piątek, 12 lutego 2016

VII. Bez mojej zgody (Dodatek)

Witam Was wszystkich :* 
Nowa notka jest trochę później niż to planowałam, ale i tak w lepszym tempie niż to działo się przez ostatnie kilka miesięcy ;) 
Kochani co tu dużo mówić, życzę Wam miłego czytania i czekam na Wasze komentarze :* <3
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
beta: Kochana Korektorka powróciła <3












- Profesorze Kim, jest tu pan? – Blond czupryna niemal wskoczyła do jego gabinetu.
- Nie ma mnie. – Odpowiedział nie zaszczycając go nawet spojrzeniem. Ten dzieciak coraz bardziej działał mu na nerwy.
- Przecież widzę, że pan jest. Mogę wejść?
- Czy jak powiem nie to cię powstrzyma od wtargnięcia tutaj?
- Nie. – Wyszczerzył się i bezceremonialnie wszedł do środka.
- Tak myślałem. Kim Kibum czy twoją nową pasją stało się uprzykrzanie mi życia?
- Skąd ten pomysł? Ja po prostu uwielbiam spędzać z profesorem czas.
- W przeciwieństwie do mnie. – Jonghyun zsunął okulary na czubek nosa i spojrzał na niego podejrzliwie. Nie miał czasu, a co ważniejsze siły na podchody jakiegoś małolata.
- Jasne, bo uwierzę! Wiem, że pan też mnie lubi. – Uśmiechnął się delikatnie i nie czekając na zaproszenie rozsiadł się na krześle po drugiej stronie biurka.
- Masz wybujałą wyobraźnie Kim Kibum. A teraz z łaski swojej wyjdź skoro nie masz do mnie żadnej sprawy.
- Oj oj widzę, że ktoś tu jest nie w humorze. W takim razie zobaczymy się na zajęciach panie profesorze. – Nachylił się na biurkiem i wyszeptał. – Proszę mi mówić Key.
Odwrócił się napięcie i tuż przed wyjściem z gabinetu posłał mu całusa w powietrzu.
Kim Jonghyun zdjął okulary i przetarł twarz ze zmęczenia. Jakby nie miał dość problemów to teraz jeszcze na dodatek dostał napalonego studenta w prezencie. Miał wrażenie, że ostatnio los z niego okrutnie kpi. Najpierw ta sprawa z Taeminem, potem o mały włos nie zwolnili go z pracy, a teraz jeszcze gnojek, który gdyby mógł dobrałby mu się od razu do spodni.
Westchnął i podszedł do okna. Ostatnio w jego życiu wydarzyła się tylko jedna dobra rzecz, a mianowicie zakończył terapię, a ostatnio nawet spotkał przez przypadek pana Choi Minho w sklepie i nie miał ochoty skręcić mu karku. O dziwo nawet dobrze im się rozmawiało, a co było jeszcze bardziej zadziwiające umówili się na partyjkę tenisa w przyszłym tygodniu. Nie mógł uwierzyć ile w jego życiu się ostatnio zmieniło, ale cieszyły go te zmiany, w końcu czuł się sobą, w końcu czuł się wolny, a może z czasem będzie szczęśliwy, bo na razie mógł powiedzieć o sobie, że jest zadowolony… zmęczony, ale zadowolony.
Spojrzał na zegarek i uśmiechnął się do siebie. Jeśli się pośpieszy to wypije dobrą kawę, a dopiero po tym będzie musiał iść na zajęcia ze swoją grupą… z grupą, w której był Kim Kibum.



- Profesorze Kim! – Key niemal podbiegł do niego po zakończeniu zajęć.
- Czy ty nie masz znajomych? – Posłał mu ciężkie spojrzenie.
- Mam i to wielu. – Uśmiechnął się do niego szeroko.
Jonghyun miał wrażenie, że gdyby nie uszy to ten dzieciak uśmiechał by się dookoła swojej głowy.
- Ale ja nie w tej sprawie. Mam pytanie co do tematu dzisiejszych zajęć.
- Jeśli tak to chętnie na nie odpowiem.
- Nie do końca rozumiem te zasady budowania schematów społecznych.
- A co do tego, to dzisiaj było tylko wprowadzenie, wszystko szczegółowo omówię na następnych zajęciach. – Uśmiechnął się do niego lekko i zaskoczeniem zauważył lekki rumieniec na policzkach młodszego.
- Ach to świetnie. – Odwzajemnił uśmiech. – Chcę wszystko jak najlepiej zrozumieć. Dziękuję i do zobaczenia.
Odwrócił się i z lekkim uśmiechem na ustach niemal w podskokach ruszył do wyjścia.
- Key! – Poczuł, że serce szybciej mu zabiło, gdy zawołał go w ten sposób. – Jakbyś jeszcze miał jakieś pytania dotyczące zajęć do zapraszam do siebie na dyżur.
- Na pewno będę!
- Ale ostrzegam cię jeśli znów przyjdziesz do mnie z jakimiś pierdołami to wylecisz w podskokach.
- Nie zrobi pan tego. Obaj wiemy, że pan też mnie lubi. – Uśmiechnął się szeroko i wyszedł z sali wykładowej.
Po wielu staraniach i niemal pół roku zajęć w końcu udało mu się choć trochę przebić skorupę jaką wytworzył wokół siebie jego ulubiony profesor. Słyszał wiele plotek na temat Kim Jonghyuna, dobrze wiedział, że wiele wydarzyło się w jego życiu, ale miał zamiar zrobić wszystko, żeby go zdobyć, to dzięki niemu znów się uśmiechał.
Uśmiechał się tak jak pierwszego dnia zajęć, jak tego dnia, w którym się w nim zakochał. Nie mógł oderwać wtedy od niego wzroku, zawsze kpił z miłości od pierwszego wejrzenia, a to właśnie jemu się przydarzyła. To była ironia losu nie ma co. Bał się, że to będzie nieodwzajemniona miłość, ale jakiś czas później dowiedział się, że jego psor jest gejem, a jeszcze później, że rozstał się ze swoim partnerem… i właśnie wtedy Jonghyun zaczął budować mur wokół siebie kompletnie się od wszystkich odgradzając. Już nie żartował na zajęciach, nie zostawał dłużej żeby porozmawiać ze studentami. Key miał wrażenie, że ma przed sobą ofiarę dementora. Właśnie wtedy postanowił sobie, że za wszelką cenę przywróci mu ten radosny uśmiech.
Wszedł do swojej ulubionej kawiarni i ku swojemu zaskoczeniu zobaczył kogoś znajomego. Z lekkim wahaniem podszedł do stolika przy którym siedział.
- Przepraszam mogę się dosiąść? – Miał ogromną nadzieje, że go pozna.
- Ach Kim Kibum-shi? Pewnie, miałem pracować, ale tak bardzo mi się nie chcę.
- Na pewno nie przeszkadzam? – Nie wiedział czemu ten człowiek go onieśmielał.
- Daj spokój. Zamów sobie kawę i wracaj tutaj to pogadamy. – Uśmiechnął się szeroko.  
Key nie bardzo wiedział co miał myśleć o tym człowieku. Przy ich pierwszym spotkaniu wydawał się bardzo miły, ale teraz gdy był z nim sam na sam odczuwał jakiś irracjonalny niepokój.
- Chyba nie miałem się okazji ostatnio przedstawić. Jestem Lee Taemin. – Powiedział od razu, gdy zajął miejsce naprzeciw niego.
- Miło mi pana poznać.
- Daj spokój z tym panem. Jak tak bardzo chcesz to możesz mi mówić hyung.
- Taemin hyung. – Powtórzył cicho. – Nie miałbyś nic przeciwko, gdybym cię o coś zapytał?
- Czyżby chodziło o profesora Kima?
- To aż tak widać? – Czuł, że rumieniec wpływa mu na policzki.
- Potrafię obserwować ludzi. Mam wrażenie, że zależy ci na nim bardziej niż na zwykłym wykładowcy, mam rację?
- Chyba nic przed tobą nie ukryję hyung.
- Jakoś tak wyszło. Więc o co chciałeś zapytać?
- Czy istnieje jakiś sposób, żeby Jonghyun się mną zainteresował?
Lee Taemin przyglądał mu się przez chwilę z uśmiechem. Cieszył się, że jego przyjaciel w końcu znajdzie kogoś kto nie widzi świata poza nim.
- Wydaje mi się, że wystarczy, że będziesz sobą. Jonghyun docenia i lubi szczerych ludzi. A taka osoba jak ty na pewno mu pomoże, szczególnie teraz.
Spojrzał na starszego zaskoczony. Nie spodziewał się usłyszeć czegoś o życiu prywatnym swojego profesora.
- Co masz na myśli?
- Nie ja powinienem ci o tym mówić. – Westchnął. Yura miała rację, ma zdecydowanie za długi język. – Jonghyun jest po ciężkim rozstaniu i może na to nie wygląda, ale naprawdę potrzebuje kogoś kto się nim zaopiekuje, kogoś kogo pokocha całym sercem. A widzę, że ty możesz być tym kimś Kim Kibum.
Zatkało go. Rozmawiali ze sobą parę minut, a jemu udało się go dokładnie rozszyfrować. Jednak miał rację, że ten człowiek jest na swój sposób niebezpieczny.
- Nie przejmuj się, tylko ciągle brnij przed siebie, a w końcu ci się uda. – Taemin wstał od stolika, po czym poczochrał jego blond czuprynę. – Powodzenia.
Gdy starszy był już niemal przy drzwiach Key poderwał się na równe nogi i podbiegł do niego.
- Czy możesz mi powiedzieć kim była ta osoba, z którą rozstał się…? – Urwał na widok bólu wypisanego na twarzy mężczyzny.
- Dobrze się domyślasz, że to byłem ja. Ale lepiej żebyś wszystkiego dowiedział się od Jonghyuna. – I wyszedł zostawiając go z wyrazem niedowierzania wypisanym na twarzy.



- Key! – Już cieszył się, że w spokoju pójdzie do domu, gdy usłyszał głos jednego ze swoich wnerwiających znajomych.
- O co chodzi Jongin?
- Oddałeś już nasz projekt profesorowi Kim?
- Nie. – Spojrzał na niego obojętnie.
- Przecież dzisiaj był ostateczny termin!
- Cholera kompletnie o tym zapomniałem. Zaraz do niego pójdę.
- Dzięki stary.
- Nie ma sprawy.
Chcąc nie chcąc ruszył w głąb uczelni. Od kilku dni specjalnie nie miał ochoty widywać się ze swoim niezwykle przystojnym profesorem. A to wszystko wina Lee Taemina. Przez niego nie mógł przestać o tym wszystkim myśleć. Ciągle wyobrażał ich sobie razem i wmawiał sobie, że lepiej do siebie pasują.
Z ciężkim sercem zapukał do drzwi, ale odpowiedziała mu cisza. Przygryzł wargi ze złości, do tego wszystkiego brakowało mu jeszcze niezaliczonego przedmiotu. Zgrzytając zębami udał się do dziekanatu, w nadziei, że jedna z tych wiedźm mu pomoże.
- Szukasz profesora Kim Jonghyuna? Z tego co wiem skończył już wszystkie zajęcia.
- A mogłaby pani do niego zadzwonić? To naprawdę sprawa życia lub śmierci.
- Jak każda tutaj. – Odburkła, ale wzięła słuchawkę do ręki i wybrała numer. – Panie Kim? Jest tu pański student i pyta o pana? Tak? Coś z pracą zaliczeniową. Rozumiem, tak przekażę.
Kibum stał i czuł, że strach wbija mu się w żołądek. Widział, że znajomi go zabiją jeśli przez niego udupią to zaliczenie.
- Masz szczęście kochanieńki. Tu masz adres profesora, powiedział, żebyś mu podrzucił tę twoją pracę do jego mieszkania.
- Dziękuję bardzo. – Z bijącym sercem wziął kartonik i pośpiesznie udał się do wyjścia. Takiego obrotu spraw to się na pewno nie spodziewał.



Stał przed domofonem już dobrych kilka minut i prowadził wewnętrzną walkę. Jeszcze kilka dni temu dałby się zabić za adres Kim Jonghyuna, a teraz gdy już tu był i stał sobie przed klatką schodową zaczął się wahać. Nie wiedział co ma mu powiedzieć, gdy go zobaczy, wiedział, że nie może zapytać o Lee Taemina, ale bał się, że jego usta zadziałają szybciej niż mózg i coś palnie. Z drugiej jednak strony o niczym tak nie marzył jako tym, żeby znów go zobaczyć. I gdy wyciągał rękę by wcisnąć odpowiedni guzik miał wrażanie, że serce wyskoczy mu z piersi…
- Słucham?
- Profesorze Kim…
- A tak Key! Wchodź. – Omal nie dostał zawału gdy usłyszał jak drzwi wejściowe zwalniają zamek.
Niewiele pamiętał z tego jak dostał się na górę, ale gdy był niemal przy samych drzwiach przywitał go najwspanialszych widoków na świecie – Kim Jonghyun stał w drzwiach, w luźnym podkoszulku i dresach.
- Już myślałem, że się zgubiłeś po drodze. Wchodź.
- Przepraszam.
Niepewnie wszedł do środka i rozejrzał po mieszkaniu. Wiele razy próbował wyobrazić sobie jak wygląda jego mieszkanie, ale przywitało go duże jasne wnętrze, którego kompletnie się nie spodziewał.
- Coś się stało? Jesteś mniej energiczny niż zwykle. – Jonghyun zajrzał mu w oczy.
- Nie, wszystko w porządku.
- Skoro tak to pokaż mi tę waszą pracę to od razu sprawdzę.
- Ale nie ma takiej…
- Spokojnie. Przecież to dla mnie żaden kłopot. Siadaj, a ja ci robię kawy. – Poczochrał go po włosach i odszedł do kuchni.
No i jego misterny plan poszedł na spacer. Miał zamiar wejść, dać pracę i wyjść, a tu teraz będzie kawkę sobie pić. Marzył, że w końcu się do niego zbliży, że będzie dla niego oporą, a teraz jak zwyczajny gówniarz dawał nogę, nie tak miało być. Kim Kibum masz wziąć sprawy w swoje ręce i zachować się jak mężczyzna.
- Twoja kawa. – Jonghyun postawił kubek przed nim.
- Dziękuję. – Uśmiechnął się do niego.
- Chyba już ci lepiej.
- Może dlatego, że pan tu jest.
- Znowu zaczynasz? Uważaj, bo mogę się pomylić przy sprawdzaniu i nie zaliczysz.
- Nie zrobiłby pan tego.
- Skoro tak mi ufasz to daj mi teraz pół godzinki i dowiemy się jak wam poszło.
- Proszę udawać, że mnie tu nie ma.
Zdjął kurtkę i usiadł wygodnie, delektując się wyśmienitą kawą. Nie mógł powstrzymać uśmiechu, gdy przez myśl przeszło mu, że mógłby pić taką kawę codziennie rano.
Miał zamiar być cicho i nie przeszkadzać w pracy swojemu profesorowi, ale przychodziło mu to z trudem. Siedział wpatrzony w niego jak w obrazek i uśmiechał się mimowolnie. Nic dziwnego, że od razu wpadł mu w oko, był totalnie w jego typie, nie za wysoki nie za niski, dobrze zbudowany, o spojrzeniu które przeszywało go na wylot oraz o uśmiechu który zwalał go z nóg. Tak dawno nie widział tego uśmiechu, ale doprowadzi sprawę do końca, sprawi, że znów na jego ustach zagości i to dzięki niemu.
Gdzieś w połowie swoich wyobrażeń poczuł, że opada mu głowa i już po chwili oddał się w objęcia Morfeusza.


Jonghyun wstał od stołu i ledwo udało mu się powstrzymać od głośnego parsknięcia śmiechem. Jego student w najlepsze spał na kanapie ciągle ściskając kubek z kawą w dłoniach.
Podszedł do niego nieśpiesznie i uważając, żeby go nie obudzić wyjął naczynie z jego rąk. Musiał przyznać, że w tym momencie był nawet uroczy. Szybko wziął koc z oparcia kanapy i przykrył go.
- Jonghyun… - Wyszeptał cicho, po czym otworzył oczy.
To był niemal ułamek sekundy. Nawet nie zdążył pomyśleć kiedy usta młodszego zetknęły się z jego, a po jego ciele przeszedł delikatny dreszcz.
Key już wyciągał rękę i móc pogładzić go po policzku, gdy starszy nagle odepchnął go od siebie.
- Kibum nie. My nie możemy.
Niemal usłyszał dźwięk tłuczonego szkła. Poderwał się raptownie z kanapy i spojrzał mu prosto w oczy.
- Czemu nie?! W czym jestem gorszy od niego?!
- Co..?
- Czy Taemin hyung naprawdę jest dla ciebie aż tak ważny?!
Jonghyun stał przez chwilę jak skamieniały. Powoli docierały do niego wypowiedziane przed chwilą słowa.
- Skąd o tym wiesz?
- Spotkałem go kilka dni temu i raczej przez przypadek mi o was powiedział… Powiedział mi, że kiedyś się spotykaliście. – Odwrócił wzrok, bo poczuł, że po policzku spływają mu łzy.
- Nie wiem co takiego powiedział ci Taemin, ale dla mnie to zamknięty rozdział. Nie było mi łatwo, ale uporałem się z uczuciem do niego i teraz można powiedzieć, że znów jesteśmy przyjaciółmi.
- Więc dlaczego nie chcesz być ze mną?! Co takiego ci we mnie nie pasuje?! – Nie wiedział jak udało mu się mówić wyraźnie mimo spływających potokami łez.
- Tu nie chodzi o ciebie Kibuma. Ja nie jestem gotowy być z kimś, nie wiem czy kiedykolwiek będę gotów. A po za tym jesteś moim studentem… my nie możemy…
- Dlaczego nie spróbujesz?! – Podszedł do niego i chwycił mocno za ramiona. – Dlaczego nie chcesz się przekonać? Dlaczego ciągle odtrącasz moje uczucia?
- To nie tak…
- Więc jak? Myślisz, że ze mną nie będziesz szczęśliwy?!
Nie mógł odwrócić wzroku od tych brązowych oczu pełnych łez, które były przepełnione determinacją i miłością.
Nim zdążył pomyśleć tulił go do siebie mocno.
- Nie wiesz w co się pakujesz.
- To jest w tym momencie nie ważne. Chcę żebyś znów był szczęśliwy i wiem, że dzięki mnie będziesz.
- Jakiś ty pewny siebie.
- To jedna z moich zalet.
Jonghyun ujął jego twarz w dłonie i otarł ją z łez. Łez które przelał dla niego, łez które świadczyły o jego miłości, o jego determinacji, o jego woli walki.
- Choć nadal nie powinien się na to zgodzić w końcu jesteś moim studentem.
- Za dużo gadasz.
Nie czekając na żadną reakcję z jego strony znów złączył ich usta i tym razem otrzymał taką odpowiedź jakiej się spodziewał. Starszy Kim delikatnie muskał jego wargi, gładząc przy okazji jego zaczerwieniony policzek. Po chwili oderwali się od siebie by zaczerpnąć powietrza.
- Nie wierzę, że to robię chyba do reszty oszalałem.
- No ja mam nadzieje, że na moim punkcie.



- Ach tutaj! – Głos Kibuma rozchodził się po całym mieszkaniu.
Wił się pod nim zatracając się w rozkoszy jaką mu fundował. Nawet w najśmielszych fantazjach nie przypuszczał, że w końcu wylądują w łóżku, ale nie narzekał. Całkowicie poddawał się wszystkim pieszczotą jakie fundował mu straszy.
Jonghyun wsunął kolejnego palca w jego gorące wnętrze i do jego uszu dobiegł kolejny przeciągły jęk. Powoli poruszał palcami by jak najlepiej go przygotować, chciał żeby młodszy nie żałował swojej decyzji, mimo że z początku nie chciał się na to wszystko zgodzić to teraz jego wątpliwości uleciały w siną dal.
Z zapamiętaniem wpatrywał się w jego zarumienioną twarzyczkę, napawał się każdym dźwiękiem, który wychodził z jego ust, chciał żeby młodszy czuł się jak nigdy wcześniej. Wolną ręką chwycił go za przyrodzenie i zaczął nią poruszać w rytm ruchów jakie wykonywał wewnątrz niego.
- Hyung nie… ja zaraz dojdę…
- I właśnie o to mi chodzi. – Odparł z lekkim uśmiechem na ustach.
- Ale ja nie chcę… - Ledwo łapał oddech, musiał naprawdę się starać, żeby mówić wyraźnie. – Chcę razem…
- Za chwilę.
Nachylił się i ucałował jego pełne usta po czym przyśpieszył swoje ruchy, a po chwili do jego uszu dobiegł głośny krzyk.
- To nie fair. – Wydyszał Key po chwili.
- Dlaczego? Przecież było ci dobrze. – Uniósł jedną brew w geście zdziwienia.
- Wybacz, ale ja nie bawię się w jednostronną przyjemność.
Odepchnął go od siebie, po czym usadowił się wygodnie między jego nogami i wydobył sterczącego już na baczność członka starszego.
- Kibum czekaj! – Ale było już za późno. Poczuł gorące usta młodszego na swoim przyrodzeniu.
Musiał przyznać, że miał w tym wprawę. Poruszał sprawnie językiem doprowadzając go do stanu wrzenia. Po chwili dołączył rękę i poruszał nią w rytm swoich ruchów fundując Jonghyunowi wrażenia nie z tej ziemi. Odchylił głowę w tył i jęknął cicho, gdy młodszy zassał się na czubku i ponownie wziął go całego w usta. Nie mógł uwierzyć w to do jakiego stanu doprowadził go ten gówniarz. Miał wrażenie, że zaraz oszaleje, czuł że jest na skraju, a młodszy jakby w reakcji na jego myśli przyśpieszył swoje ruchy, by po chwili poczuć słonawą wydzielinę na swoim języku.
- I jak ci się podobało hyung? – Uśmiechnął się lubieżnie na widok jego miny.
Jonghyun w odpowiedzi tylko warknął cicho i przyciągnął go do kolejnego pocałunku. Ja języku wyczuł swój smak co nie wiedzieć czemu podnieciło go jeszcze bardziej. Nie minęła nawet chwila, a znów był gotowy do akcji.
Popchnął młodszego na poduszki i zaczął powoli w niego wchodzi.
- O mój Boże! – Krzyknął Key, gdy starszy Kim wszedł do końca.
- Zaraz będzie jeszcze lepiej. – Powiedział całując jego usta.
- No ja myślę.
- Jesteś niesamowity Kim Kibum. – Stało się. Key poczuł jak serce przyśpiesza mu jeszcze bardziej niemal wyrywając się na wolność. Uśmiechnął się. To był ten uśmiech. Ten który zobaczył pierwszego dnia. – Ach! Nie zaciskaj się tak na mnie.
Mruknął mu do ucha.
- Wybacz, ale to przez ciebie.
- Skoro tak to chcę usłyszeć jak przeze mnie nie będziesz mógł jutro mówić.
Wszedł w niego znów do końca trafiając idealnie w prostatę i ku jego satysfakcji usłyszał przeciągły jęk.  Nie poprzestał jednak na tym jednym, chciał wywołać całą falę jęków.
Wchodził w niego miarowo, a Key wychodził mu ochoczo naprzeciw domagając się by przyśpieszył swoje ruchy, ale Jonghyun miał inne plany. Wchodził w niego powoli, ale mocno i do końca za każdy razem idealnie trafiając w prostatę, a co za tym szło, z ust młodszego słyszał ciche okrzyki przyjemności.
- Jonghyun… mocniej… ja chcę…
- Czego chcesz? – Wyszeptał mu do ucha nadgryzając je lekko.
- Chcę, żebyś mnie wziął… szybciej… mocniej…
Jakby na potwierdzenie swoich słów zacisnął się mocniej na przyrodzeniu starszego.
- Jakiś ty nie przyzwoity. – Pocałował go namiętnie.
Nim Kibum zdążył cokolwiek odpowiedzieć, starszy chwycił go mocniej za biodra i przyśpieszył swoje ruchy, teraz wchodził w niego szybko, chaotycznie, napawając się uczuciem gorąca i przyjemności jakiego doznawał w jego wnętrzu i uczuciem szczęścia i satysfakcji, gdy słyszał urywany oddech młodszego i raz po raz wypowiadane przez niego imię. Jedno imię. Jego imię.
Jonghyun z chwili na chwilę przyśpieszał swoje ruchy wchodząc w niego coraz mocniej, aż po pokoju rozchodziły się dźwięki uderzających o siebie dwóch spragnionych bliskości ciał.
Obaj czuli, że są już na granicy… wystarczyło kilka mocnych, szybkich pchnięć by Key doszedł brudząc ich brzuchy swoją spermą, a Jonghyun doszedł chwilę po nim w jego wnętrzu, szepcząc jego imię w ekstazie…
Leżeli obok siebie powoli uspokajając swoje oddechy.
- No to się władowałem, nie ma co. – Powiedział po chwili Kim Jonghyun.
- Co to miało znaczyć?! – Key nachylił się nad nim.
- Nic tylko myślę jak pogodzę bycie twoim wykładowcą z byciem twoim chłopakiem.
- Tylko tym się teraz martwisz?
- W zasadzie tak.
- A co z Taeminem hyung? – Widać, że w jego oczach kryła się niepewność.
- A ty ciągle o tym? Kim Kibum czy to co się przed chwilą wydarzyło nie było wystarczającym dowodem na to, że w ogóle już mi na nim nie zależy?
- Wiesz istnieje jeszcze możliwość, że poleciałeś na mój zgrabny tyłek.
Jonghyunowi aż zabrakło tchu. Nie ma co, nigdy nie wygra z tym dzieciakiem.
- Wygląda na to, że twój tyłek potrzebuje powtórki, żebyś w końcu zrozumiał co mam na myśli.
Rzucił się na młodszego i przyszpilił go do łóżka.
Kim Jonghyun w tym momencie mógł powiedzieć z ręką na sercu, że wszystkie zmiany jakie zaszły w jego życiu wcale nie były takie złe. W końcu był sobą, uśmiechał się, cieszył się życiem. Już nawet nie był zmęczony.

Był szczęśliwy. Po prostu szczęśliwy.