piątek, 29 kwietnia 2016

III. VIXX (Maska) cz.1

Minęły dwa miesiące. Dwa miesiące ciągłego otwierania nowego dokumentu i zamykania go bez napisania choćby słowa. Myślałam już o tym czy nie zamknąć bloga, ale za każdym razem coś mnie przed tym powstrzymywało i teraz dziękuję za to Bogu. W końcu pod wpływem chwili zaczęłam pisać "coś", na początku nie wiedziałam jaki to będzie zespół, ani kim będą główni bohaterowie, to okazało się podczas pisania i cieszę się, że w końcu udało mi się napisać nowe opowiadanie. 
Będzie to two shot, a teraz przed Wami jego pierwsza część. Życzę Wam miłego czytania i czekam na Wasze komentarze :*
Dziękuję Wam, dziękuję Wam za Wasze wsparcie :*
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Beta: Angel <3









I znów to samo. Nie pamiętał ile to już razy powtórzyła się ta sytuacja. Znów miał poobijaną mordę i to nie ze swojej winy!
Szedł ulicami Seulu z rozciętą wargą i plamami krwi na koszulce. Nie przejmował się spojrzeniami ludzi, których mijał. Z biegiem lat przyzwyczaił się do tego, że swoją mimiką odstraszał ludzi, staruszki w autobusie się go bały, a dzieci uciekały z płaczem… niestety ta jego postawa, z niejasnych dla niego przyczyn przyciągała do niego całe stada pokręconych lasek.
W gimnazjum odbywało się to raczej niewinnie – często w swojej szafce znajdował listy miłosne, a na walentynki dostawał całą masę czekoladek. Niestety gdy tylko poszedł do liceum sprawy przybrały nieco inny obrót. Nie raz słyszał, że dziewczyny zakochiwały się w nim i zostawiały swoich chłopaków, za co obrywało się jemu. I naprawdę nie rozumiał dlaczego.
Nie raz, nie dwa próbował wyjaśniać rozwścieczonym kolegom, że to nie jego wina, że nawet nie zna większości z tych dziewczyn, ale tłumaczenia na nic się nie zdawały. Jako, że od najmłodszych lat trenował taekwondo wiedział jak się bronić, jednak z czasem zauważył, że to nie ma sensu. Po tym jak jego oprawcy dostawali łomot to po jakimś czasie znów wracali, więc po prostu dawał im się pobić, a przynajmniej tak im się wydawało, bo pierwszą rzeczą jakiej uczą na zajęciach z taekwondo jest przyjmowanie ciosów.
I tak od połowy liceum tak do teraz, gdy był w połowie pierwszego roku studiów na kierunku kompozycji muzycznej w milczeniu znosił to wszystko. Nie było mu z tym łatwo, ale dzięki temu niemal z dnia na dzień zmniejszała się liczba jego prześladowców. Niestety liczba jego fanek nie malała wcale, co denerwowało go strasznie.
Ku rozpaczy wszystkich wielbicielek nigdy nie umawiał się z żadną z nich… tak właściwie nigdy nie umawiał się z żadną dziewczyną, a był ku temu jeden zasadniczy powód – otóż był gejem. Zauważył to bardzo dawno temu i choć z początku było mu trudno i nie rozumiał sam siebie, to po wielu latach i licznych rozmowach ze swoim najlepszym przyjacielem w końcu zaakceptował siebie takiego jakim jest.
Stanął przed drzwiami jednego z licznych domów stojących przy tej ulicy, wcisnął dzwonek. Dobrze wiedział, że jest w domu. Ten człowiek zawsze był tam gdzie trzeba, gdy go potrzebował.
- Taekwoon znowu? – cichy głos przyjaciela zabrzmiał mu w uszach.
- Wpuść mnie – powiedział tylko i po chwili usłyszał jak drzwi puszczają.
Szedł powoli i zastanawiał się co ma mu powiedzieć. Dobrze wiedział, że przyjaciel jest przeciwny temu co robi, ciągle go namawiał na zgłoszenie całej sprawy na Policję, ale on wiedział że to nie ma sensu, z resztą nie chciał wyjść na tchórza.
- Apteczka już na ciebie czeka przystojniaku.
- Dziękuję – wyminął go i wszedł do środka bez zaproszenia.
Uwielbiał to miejsce, tu mógł spokojnie odpocząć bez ciągłych zaczepek.
- I co ja z tobą mam? Nie obraziłbym się, gdybyś choć raz przyszedł do mnie w normalnym stanie.
- Przepraszam– szepnął.
- Nie ty powinieneś przepraszać. Ale nie gadajmy o tym, nie chcę, żebyśmy znów się pokłócili.
Taekwoon tylko skinął głową. W całym swoim życiu miał niewielu przyjaciół, ale Cha Hakyeon był osobą, która znała go od przedszkola i wspierała zawsze niezależnie od tego jaką decyzję podjął.
- Chcesz piwa? – krzyknął z kuchni.
- Chętnie.
Wszedł za nim i usiadł przy wysłużonym stole.
- A twoich rodziców nie ma?
- Nie ma i nie będzie. Skoczyli budowę domu i dzisiaj zwoziliśmy graty.
Spojrzał na przyjaciela zaskoczony. Wiedział, że jego rodzice od lat chcieli wyprowadzić się na wieś, ale dopiero teraz dotarło do niego, że to dzieje się naprawdę. Poczuł smutek… skoro jego rodzice się wyprowadzają to znaczyło…
- I czego robisz minę zbitego psa? Ktoś powiedział, że jadę razem z nimi?
O ich przyjaźni można było powiedzieć jedno – Hakyeon ciągle nawijał jak najęty, co wcale nie przeszkadzało Taekwoonowi, z drugiej strony Cha nie musiał w ogóle słyszeć ani słowa z jego strony, żeby wiedzieć co siedzi w tej przystojnej główce.
- Nie wyjeżdżasz?
- Pogięło cię? Niech się nacieszą sobą skoro mogą. Ja mam tutaj swoje życie, studia, pracę, PRZYJACIÓŁ – podkreślił z naciskiem.
- Rozumiem – poczuł jak kamień spada mu z serca.
- Pozostaje tylko jeden problem. Nie utrzymam tego domu sam.
Spojrzał na przyjaciela uważnie. Mógł mu spokojnie polecić kilka osób, z którymi mógłby zamieszkać i nie martwić się, że zrobią mu z domu melinę.
- Jakiś ty przewidywalny – prychnął – ciebie chciałem prosić, a nie jakiś przypadkowych ludzi.
- Mnie? – otworzył szeroko oczy w geście zdziwienia.
- A co nie chcesz? Wydawało mi się, że masz dość mieszkania w akademiku?
Popatrzył przyjacielowi w oczy. Nie musiał nic mówić. Na jego ustach pojawił się lekki uśmiech.
- No to załatwione! Kiedy chcesz się przenieść?
- Kiedy ci tylko pasuje.
- Pomyślałbyś czasem o sobie co? – rzucił z pretensją w głosie – właśnie dlatego nie możesz sobie nikogo znaleźć.
- Hakyeon proszę…
- No co jest inaczej? Zawsze odpuszczasz. Za każdym razem pozwalasz komuś odejść, byle by to on był szczęśliwy.
- Ile razy mam ci mówić, że jeśli osoba, którą kochałem jest szczęśliwa…
- Tak, tak wiem! Ale czy to nie najwyższy czas pomyśleć o swoim szczęściu?
- Za wszelką cenę chcesz, żebym przyznał ci rację?
- I tak zawsze przyznajesz– pokazał mu język i w końcu postawił piwo przed przyjacielem – Właśnie! Nie będziesz miał nic przeciwko jeśli zamieszka tu jeszcze jeden mój znajomy.
Skrzywił się nieznacznie, aż za dobrze wiedział do czego to doprowadzi.
- Zanim coś powiesz. Nie ma dziewczyny, na razie żadnej nie szuka. Po za tym znasz go chyba, jesteście na jednym roku. Nazywa się Kim Wonsik.
- Ravi? – nie mógł ukryć zaskoczenia. Znał go i to bardzo dobrze. Był jedną z niewielu osób na roku, z którą udało mu się w miarę dogadać.
- Kto? Co to ma być to Ravi?
- Pseudonim artystyczny, u nas na roku jest kilku Kim Wonsików, dlatego każdy ma jakąś ksywkę. Zresztą ja też mam.
- Naprawdę? Jaką?
- Leo – poczuł się, że się rumieni.
Hakyeon wybuchnął gromkim śmiechem i dobrą chwilę zajęło mu dojście do siebie. Mógł się założyć, że wymyśliły to jego szurnięte fanki.
- No to co kociaku zgadzasz się? – zapytał, gdy w końcu odzyskał oddech.
- A mam jakieś wyjście?
- Nie masz. No i pięknie. Jutro o piętnastej zabieramy twoje rzeczy z akademika. A teraz pokaż tę wargę, bo znowu zaczyna ci krwawić…



Złożył wypowiedzenie, gdy tylko dotarł do akademika, po czym pośpiesznie spakował swoje rzeczy i czekał cierpliwie, aż jego przyjaciel przyjedzie po niego. Czuł się świetnie. Od dłuższego czasu chciał się wyprowadzić, ale niestety nie starczało mu kasy z pracy dorywczej, więc utknął w miejscu, którego nienawidził. Mieszkał sam w pokoju, bo jego współlokator się wyprowadził po tym jak rzuciła go dziewczyna. Właśnie tego nie lubił najbardziej w kobietach – podejmowały irracjonalne decyzje pod wpływem chwili, kompletnie ignorując jego zdanie. Ciągle słyszał zapleczami, że w końcu któraś z nich go zdobędzie…
Leo nie raz nie dwa myślał o tym, żeby się ujawnić, ale Hakyeon skutecznie wybił mu ten pomysł z głowy. Obaj wiedzieli, że wtedy były gnębiony dwa razy bardziej niż teraz.
Z zamyślenia wyrwało go pukanie do drzwi. Wstał z łóżka i otworzył ale
ku swojemu zaskoczeniu nie zobaczył w nich swojego najlepszego przyjaciela.
- Dzień dobry Taekwoon hyung.
- Wonsik? Co ty tu robisz?
- Przyszedłem ci pomóc. Hakyeon hyung czeka już na nas na dole.
Nic nie zdążył odpowiedzieć. Młodszy wpakował mu się do pokoju i porwał obydwie torby z jego rzeczami.
- Ja mogę sam…
- Daj spokój, zaniosłem już swoje rzeczy więc mogę ci pomóc – uśmiechnął się lekko.
- Dziękuję.
- Nie ma za co.
I wyszedł zostawiając zaskoczonego Leo samego. Chcąc nie chcąc wziął karton z książkami i wyszedł za nim. Musiał przyznać, że lubił tego człowieka, nawet dobrze mu się z nim rozmawiało i co najważniejsze nie odwrócił się od niego jak większość jego kolegów z roku, gdy tylko wyszła na jaw jego popularność wśród dziewczyn. Wciąż z nim rozmawiał, a nawet zaproponował, że zrobi z nim projekt na jedno z zaliczeń.
Zszedł na dół uśmiechając się lekko do siebie.
- Aż taki jesteś szczęśliwy? – Hakyeon uwiesił się na nim.
- Jak na ciebie patrzę to zastanawiam się czy nie popełniłem błędu.
- Och jakiś ty nieczuły. Dobra panienki pakujcie tyłki do auta i jedziemy! – Zarządził i niemal wskoczył za kierownicę.
Leo wciąż lekko się uśmiechając usiadł z tyłu. Miał nadzieje, że od teraz jego życie będzie choć trochę lżejsze.



- Oj nie bądź taki! Cały akademik rozpacza, bo się wyprowadziłeś! – jakaś laska, którą widział pierwszy raz na oczy stała koło niego w sali wykładowej i trajkotała w najlepsze. – Podaj mi swój adres to wpadniemy do ciebie z dziewczynami i urządzimy parapetówkę.
- Wolałbym nie – odpowiedział chłodno i spiorunował ją wzrokiem, ale nie zrobiło to na niej najmniejszego wrażenia.
- Daj spokój, będzie fajnie!
- Chyba wyraźnie powiedział nie – Ravi stał za nią i niemal zabijał ją wzrokiem. – I suń to wielkie dupsko, bo nie mogę się dostać do swojego miejsca.
Taekwoon z trudem powstrzymał się przed parsknięciem śmiechem. Z niemałą satysfakcją patrzył jak oburzona dziewczyna odwraca się na pięcie i odchodzi obrażona.
- Dzięki.
- Nie ma sprawy. Z takimi trzeba twardo.
- Raczej bym tak nie potrafił.
- Bo jesteś zbyt miły.
Poczuł, że na policzki wpływa mu rumieniec. Zawsze tak było gdy ktoś go komplementował, a zwłaszcza ktoś tak przystojny jak Ravi… Niemal od razu skarcił się w myślach. Nie mógł robić sobie nadziei, nie mógł myśleć o nim w ten sposób tylko dla tego, że był dla niego miły.
- Nie wiedziałem cię dziś rano przy śniadaniu. – wyrwał go z zamyślenia.
- Byłem na treningu.
- Trenujesz coś? – w końcu usiadł obok  niego i obdarzył zabójczym uśmiechem.
- Taekwondo.
- Wow, podziwiam. Mi czasami nie chce się nawet podnieść z łóżka, nie mówiąc o jakimkolwiek wysiłku.
- Wydajesz się być w formie – starał się mówić normalnie, nie chciał go do siebie zrazić.
- Pracuję nad sobą. W końcu trzeba pokonać złe nawyki.
Taekwoon pokiwał głową i spojrzał w końcu na niego, ale niemal od razu odwrócił wzrok. Chłopak patrzył wprost na niego. Poczuł, że serce mu przyśpiesza, a na policzki wpływa rumieniec.
- Niesamowite – szepnął Wonsik.
Już chciał zapytać co jest takie niesamowite, ale niestety w tym momencie na salę wszedł wykładowca i musiał skupić się na wykładzie, co przychodziło mu z niemałym trudem, bo ciągle jego myśli szybowały w kierunku jego nowego współlokatora…



Każdy dzień był niemal taki sam, ale kompletnie inny od tych które były do tej pory. Teraz codziennie wracał do nowego domu i codziennie ktoś witał go z uśmiechem na ustach (najczęściej był to Hakyeon, który darł się niemiłosiernie gdy tylko usłyszał otwierające się drzwi), na uczelni codziennie spędzał czas z Wonsikiem dzięki czemu nie był ciągle otoczony kordonem nachalnych dziewczyn. Kolejnym plusem rozwijającej się przyjaźni z Ravim było to, że nie zaczepiał go już żaden porzucony chłopak.
I w takiej atmosferze minęły mu niemal dwa miesiące. Nie pamiętał kiedy ostatnio czuł się taki szczęśliwy, miał wrażenie, że kamień spadł mu z serca, nie musiał się już ukrywać, nie musiał chyłkiem przemykać do swojego pokoju w akademiku, już prawie nikt nie łaził za nim, mógł być teraz po prostu sobą. No prawie…
Od kiedy zamieszkał w domu Hakyeona pokłócił się z nim tylko raz. I to tak, że przyjaciel nie odzywał się do niego dwa dni. Chodziło oto, że nie chciał powiedzieć Raviemu o swojej orientacji. Bał się, że to może zniszczyć ich kiełkującą przyjaźń, że przez to go znienawidzi. Bał się też czy nie wzbudzi to w nim obrzydzenia i czy przez to nie będzie chciał się wyprowadzić.
Ciągle zamartwiał się, że Wonsik w jakiś sposób się dowie i przez to wszystko się zepsuje. Nie chciał sprawiać problemu Hakyeonowi i właśnie to tak go zdenerwowało.
- Uważaj, bo cię okradną – Cha jak zwykle pojawił się niewiadomo skąd.
- Już po zajęciach? – zapytał spoglądając na przyjaciela.
- Tak, ale zaraz wychodzę. Znajomi z roku urządzają imprezę u siebie.
- Baw się dobrze.
- Nie martw się będę. Ale raczej na noc nie wrócę.
- Uważaj na siebie.
- Jesteś zły? – nachylił się nad nim i spojrzał mu w oczy.
- Nie jestem zły.
- Ale nie jesteś w humorze – tak jak się tego nie odpowiedział mu. Nie musiał, doskonale znał odpowiedź. – Coś się stało? Znów ktoś cię zaczepiał?
- A co ja dziecko z podstawówki, żeby ktoś mnie zaczepiał?
- Oj nie bądź złośliwy, przecież wiesz o co mi chodzi – przyjrzał mu się uważnie. – Czyli to nie to. Poznałeś kogoś!
Krzyknął i poderwał się od stołu.
- Kto to jest?! Znam go?
- Mógłbyś ciszej?
- Czyli to prawda? Poznałeś kogoś, prawda? Zanim zaczniesz się z nim spotykać pozwól mi go poznać!
- Hakyeon – spojrzał na niego ostrzegawczo.
- Martwię się o ciebie. Nie chcę, żebyś musiał być cały czas sam.
- Wiem.
- Więc? Kim on jest? – latał wokół niego jak poparzony, a oczy świeciły mu się jak u psa, gdy ten widział jedzenie.
- Nie mogę ci powiedzieć– wyszeptał. Aż za dobrze wiedział co się teraz wydarzy.
- Jak to NIE MOŻESZ?! Jung Taekwoon! Mnie nie możesz powiedzieć?!
- Wybacz mi. Ja nie…
Cha już miał dalej kontynuować swoją tyradę, ale zatrzymał się wpół kroku, gdy zobaczył minę swojego przyjaciela.
- No dobrze. Ale jak już to sobie poukładasz to przyjdziesz do mnie? Wiesz, że ja zawsze ci pomogę?
- Dziękuję.
Leo spojrzał mu prosto w oczy. Nic więcej nie musieli mówić. Teraz już obaj wiedzieli o kim była ta rozmowa.



Spędził pod prysznicem dużo więcej czasu niż zwykle. Chciał, żeby woda zabrała wszystkie myśli jakie zalewały mu głowę, ale niestety gdy tylko wyszedł z łazienki powróciły z prędkością światła. Nie chciał dopuścić do siebie myśli, że to właśnie on mu się spodobał. Przecież tyle razy powtarzał sobie, że nie może dopuścić do takiej sytuacji, nie chciał by przez niego ten mały idealny świat legnął w gruzach.
Szedł ciemnym korytarzem i próbował poukładać sobie to wszystko w głowie. Istniało tylko jedno rozwiązanie z tej sytuacji. On nigdy nie dowie się o jego uczuciach. Zrobi wszystko, żeby to przed nim ukryć, a z czasem o nim zapomnieć.
- Łazienka już wolna? – usłyszał za sobą głos Raviego.
- Tak, możesz wchodzić.
Już miał się odwrócić i pójść do swojego pokoju, ale wyraz twarzy Wonsika nie dawał mu spokoju.
- Coś się stało? – zapytał nim zdążył się powstrzymać.
- Zastanawiam się tylko czemu mi nie powiedziałeś? – w jego głosie można było wyczuć zawód.
- O czym?
- O tym, że jesteś gejem? Miałem wrażenie, że się przyjaźnimy – podszedł do niego bliżej, by móc spojrzeć mu w oczy.
- Przepraszam, ja nie myślałem o tym w ten sposób… bałem się…
- Że powiem komuś na uczelni?
- Nie! – krzyknął niemal – Nie o to chodziło. Bałem się, że…
- Że co?
- Zabrzmię jak dziecko – spuścił wzrok – że nie będziesz chciał się ze mną przyjaźnić.
Ravi spojrzał na niego zaskoczony. Nie takiej odpowiedzi się spodziewał. A to znaczyło, że Hakyeon hyung o niczym mu nie powiedział. Poczuł jak gotuje się w nim krew, ten człowiek wykańczał go psychicznie.
- Chyba żartujesz?! Jakbym miał przestać się z tobą przyjaźnić z takiego powodu! Serio zwariować z wami można!
- Z nami? – zapytał zdziwiony Leo. Nie bardzo ogarniał co się teraz dzieje.
- Nie ważne – przyciągnął go do siebie i przytulił mocno. – Od teraz proszę powierzaj mi wszystkie swoje zmartwienia, dobrze?
- Tak – wyszeptał po chwili.
Kim Wonsik trzymał go kurczowo w swoich ramionach i planował w myślach straszliwą zbrodnię na Cha Hakyeonie. Przez niego jego życie zdecydowanie się teraz skomplikuję…
  

    

CDN... 

5 komentarzy:

  1. Czekam na część drugą *^* ❤

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie znam zespołu, jednak do czego służy google grafika? Podoba mi się, na prawdę. A jak nie masz weny... To nie zamykaj bloga. Ja sama byłam nieobecna prawie 4 miesiące, ale wstawiłam konunikat z wyjaśnieniami. Jeżeli nie możesz nic wyskrobać... Po prostu nas poinformuj. Bo później możesz żałować tego czynu. My jesteśmy z tobą!
    Czekam na ostatnią część (seksy... ¬.¬ xd)
    Pozdrawiam ~

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny początek! Bardzo się cieszę, że nie porzuciłaś bloga i dalej tworzysz takie cudne opowiadania. Niecierpliwie czekam na 2 rozdział! Dużo weny życzę!

    OdpowiedzUsuń
  4. DAWAJ NASTĘPNĄ CZĘŚĆ!!!! i proszę nie zamykaj bloga. to ze nie piszesz to nic. ale to nie powód by popełniać taką zbrodnie!
    nooo iii błagam cię nie każ mi długo czekać na następną część!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Yaaaaaaaaaaay!!! Czekam na następną część bardzo bardzo bardzo~
    To jest świetne. Cieszę się, że nie zamknęłaś bloga :33
    Weny~!

    OdpowiedzUsuń