niedziela, 18 października 2015

III. SHINee (Sposób na nudę)

Wybaczcie, że ostatnio nie pojawiało się nic na blogu, ale ostatni miesiąc był chyba najgorszym w moim dwudziestoletnim życiu... Ale teraz jest już lepiej i dlatego wracam do pisania, które pomaga mi się uporać z problemami. Dlatego mam nadzieje, że ten one shot Wam się spodoba i czekam jak zwykle na Wasze komentarze :* <3
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~








Siedział spokojnie w klasie i przypatrywał się swoim kolegom. Od jakiegoś czasu wszystko wydawało mu się takie zwyczajne, pozbawione sensu, po prostu nudne. Nawet nowe zdobycze go nie cieszyły, a co było najgorsze poddawały mu się zbyt łatwo.
Już sam nawet nie pamiętał kiedy to się zaczęło, kiedy zauważył, że zarówno kobiety jak i mężczyźni lgną do niego jak ćma do ognia, jednak z czasem zaczął korzystać z tej sposobności. W szkole krążyły już o nim legendy i tylko niektóre z nich były prawdziwe.
- Siedzisz tak bez ruchu, już zamieniłeś się w skamielinę?! – Poczuł, że ktoś zdzielił go z całej siły w plecy.
- Odbiło ci do reszty? – Odwrócił się gwałtownie, ale uśmiechnął się na widok twarzy swojego przyjaciela.
- Oboje wiemy, że ze mną gorzej być nie może. – Key wyszczerzył zęby w uśmiechu.
- Tu muszę się z tobą zgodzić. Widzę, że rozpiera cię energia. Wydarzyło się coś dobrego?
- Świetnie, że pytasz. Bo widzisz…
Wyłączył się niemal w tym samym momencie, w którym Kibum zaczął mówić. Zdobył tę przydatną umiejętność w ciągu ciężkich trzech lat ich przyjaźni.
Key był barwną osobowością, aktywnie udzielającą się w klubie aktorskim, a co za tym szło miał podobnie jak on sam niezłe branie wśród publiczności. Jednak jego przyjaciel zdecydowanie gustował jak to sam nazywał tylko w penisach.
Był taki czas kiedy zaczęli się ze sobą spotykać, ale ich osobowości ze sobą nie współgrały. Oczywiście seks był wspaniały, ale to, że obaj są tak wybuchowi utrudniało sprawę.
- Czy ty mnie w ogóle słuchasz?
- Nie specjalnie. – Powiedział bez zastanowienia. Dobrze wiedział do czego to doprowadzi.
- Świetnie, ja tu się produkuję, serce i duszę przed tobą otwieram, a ty…
- Dobrze już dobrze. Co się takiego stało?
- Pamiętasz naszego nauczyciela od matematyki?
- Jak mógłbym zapomnieć tego drania?! Omal nie uwalił mnie na zeszły semestr.
- No właśnie. A pamiętasz moją teorię na jego temat?
- Że za mało rucha, ale to przecież po nim widać.
- I tu objawia się mój geniusz. Odkryłem, że jest gejem! – Starał się mówić cicho, ale słabo mu to wychodziło.
- Skąd ten absurdalny wniosek?
- Bo widziałem go ostatnio w moim ulubionym barze dla gejów i on mnie widział też i wezwał mnie potem na rozmowę, żebym nikomu nie mówił. – Key mówił tak szybko, że słowa niemal zlewały się ze sobą.
- Ciągle mnie zastanawia jak ty to robisz, że wpuszczają cię do takich miejsc. Jesteś nieletni.
- I to w moim wywodzie przykuło twoją uwagę? Jak możesz?!
- Więc czego ode mnie oczekujesz?
- Zadania jednego pytania. Jak to wykorzystać?
- Kibumaa…
- Moglibyście się łaskawie zamknąć? Nie jesteście tu sami. – Kilka ławek od nich siedział wysoki brunet i patrzył na nich gniewnie.
- Masz jakiś… - Zaczął Jonghyun, ale Key położył mu dłoń na ramieniu.
- Przepraszamy bardzo. – Uśmiechnął się do niego ciepło, po czym nachylił się do swojego przyjaciela. – Nie drażnij go.
- Co?! Czemu? W ogóle kto to kurwa jest?
- Serio? Nie wiesz?!
- Wybacz przywykłem do tego, że ktoś się mną interesuje, a nie na odwrót.
- Jakiś ty skromny.
- Za to mnie kochasz. – Wyszczerzył się do niego.
Key poczuł, że ramiona mu opadają. W takich chwilach zastanawiał się co on takiego w nim widział, jednak jako przyjaciel był niezastąpiony i choć irytował go potwornie cieszył się, że po tym co między nimi zaszło wciąż byli przyjaciółmi.
- Nie ważne. To jest Choi Minho. Przeniósł się do naszej szkoły w zeszłym roku. Serio nie zauważyłeś, że mamy nową osobę w klasie?
- Niee. Daj już spokój mojej spostrzegawczości. Co jest z nim nie tak?
- Z tego co mi wiadomo wszystko jest z nim w porządku. Świetny sportowiec, z nauką też radzi sobie wybitnie. Chodzący ideał.
- Co ty nie powiesz? – Na jego ustach zaigrał delikatny, chytry uśmieszek.
- Oj aż za dobrze znam tę minę. Co ci chodzi po głowie?
- Nic konkretnego. Na razie.
- Kim Jonghyun przerażasz mnie.
Ale on nic już nie odpowiedział. Patrzył z uśmiechem na ustach na plecy Choi Minho, a w jego głowie tworzył się misterny plan.



- Jesteś Minho prawda? – Usiadł na brzegu jego ławki. – Jestem Kim Jonghyun. Wybacz, że przedstawiam się dopiero teraz.
- Wiem kim jesteś. – Powiedział nie odrywając wzroku od książki.
- Nie wybierasz się na zajęcia klubowe? Niedługo powinny się zacząć.
- O to samo mógłbym cię zapytać. – Przewrócił kartkę.
- Właśnie miałem zaproponować ci, żebyśmy poszli razem.
- Niestety muszę ci odmówić. – W końcu spojrzał mu prosto w oczy, a Jonghyun poczuł, że dreszcz przebiegł mu po plecach. Nie pamiętał kiedy ostatnio ktoś wywołał w nim takie emocje.
- Nie bądź taki. Chciałbym się z tobą zaprzyjaźnić.
- Kolejne rozczarowanie. Moje zajęcia zostały dzisiaj odwołane. – Wstał powoli i schował książkę do torby.
- Szkoda, miałem nadzieje, że uda nam się trochę porozmawiać o sporcie.
- Rzeczywiście szkoda. – Przechodząc obok Kima nachylił się i szepnął mu do ucha. – „Chciałbym się z tobą zaprzyjaźnić”? Z podstawówki się urwałeś.
Odszedł kawałek i odwrócił się, żeby napawać się miną kolegi.
- Do jutra Kim Jonghyun. – Rzucił nim wyszedł z klasy.
Jonghyun jak siedział na ławce tak nie mógł się ruszyć. To był chyba pierwszy raz w jego osiemnastoletnim życiu kiedy ktoś tak po prostu zignorował jego osobę. Ale jeśli miał być ze sobą szczery zadowalał go taki obrót sprawy – dzięki temu miał jeszcze większą ochotę zdobyć Choi Minho.



- Jesteś jakiś nie swój. – Key przysunął sobie krzesło bliżej niego.
- Obmyślam plan działania. – Mruknął pod nosem.
- Czekaj? Co?! Ty myślisz?!
- Bardzo kurwa śmieszne. – Spojrzał na przyjaciela spod przymrużonych powiek.
- Dobra już dobra, nie obrażaj się. – Poklepał go po ramieniu. – Lepiej mi powiedz o co chodzi?
- Raczej o kogo.
- Nowa zdobyć na horyzoncie?
- Można tak powiedzieć. – Dyskretnie rzucił okiem na siedzącego kilka ławek dalej Minho.
- Nie mów mi, że… serio? Aż dziw bierze, że nie zagadujesz do niego jak do każdego.
- Bo to nie działa. Ostatnio kompletnie mnie zlał.
- A tu cię boli? Nie okazuje zainteresowania wielkiemu panu Kim Jonghyunowi!
- I tak i nie. Nie wiem jak mam ci to opisać, ale chcę za wszelką cenę zburzyć tę jego żelazną postawę.
- Irytuje cię, że jest taki opanowanie? Mnie to kręci.
- Zawsze wiedziałem, że jesteś zboczony.
- Za to mnie kochasz. – Posłał mu całusa.
- Zamiast się ze mnie nabijać to mi pomóż. Jak mam się do niego zbliżyć?
- Zadam ci inne pytanie. Czemu tak bardzo tego chcesz?
- Sam nie wiem. Gdybym wiedział było by prościej, a tak to cały czas myślę o tym jak go podejść.
Key uniósł brwi w geście zdziwienia. Ostatnio Jonghyun zachowywał się tak wtedy, gdy próbował zdobyć jego samego, potem wszystko przychodziło mu łatwo, wszystkimi dziewczynami nudził się bardzo szybko, a tu taka niespodzianka.
- Czyżbyś zmieniał ligę? – Wypalił nagle.
- Co? Gorzej ci?
- Bo wiesz myślałem, że do tej pory byłem jedynym facetem z którym…
- Bo byłeś i nie miałem zamiaru tego zmieniać.
- Nie miałeś? A teraz masz?
Jonghyun przez chwilę przyglądał mu się zaskoczony. Te słowa wyszły z jego ust kompletnie bez jego woli.
Nie myślał nad tym w ten sposób, choć oczywiście musiał przyznać, że Minho był niezwykle atrakcyjny, ale kompletnie nie w jego typie. Zawsze myślał, że jeśli jeszcze kiedyś prześpi się z facetem to będzie raczej ktoś w typie Kibuma, drobny, chudy, można powiedzieć, że trochę dziewczęcy, a tu nagle zaczynam go pociągać ktoś kto był raczej jak on sam.
- Dzięki Key! Teraz mam jeszcze większy mętlik w głowie.
- Nie ma za co. Ale polecam ci, żebyś zrobił tak jak zwykle. Nie myśl tylko działaj. To ci wychodzi najlepiej. – Nachylił się i pocałował go w policzek. – A teraz wybacz, bo właśnie do klasy wchodzi mój cel.
Uśmiechnął się lubieżnie na widok nauczyciela od matematyki i nieśpiesznie ruszył na swoje miejsce.



Miał ochotę olać zajęcia klubowe i pójść prosto do domu, strasznie mu się nie chciało, najchętniej poszedłby spać. Już miał zrealizować swój niecny plan, ale ktoś zagrodził mu drogę.
- Może dziś pójdziemy razem? – Niski głos zabrzmiał mu w uchu.
- Pewnie czemu nie? – Odpowiedział bez zastanowienia.
Szli przez chwilę z Minho w ciszy, a on nie mógł się powstrzymać i dyskretnie obserwował jego ruchy. Musiał przyznać, że poruszał się z dużą gracją, a tyłek miał wyjątkowo…
- Wybacz, że wczoraj byłem taki nie miły. – Przerwał jego rozważania.
- Nic się nie stało, choć muszę przyznać, że trochę mnie zaskoczyłeś.
- Tak?
- Ano tak. Słyszałem, że raczej jesteś wyjątkowo miły dla wszystkich.
- Od Kibuma?
- To najlepsze źródło informacji. – Uśmiechnął się pod nosem.
- Spotykacie się?
Jonghyun przystanął na chwilę zaskoczony, ale po chwili wybuchł głośnym śmiechem.
- W życiu, chyba byśmy się pozabijali.
- Jednak wydajecie się być dość blisko. – Patrzył mu cały czas w oczy.
- Powiem tak, teraz nie jesteśmy razem.
- Ach rozumiem. Czyli te plotki o tobie są prawdziwe.
- Jakie plotki? – Właściwie to nie musiał pytać, doskonale wiedział jaką miał opinie w szkole.
- Że zaliczasz wszystko co się rusza. – Minho uśmiechnął się pod nosem.
- Nie powiedziałbym, że to do końca prawda.
- W sumie to szkoda. – Mruknął pod nosem.
- Mówiłeś coś?
- Nie, tylko miło mi to słyszeć, bo nie wyglądasz na takiego co myśli tylko o seksie.
- Powiedziałbym, że to nie do końca prawda.
Nagle poczuł jak Minho szarpnął go za rękę i pchnął nim mocno na ścianę.
- To się akurat dobrze składa.
Nim zdążył choćby zaprotestować Choi musnął delikatnie jego rozchylone wargi, po czym przejechał językiem po górnej, by następnie przygryźć delikatnie dolną.
- Do jutra Jonghyuna.
I odszedł w kierunku swojej szatni zostawiając kompletnie zaskoczonego Kima wciąż stojącego przy ścianie.



- Co byś zrobił gdybym ci powiedział, że Choi Minho jest gejem? – Jedli właśnie spokojnie obiad kiedy wypalił z tym tekstem.
Key omal nie udławił się tym co miał w ustach, gdy to usłyszał. Nie wierzył w to, że jego gej radar został oszukany!
- Co?! Skąd wiesz?!
- Wczoraj poszliśmy razem na zajęcia klubowe i po drogę jakoś tak nam się zgadało o moich podbojach. – Spojrzał sugestywnie na Kibuma. – A potem on mnie pocałował.
- Nie!
- Tak. – Usłyszeli za sobą znajomy głos. – Mogę się dosiąść?
- J-jasne. – Kibum wciąż siedział z szeroko otwartymi ustami.
- Co się stało, że zaszczycasz nas swoją obecnością? – Jonghyun nawet na niego nie spojrzał.
- Jonghyun!
- Pomyślałem, że miło będzie zjeść w towarzystwie. – Odparł jakby nie usłyszał złośliwości w jego głosie.
- Masz rozdwojenie osobowości? Za każdym razem, gdy mamy okazję ze sobą porozmawiać zachowujesz się kompletnie inaczej.
- Po prostu nie wiem czy mogę pokazać ci moją prawdziwą twarz.
- Ach tak. – Kim w końcu zaszczycił go spojrzeniem. – Bo do molestowania jesteś pierwszy.
- To nazywasz molestowaniem? Chyba te plotki o tobie są rzeczywiście przesadzone.
- Mógłbym powiedzieć to samo. – Posłał mu kpiarski uśmieszek.
Tym razem nie miał zamiaru z nim przegrać. Bo tak postrzegał ich wczorajszy pocałunek, jak przegraną. Nie mógł uwierzyć, że ktoś tak po prostu próbował się nim zabawić i w dodatku tego nie ukrywał.
- Więc czemu się do nas dosiadłeś?
- Ponieważ chciałem bliżej poznać Kibuma, jestem ciekawy jakim typem osoby jesteś.
- Naprawdę?  Skąd to zainteresowanie? – W końcu udało mu się odzyskać zdolność mówienia. Nie wiedział co było takiego w Choi Minho, ale strasznie go pociągał i nie mógł się powstrzymać od rozbierania go w myślach.
- Zastanawiam się jaką osobą, jest ktoś komu udało się uwieść Kim Jonghyuna.
- Mogę odpowiedzieć tylko jednym słowem. – Nachylił się do jego ucha i wyszeptał. – Zajebistą.
Minho zamurowało tylko na chwilę, potem roześmiał się głośno. Nie spodziewał się takiej reakcji. Myślał, że chłopak zarumieni się, odbierze mu mowę, będzie zawstydzony… kolejna osoba, która kompletnie zaskakiwała go swoim zachowaniem.
- Dobrze wiedzieć. Może i mnie uda się ta sztuka.
- Czekam na to z niecierpliwością. – Jonghyun przejechał językiem po swojej wardze.
I po raz kolejny dał się zbić z pantałyku. Spodziewał się raczej jakieś kąśliwej uwagi, wyśmiania, czegokolwiek, ale nie tego.
- Chociaż jeśli mam być szczery to wolę zdobywać niż być zdobywany. – Jonghyun wstał od stołu uśmiechając się delikatnie. Ta runda należała do niego.



- Mówiłeś serio na stołówce? – Minho stał przy drzwiach do jego szatni i czekał, aż w końcu z niej wyjdzie.
- Kto wie? Nie powinieneś już być w domu? – Jonghyun stał tyłem do niego i upychał kolejne rzeczy do swojej torby.
- Czekałem na ciebie.
- Żeby mnie uwieść? – Uśmiechnął się pod nosem.
Mimo, że wyobrażał sobie, że sprawy potoczą się inaczej, to podobało mu się to w jaki sposób Minho na niego patrzył, ale postanowił, że nie pozwoli mu tak szybko osiągnąć celu.
- Można tak powiedzieć. Myślałem, że ci się to nie spodoba?
- Widzisz, sam chciałem się do ciebie zbliżyć, a jeśli i ty tego chcesz to jestem na wygranej pozycji.
- Tak ci się wydaje?
- A nie jest tak? Tylko zastanawia mnie jedno. Czemu zacząłeś całą tą zabawę dopiero wtedy, gdy ja się tobą zainteresowałem.
Minho zaszedł mu drogę i ponownie przyparł go ściany.
- Bo dzięki temu było o wiele ciekawej. Gdybym sam zaczął zabiegać o twoje względy, szybko byś się znudził jak całą resztą.
- Dużo o mnie wiesz.
- Można powiedzieć, że się trochę tobą interesowałem. – Jego twarz było coraz bliżej twarzy Jonghyuna.
- Bawiłeś się z cichego prześladowcę? – Patrzył mu cały czas w oczy, chciał wyczuć odpowiedni moment, żeby się z nim trochę podroczyć.
- Skądże znowu, ciężko było nie zwracać uwagi na kogoś kto jest ciągle na językach ludzi.
- Aż tak o mnie plotkują?
- Nawet nie wiesz jak bardzo.
Ich usta dzieliły już tylko milimetry. Po plecach Minho przebiegł dreszcz podniecenia. Od dłuższego czasu chciał go zniewolić, chciał sprawić, żeby myślał tylko o nim, a teraz gdy w końcu nadarzyła się ku temu okazja, miał zamiar skorzystać z niej w pełni.
Gdy ich usta prawie się stykały Jonghyun zrobił zgrabny unik, po czym prześlizgnął się pod jego ramieniem i nie oglądając się za siebie ruszył do wyjścia ze szkoły. Dopiero, gdy dochodził do drzwi odwrócił się i z lubieżnym uśmiechem na ustach powiedział:
- Do jutra Minho.



Biegł ile sił w nogach. Przez tego skórwiela od matematyki, który zmusił ich do zostania dłużej, ze względu na powtórzenie wiadomości do testu, był już mocno spóźniony na trening, a wiedział, że kapitan go zabije jeśli się nie pojawi. Niedługo miały odbyć się zawody i każdy trening był na wagę złota.
Wypadł zza zakrętu prawie się przy tym przewracając, przeklinał ten głupi przedmiot i salę do niego za to, że była na drugim końcu szkoły jeszcze na najwyższym piętrze.
Właśnie miał zacząć zbiegać ze schodów, gdy drzwi do sali obok się otworzyły i został wciągnięty do środka.
Ledwo łapiąc oddech i ogarniając sytuację rozglądał się w około, ale dopiero, gdy odwrócił się w stronę drzwi zobaczył przyczynę swoich kłopotów.
- Czy tobie do reszty mózg odjęło? Jakbyś nie zauważył śpieszę się na trening.
- Pomyślałem, że mógłbyś poświęcić mi chwilkę. – I na jego oczach przekręcił klucz w zamku, po czym wyjął go i schował do kieszeni.
- Co ty odwalasz? Jestem już spóźniony! I ty z resztą też.
- Jak opuścisz jeden trening to nic ci się nie stanie. – Minho podchodził do niego coraz bliżej.
Jonghyuna przez chwilę zamurowało. Co prawda przez ostatnich kilka dni zdarzało mu się prowokować Choi i zostawiać go na pastwę losu tuż przed rozpoczęciem właściwej akcji, ale nie pomyślał, że przez to doprowadzi do czegoś takiego.
- Widzisz ostatnio nie byłeś dla mnie zbyt miły nie sądzisz? Ja starałem się jak mogę, a ty…
- Minho słuchaj to nie najlepszy moment. – Cofnął się niemal pod okno i oparł się biodrami o jakieś zabłąkane biurko.
- Dlaczego nie? – Położył dłonie po jego obuch stronach.
- Trening. – Powiedział dość pewnie siebie.
- Jesteś dość monotonny dzisiaj. – Przysuwał się coraz bliżej niego. – Ale teraz mi nie uciekniesz.
Nie czekając na żadną reakcję z jego strony wpił się w jego usta. Nie był delikatny, niemal miażdżył się swoimi wargami, całował go zachłannie co chwila kąsając je.
- Jak tam stawiasz sprawę to chyba mogę odpuścić sobie ten trening. – Powiedział, gdy oderwał się od niego. – Ale pod jednym warunkiem.
- Nie ważne jaki on będzie i tak cię dzisiaj stąd nie wypuszczę. – Wymruczał mu do ucha.
- Nie pozwalaj sobie. – Chwycił go mocno za podbródek. – Myślisz, że tak po prostu spełnię każdą twoją zachciankę?
- Nie tylko moją, wiem, że ty też już nie możesz dłużej mi się oprzeć. – Zdobił pocałunkami jego szyję, schodząc coraz niżej, by po chwili przejechać zębami po jego wystającym obojczyku.
- Twoje mniemanie o własnej osobie jest zbyt duże. – Pociągnął go mocno za włosy i tym razem to on złączył ich usta w pocałunku.
W życiu nie przyznałby mu racji, ale rzeczywiście te ich gierki zaczynały już go męczyć, było tak jak mówił Minho, pragnął i nie mógł tego ukryć.
Pod wpływem kilku pocałunków jakie mu zaserwował stał już na baczność gotowy do dalszych atrakcji. Chociaż uprawiał już seks z mężczyzną teraz był dużo bardziej pobudzony niż wtedy, gdy robił to z Kibumem… ba nigdy tak się nie czuł przy żadnej dziewczynie.
- To moja zaleta.
Chwycił go mocno za pośladki i usadził na biurku, ponownie zanurzając się w jego pełnych wargach. Od początku bawiło go drażnienie tego człowieka, ale nie myślał, że tak szybko zawładnie jego myślami. Niemal od samego początku rozbierał go wzrokiem za każdym razem, gdy był w pobliżu, a teraz w końcu miał okazję sam pozbawić go garderoby.
Bez zbędnych ceregieli ściągnął jego koszulę, nie przerywając pocałunku. Jego ręka zaczęła wędrować po umięśnionym torsie Jonghyuna, a pod wpływem jego dotyku pojawiała się na niej gęsia skórka.
- Nie myślałem, że tak to się skończy. – Powiedział Kim, gdy oderwał się od niego niecierpliwie zaczął rozpinać jego mundurek.
- Tu się różnimy, ja chciałem przelecieć cię od początku. – Wpił się w jego usta, jednocześnie mocno ściskając jego przyrodzenie wciąż ukryte pod materiałem spodni.
- Skąd pomysł, że to ty mnie przelecisz? – Jonghyun odepchnął go od siebie.
- Oj nie drażnij się ze mną.
Pchnął go na ławkę tak by pod nim leżał i niemal jednym ruchem zdarł z niego spodnie wraz z bokserkami i rzucił gdzieś w kąt.
- Urwałeś guzik! Jak ja wrócę potem do domu?
- Serio teraz myślisz o tym? – Minho uśmiechnął się lekko.
Przejechał dłonią po całym jego ciele, od szyi, przez klatkę piersiową, zahaczył o twardniejące już sutki, następnie powędrował na jego umięśniony brzuch, by następnie przejechać nią po sterczącym na baczność członku.
Obserwował przy tym twarz Jonghyuna, który przymknął lekko powieki i poddawał się jego dotykowi. Czuł się wspaniale, miał wrażenie, że w każdym miejscu którego dotykał szaleje pożar, który może ugasić tylko on.
Podniósł się delikatnie na łokciach i zaczął rozpinać jego spodnie, ale Minho miał inne plany. Chwycił mocno jego nadgarstki i umieścił jego nad jego głową, a jego usta zaczęły powolną wędrówkę wzdłuż jego ciała. Szczególnie skupił się na jego sutkach, muskał je językiem, napawając się cichymi pomrukami, które wydobywały się z ust Kima.
Jonghyun nie poznawał sam siebie, nigdy by nie pomyślał, że znów będzie uprawiał seks z facetem i w dodatku skończy jako kot? Nie to się nie mieściło w jego głowie, ale musiał przyznać, że niezbyt mu to przeszkadzało, teraz liczyła się dla niego tylko przyjemność.
Pozwolił by Minho nawilżonymi wcześniej palcami penetrował jego wnętrze, jedyne na co nie mógł sobie na uwolnienie swojego głosu. Wciąż pamiętał o tym, że nadal są w szkole i gdyby ktoś ich usłyszał mieliby nie lada kłopoty… jednak, gdy Choi zaczął pocierać jego penisa, w rytm ruchów jakie wykonywał w jego wnętrzu z jego ust wydobył się przeciągły jęk.
- Już myślałem, że cię dzisiaj nie usłyszę. – Mruknął mu do ucha, nagryzając je lekko przy tym.
- Jeśli dalej będziesz się tak opierdzielał to nic więcej nie usłyszysz. – Mimo, że ledwo łapał oddech wciąż było go stać na kąśliwe uwagi.
W tym momencie Minho stracił resztki cierpliwości. Wyciągnął palce i niemal w tym samym momencie wszedł w niego wszedł w niego gwałtownie, powodując tym samym głośny krzyk z ust Kima. Przez chwilę zatracił się w przyjemności jaką odczuwał. Jego wnętrze było ciasne i gorące, a ścianki odbytu zaciskały się miarowo na jego przyrodzeniu.
- Mówiłeś coś bo niedosłyszałem?
- Pieprz się Choi Minho. – Wysyczał Jonghyun.
- Pieprzyć to będę, ale ciebie.
Pocałował go namiętnie i zaczął się w nim poruszać. Z początku wchodził w niego powoli, chciał rozkoszować się uczuciem, jakie odczuwał, ale gdy ciche pojękiwania ze strony Jonghyuna zmieniły się w coraz głośniejsze okrzyki zaczął przyśpieszać swoje ruchy, tylko po to, żeby znów usłyszeć jak dzięki niemu zdziera sobie gardło.
Choć z początku bolało bardziej niż to sobie wyobrażał, to gdy Minho trafił w jego prostatę kompletnie zapomniał o czymś takim jak ból. Miał wrażenie, że przyjemność rozrywa go od środka, nie kontrolował już swojego głosu było mu zbyt dobrze, a wiedział, że może być jeszcze lepiej, więc starał się poruszać w rym pchnięć Choi, ale ten po chwili mu to uniemożliwił przyszpilając go do blatu biurka.
- Sprawię, że nie pomyślisz już o seksie z nikim innym. – Wyszeptał całując go coraz zachłanniej.
Chwycił go mocno za biodra i wszedł w niego gwałtownie, sprawiając, że Jonghyun wygiął swoje plecy w łuk, a z jego ust wydobył się głośny krzyk.
Poruszał się coraz gwałtowniej, nie myślał o tym, że ktoś może ich nakryć, myślał tylko o tym, że jest teraz z Jonghyunem, że jest w nim, że dzięki niemu odchodzi od zmysłów z rozkoszy.
Obaj czuli, że są na granicy, że spełnienie jest tuż za rogiem. Minho zatracił się w tym co robił, wchodził w niego coraz szybciej, coraz mocniej, aż po sali rozchodził się dźwięk klapnięć. Nie mógł powstrzymać lekkiego uśmiechu zadowolenia, kiedy Jonghyun doszedł na swój brzuch krzycząc jego imię i ciągnąć go mocno za włosy. Wpił się wtedy w jego usta i wykonał kilka ostatnich ruchów rozlewając się w jego wnętrzu.
- To było…
- Wiem. – Pocałował go namiętnie. – Opłacało się mnie tak zwodzić?
- Jeśli dzięki temu zafundowałeś mi ten orgazm, to jak najbardziej.
Jonghyun przyciągnął go do kolejnego namiętnego pocałunku. Zdecydowanie się opłacało.



Szedł korytarzem na pierwszą lekcję i przeklinał dzień, w którym zainteresował się Choi Minho. Nie ukrywał tego było zajebiście, ale teraz równie zajebiście bolały go biodra.
Wszedł ledwo do sali i od razu napotkał zaciekawiony wzrok Kibuma. Oj teraz to się nasłucha. Starając się ignorować jego osobę podszedł do swojej ławki i spojrzał na krzesło jak na najgorszego wroga. To będzie ciężki dzień.
- Dzień dobry! – Key podszedł do niego i klepnął go przyjacielsko w tyłek.
- Dobry. – Burknął tylko, próbując nie krzyknąć z bólu.
- Słyszałem, że nie było cię wczoraj na treningu. Dzisiaj hyung da ci niezły wycisk.
- Nie przypominaj mi.
- A co ty taki nie w humorze.
- Zdaje ci się. – Nie mogąc dłużej tak stać bezczynnie Jonghyun powoli z lekkim wahaniem zajął swoje miejsce, krzywiąc się przy tym niemiłosiernie.
- Co się tak krzywisz… - Chciał coś jeszcze dodać, ale zaniemówił. Za dobrze znał tę reakcję. I to z własnego doświadczenia. – Nie?! Serio?! Nie wierzę!
- No to musisz uwierzyć. – Choi Minho stał za jego plecami i uśmiechał się pogodnie.
- Musisz się zawsze pojawiać tak znienacka? – Key przez chwilę patrzył na niego wilkiem po czym uśmiechnął się szeroko. – Gratulację. Ale jeśli mam być szczery myślałem, że będzie odwrotnie. Jonghyun do tej pory bronił swojego tyłka jak niepodległości.
- Musicie tutaj o tym gadać? – Mruknął Kim kładąc głowę na ławce.
- Mam swoje sposoby by złamać jego opór. – Nachylił się do Kibuma. – Więc nawet nie myśl o tym, żeby się ponownie pakować mu się do łóżka.
Odchodząc do swojej ławki posłał mu niezbyt przychylne spojrzenie.
- Kim Jonghyun, ale się wpakowałeś. – Poklepał przyjaciela po ramieniu.
- Mi to mówisz? – Powiedział krzywiąc się lekko.
Dobrze wiedział, że Minho będzie chciał mieć go na wyłączność, ale jeśli nadal będzie fundował mu taki seks to nie miał nic przeciwko.