
- Aż tak ci prędko? – Pocałował go delikatnie, po czym wszedł w niego do końca, napawał się donośnym krzykiem, który wydobył się z tych słodkich usteczek.
Wciąż go całując zaczął powoli się poruszać w jego wnętrzu, czując jak ścianki odbytu zaciskają się mocno na jego przyrodzeniu. Z początku myślał, że zbyt słabo go przygotował, ale po chwili donośne jęki młodszego wyprowadziły go z błędu.
Kyungsoo całkowicie stracił panowanie nad sobą, wił się pod nim z rozkoszy, jęczał głośno nawet wtedy gdy jego pełne usta stykały się z jego. Był niemal na granicy, to co z nim wyczyniał Kai było nie do opisania, niemal na każdym skrawku skóry czuł dotyk jego ust, miał wrażenie, że miejsca których dotykał paliły go żywym ogniem, a to jak poruszał się w jego wnętrzu sprawiało, że widział białe plamki przed oczami.
Jongin wtulił głowę w zagłębienie jego szyi, to jak się czuł… nie mógł znaleźć odpowiedniego porównania, żeby opisać to jak się teraz czuł. Miał wrażenie, że rozkosz rozsadza go od środka, ale to nie było tylko to, czuł się najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.
Obaj czuli, że są bliscy spełnienia. Kai z każdym ruchem wchodził w niego mocniej, szybciej, w uchu słyszał tylko jego głos raz po raz wypowiadający jego imię w ekstazie. Kyungsoo wychodził mu naprzeciw swoimi ruchami, krzyczał… zdzierał sobie gardło, nie pamiętał, żeby kiedykolwiek było mu tak przyjemnie.
- Jongin! Ja… ja zaraz… dojdę! – Wyjęczał pomiędzy okrzykami.
- Nie krępuj się.
Chwycił mocno jego penisa i zaczął go pocierać w rytm swoich ruchów, by po chwili usłyszeć najgłośniejszy krzyk tej nocy. Kyungsoo doszedł rozlewając się w jego dłoni, wciąż wypowiadając jego imię.
Kai nie zaprzestał swoich ruchów, wystarczyło kilka gwałtownych pchnięć, by doszedł w nim. Opadał na niego uśmiechając się błogo.
- To było niesamowite…
- No ja myślę. – Kyungsoo położył mu dłoń na policzku, po czym pocałował go.
- Chyba zły ze mnie nauczyciel, ale nic nie mogę na to poradzić, że mi się podobasz Do Kyungsoo.
- Dla mnie jesteś najlepszy. – Ponownie go pocałował, po czym obaj uśmiechnęli się.



- Kai jesteś? – Chanyeol wszedł do mieszkania i niemal od razu skierował się do kuchni. – Ubrałbyś coś a nie tak w samych gaciach siedzisz.
- Tak mi wygodnie. – Jongin powoli kroił truskawki na połówki.
- Co ty w ogóle robisz? – Baekhyun wszedł za swoim chłopakiem do kuchni i przyjrzał mu się podejrzliwie.
- A nie widać? Kroję truskawki.
- Ale dlaczego…
Zrobił wielkie oczy i pobiegł szybko do swojej sypialni. Miał złe przeczucia.
Jongin uśmiechnął się złośliwie pod nosem. Nie ma co upiekł dwie pieczenie na jednym ogniu.
- Coś się stało? Czemu tak się zerwał?
Nagle dobiegł ich głośny krzyk Baekhyun, a po chwili dołączył do niego drugi.
- No nie! Obudził go!
- Kogo?
- Jak to kogo? Mojego chłopaka.
Uśmiechnął się, wziął tacę i ruszył to pokoju jego współlokatorów, żeby dalej cieszyć się wieczorem spędzonym z Do Kyungsoo. Z nagim Do Kyungsoo…